Witam wszystkich. Chciałabym w końcu opisać swój problem i zasięgnąć rady.
Ponad 3 lata temu poznałam chłopaka, byłam młoda i naiwna. To był mój pierwszy chłopak. On dużo pił, ja też piłam z nim gdy spotykaliśmy sie w weekendy, ale potrafiłam powiedzieć stop- on nie. Czasem miałam już wszystkiego dość, chciałam odejść ale coś mnie powstrzymywało. W końcy zaszłam w ciąże, na początku płakałam bo nie chciałam tego, ale potem się cieszyłam. No i wtedy ten chłopak myślał, że ma mnie na zawsze i robił co chciał. Co prawda chyba mnie nie zdradził, ale mnóstwo pił, było mi tak wstyd przed znajomymi, myslałam o tym jak my założymy kiedyś rodzine, jeśli on tak sie upija i marnuje pieniądze na głupoty(alkohol, gry na maszynach, obiadki w knajpach) Mówiłam mu że bedziemy mięc dziecko, żeby się opanował, po alkoholu jest okropny, nie uderzył mnie ale był agresywny, pił do nie nieprzytomności. Nawet gdy urodziłam to przyszedł pijany do szpitala, tak samo na chrzest. I własnie gdy urodziłam całkiem otworzyły mi sie oczy nie chciałam z nim być, miałam dość jego picia. Poza piciem strasznie kłamał, nawet o sprawy kompletnie nie istotne (np, że wyremontował pokój a tego nie zrobił) Gdy już go zostawiłam stał się okropny, a gdy założyłam konto na portalu randkowym to już wg. Mówił, że się bedzie wieszał, wtedy płakałam i prosiłam żeby tego nie robił, dziś powiedziałabym "miłej drogi"
Dalej pił i przyjeżdzał do nas i robił awantury, napluł mi raz w twarz:( Mowił, że odbierze mi dziecko, że zabierze go za granice. Oprócz tego jes strasznie zadrosny, nawet mu nie pasuje że chodze do szkoły, że mam garstke koleżanek z którymi się widuje w szkole. Ciągle twierdzi, ze kogoś mam a to nieprawda, a sam rozmawiał przez telefon z jakąs dziewczyną bedąc w moim pokoju. Tych sytuacji związanych z nim jest wlele ale nie bede opisywać. Ja mam dość wszystkiego nie mam ani grosza dla siebie, całe szczęscie ze on robi zakupy dla dizecka ale pieniędzy do ręki mi nie da, za to musze się prosić o jakąs rzecz dla małego. Do sądu o alimenty nie pójde bo sie go boje. Utrzymuję mnie mama, ale sama nie ma za bardzo a ja też musze w końcu coś jeść. NIe wiem co robić, żeby on dał mi spokój. Mam straszne kompleksy przez to wszystko, ogarnia mnie frustracja gdy moje koleżanki wychodzą za mąż i są szcześliwe, a mi w życiu nic się nie udało oprócz kochanego zdrowego synka. nie potrzebuję męża tylko chce być szczęsliwa. Pozatym ON czasem mówi, że moge sobie kogoś znaleść i sie z nim pier....ć ale jak dotknie jakiś facet jego dziecko to go zabije. Eh czasem mam takie nerwy przez to że musze palce gryść (wiem chore) Nie mam żadnego wyjścia, mieszkam na wsi nie moge nigdzie wyjść tylko siedze w domu. Nie wiem jak dalej to wszystko będe dzwigać:( Czuję sie strasznie głupia, ze go nie zostawiłam w pore, nie moge sobie tego wybaczyć ciągle mysle o tym, jaka byłam naiwna. Czemu nie szukałam normalnego chłopaka.
Proszę o jakieś rady jak mam wziąć się za siebie. Dzieki.
Jeśli popełniłam jakieś błedy to z góry przepraszam:)