witam ..
nie bardzo rozumiem dlaczego pisze swoja historie wlasnie na forum ...ale zycie mnie tak meczy..moze zaczne od poczatku..
ponad rok temu poznalem cudowna kobiete z bardzo dobrym sercem...-myslalem ze juz na zawsze bedziemy razem ,niestety odeszla odemnie 3 tygodnie temu..
nie moge sobie z tym poradzic ..szukam drogi ucieczki w kazdym z uzaleznien...tak bardzo ja kocham i nie moge tego przezyc dlaczego tak sie stalo
ona mowi ze do siebie nie pasujem i nadajemy na innych falach ale ja wiadomo nie jestem w stanie dopuscic tego do siebie jezeli wiecie co mam na mysli..zostawila mnie z powodu braku rozmow o ktore wczescniej nie zabiegala ,podejmowanie decyzjii -wspolnych ktore ja podejmowalem sam.
ciezko mi sie z ta sytuacja odnalezc w ciagu trzech tygodni wszystko leglo mi w gruzach popadlem w dlugi i w ogle,a najgorsze jest to ze osoba ktora kocham mieszka ulice dalej i czasami ja widuje..
nekam ja milonem txt codziennie wypisywaniem jak ja jej to nie kocham a pozniej kiedy alkohol przejmuje glowna role pisze jej jakies bzdury na temat ze to przez nia wszystko sie stalo ze ja cala ta sytuacja obwiniam..
prosze poradzcie jak mam sie uwolnic o tej milosci bez wzajemnosci..
zdaje sobie sprawe ze ona nigdy nie wroci do mnie juz ..tylko nie umiem tego sobie przyswoic..
czuje sie jakbym mial depresje z ktorej nikt mnie juz nie moze wyciagnac..
jeszcze jest jedno -bo poznalem jej znajomych i to teraz po rozstaniu oni zapraszaja mnie do siebie a ja nie wiem jak mam sie zachowac isc czy nie ? pytalem sie swojej bylej czy jej to odpowiada ale ona powiedziala ze zrobie jak uwazam..
poszedlem do nich kilka razy ..ale sytuacja wydaje sie dziwna bo rozmawiamy o czym i nagle oni sie hamuja bo nie wiedza czy moga cos powiedziec przedemna i czy moja byla nie bedzie zla...
w ogole jak mam zapomiec o milosci mojego zycia....walczyc i ponizac sie nadal czy poprostu poddac sie i sprubowac odjesc tylko czy to jest mozliwe jak sie kogos kocha tak jak ja kocham ja...
dzieki za rady i krytyke.