Witam serdecznie nigdy wczesniej nie udzielalem sie na zadnych forach ale dziwnym trafem jak mialem zlamane serce 2 lata temu to wiele tutaj tematow mi pomoglo....moja historia zaczyna sie od kobiety w ktorej do dzis jestem zakochany poznalismy sie w 2008 roku ..bylismy wtedy ze soba dwa lata w miedzy czasie umarl jej ojciec i bardzo to przezyla uciekla w alkohol nic sie dla niej nie liczylo ..pomagalem jak moglem dawalem z siebie wszystko chociaz wiedzialem ze zadne slowa i gesty nie oddadza tego co ona naprawde czula poprzez strate tak bliskiej osoby...w pewnym momencie zaczely sie balangi imprezy z jej zanjomymi z pracy i poszedlem w odstawke walczylem probowalem tlumaczyc myslalem ze to chwilowe ale byla niewzruszona zostawila mnie jak smiecia tlumaczylem sobie to tym ze przezywa strate ojca i dlatego tak jest ze juz sie dla niej nie licze...nie moglem sobie z tym poradzic wszystko mi ja przypominalo odechcialo mi sie zyc ale wkoncu sie dzwignalem i wyjechalem do danii do pracy chociaz bol przez rok mi ani troszke nie zelzal nie bylo minuty gdzie bym nie myslal o niej ..oczywiscie sobie probowalem obrzydzic ja jak moglem ale i tak serce bilo w jej strone w miedzy czasie spotykalem sie z roznymi kobietami i podczas blizszych akcji zamykalem oczy i wyobrazalem sobie ja...bedac na obczyznie nagle sie do mnie odezwala przez gg chciala wrocic mowila ze miala ciezki okres i powinienem ja zrozumiec zastanawialem sie dlugo i wkoncu wybralem to co serce mi mowilo WROCILEM DLA NIEJ do kraju rezygnujac z fajnej pracy nie mowiac o zarobkach..stalo sie tak ze na szczescie po poworcie znalazlem prace w naszym ukochanym kraju ale wiadomo ze zarbki byly marne..poczatki byly jak zawsze piekne bylismy na wczasach plywalismy statkiem jednym slowem cudowne klimaty ..znow czulem sie szczesliwy znow czulem ze jestem jej potrzebny dziekowalem Bogu za kazda chwile spedzona z nia..minal rok potem drugi i zaczela swirowac jeszcze wczesniej dodam ze brak sexu trwal nawet i do 3 miesiecy spalismy po dwoch stronach lozka nie lubila jak okazywalem jej uczucia ja jestem typem faceta ze daje z siebie wszystko ciagle fochy grymasy nerwowosc...w koncu i ja zaczalembyc nerwowy bo nie dawala mi odczuc ze jestem jej potrzebny zaczely sie klimaty jej z kolegami z pracy wyjscia na rowery piwko i tak dalej dodam ze to mlodsi koledzy ona 29 koledzy 24 lata ..mniesie to niepodobalo chcociaz nie chce byc zazdrosnikiem zaborczym to mialem powazne plany zeby sie z nia ozenic zalozyc rodzine i wkurzalo mnie to ze ma klimaty z byle siurkami niz ze mna..zaczely sie klotnie,poslzismy na impreze z udzialem jej znajomych bo nalegala w tym czasie nawet kolo mnie nie siedziala zachowywala sietak jakbysmy nie byli ze soba widac ze dobrze sie bawila w towarzystwie mlodszych chlopaczkow w koncu sie nawallem z tego wszystkiego tak ze mialem dosc i chcialem isc do domu myslalem ze wroc ze mna..razem przyszlismy razem wrocimy to hyba normalne..olala mnie poszla sie bawic z nimi ja wrocilem do domu okolo 2 w nocy on po 6 ..bylem wsciekly nieodzywalem sie do niej przez tydzien czasu..w koncu mi napisala esemesem ze od dawna juz o tym myslala i ze odchodzi tak o poniewaz brakuje zawsze pieniedzy ona sie nigdy nie zmieni i ja tez wiecznie jej bede akcje robil o kolesi a ona chce sie bawic i przemyslala to i odchodzi I powedzcie mi ludzie czy to ja jestem nienormalny czy ona jest zwykla zdzira niedorosla no bo jak mozna chlac i lazic z malolatami i czuc sie spelnionym z tego powodu...dlatego prosze o wasze opinie pozdrawiam i sorki za brak interpunkcji:))
Myślę, że komentarz na temat swojej kobiety sam już dałeś, poprzez taki, a nie inny tytuł posta. Przykro mi, ale nie wygląda to wszystko dobrze. Czy w Waszym życiu też ją tak nazywałeś ? Zrób sobie rachunek sumienia i pomyśl, czy Ty jesteś bez winy. Kobieta nigdy nie olewa faceta, ot tak, bez powodu. Chyba że jest nimfomanką, albo ma kurew...o we krwi. Tak więc albo coś jej zrobiłeś, albo jest taka, jak ją nazwałeś w tytule. Jeśli to drugie, to nie ma nad czym płakać.
