Dobry wieczór paniom i panom
Jestem facetem dorosłym. Po 30tce. Moim jedynym i największym problemem jest moja matka. Człowiek zakłamany, fałszywy, podły, chamski... można wymieniać bez końca.
Ale zacznę możliwie od początku.
Jestem najmłodszy z trojga rodzeństwa. Los tak zechciał, że młodo zostałem ojcem. Miłość mojego życia dała mi syna. Pochodzi z rodziny patologicznej więc bez szans na ślub czy kolorową przyszłość zamieszkaliśmy u mnie. Długo by opowiadać co było zanim do tego doszło. Bez pracy, bez środków do życia ona i ja jedynie z alimentami po ojcach zamieszkaliśmy u mnie w domu z moją matką i babcią.
Nigdy nie było kolorowo, ani szczęśliwie tak naprawdę. Jeśli żyliśmy w zgodzie to chwilowo zanim tykająca bomba czyli moja matka czegoś nie zwojowała.
To człowiek bardzo zły. Uważa siebie za wyrocznię we wszystkim choć sama całkowicie zrujnowała swoje życie. Każdego obgaduje, jest najmądrzejsza i przede wszystkim najmniejszą krytykę obraca w kataklizm. Święta krowa. Zawsze mnie pouczała i psychicznymi zagrywkami zmuszała do wielu rzeczy. W zasadzie to nigdy nie była dla mnie taką za jaką się uważa.
Bardzo długo by opowiadać...
W dniu dzisiejszym albo wczorajszym przelała się czara mojej goryczy. Otóż moja matka nienawidzi mojej żony. Wiem to dobrze. Udaje sympatię. Udawanie to jedyna rzecz jaką potrafi.
Cofnę się jeszcze nieco w czasie. Kilka lat temu stanęliśmy z żoną przed dylematem: kupić mieszkanie i wynieść się od niej albo zostać i wyremontować dom. Nasze dochody nie pozwoliły nam jednak na wyprowadzkę do bloków. Zero pieniędzy na życie to nie życie. Zdecydowaliśmy się przebudować dom i zamieszkać na poddaszu.
Wzięliśmy na ten cel kredyt hipoteczny pod dom na 30 lat we frankach w 2008 roku na 120 tysięcy zł. Miało wystarczyć na wszystko + meble i autko. Życie zweryfikowało nasze plany i nie starczyło nawet na sam remont. Trzeba było dobrać pożyczkę.
Remont przeciągał się z wielu powodów, aż na wiosnę 2009 dzień przed Wielkanocą można było spać na poddaszu. Dla mamuni to nie problem, kazała zabrać wszystkie rzeczy + stare łóżko, telewizor bo ona chce mieć na święta porządek. W wielką sobotę jeszcze byli robotnicy i kończyli pokój na dole. Dodam, że ona do całego remontu kupiła tylko sobie na dół panele podłogowe i wymieniła stare drzwi. Resztę w całości pokryłem ja.
I tak przez 5 miesięcy mieliśmy tylko łóżko, łóżko dla dziecka i biurko oraz starą kanapę, stolik pod tv i kilka szafek z mebli z dołu. Ubrania przez te 5 miesięcy leżały na ziemi itp bo nie było za co kupić.
W lipcu 2009 mamunia wbiła mi nóż w plecy. Okazało się, że całe jej wystawne życie, meble do kuchni, panele itp. wszystko z ostatnich miesięcy czy roku pochodzi z pożyczek. Pożyczek spłacanych pożyczkami, aż w końcu bańka pękła i banki zaczęły domagać się spłat i grozić odebraniem domu!
Całe plany życiowe szlak trafił. Przez miesiące codziennie dzwonił telefon z banków, przyjeżdżali windykatorzy. Cyrk na kółkach. Mamunia zrobiła to co zwykle czyli z siebie ofiarę systemu. Poszła do psychiatry niby się leczyć, że wpadła w wir kredytów. W domu bieda. Na nic nie miała pieniędzy, wszystko szło do banków. Siostra z żoną sprzedawały złoto żeby pomóc. Zawsze było za mało.
Zaznaczam, że nikt o niczym nie wiedział Dowiedzieliśmy się jak było za późno.
W końcu przyszedł komornik i zajął jej emeryturę. Jest jeszcze renta babci, ale babcia ma ponad 90 lat i już wiele nie kojarzy. Większa część pieniędzy co miesiąc idzie na spłatę matki długów, które ciągle rosną bo odsetki!!
