Witamjestem tu nowa, nie wiem jak sobie poradzić, emocjonalnie. Może zacznę od początku potrzebuję z siebie wyrzucić ten ciężar i ból.
Mam 30 lat, pochodzę z patologicznej rodziny bardzo wcześnie trafiłam do domu dziecka. Moim celem była normalna rodzina i normalne życie. Ale zawaliłam.
Tk w skrócie, dorosłe życie wyglądało tak.
Po wyjściu zdomu dziecka dostałam mieszkanie, plan szybko dzieci, mąż. Nie patrzyłam na to że on jest zły myślałam że się zmieni, Jego nałóg alkohol, ja nie piję. Ciąża obiecał się zmienić, zaproponował ślub. Ja wierzyłam że teraz to on się zmieni, kolejna ciąża miała nas zespolić, a tym czasem przestał pracować, co miałam przepijał zaczął mnie bić. Znosiłam wiela dla dzieci, zaproponował zmianę miejsca zamieszkania , zmieni towarzystwo i on się zmieni. Na początku było super kolejne dziecko jakiś czas spokój z z czasem zmieniło się tylko towarzystwo. Powiedział że pół mieszkania jest jego bo jestem jego żoną i odszedł. Rozwód 2008 z jego winy, ciągneła się sprawa o podziła majątku i musiałam go spłacić z połowy w 2010r.
Między czasie poznałam kogoś na początku 2009r, pokochał nie tylko mnie ale i moje dzieci, oboje chcieliśmy być razem. Pamiętam to szczęście że ktoś normalny jest obok mnie. Po roku zaszłam w ciążę tak się cieszył że będzie miał swoje dziecko. Akurat sporzedawałam mieszkanie bomusiałam, przeprowadziliśmy się razem z dziećmi do Radomia z Otwocka w 2010r. Było pięknie dwa lata.
Ze mną zaczeło się coś dziać, nie doceniałam tego co mam, stałam się egoistyczna, wymagająca i natarczywa . To widzę dziś.
Tak bardzo nienawidziłam matki za to że nas nie chciała i tak skrzywdziła. Nie chciałam być taka jak ona myśli tylko o sobie, a właśnie dziś widzę że niczym się od niej nie różnię. Mój brat popełnił samobójstwo 5 lat temu. Nie radził sobie z życiem, z obowiązkami jakie nakłada ono na człowiek, a on był taki zagubiony bez wzorców którymi mógłby się kierować. To samo i ja dziś czuję.
W listopadzie zaszłam w ciążę to już 4 miesiąc, nie planowaliśmy zabezpieczenie nie jest 100%,.
Robiłam się nieznośna już od roku partner mnie ostrzegał, że coś się ze mną dzieje że jeśli się nie zmienie to odejdzie. Ja widziałm w nim problem i jego winę, proponował psychologa, wszystkie moje wybuchy znosił w milczeniu, czasem nie odzywał się jakiś czas. Dziś wiem że to ja raniłam jego i dzieci.
Nie mam się do kogo się zwrócić naprawdę jestem sama. Nie chcę nikogo już ranić.
Jestem ponad miesiąc sama z dziećmi, nie ma go i nie wróci.
Zaczeło się od tego że przez tydzień co dzień mówił że odejdzie i co dzień przepraszał, że tak nie chce że nas kocha tylko żebym odpóściła trochę z tą zawistością i egoizmem. I dała mu czasem chwile ciszy.
W niedzielę w nocy ok 1 nie wiem co mnie obudziło, co mną kierowało, co mi kazało wstałam i go spakowałam, rozpakowałam tak kilka razy Położyłam się i po jakimś czasie wstałam. Usnął w drugim pokoju przy tv. Dałam mu tą torbę. Awantura, nie pamiętam co mówiłam, co on. Wiem że Bardzo tego żałowałam co zrobiłam przepraszałam , Ja tylko chciałam być obok niego.
Wyszedł w nocy i ostatni raz go widziałam miesiąc temu. Przepraszałam, po kilku dniach zadzwonił żeby przysłać mu resztę rzeczy, prosiłam aby jeszcze nie przekreślał wszystkiego ja się zmienię. Naprawdę wszystko widzę teraz i rozumiem go, wiem też co musiał znosić.
Rozumiem jak bardzo skrzywdziłam go jak i dzieci. Bo był jak ojciec, troszczył się i dbał, miałam to ciepło którego zawsze chciałam dopóki nie zaczełam ranić go psychicznie.
Wczoraj zadzwonił, powiedział, żebym dała już sobie spokój, skoncentrowała na dzieciach, ciąży, jadła i wysypiała się założyłą sprawę o alimenty on nic nie chce mieć ze mną wspólnego. Nawet dziecka nie będzie tu odwiedzał. Ja już się nie zmienie jego rodzina (mieszka u mamy) mówi że jak nie szanowałam to już nie uszanuje. On nie wróci podjął tam pracę, poszedł do szkoły (kończy szkołę dla dorosłych) ma plany na życie i już nie wróci. Zebym żyła dalej i nie martwiła się bo już nic nie naprawię. Płakałam i słuchałam go był taki spokojny, poprosiłam o trochę czasu, że zobaczył mnie jaką byłam, bezinteresowną i zaradną. Powiedział że już czas miałam on teraz chce spokojnie i normalnie żyć. A za jakiś czas jeśli chce to może zabrać syna i to dziecko żeby mi było łatwiej.
Naprawdę bardzo go kocham pragnę normalnej rodziny, chce tych zmian, chcę normalnego domu dla dzieci.
Wiem że on już nie wróci skoro podjął taką decyzję i mówi to taki szczęśliwy tym nowym życiem.Jogo siostra powiedziała mi żebym dała mu spokój, że on jest tam szczęśliwy ma spokój nie ma obowiązków, nie martwi się, odnawia znajomości, myśli o założeniu rodziny normalnej. A ja tak myślę co ja mam do zaoferowania, niepewność czy to się nie powtórzy, kolejne dziecko, obowiązki, nerwy przeszłości. Ale tak bardzo chcę naprawić siebie, tak bardzo chciała bym aby dał nam czas, czasem naprawdę musi wydarzyć się coś by przejrzeć na oczy i tak mam.
Nie wiem jak go prosić, jak pokazać że nie chcę już nikogo ranić.
Tydzień temu zrobiłam testament, w poniedziałek kupiłam pewne proszki i połknełam wszystkie wśrodę wyszłam ze szpitala, nie radzę sobie z bólem jaki mam, poszłam do psychologa i półgodziny gadania jakie mam warunki mieszkaniowe, żadnej pomocy. Wiem że krzywdzę dzieci, tak brdzo tego nie chcę, nie mogę pogodzić się z tym że to ja wszystko zrobiłam.
Tak bardzo pragnę rodziny, której już nie mam. Nie chcę już ranić dzieci, widzę ich ból na twarzach, że go nie ma a je zawiodłam jako matka. Najstarszy syn wolała mieszkać z ojcem jest u niego prawie rok a mnie nie chce znać. Partner woli swojego syna teraz nie widzieć bo mów że tak mnie nienawidzi, że zrobił by mi krzywdę a tego nie chce.
Straciłam wszystko nic już nie mam. Nie mam rodziny, nie mam jego, dzieci mnie znienawidzą a ja jak mam żyć .
Ten ból jest nie do wytrzymania. Tak bardzo bym chciała wszystko naprawić. A nie wiem jak mu to powiedzieć by chciał mi uwierzyć by chociaż chciał porozmawiać.
Połknełam ta pieprz... tabletki, bo czuję że nic już nie mogę, krzywdzę wszystkich obok, a nawet tego nie umiałam zrobić by to naprawić.
Tak bardzo potrzebuję tej szansy, tak bardzo mnie boli to jaka byłam,tak szczerze i tak strasznie żałuję że nie potrafię sobie poradzić z tym bólem jaki odczówam w środku. Jak człowiek może być zdesperowany by chcieć się zabić, bo czuje że nic już nie może zmienic, a to jedyne czego pragnie. Pokazać że jest, że potrafi być innym.