Interpunkcja, tego nie da się czytać, nawet jakby komuś przypadkiem się chciało
Jeżeli Twój język w codziennych sytuacjach wyglądał tak jak tu, czyli spotykanie się z młodszymi znajomymi i picie alkoholu - niedorosła zdzira (i to o dziewczynie, którą podobno kochasz!), to i tak dziwię się, że tyle wytrzymała. Nie twierdzę, że jej zachowanie zawsze było w porządku, ale jednak te słowa mimo wszystko mnie zmroziły.
nie jestem bez winy wyzywalem ja nieraz ale nie od kurew tylko od tepych lasek ....poprostu ona i ja jestsmy zbyt nerwowi i to nas poroznilo a jednoczesnie zniszczylo...ja jej wybaczylem duzo rzeczy i klamstw i wkurzalem sie ze co i rusz robi jakies jazdy ze nie ma spokoju wiele razy powtarzalem sobie w duchu ze chce inna i wykrakalem:)mimo ze ja kocham bardzo mysle ze ona to wie ale jest tak twarda ze ja wymiekam nie mam zamiaru sie prosic 3 razu juz nie bedzie szkoda zycia
i jeszcze chcialem dodac ze tez nie grzeszyla jakas wrazliwoscia z slowa bo rzucanie miesem to podstawa w jej dialekcie codziennym..mysle ze chcialem zrobic z niej pozadna kobiete na sile a przeciez ona ma charakter kundla i tyle
Bardzo starałam się przebrnąć przez ten blok tekstu ze zrozumieniem - naprawdę się starałam, powstawiałam sobie nawet wyimaginowane przecinki i przeanalizowałam tekst pod kątem treści. Niestety, treść jest na tyle chaotyczna, że i tak niewiele zrozumiałam. Przeszkadza Ci to, że ona imprezuje? Czy może Cię zdradza? Niestety z Twojego posta trudno wyczytać, czy rzeczywiście była nieuczciwa, czy po prostu przeszkadzał Ci jej rozrywkowy tryb życia.
A z drugiej strony - jeśli piszesz o niej w takich słowach, to ewidentnie między Wami nic już nie ma i chyba najwyższy czas dać sobie spokój. Sądzę, że już dawno utraciłeś szacunek dla niej, a bez szacunku trudno o miłość i budowanie jakiegokolwiek związku.
Podstawą związku jest szacunek, gdy go brak lepiej powiedzieć sobie "baj baj"
9 2013-04-21 21:16:05 Ostatnio edytowany przez pati31 (2013-04-21 23:30:42)
Mysle ze zabraklo , komunikacji i okreslenia pewnych zasad, na poczatku zwiazku.
10 2013-04-22 08:33:24 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-22 08:34:09)
Hm.Zastanowiło mnie jedno
Ciekawa sytuacja że,jak autorem który delikatnie mówiąc psioczy na swoją byłą jest mężczyzna to komentarze są w stylu
Nie szanowałeś kobiety to masz za swoje.
A gdy w analogicznej sytuacji autor jest kobietą to zdania są odmienne i ten brak szacunku ze strony kobiety przechodzi jakoś bez echa.
To by oznaczało że,kobiecie wolno wyzywać swojego byłego a już mężczyźnie w takiej sytuacji nie.
