Mam problem i jak piszą niektórzy ,, Miłość jest dobra na wszystko'' - to nieprawda.
W moim przypadku miłość mi w tym zupełnie nie pomaga.
mam bardzo niską samoocenę ,mój mąż ,o tym wie ale w żaden sposób nie próbuje mi poradzić sobie z tym . Do tego dowiedziałam się że jestem chora na anoreksje ale ta choroba nie jest spowodowana tym że zmuszam się do głodówki tylko przyczyniły się do tego nerwy-brak apetytu.
mąż jest za granicą siedze sama z dzieckiem , przez telefon co jakiś czas się kłócimy,,z mojego powodu'' , ja sama nie wiem co robić , już nie wiem nawet jak z nim rozmawiać i o czym, jak mówie mu co myślę , ze mam jakiś problem on odpowiada ,,skończ'', albo że nie potrzebne mu tu problemy , wiec ja próbuje sobie radzic sama ale juz nie daje rady . czuje że zbliża się koniec naszego związku ale jakoś nie próbuje go ratować bo po prostu nie mam siły
mąż nie potrafi mnie wesprzeć , chociaż on mówi że wszystko jest ok... za pare miesięcy mam operację , on jakoś szczególnie mnie nie wspiera a dobrze wie że się boje.
Nie wiem jak sobie sama radzić z samą sobą i ze wszystkimi myślami ...
1 2013-03-30 17:45:33 Ostatnio edytowany przez m.kostka (2013-03-30 17:46:46)
Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do udzielania rad w takiej sytuacji - ale skoro napisałaś na forum to i ja napiszę. Moim zdaniem powinnaś sama się na spokojnie zastanowić czego chcesz. Czy chcesz to ratować czy zostawić, żeby wszystko umarło śmiercią naturalną. Na moje powinnaś się postarać i walczyć o szczęśliwy związek i swoje zdrowie. Dla siebie i dzieciaczka. Faceci bywają dziwni. Czasami mówią coś innego niż myślą, nieumiejętnie dobierają słowa. Chyba najlepszym wyjściem jest szczera rozmowa kiedy się spotkacie twarzą w twarz, a nie przez telefon (bo przez telefon nie widzi się rozmówcy i można błędnie interpretować jego słowa). Kiedy powiesz mu o swoich obawach, myślach, odczuciach, on powie o swoich i będziecie mogli wspólnie opracować jakiś plan na przyszłość. Nie wydaje mi się, żebyś była mu obojętna. On pewnie inaczej wszystko postrzega. 3mam za Was mocno kciuki
Walcz!
Mąż mężem - obniżona samoocena i anoreksja to przypuszczam w dużym stopniu przyczyna innych napięć i konfliktów. Chciałabyś, żeby mąż Cię wspierał i pomagał, chronił i troszczył się o Ciebie (co jest absolutnie normalne!), a on najwyraźniej jest facetem, który średnio to potrafi. No niestety, to też od normy za bardzo nie odbiega - faceci są różni. Ludzie są różni. Ty chcesz się zwierzyć i otrzymać choćby ciepłe słowo, a on Ci na to "skończ" - można poczuć się dobitą. Na niską samoocenę nie jest miłość, ale terapia. Byłaś u psychologa albo terapeuty? Oni potrafią zdziałać cuda poprzez rozmowę. Jest terapia grupowa - dobra na samoocenę (wiem, bo przerabiałam, chociaż miałam duuuże opory przed mówieniem w grupie). Jest też terapia indywidualna, zajęciowa. Nie myśl i nie mów, że to Twoja wina. Tak nie jest. Takie rzeczy mogą mieć wiele przyczyn - zwykle to kwestia tego, w jakich warunkach dorastaliśmy i dojrzewaliśmy. Nie miałaś na to przecież wpływu. Ale masz wpływ na swoją obecną sytuację. Warto zawalczyć o siebie dla siebie, dziecka i Twojej rodziny. Zaczęłaś swój post od samooceny, więc od tego zacznij opanowywanie swojej sytuacji. Dziwi mnie tylko, że zdiagnozowano anoreksję, skoro nie głodzisz się na siłę, a po prostu na tle nerwowym nie masz apetytu. No, ale lekarzem nie jestem, więc mogę mieć mylne pojęcie o tej chorobie. Niemniej, może lepsza samoocena złagodzi nerwy i ten problem pośrednio też się rozwiąże? Powodzenia i trzymaj się
Mi też nie pomaga. Ale może to właśnie nie jest miłość.