Ciężko mi się pozbierać, pamiętam twarze dzieci gdy nie wiedziały co się dzieje, ten ból jaki im sprawiłam ostatnim wydarzeniem. Wiem że tylko je mam a tak je krzywdzę, tak bardzo chcę by Klaudisz zobaczył że potrafię i chcę się zmienić, że tak bardzo go kocham i potrzebuję. Ta jego obecność sprawia że żyję, a ja to wszystko potrafiłam zepsuć.
Jestem w 4 miesiącu ciąży wiem że mogłam zaszkodzić dziecku, sama z 3 dzieci, nie radzę sobie psychicznie, czuję tylko ten straszny ból w środku. Ja go tak prosiam by dał mi trochę czasu i małymi krokami jeśli zobaczy że jestem jaka byłam odbuduje się nasz związek, nic na siłe. On mi powieział, żebym dała mu spokój i już nic się nie zmieni.
Ja naprawdę niczego więcej nie chcę jak tylko tej szansy byśmy znów byli rodziną. wiem że to ja muszę coś zrobić by to wszystko odbudować nie wiem co i jak. Proszę pomóżcie mi, Tak bardzo bym chciała mu coś powiedzieć ale zawsze jak zadzwoni lub napisze potrafię powiedzieć tylko " Tak bardzo cię przepraszam, proszę cię, tak bardzo proszę wróć."
Nigdy nie sądziłam że mogę tak bardzo kogoś skrzywdzić, że potrafię tak kochać a jednocześnie tak bardzo zranić, swoim zachowaniem wobec niego. Nie zdradziałam, po prostu byłam pełna pychy, egoizmu, pazerna i źle się do niego odnosiłam a jednak nie widziałam tego.
Proszę nie zostawiajcie mnie samej, proszę was o pomoc. Wiem że muszę jakoś inaczej żyć niż teraz nie wiem jak to zrobić, a jednocześnie odbudować to co zniszczyłam, liczę że sam dostrzeżę zmianę i mam nadzieję że nie pozbawie dzieci pełnej rodziny.
Już mi nawet nie omnie chodzi, wiem że do niczego nikogo nie zmuszę, jedynie szczerą postawą mogę to pokazać.
Spokojnie. Tu na pewno znajdziesz wsparcie i pomoc. Tylko nic nie stanie się z dnia na dzien. w szpitalu dali Ci skierowanie na terapię ? Koniecznie musisz mieć wsparcie psychoterapeuty.
I ustal z tym swoim Klaudiuszem ile Ci będzie płacił. Do tego nie potrzeba wyroku - może Ci płacić dobrowolnie.
Piszesz tyle, że chcesz się zmienić i go odzyskać, ale do końca nie wiemy, co Ty mu właściwie zrobiłaś.
No i jesteś w ciąży, a on sobie idzie i jeszcze nie chce znać dziecka.
Może napisz jak wyglądały wasze relacje.
Mocno ściskam. Trzymaj się. Będzie dobrze.
Stałam się egoisteczna, rządziął nim , pozbawiałam wolnej chwili, przestrzeni, kontrolowałam, godzinę potrafiłam stać nad nim - jak by było po co że np. ma iść się teraz bawić z synem, bo właśnie wrócił z pracy i już od progu tak mówię jak je, ja się myje, obrzydzam mu nawet dziecko- on naprawdę zajomował się synem i dziećmi, tak samo pomagał w domu ale liczyło się to co ja rozkazałam. Zabierałam mu pieniądze- nie kradłam- tylko je wymuszałam, bo po co mam swoje wydawać. Myślę o tych co każdy sbie na coś zostawia, czy to na spodnie, na bułkę, to to coś swoje. Uczył się szydziłąm z tego, robiłam wszystko by nie mógł się uczyć, bo mimo że był w złym humorz to usiadł przy mnie by mnie zadowolić. Zrobiłam z niego więźnia, który ma być mi posłuszny.
Jak każdy miał wady ale takie do zniesienia, był bo kochał nie ma go bo czuł się nie kochany a wykorzystywany, wręcz traktowany jak śmieć.
Ale potrafiłam taż kochać i okazywać to.
Bardzo bym chciała z nim porozmawiać tak normalnie, on nie chce rozmawiać mnie widzieć nic. Nie odbiera telefonu. Kilka dni temu powiedział że nie wróci że on układa sobie normalne życie tam i mam dać sobie spokój, żyć normalnie złożyć sprawę do sądu o alimenty, zająć się dziećmi, on jest tam szczęśliwy i ma spokój który i ja mogłam mu dać w domu bo po co się tak wzystkiego czepiałam. Nie chcę wnosić sprawy do sądu bo boję się że to wszystko przekreśli, mam z czego żyć. Bardzo bym chciała byśmy mogli się zobaczyć, ale wiem też że niczego nie wymuszę, pojadę tam i co nie otworzy drzwi, tak to ma się skończyć. Boli mnie że odwrócił sie od dziecka, był całym jego życiem, już nawet Szymonek jest mu obojętny, a to moja wina.
U psychologa byłam półgodziny rozmowy na temat moich wrunków mieszkaniowych, a kolejne pół na temat tego jacy byliśmy dla rodziców że nas nie chcieli, czułam jak próbuje wymusić na mnie poczucie winy, ale ja miałam 6 lat to co ja mogłam im zrobić. chcieli pić i nie chcieli.
Zapisałam się prywatnie do psychoterapeuty, nie psychologa, może pomoze ukierunkować mi myślenie. Może ciężkomi wszystko tu opisać ale wiem że źle robiłam, zrozumiałam jak było i to zmieniam, nawet do dzieci już jestem inna. Pierwszym krokiem do zmiany jest moje otworzenie oczu i chęć naprawienia tego. Mam bardzo duży ból w sobie z którym nie radzę sobie psychicznie.
4 2013-03-17 11:05:44 Ostatnio edytowany przez biedronka@3 (2013-03-17 11:08:21)
Tak w skrócie mogłam napisać tak jak już ktoś to zrobił u siebie "nie bylo zdrady, byly problemiki, spory, problemy, klotnie, awantury, chlod, zimno, obojetnosc, z czasem wrogosc", te wsystkie sygnały były ale ja ich nie dostrzegałam w sumie widziałam ale nic z tym nie robiłam.
Wiem że do niczego go nie zmuszę, prośby przynoszą odwrotny efekt. Nie wiem co robić, bardzo go kocham, co można zrobić, jak sprawić by choć chciał dać ten czas, nie uciekał od wszystkiego, zapomniał tego co dobre. Nie było tylko źle, było wspaniale, po prostu co jakiś czas mi odwlało, taka awaria systemu.
Wiem że nie ma recepty, nie dostanę sposobu od was, tylko ja mogę to pokazać, że mi zależy, że potrafię ale jak mam to zrobić gdy on jest 100km od nas.
NIe odzywać się, ale czy to nie znaczy że mam to już gdzieś.
TAk bardzo się boję że to będzie koniec, tak bardzo.....
Twój post roi się od "zaszłam w ciążę". Masz dopiero 30 lat a masz już 4 albo 5 dzieci?
Najpierw proponuję nie zachodzić już w ciąże ani z obecnym ani z żadnym kolejnym partnerem. Bo z tego co czytam dla Ciebie to jest jedyny sposób by umocnić związek i zatrzymać faceta przy sobie.
Zajmij się teraz sobą, jak to juz ciągle piszesz, ale nie na zasadzie obwinianua się, ale dbania o siebie i zmian. Masz maleństwo i resztę dzieci. Fajnie, że zapisałaś się na terapię. Prawdopodobnie kochasz za bardzo, Twoj to żaden cud a karaluch. Poczytaj może artykuły na stronie kobieceserca.
W tej chwili nie jesteś w stanie o nim źle napisać, ale dwie, trzy rzeczy się pojawiły:
1 . Nie płaci alimentów to jego obowiązek i odpowiedzialni faceci dają na utrzymanie swoich dzieci -bez wyroku sądu
2. Zostawił syna i nie chce się z nim kontaktować - obchodzą go uczucia dziecka ?
3. Zostawił Cię w ciazy i zupełnie nie interesuje go Twoje zdrowie, czy masz za co żyć itp.
Może i postepowalas źle, ale Ty, nie dzieci. Czy tak się zachowuje kochający ojciec ?! w stosunku do dzieci?