Alterego1, psioczenie psioczeniem, ale wydaje mi się, że gdyby kobieta napisała, że jej facet był tępym dziwk...em tylko dlatego, że chodziłby na imprezy, to zareagowałabym tak samo. Jak można myśleć o związku z kim, kogo się tak określa? Nie twierdzę, że jego dziewczyna była idealna, bo chyba nie zna słowa kompromis, a jej zachowanie, z tego, co autor napisał, mogło być prowokujące i ciężkie do zniesienia, ale nazwać ją od razu zdzirą? No ludzie...
onar, po pierwsze i na forum często najważniejsze - pisz poprawnie, w sposób uporządkowany i używaj interpunkcji! Niestety Twoje wypowiedzi są zupełnie nie do przebrnięcia. Ale już sam tytuł mówi o wszystkim - po co Ci ktoś kogo uważasz za "pustą zdzirę"? Daj tej dziewczynie spokój, niech żyje po swojemu, a Ty znajdź sobie kogoś, kto będzie Ci odpowiadał.
A nazwanie kobiety, którą podobno kochasz tępą laską jest lepsze niż k***ą? W sumie to bez różnicy, bo pewnie jesteś z nią z litości i masz jakieś mesjanistyczne podejście do kobiet. A tak na serio - jak wy chcecie być razem jak się nawzajem nie szanujecie? Można się kłócić, ale żeby od razu się nawzajem wyzywać? I napisałeś tutaj posta, żeby wszyscy po niej pojechali, żeby Ciebie utwierdzić, że ona jest zła i że nie warto, a Ty fajny i że w ogóle? Sam też pochlebnie się o niej nie wyrażasz, to po co ten temat, jak Ci mamy pomóc? Jesteś pewny że masz problem z nią czy z sobą? Mamy Ci wspólnie podnieść samoocenę?
Nie wiem, dla mnie bez sensu...
Jesli facet , zdradzal by kobiete , bawil sie z gowniarami itp.
Kazda nazwlaby go , bawidamkiem , kurwiarzem , nie szanujacym partnerki itp .
Oczywiscie ze nie wolno nazywac brzydko nikogo , ale ten post jest napisany pod wplywem emocji , co widac golym okiem .
Fakt jest taki ze pani autora , chciala wolnosci , co ladnie pokazala , wiec chyba niema innej rady jak zapomniec.
Kolejny raz stwierdzam, że mężczyźni kochają zołzy. Tyle w tym temacie.
16 2013-04-22 13:36:33 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-22 13:41:18)
Kolejny raz stwierdzam, że mężczyźni kochają zołzy. Tyle w tym temacie.
I odwrotnie.
Tylko dlaczego te kobiety lub mężczyźni wiąźą się z tymi których tak naprawdę nie kochają?
Bo podświadomie wiedzą że,kochanie zołzy lub jej męskiego odpowiednika to jedno a życie z nim to co innego.
Takie to proste aczkolwiek bardzo skomplikowane w swej istocie.
Katarina87 napisał/a:Kolejny raz stwierdzam, że mężczyźni kochają zołzy. Tyle w tym temacie.
I odwrotnie.
Tylko dlaczego te kobiety lub mężczyźni wiąźą się z tymi których tak naprawdę nie kochają?
Bo podświadomie wiedzą że,kochanie zołzy lub jej męskiego odpowiednika to jedno a życie z nim to co innego.
Takie to proste aczkolwiek bardzo skomplikowane w swej istocie.
Najtrudniej jest kochac tych, ktorzy tego najbardziej potrzebuja i nie wiem czy mozna przezwyciezyc swoje wady, ale wiem, ze mozna sie bardzo zniechecic do wlasnych zalet, zwlaszcza dostrzegajac je u innych. ![]()
Hm.Zastanowiło mnie jedno
Ciekawa sytuacja że,jak autorem który delikatnie mówiąc psioczy na swoją byłą jest mężczyzna to komentarze są w stylu
Nie szanowałeś kobiety to masz za swoje.
A gdy w analogicznej sytuacji autor jest kobietą to zdania są odmienne i ten brak szacunku ze strony kobiety przechodzi jakoś bez echa.
To by oznaczało że,kobiecie wolno wyzywać swojego byłego a już mężczyźnie w takiej sytuacji nie.
