Witam, z moim mężem jesteśmy razem 7 lat, prawie 3 po ślubie, mamy dwójkę dzieci i trzecie w drodze, jesteśmy młodzi mamy po dwadzieścia kilka lat, nigdy nie było między nami jakiś większych problemów, wiecznie inni nam powtarzają, że jesteśmy świetną parą, koleżanki, że zazdroszczą mi bo mój mąż taki we mnie zakochany...A jednak...w zeszłe wakacje pojechałam z dziećmi do koleżanki na kilka dni żeby mój mąż mógł sobie zostawać dłużej w pracy, skończyć to co miał do roboty i później więcej czasu poświęcić nam. Nie było nas zaledwie 4 dni, jak wróciliśmy to wzięłam tel mojego męża bo chciałam tylko coś zobaczyć, nie sprawdzałam czy mnie zdradził czy coś takiego bo zawsze ufałam mu jak nigdy nikomu. No i zainteresowała mnie pewna wiadomość ponieważ nazwa odbiorcy to była firma motoryzacyjna...a tam w treści przeczytałam "witam, nie mam odwagi zadzwonić dlatego piszę, czy moglibyśmy spotkac się dzisiaj o 23? czekam na wiadomość".Wzięłam tel i poszłam do męża żeby zapytać go co to za sms...jego reakcja bardzo mnie zdziwiła i przestraszyła...zobaczyłam na jego twarzy przerażenie, strach i winę...zaczął się motać nie chciał powiedzieć mi o co chodzi...Były trzy wersje ostateczna była taka, że kolega z którym pracuje poprosił go żeby napisal do jakiejś dziewczyny bo koledze nie odpisuje na wiadomości i chciał zobaczyć czy odpisze mojemu M. Nie uwierzyłam w to, nie jestem taką idiotką ale nie chciałam już dłużej tego rozgrzebywać, chciałam o tym zapomnieć. Jednak mi się nie udało ciągle mnie to męczyło, zastanawiałam się jak to było, dlacvzego mnie okłamał. Wymusiłam na nim żeby powiedział mi w końcu prawdę bo inaczej nigdy między nami nie będzie dobrze. Powiedział, że wziął numer od kolego do jakiejś dziewczyny i chciał się z nią umówić, że sam nie wie dlaczego po prostu napisal żeby się spotkali i już ale opamiętał się i nie pojechał na żadne spotkanie, że cały czas był w domu, że bardzo żałuje, że coś takiego w ogóle przyszło mu do głowy i już nigdy nie zrobi niczego co by mnie mogło zranić, że tylko ja jego jestem jego prawdziwą miłością i tylko ze mną chce być. Ale ja jestem osobą która nie raz została wcześniej zdradzona i zdrady bardzo się boję
teraz nie potrafię mężowi zaufać, ciągle myślę co mną jest nie tak, że chciał wykorzystać pierwszą okazję kiedy tylko wyjechałam z dziećmi
cały czas myślę że skoro chciał raz mnie zdradzić to prędzej czy później to zrobi
nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, zrozumieć ani sobie z tym poradzić
ja przez te 7 lat ani razu nie pomyślałam nawet o tym, zeby go zdradzić czy oszukać, cały czas myślalam jaką ja jestem szczęściarą że mam takiego cudownego męża a teraz wszystko się zmieniło, moja samoocena spadła niesamowicie, czuję się gorsza od wszystkich dziewczyn
na dodatek nie mam żadnych perspektyw, trzecie dziecko w drodze, ja nie mam pracy ani gdzie się podziać z trójką dzieci
Tak się teraz boję, że mnie zdradzi
Ja nie chcę zastanawiać się za każdym razem kiedy go nie będzie lub nie będzie mnie czy mnie nie zdradza
co mam zrobić, żeby już nigdy nie przyszło mu to do głowy? Jak podnieść swoją samoocenę (dbam o siebie, jestem w ciazy trzeciej ale jestem szczupła, staram się ubierać ładnie, uczesać, pomalować delikatnie) ? Jak sobie z tym poradzić? Nie chcę być zdardzana, chcę być szczęśliwa, mieć szczęśliwą kochającą się rodzinę ![]()
A o psychologu i terapii malzenskiej myslalas???
Wykonczysz sie dziewczyno a depresja i zalamanie to juz jak kostucha - za progiem pewnych drzwi stoi.
I tak apropo Twojego podpisu...I ulanska fantazje. Ale jam Ci już nie Don Kichot, miecz mój wyszczerbion, zaś lanca ma za wieszak do prania służy, zbroję sprzedałem na górce cen złomu, zaś koń mój wierny dożywa swego żywota w jakiejś stadninie, racząc ochoczo strzygące uszętami klaczki opowieściami z naszych podbojów.
Giermek mój, Sancho Pansa związki zawodowe założył i coś o skakaniu przez płoty wspominał, gdym ostatnio go widział.
Księżniczki - swoja rzecz jasna - ratować nadal będę, a jakże by nie, gdy jaką spotkam i krzyk jej usłyszę "pójdź mi na ratunek, cny rycerzu", a oczywiście że pójdę. Cobys się nieboga nie męczyła w niewoli zdrady straszliwej granat wrzucę. bom ja teraz przeszedł na ciemną stronę mocy, samorozwojem zwaną.
mieszkamy na takim zadupiu że terapii żadnych na pewno tu nie ma, psycholog? najbliższy 50 km od nas a dzieci nie mamy z kim zostawić
już się wykańczam psychicznie ![]()
Witaj Linka,
a ja Ci odpowiem na Twoje pytanie: Tak, będzie chciał znowu. Zapewniam Cię, że dla niego to nie będzie zdrada:) Może myślisz, że nie wiem co czujesz albo co czujesz - otóż wiem bardzo dobrze. Musisz nauczyć się z tym żyć, że faceci potrafią na prawdę kochać kobietę - nawet żonę, ale zawsze prędzej czy później robią skok w bok. Jak chcesz pogadać tak szczerze - to odezwij się na maila. Zawsze punkt widzenia faceta i kobiety będzie różny - ale czasem są sytuację, że jest on w obu przypadkach - słuszny, wiarygodny i prawdziwy.
Pozdrawiam
Linko, 50 km dojazdu do psychologa na terapię, to jest nic w porównaniu ze spokojem wewnętrznym i porozumieniem między Wami. Myślę, że i z dziećmi udało by się sprawę załatwić. Trzeba tylko chcieć spróbować. Oboje musielibyście chcieć.
Jedna z osób na forum, ma w podpisie wspaniałą sentencję...
"Jeśli ktoś chce, to znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, to znajdzie powód".