Twój post roi się od "zaszłam w ciążę". Masz dopiero 30 lat a masz już 4 albo 5 dzieci?
Najpierw proponuję nie zachodzić już w ciąże ani z obecnym ani z żadnym kolejnym partnerem. Bo z tego co czytam dla Ciebie to jest jedyny sposób by umocnić związek i zatrzymać faceta przy sobie.
A co to ma teraz do rzeczy ?!
Dziewczyna ma poważny problem ze sobą i trudną przeszłością, fatalnymi facetami i dzieciakami, , które musi wychować.
To sahej decyzje z ciąża i juz się ich nie odwroci.
Nie potrzebuje teraz ns ten temat pouczania.
Twój post roi się od "zaszłam w ciążę". Masz dopiero 30 lat a masz już 4 albo 5 dzieci?
Najpierw proponuję nie zachodzić już w ciąże ani z obecnym ani z żadnym kolejnym partnerem. Bo z tego co czytam dla Ciebie to jest jedyny sposób by umocnić związek i zatrzymać faceta przy sobie.
Jak trzydziestolatka zostaje matką to jest żle , ale jak osiemnastoletnie gówniary martwią się, że nie mają orgazmu i gżą sie po ogródkach działkowych to nikt nie protestuje.
Co do utrzymywania i pogłębiania więzi z facetem przez kolejne dzieci - popieram, nie tędy droga.
Kiepsko to wszystko wygląda ale nie rób krzywdy sobie więcej bo wiesz że Twoje dzieci mają tylko Ciebie,nie zostawiaj ich.
Sama wychowałaś się w domu dziecka więc wiesz co to znaczy,chyba nie chcesz im zgotować takiego losu...
Dzieci kochają bezinteresowną miłością i to ona powinna kierować Tobą,myśl o nich a wtedy zobaczysz uporasz się ze wszystkim.
Może wydaje Ci się teraz że to takie moje puste słowa,ale uwierz dzięki dzieciom można wiele zmienić w życiu i osiągnąć cele.
Pomysł z terapią jak najbardziej trafiony. Myśl o sobie,aby wygrzebać się jakoś z tego bagna.
Bo dziwię się temu facetowi że zostawił Cię w takiej sytuacji w ciąży z dziećmi...
Strasznie szybko zaczął to swoje nowe życie... I nie wierzę że tylko Ty byłaś winna bo wina nigdy nie leży tylko po jednej stronie.
Może jemu za mało zależało,bo jego obecne zachowanie pozostawia wiele do życzenia.
Dziękuję za wsparcie. Może i myślałam że dziecko łączy, ale nie robiłam ich specjalnie, nie mam problemu z dziećmi inie proszę o wsparcie nigdzie finansowe. Moja sytuacja finansowa pozwal mi mieć dzieci.
Wiem że nie tędy droga, bo prócz pieniędzy dzieci potrzebują wsparcia, miłości, opieki, i poczucia bezpieczeństwa, a tu zawaliłam bo naprawdę nie wiem dlaczego i nie rozumiem chcoć tak bardzo staram się pojąć co było powodem mojego rozkapryszenia i efektem tagie zachowanie, nie tylko do partnera ale zwłaszcza do nich.
Jest mi bardzo ciężko, nie dlatego że nie dam rady wychować sama dzieci, bo pewnie dam radę, ale dlatego że naprawdę zniszczyłam rodzinę, bo one taż cierpią że nie mają poczucia bezpieczeństwa widzą jaki przykład daję i tego się uczą. Nie zdawałam sobie z tego sprawy (choć wiedziałam),że to co widzą mogą powielić kiedyś.
Będę się starać poprawić się, wyzbyć egoizmu, bardzo mnie boli tak w środku to co zrobiłam, nie dlatego że jestem sama, ale że mogłam potraktować tak drugiego człowieka.
Czy wróci, wierzę że tak, że zobaczy to co widział kiedyś. Tylko jak to pokazać gdy go niema,a sama myśl o przyjeździe tu sprawia mu ból.
Ideał nie był, ale ja patzrzę na siebie teraz, miał wady ale były to wady które są do zaakceptowania i nie były problemem. Ja też mam wady, ale to się działo nie było wadą, a próżnością z mojej strony. Miałam wszystko i przestałam to doceniać, a to już jest chorobą chyba.
Dlatego musisz popracować nad sobą.
A poczucie bezpieczeństwa maluchy mogą mieć dzięki Tobie także,muszą tylko czuć że je kochasz i troszczysz się o nie. Niech właśnie ten dobry przykład biorą.
ciezka sprawa.bardzo przykre,ze masz taka ciezka sytuacje.na pewno bardzo zalujesz i tak strasznie chcesz ,aby Ci uwierzono.akurat tez czegos zaluje i tak jak TY nie dostalem szansy wiec domyslam sie co czujesz.to nie bedzie latwe zajasc sie czyms innym jak masz jedno w glowie.zastanow sie co naprawde lubisz robic poza przebywaniem z nim i sprobuj do tego wrocic.skup sie tez bardzo teraz na dzieciach bo one potrzebuja Twojej milosci mimo wszystkiego co sie dzieje.nie rob sobie nic bo masz dzieci wiec nie mozesz sobie pozwolic na samobojstwo bo znow sie okazesz egoistka.i panuj troche nad nerwami bo nosisz dziecko,mozesz mu zaszkodzic.facetowi daj spoko.prosil o to wiec to uszanuj.blaganiem nic nie wskorasz,uwierz mi,na to za pozno.jedyny ratunek to musisz-daj mu spokoj i choc nie potrafisz to musisz uzbroic sie w cierpliwosc i czeja.nie wiadomo ile to potrwa ,ale moze jeszcze wszystko sie naprawi.przemysl wszystko,wyciagnij wnioski ze swoich bledow i teraz koncentruj sie na swojej przemianie w kogos kim bys chciala byc.poczytaj sobie te forum,ludzie przechodza takie dramaty ,ze uwierz iz nie jestes sama. wierze ,ze bedzie dobrze,pozdrawiam
a i nie mysl ,ze jestes najgorsza,bezwartosciowa i ,ze nie wiadomo co.Twoje zachowania to nie dokonca Twoja wina a sytuacji zyciowych ktore ksztaltowaly Twoja psychike.mi sie wydaje ,ze jestes dobrym czlowiekiem tylko sie pogubilas.wychowujesz dzieci,one to docenia.pracuj teraz nad soba a Twoj los sie odmieni.
14 2013-03-18 04:16:10 Ostatnio edytowany przez Kyntia (2013-03-18 04:28:49)
Twój post roi się od "zaszłam w ciążę". Masz dopiero 30 lat a masz już 4 albo 5 dzieci?
Najpierw proponuję nie zachodzić już w ciąże ani z obecnym ani z żadnym kolejnym partnerem. Bo z tego co czytam dla Ciebie to jest jedyny sposób by umocnić związek i zatrzymać faceta przy sobie.
Brzydko mówiąć...od...pimpaj się od niej ok?
Co ma piernik do wiatraka 23 latki potrafią miec 2-3 dzieci i co? To ma je skazywac na wieczne potepienie? Masz sama dzieci? Jak nie to idz pobawić się z koleżankami...
A jeśli masz to baaardzo się Tobie dziwię...
Biedronko.
Wyniosłaś z domu złe doświadczenia.
Związałaś się z nieodpowiednim człowiekiem,który ranił ciebie i dzieci.
I następny związek,tym razem z dobrym kochającym człowiekiem. Ale strach ukryty gdzieś głeboko w Tobie nie pozwalał wierzyć ci że to jużmkoniec męki i udręki,ze to Twoja przystań.
Zaczęłaś się buntować i sprawdzać,krzyczeć i przepraszać...zaczęłaś miec "seiczkę z mózgu". Niew zważałaś na jego uczucia,tak jak nikt nie zważał na Twoje,niegdyś.
Wiesz że popełniłaś błąd,to jest najważniejsze. Tylko teraz trzeba to wytłumaczyć Twojemu partnerowi.