Nie, to oznacza, że bardzo często kobieta czymś innym kieruje się w takich sytuacjach i pierw chce porady, zrozumienia, wysłuchania, inaczej niż użytkownik piszący wyżej ![]()
Fakt, faktem zdaża sie, że kobiety na więcej pozwalają sobie, niż gdy piszą to samo mężczyźni, ale cóż.. faceci też nierówno oceniają kobiety i obe strony mają do tego prawo.
No i forum jest kobiece, więc logiczne, że spotka się tutaj z opiniami kobiet, niekoniecznie pochwalnymi.
19 2013-04-22 15:27:42 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-22 16:30:51)
Nie, to oznacza, że bardzo często kobieta czymś innym kieruje się w takich sytuacjach i pierw chce porady, zrozumienia, wysłuchania, inaczej niż użytkownik piszący wyżej
Jak widac nie zrozumialas przeslania jak i paradoksu plynacego z tego jednego zdania. Ale to wszystko rzecz gustu, choc tematu bezdyskusyjnego jednak majacego spore rozbieznosci w pojmowaniu istoty sprawy przez przedstawicieli tej samej lub nawet odmiennej plci.
Kolejny raz stwierdzam, że mężczyźni kochają zołzy. Tyle w tym temacie.
Żaden mężczyzna nie pokocha zołzy. Z samej zasady - jak można kochać kogoś, kto jest chłodny, wredny, potrafi być bezwzględny, kiedy jej to na rękę i całą resztę zachowań odpychających? Można dojść do, co najwyżej, etapu zauroczenia i/lub przyzwyczajenia, ale z miłością to ma niewiele wspólnego. Równie dobrze można odwrócić układ płci i napisać, że kobiety kochają zimnych drani. A teraz zadajcie sobie drogie Panie pytanie: czy kierując się potrzebą miłości, nie portfela, można pokochać i czuć się komfortowo i stabilnie przy boku mężczyzny, który związek emocjonalno-uczuciowy traktuje z bardzo dużą rezerwą, nierzadko trwając w takim układzie by nie wyglądać głupio jako singiel? Ponownie odwracając płci - mężczyzn analogiczne kobiety również nie kręcą. Może tylko na etapie "zdobywania", bo wiadomo, że nagroda smakuje lepiej, jeśli trudno ją zdobyć. Ale na tym się kończy. Wciąż mało kobiet zdaje sobie sprawę, że mężczyźni to naprawdę uczuciowe i wrażliwe stworzenia, tylko zasłaniają to murem, za który dopuszczają tą "jedyną wybrankę serca". Przed nią nawet łzy nie są dla nich wstydem. Jak na złość zauważyłem, że sami mężczyźni wstydzą się do tego przyznać, co mnie dziwi, bo mężczyzna też nie jest robotem. Wiadomo, że nie można się rozklejać jak klucha, ale nie ma też co dusić w sobie emocji, bo to nigdy nie prowadzi w dobrą stronę, a dla kobiety jest to też bardzo wyraźny wyznacznik, bo gdy mężczyzna pokaże łzy, to znaczy, że ktoś go albo tak niesamowicie zranił, albo jest tak ogromnie szczęśliwy. Reasumując - książki pod tytułem "Mężczyźni wolą zołzy" i podobne wypociny parapsychologów i innych wytworów konsumpcyjnego stylu życia można wywalić do kosza, bo wprowadzają totalnie błędne spojrzenie na naturę psychiki człowieka. Najlepiej drugą osobę poznaje się nie na drodze eksperymentów i medialnych bzdur, a na drodze rozmowy i obcowania z tą osobą. To tyle z moich przemyśleń ![]()
Katarina87 napisał/a:Kolejny raz stwierdzam, że mężczyźni kochają zołzy. Tyle w tym temacie.
