Czy któraś z pań doznała granicy swojej wytrzymałości i wypłaciła własnemu facetowi z liścia? Bardzo cierpiałam przez swojego, przez 2 tygodnie ryczałam, było mi ciężko ze względu na nasz kryzys, a on niczego nie ułatwiał.... pare (pod rząd!) razy wystawił mnie ze spotkaniem które miało służyć pogodzeniu, niby się wytłumaczył ale oczywiście na ostatnią chwilę (no i ma na to dowody, chociaż za kolejnym razem miał możliwość ruszyć tyłek i dla spokoju obojga poświęcić mi poł godziny to wjechano mu na ambicję jaki to on jest posłuszny...), potem u znajomych którzy robili ze mnie natrętną babę (która przywiazuje go na siłe do kaloryfera zeby ze mną siedział, a tak nie jest bo wzajemnie mamy dużo luzu!) rzucił głupi tekst odnośnie tego do mnie... no i dostał ode mnie taką ripostę. Pewnie powinnam była olać, ale miałam zbyt dużo żalu w sobie, a znajomi dla ubawu oczywiście dolali oliwy do ognia.. Przeprosilam go i wyjaśniłam na następny dzień, wiadomo chodził wkurzony bardzo, niby teraz wraca wszystko do normy, ale ja mam tendencję do martwienia się i przejmowania. Chyba nie do końca rozumie za co to było. Nie wiem jak się odnaleźć w tej sytuacji, jak interpretować jego odczucia do mnie, bo nie drążyliśmy tematu w sumie. Wiem że w grę wchodzi męska duma i nie jest to raczej coś, co rozchodzi się po kościach szybko. Jak z tego wybrnąć? Czy dać spokój i się zdać na czas po prostu?
Co to znaczy "wypłata z liścia"? Chodzi ci o spoliczkowanie kogoś? Bo przyznam, że ta terminologia jest dla mnie zagadkowa...
Do granicy wytrzymałości doprowadzamy się same. Jeśli myślisz, że jest inaczej, to znaczy że jesteś zewnątrzsterowna, a tak nie powinno być. To ty jesteś właścicielką swoich myśli i emocji i tylko ty za nie odpowiadasz. Jeśli cię coś wkurza, to dlatego, że twoje własne potrzeby nie są zaspokajane. Tutaj akurat potrzeba szacunku i liczenia się z tobą. Bo twój facet się z tobą nie liczy. Olewa cię, olewa wasze spotkania. A ty zachowujesz się jak małe dziecko, płaczesz, histeryzujesz... Najpierw może się opanuj. Porozmawiaj z nim, choćby przez telefon, wyjaśnij swoje zachowanie, ale też wytłumacz, że to nie było ot tak sobie, tylko dlatego, że nie wytrzymałaś tego, że tak cię traktuje. Wiesz, kryzysy są i będą, powtarzają się w każdym związku raz na jakiś czas. Ale jeśli na początku waszej wspólnej drogi nie jesteście sobie w stanie poradzić z kryzysem, to co się będzie działo za parę lat, kiedy nieporozumienia się nawarstwią?
W moim przekonaniu za wiele zrobić nie możesz, już się stało. Po prostu staraj się żeby o tym szybko zapomniał...
No i nie bije się nikogo, nawet w nerwach
Dając mu w twarz upokorzyłaś go przed Waszymi wspólnymi znajomymi, myślę że to bardzo źle dla Was obojga i dla Waszego związku. Nie chcę stawać po jego stronie, bo sam Cię sprowokował ale skoro chcesz z nim dalej być powinnaś rozegrać to w inny sposób.