Ogólnie nie rozumiem zostawienia kobiety samej sobie w 4 miesiącu ciązy....i słowa :
"""on nie chce rozmawiać mnie widzieć nic. Nie odbiera telefonu. Kilka dni temu powiedział że nie wróci że on układa sobie normalne życie tam i mam dać sobie spokój, żyć normalnie złożyć sprawę do sądu o alimenty, zająć się dziećmi, on jest tam szczęśliwy i ma spokój który i ja mogłam mu dać w domu bo po co się tak wzystkiego czepiałam."""
Z nim zaszłaś w ciąże więc spokoju nie będzie miał,bo urodzisz jego dziecko,a dziecko wymaga obecności ojca. Jego spokoju,dojrzalosci,męskości.
Mam jedno pytanie...rozmawialiście o Twojej przeszlosci? Twoich przezyciach...Uczuciach,jak on to widzi?
Kyntia, wiedział jak było, może nie roztrząsaliśmy tego tematu jakoś szczególnie ale kiedyś rozmawialiśmy.
Spokój, widzę że go ma postanowił nie kontaktować się ze mną z dzieckiem, znajduje tam zajęcia, spotyka się z ludzmi, żyje jakby nas nie było.
Czy go to boli? Nie wiem, pewnie tak, ale jak musi się czuć człowiek skrzywdzony skoro tak robi, a może właśnie tego chciał-odejść, ale do dziecka zawsze jest uczucie.
Naprawdę bardzo chcę to naprawić, nie znam innego określena na to czego teraz pragnę.
Nie sądziłam że mogę być taka perfidna, dzieci najbardziej skrzywdziłam i są chcwile gdy naprawdę śmierć wydaje mi się lepszym rozwiązaniem, to jest egoizm wiem, ale ten cały ból we mnie sprawia że nie mogę, nie mogę już nic....
Ludzie się zdradzają, nie kochają, nie żałują tego, a co ma zrobić człowiek co żałuje jak nic na świecie i pragnie tej szansy naprawy, jak zabiegać o tą szansę, co robić. Domem się zajmuję, dziećmi, może mniej psychicznie do nich podchodzę, już tyle łez wylałam przy nich. Ciągle myślę, nie mogę uciec od scenariuszy, że mogło być inaczej, że może być gorzej lub lepiej. i ta ciągła myśl co mam zrobić...
Nie śpię brak snu może mnie też męczy, 2-3 godziny na dobę i to z przerwami. Nawet już mi się to śni, próbóje wyjść z domu (na spacer z dziećmi) ale tylko myślę, patrzę na dzieci i tak bardzo żałuję.
Nie wiem co zrobić, widzę że zaniedbuję dzieci, zwłaszcza najmłodsze, myślałam o jakiś spotkaniach typu grupa wsparcia coś jak AA, czuje się na dnie i nie wiem jak się odbić, patrzę na dzieci i płaczę, płaczę z bezradnośći.
Myślałam o tym by Szymek pojechał do ojca, na 2-3 tygodnie, ja jakoś zacznę coś robić, teraz nawet mi trudno pójść do lekarza bo musi iść ze mną,on też poczuł by trochę obowiązku i miał by dziecko przy sobie, ma rodzinę pomogą mu w tym czasie, a z dugiej strony jak mi go już nie odda...
16 2013-03-20 10:32:03 Ostatnio edytowany przez biedronka@3 (2013-03-20 10:55:52)
Witam, to znów ja.
Troszkę lepiej u mnie od kilku dni, znalazłam takie jedno zdanie które mnie motywuje i daje nadzieję "Wiearzę bo jestem w stanie wszystko zmienić".
Takie proste, a tak mi wiele daje, nadal płaczę ale mam silną motywacje właśnie w tym jednym zdaniu. Dziś choć trudno nazwać to przespaną nocą ale wstałam z uśmiechem z taką wiarą. Widzę to jak zmienia się moje myślenie, sposób bycia i postrzeganie innych naprawdę widzę te małe kroczki które robię.
Napisałam do niego tydzień temu wiadomość o treści takiej i tylko to:
Moja motywacja, to twoja uzasadniona niechęć do mnie i rozumienie co robiłam. Przy moim wysiłku, tu zmiana, to to co było niemożliwe , pokazanie normalnej siebie i budowanie nowego fundamentu może być rzeczywistością niedługo.To co zrobisz to twój wybór, ja wiem że zmienić się muszę, czy będziesz chciał to widzieć czas pokaże. nic nie mam oferuję tylko uczciwość. Mam nadzieję że niedługo porozmawiamy normalnie, jest o czym. Wiesz że mi zależy na tobie, dzieciach i w końcu dotarło na normalnym domu, który psułam.Zrozumiałm że tak cię namawiając to znowu ja coś chcę, ja tylko mogę cię zapewnić że mi na tobie zależy, na tym byśmy byli rodziną i na zmianie i to pokażę, wierząc że zachcesz to zobaczyć. Dzieciątka kochaj nie są nic winne. Kocham cię i staram się.
Nie odzywał się po dwóch dniach napisał dobranoc i pisze co dzień. Ja boję się zadzwonić, on też nie dzwoni nie wiem jak to rozumieć te jego "dobranoc". Ale daje mi tyle ciepła i radości te słowo od niego.
Postanowiłam pojechać w czwartek do niego z synem, żeby go zobaczył, niunio płacze za nim do zdjęcia zwłaszcza wieczorem.
Jego siostra powiedziała że on chyba boi się odezwać i przyjechać że ma jeszcze w sobie uczucia dobre i to mogło by odżyć. nie chcę by to w nim umarło, wierzę że jak zobaczy syna to...
...to uczucie podtrzymam i może narodzi się szansa na odbudowa tego.
Wiem, że to zawsze 50% w tę lub tamtą stronę. Rozumiem że związek (on) może tego nie już nie potrzebuje i powinnam to zakończyć, ale są też związki które połączyło takie czy podobne przeżycie i są silniejsze, partnerom otwierają się oczy i wiedzą jak pielęgnować swoje uczucia, dom jak dbać o to co mają.
A czy wy jakby wam tak bardzo zależało na czymś czy nie walczylibyście do wykorzystania wszystkich możliwości, czy poddalibyście się?
Mi bardzo zależy pierwszy raz w życiu naprawdę, szczerze i miem dokładnie na czym.
Wiem że to bardzo ja chcę to wszystko ratować, nie widać tu jego chęci, ale on też starał się ja tego nie dostrzegałam on też walczył. Nie chcę go bronić i robić świętego , ale to ja zawaliłam. Jeśli to moja wina nie mogę oczekiwac że to on wyciągnie rękę do mnie. Jeśli mu naprawdę zależało na naszej rodzinie to, pozwoli i zechce to poskładać. tylko czasu potrzeba, nic na siłę.
Nie wiem czy dać czas i czekać aż on zadzwoni, przyjedzie czy tam pojechać? To jest moje pytanie do was.
Mogę spodziewać się różnego zachowania, liczę że emocje już spadły trochę i porozmawiamy, być może wspólnie coś ze chcemy. Wiem że może zamknąć mi drzwi i kazać wracać i nic nie będzie. Liczę że zobaczy syna i serce mu zmięknie, ja też jestem w ciąży po dwóch miesiącach nie widzenia brzuszek urusł i to też może wpłynie na jego serce i uczucia pozytywnie.
Napiszecie olej go żyj sama.
Nie piszcie tak wiem że jest zły, każdy byłbył po takim zachowaniu, łatwiej jest komuś powiedzieć coś złego przez telefon lub wcale nie zadzwonić jeśli chce się by tą osobę bolało. Widząc drugiego człowieka to już nie to samo.
Jedyne co stracę to pieniądze na paliwo, mogę zyskać szansę lub pewność że już on naprawdę nie chce. Zyskam czas który mi pokaże w którą stronę iść, poddać mi się trudno ale jeśli on niechęć naprawdę okaże to będę wiedzieć że mu nie zależy.
Proszę o radę jechać czy nie. Bardzo go kocham i nie wiem jak do końca mogę mu to pokazać, jeśli go nie ma.