Żaden mężczyzna nie pokocha zołzy. Z samej zasady - jak można kochać kogoś, kto jest chłodny, wredny, potrafi być bezwzględny, kiedy jej to na rękę i całą resztę zachowań odpychających? Można dojść do, co najwyżej, etapu zauroczenia i/lub przyzwyczajenia, ale z miłością to ma niewiele wspólnego. Równie dobrze można odwrócić układ płci i napisać, że kobiety kochają zimnych drani. A teraz zadajcie sobie drogie Panie pytanie: czy kierując się potrzebą miłości, nie portfela, można pokochać i czuć się komfortowo i stabilnie przy boku mężczyzny, który związek emocjonalno-uczuciowy traktuje z bardzo dużą rezerwą, nierzadko trwając w takim układzie by nie wyglądać głupio jako singiel? Ponownie odwracając płci - mężczyzn analogiczne kobiety również nie kręcą. Może tylko na etapie "zdobywania", bo wiadomo, że nagroda smakuje lepiej, jeśli trudno ją zdobyć. Ale na tym się kończy. Wciąż mało kobiet zdaje sobie sprawę, że mężczyźni to naprawdę uczuciowe i wrażliwe stworzenia, tylko zasłaniają to murem, za który dopuszczają tą "jedyną wybrankę serca". Przed nią nawet łzy nie są dla nich wstydem. Jak na złość zauważyłem, że sami mężczyźni wstydzą się do tego przyznać, co mnie dziwi, bo mężczyzna też nie jest robotem. Wiadomo, że nie można się rozklejać jak klucha, ale nie ma też co dusić w sobie emocji, bo to nigdy nie prowadzi w dobrą stronę, a dla kobiety jest to też bardzo wyraźny wyznacznik, bo gdy mężczyzna pokaże łzy, to znaczy, że ktoś go albo tak niesamowicie zranił, albo jest tak ogromnie szczęśliwy. Reasumując - książki pod tytułem "Mężczyźni wolą zołzy" i podobne wypociny parapsychologów i innych wytworów konsumpcyjnego stylu życia można wywalić do kosza, bo wprowadzają totalnie błędne spojrzenie na naturę psychiki człowieka. Najlepiej drugą osobę poznaje się nie na drodze eksperymentów i medialnych bzdur, a na drodze rozmowy i obcowania z tą osobą. To tyle z moich przemyśleń
Podpisuję się czterema łapkami.
Ja też czasem płaczę i...
Dobrze mi z tym.
Katarina87 napisał/a:Kolejny raz stwierdzam, że mężczyźni kochają zołzy. Tyle w tym temacie.
I odwrotnie.
Tylko dlaczego te kobiety lub mężczyźni wiąźą się z tymi których tak naprawdę nie kochają?
Bo podświadomie wiedzą że,kochanie zołzy lub jej męskiego odpowiednika to jedno a życie z nim to co innego.
Takie to proste aczkolwiek bardzo skomplikowane w swej istocie.
Po raz pierwszy zgadzam się z Tobą w 100 %.
minelo juz troche czasu od momentu kiedy pisalem ten post...i powiem Wam,ze w duzej mierze macie wszyscy racje ..nie powinienem jej wyzywac ,bledem bylo tez to,ze nie chcialem dostrzec ewidentnych znakow,ktore mi pokazywala...ciagle z rana nieszczesliwa i tak dalej....myslalem ze to stan przejsciowy...wspominalem jej dosyc czesto,ze wydaje mi sie,ze nie jest ze mna szczesliwa ..moze powinnismy cos zmienic..odpowiadala mi ze zle mi sie wydaje,ze wszystko jest ok...z perpektywy czasu wiem,ze nawet nie chcialo jej sie nic naprawiac ani gadac poprostu trwala w postanowieniu, ze jak sie ktos lepszy pojawi, to da mi kose w zebro...tylko po co zwlekala..moglismy porozmawiac..nie pogodze sie z tym, poniewaz czuje sie w....ny przez nia...otwrzylem sie jak dzieciak,dalem jej serce na tacy i spuscila to w kiblu...odchodzac do innego,nowopoznanego w pracy...mam zal o to,ze nawet nie potrafila mi tego powiedziec wprost tylko jakies bzdety ze nie mam szacunku i ze ciagle brakuje pieniedzy....dzis jestem bogatszy o nowe doswiadczenie jakze bolesne,bo wszystko stracilo sens..mimo iz czulem, ze kiedys mnie zrani brnalem w to..bo kazda chwila z nia byla dla mnie czyms wyjatkowym..szkoda, ze ten problem siegnal i mnie...wiem,ze pomimo przeciwnosci,braku komunikacji,obojetnosci ja bym jej nie zostawil dla ladniejszej,lepszej i tak dalej bo z mojej strony jest to milosc na zawsze jedna i jedyna!!!!!!nie ma drugiej osoby na swiecie,ktora mnie tak zranila...jak mozna byc tak bezwzglednym...coz wybrala siebie i swoje szczescie.. mam nadzieje,ze obecny facet bedzie ja kochal tak jak ja ja...wiem,ze o powrocie nie ma nawet mowy...zrobilem kilka bledow,ktore ona obrocila przeciwko mnie....dziekuje wszystkim za uwage zycze powodzenia jak skonczy mi sie ten stan,wktorym sie znajduje to jeszcze sie kiedys odezwe i opisze Wam jak potoczyly sie moje losy poki co trwam w agoni......:D
Hmmm pierwszy i ostatni post...dwie różne osobowości. Ta druga podoba mi się o wiele bardziej. Wykorzystaj teraz to przykre doświadczenie i szanuj na przyszłość kobiety bez wyzywania ich bo tylko prawdziwy mężczyzna zachowuje się w taki właśnie sposób.