5 2013-04-29 21:08:34 Ostatnio edytowany przez navyblueberry (2013-04-29 21:10:31)
Dla mnie zagadką jest "zewnątrzsterowna", można prosić o rozwinięcie? Prawdą jest, przeżywałam intensywnie te problemy i mam problem z opanowaniem tego zamartwiania się. Jesteśmy ciągle na piedestale, wszyscy mają mnie za idiotkę która sobie kogoś takiego wybrała, on sobie to ich gadanie olewa albo obraca w żart ale ja czuję się ciągle obrażana. Poza tym, boję się, ze mogłam go odepchnąć od siebie mimo że miałam swoje motywy. Zresztą wiadomo, to nic zrzeszającego ludzi.. Dlatego nie wiem, jak się zachować, mimo jego komentarza, że "wraca wszystko do normy".
ze mogłam go odepchnąć od siebie mimo że miałam swoje motywy. .
miałaś swoje motywy, które cię tłumaczą i usprawiedliwiają, że UDERZYŁAŚ kogoś?
masz problem z opanowaniem gniewu i emocji innych
masz problem, bo nie potrafisz w sposób kulturalny, akceptowalny, i bez krzywdzenia innych rozwiązywać problemów
dla mnie twoje zachowanie jest niedopuszczalne
nie ma motywu ani usprawiedliwienia na uderzenie kogoś
co zrobiłaś w ten sposób z siebie, a co z faceta?
ty jesteś OPRAWCĄ
on ofiarą
nie miałas argumentów innych niż bicie i poniżanie, żeby postawić na swoim??
no i proszę Was, czemu żadna nie napisała, że on powinien ją zostawić, że jak raz uderzyła to znowu to zrobi, bo on sobie na to pozwolił, no dlaczego? Bo jest kobietą, zobaczcie co by było gdyby to facet uderzył kobietę w takiej sytuacji. Zaraz by było że kat rodziny, przemoc, policja i niebieska linia. Jak dla mnie to Ty powinnaś go kopnąć w odwłok wcześniej skoro Ci nie pasował, a skoro tego nie zrobiłaś to w obecnej sytuacji to on powinien Ciebie kopnąć w odwłok, tak samo jak każda kobieta, na którą facet podniesie rękę. I owszem może niebieska linia to jest, ale "cienka niebieska linia"
Ej nie jestem z tego dumna, wręcz przeciwnie! Tylko jak ktoś tak rani i jeszcze potem się w twarz cieszy z tego to trochę ciężko. No tak, powinien odejsc według was, to dlaczego tego nie zrobił ?
pytanie dlaczego Ty nie odeszłaś, skoro tak bardzo Cię irytował?
Bo pierwszy raz nawarstwiło się dużo problemów i chciałam to naprawić niezależnie kto zawinił, bo mi zależy więc byłam gotowa dużo znieść, ale nie sądziłam że będzie taki bezmyślny
nawarstwiło się dużo problemów
niezależnie kto zawinił
nie sądziłam że będzie taki bezmyślny
navyblue- on bezmyslniak nie rozumie, że ty jesteś ta lepsza, bo niezależnie, kto zawinił, chcesz to naprawiać
pytanie brzmi: CO chcesz naprawiać?
nie szanujecie się, ranicie się, wystawiacie do wiatru, obwiniacie nawzajem, robicie sobie sceny w towarzytswie znajomych, sprawił że ludzie traktują cię jak idiotkę, ty sprawiłaś, że go traktują jak ofiarę losu...
dajcie sobie spokój
i zmień znajomych - mają z was niezły uwaw, jak sama piszesz
i dolewają "oliwy do ognia"
Super. Publiczne ośmieszanie się i dawanie po twarzy jako recepta na uzdrawianie związku? Muszę zapamiętać, bo tego jeszcze nie znałam! A powiedz czy aby skuteczna?
13 2013-04-30 13:49:52 Ostatnio edytowany przez Kriss (2013-04-30 14:03:33)
Powinnaś go zostawić i jeszcze przez długi okres czasu nei wiązać się z NIKIM, oprócz własnej głowy. Po pierwsze: co to w ogóle za terminologia "wypłata z liścia"?! Po pierwsze - bagatelizująca chamstwo i przemoc. Zezwalająca. A tak. Gdyby on Cię spoliczkował - byłoby na forumie takie larum, że wszystkim by gacie pospadały z wrażenia. Że źle wróży, że co bedzie jak się z Tobą ożeni, że przemocowiec nie potrafiący zachowywać się cywilizowanie, itp.
A Ty sobie piszesz o "wypłacie z liścia" i szukasz koleżaneczek, które w ten sam sposób rozwiązują swoje związkowe problemy jak się wezmą i zdenerwują. By Ci lepiej było, no może nie zaraz że "dumna", ale pewnie jakaś drobna licytacja by się odbyła "za co i jak fajnie sobie ulżyć".