"Wierzę bo jestem w stanie wszystko zmienić"
Jedź.Jak to napisałaś jedyne co masz do stracenia to tylko pieniądze na paliwo.
Te codzienne smsy...być może coś go poruszyło i warto wykorzystać te sytuację,ale oczywiście bez nacisku bo tylko go zniechęcisz.
Pojedź,porozmawiaj,pokaż że chcesz. A już sama w trakcie wyczujesz czy jest skory do rozmowy i próby naprawienia wszystkiego.
Bardzo się boję siebie tz., nie chce być nachalna i nic na siłę. Ale boję się że powiem tylko wróć, w różnej formie.
Chciałabym powiedzieć że rozumiem swój błąd, bardzo chcę wszystko naprawić, pokazać mu tą siebie którą pokochał, bardzo wiele ta sytuacja we mnie zmienia jak i mnie. Bardzo kochamy dzieci nie chcemy ich krzywdzić nie nie wiem jak powiedzieć by dał tą szansę i jak ona miałaby wyglądać.
Chciałabym wszystko stponiowo, może na początek wspólne rodzinne weekendy, mógłby mnie wtedy "ocenieć", a jednocześnie miałby przy sobie syna a on tate, wiem że za nim tęskni. Może nie jest to wiele ale taki mały kroczek który może zaowocować. mi dać nadzieję imotywację do zmian.
Boję się tego że znów mi będzie go mało i zechcę znów traktować jak swoją własność, choć wiem że to nie tędy droga, bo szczere uczucie rodzi się same i jeśli on będzie gotów to sam mi je da, siłą i przymusem tylko to popsuje.
Wiem to ciągle ja chcę, nie wiem jak się go spytać co można zrobić aby to naprawić, ale tak by nie miał możliwośći odpowiedzieć tylko "nic już", jak rozmawiać aby i on odczuł że jest o czym, może nie powiedział od razu wracam, ale by chciał się nad tym zastanowić głębiej.
Nie wiem co powiedzieć i jak by nie zacząć płakać i błagać.
Rozważam też aby Szymonek został u niego na kilka dni, aby wiedział dla kogo warto tylko nie wiem czy to dobry pomysł, wiem że działanie po części na dziecko, litość.
Właśnie. Nie traktuj dziecka jako "karty przetargowej" bo przede wszystkim on ma wrócić do Ciebie a nie tylko ze względu na dzieci.
A wiesz nie myślałaś o tym aby mu napisać list???
Pojechać do niego,pobyć chwilę,jeśli wyczujesz niechęć wycofać się,nie narzucać. I wręczyć mu ten list na końcu spotkania mówiąc że jest w nim zawarte to wszystko co chciałabyś mu powiedzieć ale boisz się jeszcze poruszać ten temat bo nie chcesz naciskać.
Przeczyta i przemyśli. To jest takie działanie na spokojnie. Ty nie palniesz żadnego głupstwa,bo masz czas przemyśleć co napisać,w liście nie wpadniesz w histerię i płacz... A on też nie będzie podejmował decyzji na gorąco,a niech czyta nawet dziesięć razy ale w końcu może to przemówi do niego.
Napisałam sms że chcę wkrótce do niego przyjechać z Szymonkiem, bałam się jego reakcji jak bym pojechała tak bez zapowiedzi, liczyłam że coś napisze w stylu daj spokuj, a on zadzwonił i powiedział że się cieszy, ale ma wątpliwości co do spotkania mnie. Chciałby abym zostawiła ich i sobie gdzieś poszła na ten czas. Nie wiem co zrobić czy tak się zachować jak on powiedział? Bo ja też chcę z nimi być, chcę by Szymonek czuł że ma nas, rodzinę a nie mnie i jego. Ja też bardzo za nim tęsknie. Bardzo bym chciała z nimi być ale czy na siłę...
Nie wiem czy jechać jutro czy w sobotę w tedy jest sam nikogo nie ma w domu azależy mi na tym by nikogo nie było, że może chcieć się popisać przed innym i jego zachowanie będzie trochę inne bardziej wymuszone.
Proszę was pomózcie mi jak się zachować na takim spotkaniu gdzie nie widzieliśmy się już ponad miesiąc, bardzo chcę pokazać się z innej strony taką nie natarczywą i nie błagającą o powrót, ale taką normalną jaką jestem, bardzo się boję swoich emocji.
Jak można pokażać,że mi zależy? Jak można okazać to że wiele zrozumiałam i chce się zmienić? Jak to wszystko naprawić aby było to widoczne? Co można zrobić w godzinę spotkania aby dało to szansę na przyszłość, aby go nie wiem jak to nazwać zaciekawić, dać mu pole do zastanowienia że wspólna przyszłość przy mojej zmianie jest możliwa.
Wiem że nie powinnam być jak ten bluszcz w przyszłości bo taka byłam, a że powinna być przestrzeń którą teraz rozumiem.
Proszę pomóżcie mi powiedzcie jak byścieby walczył/walczyli, gdybyście wiezieli że wina jest po waszej stronie i za wszelką cene chcieli naprawić siebie i wasz związek. Co można zrobić, a czego lepiej unikać?
Bardzo się staram pracować nad sobą, nad emocjami, myśleniem, zachowaniem.
Gdy coś złego się dzieje człowiek czasem umie wyciągnąć właściwe wnioski,myślę że je wyciągnęłam i rozumiem, mam szkołę życia. wierzę że można wszystko naprawić bo ja wiem już czego chcę i jaka chcę być, normalna z kochającą się rodziną.
Proszę nie zostawiajcie mnie napiszcie co myślicie, być może ktoś wskarze mi właściwą drogę, aby móc na nowo to wszystko budować.
Nawet najmniejsza wskazówka z waszej strony może być dla mnie bezcenna.
Witaj.Calkiem nieżle narozrabiałaś!!!Jako facet uważam że powinnaś usznować jego wolę i zawieżć mu syna,zabierz tez coś dla Niego co lubi np sernik lub zaległy upominek drobny z przegapionych Jego urodzin.Już w tym dniu nie przepraszaj namolnie bo On ma tego po pachy.Skwituj"Ja umiem sie zmienić,może mi wybaczysz"Zostaw ich samych,odbierajac dziecko popros aby wpadł w niedziele do syna i zabrał Go na poranny spacer,a po nim przyszli na obiad.Po obiedzie Ty sie z nim wybierz na spacer,dom może żle mu się chwilowo kojarzyć,przygotuj się perfekcyjnie do delikatnej rozmowy, wyjaw błedy Jakie popełniałaś z argumentacją jak nie powinno już być a jak ewentualnie będzie teraz z Twojej strony,poproś o szanse motywujac to tym że zawsze należy dać partnerowi 1 szanse,Ty jesteś tak za nim że dała byś mu szanse i postarała byś mu wybaczyć w odwrotnej sytuacji.Bardziej potrzebna jest przekonywująca Go rozmowa niż przepraszanie i błaganie,dodaj że dzieci za nim tęsknią bardzo i Ty też.Nie namawiaj Go na sile do niczego,daj mu mozliwosć podejmowania decyzji,swobody.Ja tak to widzę jako facet.
Biedronko chciałam Ci wczoraj coś napisać ale miałam awarię kompa ![]()
Na dzień dzisiejszy popieram to co napisał Mayk,nic na siłę. Jeśli on chce sam zostać z małym uszanuj to,pokaż że potrafisz się zmienić i iść na kompromis.
I w żadnym wypadku nie wpadaj w histerię przepraszając i błagając. Luźna rozmowa jest bardziej na miejscu niż wylewanie łez...
Ja wiem że to na pewno trudne będzie dla Ciebie ale Twoje opanowanie i spokój pozwoli mu zobaczyć Cię taką jaką chcesz być.