Powodzenia
Chłopaki (Fevers, Alterego) dzięki wielkie, nieoczekiwanie mi pomogliście. Zawsze udawałam taką niedostępną zołzę... bo jestem bardzo wrażliwa i zawsze się bałam, że ktoś mnie zrani. Jak już troszkę się otworzyłam, zaraz czekałam na nóż w plecy i robiłam dwa kroki w tył...bałam się okazywać miłość, czułość i uczucia, bałam się odsłonić ... bo faceci to dranie (tak myślałam). Jak się domyślacie, nie zaznałam zbyt wiele szczęścia w miłości, chociaż zawsze miałam duże powodzenie u mężczyzn.. Od niedawna jestem w nowym związku i cały czas się szarpię, znowu to samo, chociaż sama postanowiłam, że spróbuję inaczej, będę szczera i otwarta. Łatwo powiedzieć... jest miło, czule i potem doszukuję się jego nieszczerości, węszę podstęp, jestem zła, prowokuję kłótnie. On ostatnio stwierdził, że mnie nie rozumie, tych zmian nastrojów...wydaje mu się, że jest dobrze a potem okazuje się, że coś robi nie tak. Jak tak dalej pójdzie... to koniec bliski. Ale spróbuję Wam zaufać, podejść do tego inaczej, okazać mu ciepło... pozwolić się zbliżyć, tym bardziej, że trudno mu cokolwiek zarzucić. Czasem niechcący człowiek coś przeczyta i mu się w głowie przestawi, mam nadzieję, że tym razem na lepsze...
Taki tytuł mogą tłumaczyć tylko wielkie emocje.
A może zabrakło miłości...?
samo bycie ze sobą to za mało, wspólne wycieczki, imprezki, poduszki ...to za mało.
I co byście jeszcze nie wymyślili, najnowsze, najdroższe, niesamowite, i zapierające dech w piersiach, to będzie za malo, jeżeli zabraknie tej jednej, małej rzeczy. Piszę małej ale tylko dlatego że ona objawia się w ciszy i opanowaniu, w dobroci, w pokorze i w spokoju ducha.
Jej nie da się jej kupić, nie można pożyczyć ani zmusić nikogo do niej. Jeżeli szczerze, bez wyrachowania, bez przeliczania kto więcej a kto mniej, nie zrezygnujecie ze swojego JA...
dla NIEJ, dla NIEGO,
to będzie jak budowanie na piasku.
A budowanie ciągle trwa...i porażki, i sukcesy. Mniejsze i większe.
...wspominalem jej dosyc czesto,ze wydaje mi sie,ze nie jest ze mna szczesliwa ..moze powinnismy cos zmienic.
Nie gniewaj się że Ci to wypomnę, ale tak nie rozumuje facet który daje z siebie wszystko. Jeśli kochasz - to działasz, a nie zgłaszasz usterki. I to z dopiskiem tak mi się wydaje lub może trzeba byłoby naprawić.
Wasze oczekiwania się rozminęły...?
Widziałeś w NIEJ kogoś bardziej zdecydowanego od siebie?, kogoś na kogo będziesz mógł zrzucać odpowiedzialność za decycje ?