Przyznaję się, że nie okazywałem tego, ale przeżyłem totalne załamanie! Wszystkie moje plany i marzenia poszły z dymem. Wyobrażałem sobie, że mama z babcią dołożą się do hipoteki i będzie jak w bajce. Rzeczywistość jednak boli. Rynek się załamał. Rata wyfrunęła w kosmos.
Ile mogłem dokładałem do opłat. Ale gdy w 2011 przyszedł kataklizm walutowy rata wzrosła o 300zł. W domu częste awantury. Matka nigdy nie panowała nad językiem. Najpierw naubliżała, potem myślała. Ale z czasem człowiek dla dobra ogółu przebaczał. Choć czasem bolało bardzo, zwłaszcza że najbardziej dostawało się żonie.
Tak oto dochodzimy do dnia dzisiejszego. Przyznaję w ostatnich miesiącach było nawet spokojnie. Bez awantur. Ale matka na dłuższą metę tak nie może. Wiem to. Zaczyna szukać zaczepki. Wymyśla jakieś dziwne problemy, komplikuje proste sprawy.
Mój syn chodzi do 5 klasy. W tym tygodniu zaliczył dwie wpadki w szkole. Niczego mu nie brakuje. Poświęcamy mu tyle czasu ile możemy. Jest grzecznym, fajnym chłopakiem. Ale z jednego przedmiotu dostał dwie oceny niedostateczne. Jedną dzisiaj. Zapewniał, że się uczył.
Dostał karę na tv, komputer i całą resztę na weekend. Nauka i nauka. Ja poszedłem na 14 do pracy, żona wróciła po 18.
Gdy przyszła zapytała go co się nauczył i okazało się, że nie umiał! Żona się zdenerwowała i kazała mu wracać do lekcji. Syn się zbuntował, rozpłakał i poszedł do swojego pokoju.
Wtedy wkroczyła matka. Z wykładem do żony, że tylko nadaje na niego, że ma same nakazy i zakazy (bzdura!) i że rodzinę tworzymy tylko w niedzielę przy obiedzie. Nie pomagamy mu, tylko seriale, komputer itp. Żona powiedziała jej żeby się nie wtrącała i nie pouczała jej. Napisała mi to w smsie. Zadzwoniłem z pracy do matki z pytaniem o co jej chodzi!? I zaczęła się awantura. Po naszej rozmowie zwyzywała moją żonę, że czeka na chwilę aż ją (żonę) wypier... do Holandii (mieszka tam teściowa; historia na książkę), że umie tylko piz.. i nogi rozkładać. Takiego smsa dostałem od żony. Przeżyłem szok! Moja własna matka do synowej takie słowa. Dostałem szału zadzwoniłem do niej (matki) pytając co jej odbiło. Ona same wrzaski i krzyki. Powiedziałem, że kiedyś pożałuje tych słów, że jest chamem i rozłączyłem się. Potem nadawała do babci (biedna babunia) na żonę o wszystko, że kupuje ubrania itp. Żona powiedziała jej, że nie życzy sobie by jej ubliżała, a matka na to, że ona nie zasługuje na szacunek bo jest złą matką, żoną itp. To wszystko wrzaski i krzyki bo ona nie panuje nad sobą i myśli co mówi i robi. Kompletnie nie interesuje jej druga osoba, co czuje, czy nie zrobi komuś przykrości.
Serce mi pękło. Od dawna moja matka jest dla mnie tylko matką. Nie szanuję jej bo wiele krzywdy mi wyrządziła, zwłaszcza sprawa kredytów. Ale to co zrobiła dzisiaj. Dla mnie to koszmar. Nie chcę jej widzieć, ani słyszeć, a niestety muszę. Najgorsze, że ta kochająca babcia darła się nie zważając na swojego małego wnuka.
Teraz czeka mnie to co zwykle, do wszystkich zrobi z siebie ofiarę i męczennicę. Ze mnie oprawcę. Nikt nigdy nie stanął w mojej obronie choć wszyscy wiedzą jak jest i jaka jest. Czasem powiedzą, że ona już taka jest, taki ma charakter i jednym uchem wpuść bla bla bla.
A ja już nie mogę. Nie mogę jej znieść. Gdyby nie babcia i to, że matka opiekuje się nią to wyrzuciłbym ją na bruk bez skrupułów.
To w telegraficznym skrócie. Napisałem bo mimo iż jestem dorosły tak naprawdę nikt nie wie jak psychicznie zniszczyła mnie matka. Daję synowi wszystko co mogę. Przede wszystkim kochającą rodzinę coś czego sam nigdy nie miałem. A dostaję tylko razy w plecy od własnej matki.
Jeśli ktoś to przeczyta to jeden gwóźdź z mojego serca wyjmę.
Dobranoc.