I w godzinę spotkania na pewno problem się nie rozwiąże,on nie wpadnie Ci od razu w ramiona. Ale małymi kroczkami jeśli pokażesz mu że zawsze jesteś w pobliżu i się zmieniłaś to powinno się udać. Bądź dobrej myśli bo Twój nastrój też ma wpływ na rozwój sytuacji. Przecież on chce spokojnej,uśmiechniętej kobiety prawda. Pokaż mu że potrafisz taka być ![]()
Witaj.Calkiem nieżle narozrabiałaś!!!Jako facet uważam że powinnaś usznować jego wolę i zawieżć mu syna,zabierz tez coś dla Niego co lubi np sernik lub zaległy upominek drobny z przegapionych Jego urodzin.Już w tym dniu nie przepraszaj namolnie bo On ma tego po pachy.Skwituj"Ja umiem sie zmienić,może mi wybaczysz"Zostaw ich samych,odbierajac dziecko popros aby wpadł w niedziele do syna i zabrał Go na poranny spacer,a po nim przyszli na obiad.Po obiedzie Ty sie z nim wybierz na spacer,dom może żle mu się chwilowo kojarzyć,przygotuj się perfekcyjnie do delikatnej rozmowy, wyjaw błedy Jakie popełniałaś z argumentacją jak nie powinno już być a jak ewentualnie będzie teraz z Twojej strony,poproś o szanse motywujac to tym że zawsze należy dać partnerowi 1 szanse,Ty jesteś tak za nim że dała byś mu szanse i postarała byś mu wybaczyć w odwrotnej sytuacji.Bardziej potrzebna jest przekonywująca Go rozmowa niż przepraszanie i błaganie,dodaj że dzieci za nim tęsknią bardzo i Ty też.Nie namawiaj Go na sile do niczego,daj mu mozliwosć podejmowania decyzji,swobody.Ja tak to widzę jako facet.
Dziękuję Tobie jako mężczyźnie za spojrzenie na to w odczuciu faceta.
Bardzo staram się przemyśleć co powiedzieć, aby nie tylko przepraszać i prosić o szansę, ale potrafię powiedzieć tylko że żałuję i bardzo chcę to naprawić. Wiem co dokładnie było źle w moim zachowaniu chciałam rządzić, tak naj krócej można to nazwać. Bardzo bym chciała nie być jak ten bluszcz co osacza i by nasze życie było naszym czyli wspólnymi decyzjami jak i mówieniem o swoich potrzebach.
Jeśli chodzi o jego przyjazd to wiem ze nie chce dlatego że mieszkanie żle mu się kojarzy. mieszka teraz 100km od nas więc trudno się gdzieś spotkać na mieście. Dlatego chciałam przyjechać do niego wiem że tęskni za synem może i za mną też chwilami ale jak każdy czasem bywa zawzięty, nie wiedziałam czego się spodziewać ale sie zgodził, ale mnie raczej nie chce widzieć powiedział. Bardzo mnie to boli miałam nadzieję że może choć wspólnie spędzimy chwilę, tak po prostu beż rzadnego obowiązku nie poruszając tego co złe, napisałam list który chciałam mu wręczyć na koniec spotkania. Taki myślę normalny w którym nie błagam ciągle, ale taki gdzie opisałam to co miłe, czego żałuję, co chcę w sobie zmienić. Chciałbym rozmowy normalnej, w której nie powie nie rozmawiajmy nie ma oczym, dajmi spokój,n żyj sobie sama, bo wtedy go błagam, płaczę
Nie wiem jak to zaproponować by choć tyle chciał. Mam nadzieję że zgodzi się na wspólne weekendy 2 w miesiącu i stopniowo postaram się pokazać swoją miłość i to naprawić. Nigdy już nie chcę wrócić do tego co było, naprawdę. Bardzo chcę wszystko naprawić.
Biedronko chciałam Ci wczoraj coś napisać ale miałam awarię kompa
Na dzień dzisiejszy popieram to co napisał Mayk,nic na siłę. Jeśli on chce sam zostać z małym uszanuj to,pokaż że potrafisz się zmienić i iść na kompromis.
I w żadnym wypadku nie wpadaj w histerię przepraszając i błagając. Luźna rozmowa jest bardziej na miejscu niż wylewanie łez...
Ja wiem że to na pewno trudne będzie dla Ciebie ale Twoje opanowanie i spokój pozwoli mu zobaczyć Cię taką jaką chcesz być.
I w godzinę spotkania na pewno problem się nie rozwiąże,on nie wpadnie Ci od razu w ramiona. Ale małymi kroczkami jeśli pokażesz mu że zawsze jesteś w pobliżu i się zmieniłaś to powinno się udać. Bądź dobrej myśli bo Twój nastrój też ma wpływ na rozwój sytuacji. Przecież on chce spokojnej,uśmiechniętej kobiety prawda. Pokaż mu że potrafisz taka być
Wiem że opanowanie i spokój są bardziej na miejcsu niż płacz i błaganie,ale to takie trudne. Jest to takie ciężki bo naprawdę i szczerze go kocham wiem jak zraniłam i bardzo chcę naprawić wszystko. Trudno powsztrzymać łzy gdy się tak mocno kocha a ta osoba już chcyba nie wierzy w naszą szczerość, lub boi się wierzyć że może się znów zawieść. Rozumiem to , nie wiem jak mnie by trzeba było przekonać jak bym była na jego miejscu starałam się na to spojrzeć w ten sposó. Wiem że najpierw bym musiała chcieć to zobaczyć (ale jak to widziec nie będoć w pobliżu nawet co jakiś czas), aby móc w coś zacząć wierzyć i chcieć się znów zaangażować.
Nie liczę że wróci ze mną liczę na małą nadzieję, trochę czasu gdzie mam coś pokazać, wiem że godzina nic nie zmieni, ale może coś zapoczątkować i tego chcę. Tak wiele bym chciala mu obiecać i zrobić aby było dobrze, wiem że ze wszystkim na raz nie poradzę sobie i popsuję to na czym mi zależy dlatego zależy mi na tym weekendzie bo wiem że małymi krokami jeśli pokażę to zrobię to szczerze będę chciała walczyć i pracować nad naszym związkiem,uczuciami,rodziną, a jak dostanę go od razu, to znaczy że jest i mogę nie mieć tyle szczerej motywacji.
Nie wiem jak go do tego przekonać jak zaproponować, może podejść aby i on tego chciał, by chciał podjąć to ryzyko i dać tą szansę, czas.
List jest tchórzostwem,łatwo wyczytalnym,zabierz Go na lużny miły spacer,bez dzieci,lużna ale konkretna rozmowa,przytul się do niego,poprowadż za ręke niech przypomni sobie miłe chwile spędzone z Tobą,uwiedż Go,jesteś kobietą,spalą mnie na stosie bo tak naprawde w poprzednim wcieleniu nie zasługujesz na jakie kolwiek podpowiedzi.
28 2013-03-22 09:25:54 Ostatnio edytowany przez biedronka@3 (2013-03-22 09:52:11)
Napisałam list (nie wiem nawet czy go przeczyta,może wyrzuci) ponieważ, jeśli nie będzie chciał rozmawiać lub powie po prostu nie ma ov czym to chcę by wiedział jak mi zależy i dlaczego, co się stało we mnie i są to myśli szczere.
Bardzobym chciała byśmy mogli chwilę pobyć sami bez dzieci i planuję pojechać do niego z jego ulubioną przekąską sushi które robię mu bo uwielbia, może zgodzi się nawet tak bez rozmowy wspólnie usiąść, na nic więcej nie liczę. Nie chcę błagać, prosić i płakać chcę by zobaczył we mnie kobietę którą kocha, a nie tą zołze jaką ostatnio byłam. Jestem przygotowana też że odmówi
Dzieci zostawię na chwilę u brata mojego który mieszka ulicę dalej od niego. Jeśli nie zechce chwilę czasu mi poświęcić to tak jak mówiłam mu że przyjadę do niego z Szymonkiem, zaproponuję że mogę zostać i opowiedzieć co niunio robił jak go nie widział i niech czuje że ma nas żadnego proszena nie będzie, jeśli nie zechce bym z nimi była to dam im czas na wspólne spotkanie. Bardzo mi zależy żeby mogli się zobaczyć, wiem że teraz to go pragnie, to o nim chce wiedzieć.