Co ja piszę, wróć,
KOGOŚ KTO BĘDZIE PODEJMOWAŁ DECYZJE !
Ale nie takie typu kto, z kim, lub kiedy idzie na piwo.
Takie decyzje nie wymagają żadnej odwagi, żadnej silnej woli, żadnej wytrwałości, żadnej siły charakteru. Czy to nie są przymiotniki jakimi chciałyby opisywać nas nasze kobiety ?
jak sie ktos lepszy pojawi, to da mi kose w zebro...
z czasem zrozumiesz że wcale nie o to chodziło, echhh
tylko po co zwlekala..moglismy porozmawiac..nie pogodze sie z tym, poniewaz czuje sie w....ny przez nia...
pamiętaj, że zawsze to co się dzieje między dwojgiem bliskich sobie ludzi jest ZAWSZE wynikiem ich WSPOLNEGO działania (oddziaływania) i w dużej mierze przyczyniłeś się do tego sam.
otwrzylem sie jak dzieciak,dalem jej serce na tacy i spuscila to w kiblu...
tak się teraz czujesz i szamocąc się piszesz takie "bzdety", nie ma dla faceta chyba gorszej sytuacji niż ta, gdy jego wybranka odchodzi do innego. Na babskim forum nie szukaj współczucia.
One to widzą inaczej niż Ty ![]()
odchodzac do innego,nowopoznanego w pracy...mam zal o to,ze nawet nie potrafila mi tego powiedziec wprost tylko jakies bzdety ze nie mam szacunku i ze ciagle brakuje pieniedzy....
Jeśli czytałeś wcześniejsze wypowiedzi koleżanek - to chyba jednak nie bzdety.
dzis jestem bogatszy o nowe doswiadczenie jakze bolesne,bo wszystko stracilo sens..mimo iz czulem, ze kiedys mnie zrani brnalem w to..bo kazda chwila z nia byla dla mnie czyms wyjatkowym...
Oj tak, tu Cię trochę rozumiem, są dziewczyny które potrafią zawrócić nam w głowie, oj tak. Wtedy możemy wszystko poświęcać, ale to tylko chemia w mózgu tak działa ![]()
Otrząśnij się z tego, bo z miłością to miało mało wspólnego.
szkoda, ze ten problem siegnal i mnie...
No nie wiem, a może właśnie z tego wyciągniesz piękną lekcję której niejednemu brakuje. Spróbuj dostrzec Jej punkt widzenia i jeżeli już to oceniać czyny a nie osobę.
ja bym jej nie zostawil dla ladniejszej,lepszej i tak dalej bo z mojej strony jest to milosc na zawsze jedna i jedyna!!!!!!
trala, la, la. Bądź cierpliwy i poczekaj. Za 2 miesiące przeczytaj te słowa, potem za pół roku, a później za dwa lata i odpowiedz sobie wtedy co się zmieniło i co leczy rany. A serce? Cóż, człowiek dojrzewa i szlachetnieje kiedy cierpi, i tego też nie mogę zrozumieć.
nie ma drugiej osoby na swiecie,ktora mnie tak zranila...jak mozna byc tak bezwzglednym...coz wybrala siebie i swoje szczescie..
nie dziw się że tak wybrała, czyż i Ty nie chlipiesz nad sobą i swoim utraconym szczęściem ?
mam nadzieje,ze obecny facet bedzie ja kochal tak jak ja ja...
To czego naprawdę Jej życzysz ? Chyba na razie nie jesteś w stanie pozbyć się emocji.
wiem,ze o powrocie nie ma nawet mowy...zrobilem kilka bledow,ktore ona obrocila przeciwko mnie....dziekuje wszystkim za uwage zycze powodzenia jak skonczy mi sie ten stan,wktorym sie znajduje to jeszcze sie kiedys odezwe i opisze Wam jak potoczyly sie moje losy poki co trwam w agoni......
Agonia minie, jak się wyleczysz z głodu chemi. To trochę potrwa. Tylko pytanie ważniejsze: jakie wnioski Ty wyciągniesz? Czy będziesz silniejszy, bardziej odważny i zdecydowany? A może uznasz że nie należy się starać, że lepiej iść na łatwiznę? oby nie.
