Od roku jestem w powaznym zwiazku z pewnym mezczyzna - jest wspanialy, opiekunczy, ma poczucie humoru i dobrze sie komunikujemy i ja do tej pory bylam zakochana na zaboj!
Od pewnego czasu (miesiaca) stworzyla sie we mnie pewnego rodzaju bariera, nie wiem z czym jest to zwiazane. Odczuwam pewnego rodzaju lek, mam wrazenie, jakby uczucie sie we mnie wypalilo, zauwazylam, ze nie jest najprzystojniejszy ale ma dobre serce - to wlasnie w nim pokochalam na poczatku. Ogromnie sie przejmuje tym, ze moze nic z tego nie wyjdzie, bo moze sie odkochalam. A jednak kiedy spedzamy milo razem czas, udaje mi sie o tym czasem zapomniec. Choc nie czuje juz motylko brzuchu. Te watpliwosci bardzo mi przeszkadzaja skupic sie na czymkolwiek innym. Nie moge spac, nie moge jesc. Jestem osoba dosc neurotyczna, i kiedy mam jakis problem, nie moge sie od niego dlugo uwolnic. Odczuwalam podobne emocje, kiedy wczesniej np. dlugo by mi nie odpisal na smsa albo nie zadzwonil. Ten problem bardzo mi przeszkadza. Chce z nim byc, a jednoczesnie odczuwam jakies dziwne emocje, jakby lek, ze juz nie czuje do niego tego, co kiedys.To bardzo przeszkadza mi w naszych relacjach.
Od paru miesiecy nie spotykalismy sie tak czesto, jak kiedys poniewaz mial on praktyki innych miastach - a teraz oboje mamy sesje egzaminacyjna - widujemy sie srednio co 3,4 dni. Za pare miesiecy wyjedzam do innego kraju na studia i zdaje sobie sprawe, ze bedzie nam ciezko - chcialabym jednak wyjechac, bedac przekonana, ze chce do niego wracac. On zawsze mnie przekonywal, ze uda nam sie na odleglosc, i ja nigdy w to nie watpilam.
Rozmawialismy o tym, ale on nie do konca rozumie. Ja tez nie Ja tak bardzo chce go kochac.
Dlaczego sie tak czuje? Co zrobic?