Wiesz jak bardzo pragnełabym wspólnego spaceru, chwycenia za rękę,zaproponuję to- ale wiem że odmówi, a ja go przecież na siłę nie wyciągnę. Może podpowiesz mi jak go do tego wspólnego wyjścia przekonać takiego zwykłego?
potrzenuję tylko jednej szansy, małych otwartych drzwiczek aby pokazać mu swoją szczerość i miłość. Nigdy więcej tego nie zepsuje.
Masz plan być namolną i ponownie narzucać swoje rządy,nie tędy droga,On teraz rozdaje karty i musi być pewny że ma do tego prawo, to facet który jak każdy pragnie mieć pod sobą kontrole nad wydarzeniami.
Masz plan być namolną i ponownie narzucać swoje rządy,nie tędy droga,On teraz rozdaje karty i musi być pewny że ma do tego prawo, to facet który jak każdy pragnie mieć pod sobą kontrole nad wydarzeniami.
Nie chcę rządzić i nic narzucać (choć po części chcę, widzę tylko moje starania a jego obojętność, staram się jakoś zbliżyć abyśmy mogli razem dalej coś robić), chcę zrobić wszystko tak jak uważam że powinnam, mam plan bo to mój jakiś punkt zaczepienia, nie chcę działać chaotycznie i zołzowato. Plan to jedno a życie to drugie i tak wszystko pewnie stanie się inaczej ale wolę myśleć że zjemy wspólnie niż że mi dzrwi zamknie przed nosem.
Nie rozumiem tego zdania
"On teraz rozdaje karty i musi być pewny że ma do tego prawo, to facet który jak każdy pragnie mieć pod sobą kontrole nad wydarzeniami"
Czyli że co mogę, jak się zachować. Wiem że to on chce pokazać swoje, ale niechcę by to jego szło daleko od nas. Nie liczę wpychać się na siłę do domu, chcę stworzyć możliwość zadecydowania np. zjemy razem, czy mam mu zostawić, posiedzimy wspólnie z dzieckiem , czy nie? A to nie jest złe.
On wie, że ja tego chcę- napewno. Ale jeśli przyjedę rozchwiane emocjonalnie, rozpłakana i klęcząca to napewno powie idź i nie pokazuj się tu. A tak pokazuję że chcę normalnie spędzić z nimi czas.
Tak to rozumiem. Na nic się nie nastawiem
Jeśli uważasz że powinnam pojechać licząc tylko na los powiedz, a jesli uważasz że powinnam przyjąć jakiś "plan", powiedz jak ty MYKA222 byś to zrobiła, bo może się mylę i powinnam postąpić inaczej.
Niektórzy mówią olej to wróci- wtedy pomyśli że mi nie zależy lub naprawdę się zainteresuje i zrobi jakiś krok
Nienarzucaj się prośbami- nie proszę już od dawna, zapewniłam go że mi zależy i okażę swoje zmiany on zdecyduje
tylko jak to okazać jak go nie ma?
NIe odzywa się do mnie czasem napisze dobranoc, jedno słowo.
Nawet nie liczę że ze mną wróci, wierzę że zobaczy iż mogę zachować się normalnie i sam zaproponuje jakieś spotkanie z nami a nie z Szymkiem tylko. Trudne jest pokazać zmianę w np. godzinę ale możliwe jest że zachce on zaobaczyć czy na innym spotkaniu też mgę być normalna i za jakiś czas może wspólna już nie będzie to godzina.
Bardzo chce by nie był taki obijętny nie odcinał się, a on tak robi- ucieka.
On podjął decyzje,ona sam ją musi zmienić ale pod wpływem Twojego zachowania,postępowania,bardzo drobnych gestów ale czytelnych,Twojej rzetelności w zapowiadanych zmianach w swoim zachowaniu.listy i klekotanie wywal do kibla.
32 2013-03-22 10:43:23 Ostatnio edytowany przez biedronka@3 (2013-03-22 10:44:45)
On podjął decyzje,ona sam ją musi zmienić ale pod wpływem Twojego zachowania,postępowania,bardzo drobnych gestów ale czytelnych,Twojej rzetelności w zapowiadanych zmianach w swoim zachowaniu.listy i klekotanie wywal do kibla.
Czyli, że pokażę, iż szanuję jego zdenie jak (go oleję) zostawię Szymonka i wyjdę? Skoro tego chce?
Też bym chciała być z nimi, jestem w ciąży potrzebuje jego ciepła, tego by był przez chwilę obok, tak za nim tęsknie...
Wiem że moje zachowanie musi być inne ale nie pozorowane nie chcę go kłamać, naprawdę go bardzo kocham, przedewszystkim szczerość, moje gesty zrozumiałe (tak bardzo chciałabym przez chwilę móc trzymać go za rękę). Ja naprawdę rozumiem swoje błędy, a wszystko tak boli nie dlatego że go nie ma, ale dlatego, że wiem, naprawdę rozumiem i jest to szczere, że to moja wina i bardzo chcę to naprawić dać to czego nie dawałam, a sama chciałam.
Gdyby mieszkał obok, to było by łatwiejsze, widział by moje zmiany i to co robię. Chcę go przekonać, tylko do tej szansy, do niczego nie zmuszę ale by chciał zobaczyć że naprawdę się staram, nie walczę ale rzeczywiście coś robię.
Jest to dla mnie bardzo trudne
Czy Ty umiesz czytać,gdzie było"olej Go" w mojej wypowiedzi?Było w skrócie uszanuj i wymowne gesty bez klekotania.
Ja to rozumiem olej w sposób nie gadaj zaczekaj aż on coś powie, nie proś o czas niech on go zaproponuje itp.,
Nie odzywa się do mnie miesiąc nic, czasem "dobranoc" napisze, jeden sms. Tylko tyle.
Gdy zaproponowałam przyjazd powiedział że się cieszy, a po chwili powiedział że lepiej jak będzie jak mnie nie będzie przy tym. Zapytałam co uniego i miła rozmowa chwilę się potoczyła, był w pracy i nie mógł rozmawiać.
Nie chcę tylko czekać że z jego strony ma coś wyjść, może on czeka aż z mojej strony coś wyjdzie.
I tak ta przekąska daje mu wybór, możesz zjeść sam, ale możesz i mi zaproponować. Uszanuje co wybierze, ale daje wybór.
Chcę przyjechać najpierw sama bo może zechce porozmawiać (przez telefon i przez usta człowiekowi odmowa najłatwiej przychodzi) dziecko nie da tego komfortu (odwróci uwagę, rozproszy) nie mieliśmy możliwości dawno być sami, liczę na chwilę sami nie na godziny.MOże i on ma oczym ze mną porozmawiać , nawt jeśli podejmuje decyzję nie wracać to powinien porozmawiać jak on to widzi (chodzi odzieci).
Nie wiem tylko co zrobić i jak się zachować by nie zmarnować tej minut gdy się zobaczymy. TAk łatwo jest pisać o opanowaniu, gestach, wiem że to są emocje ale szczerze chcę pokazać mu że potrafię i chcę go kochać.
Jest tu dużo mnie -egoizm- po części prawda, ale ja muszę chcieć żeby pokazać że warto. nie potrafię czekać na jego posunięcie, bo boję się że czas jaki jest tam działa na niekorzyść nas. Mu coraz mniej będzie zależeć, zobaczy że tam też może być fajnie i nie koniecznie samemu....
Ja myślę że jesteś na dobrej drodze.
A żadnego listu w kibel nie wyrzucaj bo mayk nie rozumie tego że Twój facet nie chce Cię wysłuchać i to jest być może jedyny sposób aby mu wyrazić wszystko co chcesz mu powiedzieć.
I spokojnie nie popędzaj go w podejmowaniu jakiekolwiek decyzji daj mu czas jakbyście zaczynali od nowa,jakbyście się od nowa poznawali wspólny spacer,obiad...
Małymi kroczkami i powinno być dobrze ![]()
Dziękuję za wsparcie. Może i myślałam że dziecko łączy, ale nie robiłam ich specjalnie, nie mam problemu z dziećmi inie proszę o wsparcie nigdzie finansowe. Moja sytuacja finansowa pozwal mi mieć dzieci.