Żeby było sprawiedliwie - też powinnaś zarobić co najmmniej "z liścia" albo i z "piąchy" (jak wiadomo - jak oddać, to z nawiązką.)
Jak równouprawnienie - to w dwie strony. Ty jednak jesteś typem dziewczyny, która liczy na dżentelmeństwo i dlatego leje po mordzie. Nie w obronie własnej, Ciebie nikt nie trzepnął w dziób - inicjujesz przemoc, żeby postawić na swoim.
Szczerze? To Ty jesteś toksyną, nie Twój facet. On jest "tylko" niedojrzały. Olewa Cię ciepłym moczem, ignoruje przy znajomych, ciekawe co muisiałby zrobić, zebyś go puściła kantem... Ale - Ty MUSISZ postawić na swoim, a jak nie - to lejesz w pysk. Żenada.
Chyba nie do końca rozumie za co to było. Nie wiem jak się odnaleźć w tej sytuacji, jak interpretować jego odczucia do mnie, bo nie drążyliśmy tematu w sumie. Wiem że w grę wchodzi męska duma i nie jest to raczej coś, co rozchodzi się po kościach szybko.
Ato powyżej jest dowodem na to, ze na razie to Ty powinnaś ochłonąć od związków. Bo ZA CO można kogoś, kogo się kocha, intencjonalnie uderzyć? Chciałabym się dowiedzieć. I potem jeszcze urazę tej osoby zrzucać na "męską dumę". Czyli jak Ci facet przypierdzieli w dziób, a Ty się będziesz obrażać, to wystarczy poczekać, aż Ci "urażona kobieca duma" przejdzie i szafa gra. Potem pogada, przeprosi i luz.
Nie szukam koleżaneczek, które będą mnie popierać to po pierwsze.
Po drugie, żałuję tego! Ale już nie cofnę! i rozumiem, że muszę sama siebie ogarnąć bo jak nie przy kimś to sama się wykończę.
Tylko chciałam zapytac czy taka osoba w takiej sytuacji jest w stanie się zrehabilitować. I w ogóle jak...
Po to się człowiek zgłasza na forum żeby znależć jakąś pomoc. Dziękuję za wypowiedzi ale nie musicie mnie do razu lińczować, wystarczająca sama na siebie jestem zła. Też nie ujawniłam wszystkich szczegółów, tylko ograniczyłam się do tego incydentu wiec liczę się z komentarzami takimi czy innymi.
Dla mnie zagadką jest "zewnątrzsterowna", można prosić o rozwinięcie? Prawdą jest, przeżywałam intensywnie te problemy i mam problem z opanowaniem tego zamartwiania się. Jesteśmy ciągle na piedestale, wszyscy mają mnie za idiotkę która sobie kogoś takiego wybrała, on sobie to ich gadanie olewa albo obraca w żart ale ja czuję się ciągle obrażana. Poza tym, boję się, ze mogłam go odepchnąć od siebie mimo że miałam swoje motywy. Zresztą wiadomo, to nic zrzeszającego ludzi.. Dlatego nie wiem, jak się zachować, mimo jego komentarza, że "wraca wszystko do normy".
W zewnątrzsterowności chodzi o to, że osoba nie działa pod wpływem swoich myśli, swojej woli, ale wydaje jej się, że robi coś z winy innej osoby. Napisałaś, że uderzyłaś go, bo nad sobą nie zapanowałaś, bo on coś tam coś tam. Tymczasem to ty odpowiadasz za to co czujesz, co myślisz i co robisz, nikt inny. To ty odpowiadasz za to, by nie przekroczyć pewnych granic. Dlatego też nie ma czegoś takiego, że on cię sprowokował, nie ma takiej możliwości. Nikt nie jest w stanie nikogo sprowokować do użycia przemocy. Bo każdy sam odpowiada za swoje myśli. Ponadto sam termin odnosi się także do osób, które podejmują jakieś działania dopasowując się do systemu nagród, kar, nakazów i zakazów i to one są tych osób głównymi motywatorami.