Hej, chciałabym się uporać z dość dziwnym... problemem, jeśli można tak to nazwać.
A mianowicie, jestem z chłopakiem dwa miesiące ( może to śmieszne, ale po prostu nie wiem czy angażować się w to dalej i starać się czy zatrzymać się ), on ma 20 lat. Jest całkiem doświadczony w relacjach i swoje też przeszedł, ale związku jako takiego nie zasmakował, dopiero zaczyna się nasz poważniejszy taki, przez co na wstępie chciałam zaznaczyć, że może trzeba go tym usprawiedliwić ![]()
Przed tym jak zakochaliśmy się w sobie byliśmy dobrymi przyjaciółmi, ufał mi, zawsze go wysłuchiwałam i rozmawialiśmy dużo... pisząc. Naprawdę, więcej pisaliśmy niż się widzieliśmy chociaż było wiele okazji. Oczywiście nie tylko naszych problemach i żalach, tylko również śmieszne rzeczy! itd. Starałam się dawać mu dużo luzu i pozwać mu na bycie po prostu 100% sobą. Potem zaczęliśmy się widywać i wyszło jak wyszło : )
Teraz zaczynam się martwić, że powinnam go wychować, ale nie chcę go ograniczać lub wiecznie zwracać mu uwagę na to co mi nie pasuje! Strasznie przeklina!! i jest wrogo ponastawiany do 'rasy ludzkiej', łatwo się denerwuje i potrafi bez sensu po czymś cisnąć, czasem półżartem półserio, co bywa zabawne i ja to przyjmuję ze śmiechem i już mu takowy RAGE przechodzi. Ale zaczynam się męczyć wrogością lub nienawiścią do świata. Mówiłam mu o tym. ... ale w sumie wiele poglądów mamy podobnych, ale czasem wydaje mi się, że ja widzę wiele pozytywów i luzu w świecie, a on... Chciałabym go nauczyć jak się cieszyć głupimi rzeczami i żeby był częściej zadowolony i przestał zamykać się ze swoją grupką od 'picia i jarania' tylko się otworzył na jakieś pasje czy cele... Ale nie jest jakiś prymitywny i nieinteligentny, hehe, studiuje nawet dość ciężką informatykę. I nie wiem jak już do niego mówić... bo prawię swoje monologi, a on kończy, że może mam rację i coś tam coś tam... być może na odczepne?
Ale nie raz o tym pisał, że sobie zdaje sprawę, że "musi się wziąć za siebie", tylko potem już swoje szczeniackie szczekanie...
Dodatkowo rzadko kiedy mnie chwali, nie mówi mi słodkich rzeczy, a to, że mnie kocha to tylko po tym jak ja mu powiem, albo jak mi jest smutno... Nie jest spontaniczny i prawdopodobnie wstydzi się mówić o uczuciach... jak go otworzyć na to? Nie chcę mu tego mówić, bo boję się, że to wymuszanie tych miłych słów i to takie na siłę.. wiadomo, każda kobieta chce czuć się najpiękniejsza i najbardziej kochana i doceniona. Próbowałam już sama zaczynać temat i mówiłam co w nim lubię i co mi się podoba, a on jedno zdanie o mnie i jakoś trudno mu słowa dobrać... ale bardzo się cieszy jak go chwalę i lubi sobie wracać do miłych smsów ode mnie. A ja... na pocieszenie mogę wracać do skrzynki 'wysłane'... a przy znajomych to już w ogóle... pro-kumpela i tyle. Dopiero jak jesteśmy sami to jest czuły fizycznie i stara moooże się cooooś powiedzieeeć, np że mam ładne włosy czy ubranie i o. Koniec.
Właściwie to chciałabym, żeby zauważał moje potrzeby, żeby był bardziej troskliwy, bardziej facetowaty... Obawiam się, że on uważa takie zachowanie za mało męskie lub 'romantyczne fuj'... i się krępuję. I nie wiem jak go otworzyć...
Po za tym czasami jak rozmawiamy i on opowiada coś to ja nie wiem co już mam odpisywać, a jakieś głupie 'XD' albo kiwnięcie głowy jest naprawdę czasem jedyną adekwatną odpowiedzią... i tu z kolei mi czasem głupio...
I jeszcze to, że nie chce ustawić sobie statusu na facebooku, ja wiem, że to nie problem, ale chodzi mi o podłoże tego... że się mnie może wstydzi? No bo przy kolegach to nawet nie widać, że jesteśmy parą.... ja nawet nie wiem czy oni wiedzą...
Co sądzicie o tym? Jak to zmienić?