Ta sytuacja pokazuje po raz kolejny i mnie osobiście utwierdza w takim przekonaniu, że my mężczyźni musimy traktować kobiety w sposób wyjątkowy, żeby nie napisać lekko po ogrodniczemu. Z jednej strony trzeba ją chronić, dbać aby się rozwijała a z innej uważać żeby nie pozostawić jej całkiem samej sobie, bo zdziczeje. Nie jest do końca bezbronna, ale od ogrodnika bardzo dużo zależy czy i jak będzie kwitnąć, owocować...On ją uszczęśliwia właśnie w taki sposób. Ona robi to inaczej.
Wiem, że to nie jest idealne porównanie, ale w/g mnie pokazuje rodzaj wzajemnych relacji damsko-męskich, a to, że są one wyjątkowe to nie mam wątpliwości.
Pozdrawiam !
Ta sytuacja pokazuje po raz kolejny i mnie osobiście utwierdza w takim przekonaniu, że my mężczyźni musimy traktować kobiety w sposób wyjątkowy, żeby nie napisać lekko po ogrodniczemu. Z jednej strony trzeba ją chronić, dbać aby się rozwijała a z innej uważać żeby nie pozostawić jej całkiem samej sobie, bo zdziczeje. Nie jest do końca bezbronna, ale od ogrodnika bardzo dużo zależy czy i jak będzie kwitnąć, owocować...On ją uszczęśliwia właśnie w taki sposób. Ona robi to inaczej.
Wiem, że to nie jest idealne porównanie, ale w/g mnie pokazuje rodzaj wzajemnych relacji damsko-męskich, a to, że są one wyjątkowe to nie mam wątpliwości.
Pozdrawiam !
Mylisz się, to jest idealne porównanie.
Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób, ale gdy przeczytałam Twoje słowa to pomyślałam, że trafiłeś w 10!
no prosze niezle zdiagnozowany tekst ..potraficie wszystko wyciagnac na wierzch...:) wierze ze kiedys to minie,chociaz pewnie zawsze mysl o niej bedzie przyspieszac mi bicie serca..nie byla bez winy zreszta tak jak i ja.. chyba byla przytloczona dluga zima i spedzaniem ze mna wspolnych wieczorow,przyszla wiosna poznala chlopaczka mlodszego i hejaaaa:D jakie to proste ....tylko szkoda,ze ja juz jej to mowilem przy drugim podejsciu jak rzekomo mowila ze zrozumiala ze to ja jestem tym jedynym....poznasz kogos za jakis czas i sie ulotnisz:) jestem chyba wrozka....a zdrugiej strony powiem Wam szczerze jesli pierwsze problemy w zwiazku owocuja nowym zauroczeniem...to nie byla warta moich uczuc...nikt nikomu nie obiecywal,ze bedzie latwo...nie zawsze jest pieknie dlatego patrzac na przyklady moich znajomych,ktorzy sa dlugie lata ze soba i byly rozne przejscia bo wyzwiska to malo powiedziane... jednak potrafili udziwgnac ciezar rozczarowan,lez,nerwow i sa do dzisiaj ,takze ja smiem twierdzic ze jednak to nie byla prawdziwa milosc z jej strony .. tymbardziej,ze probowalem dotrzec,staralem sie aby byla szczesliwa ale ciagle wszystko bylo na nieeee.....do tego okazalo sie ze prala brudy naszego zwiazku wsrod znajomych,ktorzy tylko zacierali rece aby sie wszystko popsulo...(ma kolezanki starsze,ktore topia sie w brudach wlasnego malzenstwa,twierdzac ze facet to swinia i zdrada dla nich jest czyms normalnym)o wszsytkim dowiedzialem sie ostatni....mysle ze jest tchorzem, bo nie stac jej bylo na to aby ze mna porozmawiac prosto w oczy,nagle zrobila sie zimna,oschla po tym wszystkim co razem przeszlismy hahaha
a na ten tytul nie zwracajcie az tak dobitnej uwagi to czyste emocje graly mi w glowie...poprostu ktos ci mowi ze cie kocha ze jestes dla niego wazny a po tygodniu odchodzi ...........to jest smieszne dla mnie
http://www.youtube.com/watch?v=AbDHVPXlGjM i tyle w tym temacie:)