Wiem że nie tędy droga, bo prócz pieniędzy dzieci potrzebują wsparcia, miłości, opieki, i poczucia bezpieczeństwa, a tu zawaliłam bo naprawdę nie wiem dlaczego i nie rozumiem chcoć tak bardzo staram się pojąć co było powodem mojego rozkapryszenia i efektem tagie zachowanie, nie tylko do partnera ale zwłaszcza do nich.
Jest mi bardzo ciężko, nie dlatego że nie dam rady wychować sama dzieci, bo pewnie dam radę, ale dlatego że naprawdę zniszczyłam rodzinę, bo one taż cierpią że nie mają poczucia bezpieczeństwa widzą jaki przykład daję i tego się uczą. Nie zdawałam sobie z tego sprawy (choć wiedziałam),że to co widzą mogą powielić kiedyś.
Będę się starać poprawić się, wyzbyć egoizmu, bardzo mnie boli tak w środku to co zrobiłam, nie dlatego że jestem sama, ale że mogłam potraktować tak drugiego człowieka.
Czy wróci, wierzę że tak, że zobaczy to co widział kiedyś. Tylko jak to pokazać gdy go niema,a sama myśl o przyjeździe tu sprawia mu ból.
Ideał nie był, ale ja patzrzę na siebie teraz, miał wady ale były to wady które są do zaakceptowania i nie były problemem. Ja też mam wady, ale to się działo nie było wadą, a próżnością z mojej strony. Miałam wszystko i przestałam to doceniać, a to już jest chorobą chyba.
Biedronko,
Bardzo dobrze, ze chcesz sie zmienic. Bardzo dobrze.
Jestes w takim wieku, ze masz szanse na normalne zycie.
Tu i w codziennym zyciu, napewo spotkasz ludzi ktorzy ci pomoga.
Twoje zachowania wynikaly z lekow i poczucia braku kontroli. To ma wiele podlozy, i niszczy rozne relacje.
ALE MASZ SZANSE SIE ZMIENIC
Badz dobrej mysli
Ja myślę że jesteś na dobrej drodze.
A żadnego listu w kibel nie wyrzucaj bo mayk nie rozumie tego że Twój facet nie chce Cię wysłuchać i to jest być może jedyny sposób aby mu wyrazić wszystko co chcesz mu powiedzieć.
I spokojnie nie popędzaj go w podejmowaniu jakiekolwiek decyzji daj mu czas jakbyście zaczynali od nowa,jakbyście się od nowa poznawali wspólny spacer,obiad...
Małymi kroczkami i powinno być dobrze
List bo on nie chce rozmawiać ze mną, może tak będzie łatwiej też jemu nie będzie wtedy wybuchał, lub nie będzie się unosił ambicją, honorem, a ja nie zacznę błagać i płakać. Tak to widzę. Po jednym słowie jak powiem że coś zrozumiałam, tu mi przerwie i powie że kłamie I właśnie to jest mój plan, boję się że go wyrzuci.
Ale jak go przeczyta moje szczere, niekombinowane myśli i uczucia. Raczej wracające i przypominające to co było dobre w naszym życiu i oczywiście opisaniu zmiany w sobie, tego co zobaczyłam w sobie złego.
Liczę że wtedy on sam zachce zobaczyć co tym razem chce mu zaoferować i zrobi jakiś krok.
Jestem głupia w tym co robię czasami, ale wiem że go nie zmuszę, mogę zrobić jakiś krok i czekać na jego ruch. Ale jeśli on nie chce mnie widzieć rozmawiać, jest to bardzo trudne, nie narzucam się mu nie wydzwaniam, czasem coś napiszę, ale takie zwykłe np. byłam dziś z dziećmi w parku, że fajny film jest w tv, wyślę zdjęcie dzieci, napiszę dobranoc. Takie krótkie i też nie co dzień, nie odpisuje, zapytałam się dlaczego nie napisze co słychać u Szymonka lub do niego zadzwoni. Powiedział że nie robi tego bo piszę mu głupoty wtedy -tak było na początku pisałam niunio to czy tam to i cały lament wróc i przepraszam.
Właśnie chcę tych małych kroczków, nie powrotu już (choć tego chcę wiem tylko że to nic nie da, wróci na chwile), chcę byśmy poznali i zdobyli się na nowo.
W dzień wysłałam mu sms, czy ma ochotę na sushi? Nie dziś, ale może niedługo...
Odpisał -za tydzień
-
Zadzwonił niedawno, zapytał o dzieci, rozmawiał z Szymkiem, rozmawiał ze mną, tak rozmawialiśmy, nie jego złość mówiła a tak normalnie, co słychać, żebym już nie płakała, że nie skreśla mnie, że dzieci razem może jeszcze jakoś wychowamy, pytałam jak on. Bez narzutów. Powiedział że nie chce wracać do tego domu, żle mu się kojarzy, że tam ma prace, szkołę, może żebym bliżej była... i tu taki sentyment w głosie.
Powiedziałam mu że byłam jak bluszcz oplatając go i dusiłam, zamiast wspierać czy motywować podcinałam skrzydła (np. z tą szkołą jego), to jakoś na niego podziałało, jak by poczuł że rozumiem swój błąd, powiedział "już wiesz o co chodzi", nie chciałam dalej ciągnąć tego tematu by go nie zezłościć, by jeszcze nie kończył rozmowy, była taka miła zwyczajna rozmowa dwojga ludzi jaką od dawna nie pamiętam.
Kazał mi dbać o siebie, dzieci, nie płakać by tego nie widziały powiedział że będzie dobrze, że potrzebuje odpocząć psychicznie.
Tak dziękuję Bogu, że nie zgasło w nim jeszcze to wszystko, jestem pełna nadzieji, taka radośniejsza. Chcę dobrze wykorzystać daną mi szansę jeśli właściwie to rozumiem.
Jutro miałam jechać niezapowiedzianie, nie wiem czy to nie za szybko po takiej rozmowie, planowałam ją już wcześniej, koleżanka mi powiedziała, nie czekaj jedź. Ale nie wiem..... teraz mam wątpliwości, nie chcę tego popsuć, choć tak bardzo chcę go zobaczyć?
Jutrzejsza, niespodziewana, wizyta po dzisiejszej rozmowie ma być potwierdzeniem decyzji o zmianie Twego zachowania wobec niego? Dowodem, że skończyłaś z owijaniem się wokół niego?
Sporo mówisz/piszesz o zrozumieniu swych błędów. Szkoda, że za tym nie idą czyny.
No miało być małymi krokami więc spokojnie bo go znowu spłoszysz i zniechęcisz
Coś Ty taka w gorącej wodzie kąpana
tyle już wytrzymałaś to wytrwaj jeszcze trochę
Przeczytaj uważnie co napisał Wielokropek,myślę że w akcie rozpaczy niewiele do Ciebie dociera.
Wizytę zaplanowałam już tydzień temu, chciałam żeby zobaczył się z synkiem, mówił tyle razy że przeze mnie go nie widzi bo jestem daleko, najpierw złość mu na mnie nie pozwalała, a potem praca i szkoła uniemożliwiają mu przyjazd. Podróż pociągiem to 6 godzin tam i spowrotem, rozumiem go z tym czasem.
Wczoraj zadzwonił nie spodzieanie i to wszystko powiedział, dał nadzieję.
Miałam być u niego w sobotę ok 16 na jakieś 2 godzinki i wrócić (mam samochód to czaso 3 godzin tam i spowrotem jazdy).
Ten jego telefon trochę mnie zastanowił w sensie czy dobrze zrobię jak pojadę, dlatego poprosiłam o poradę was, czy nie za szybko to zrobię. On nie wie że planowałam myślę, że może to odebrać źle, że powiedział słowo a ja na to reaguję przyjazdem, nachalnie.
"Jutrzejsza, niespodziewana, wizyta po dzisiejszej rozmowie ma być potwierdzeniem decyzji o zmianie Twego zachowania wobec niego? Dowodem, że skończyłaś z owijaniem się wokół niego?
Sporo mówisz/piszesz o zrozumieniu swych błędów. Szkoda, że za tym nie idą czyny"
nie wiedziałam przecież że zadzwoni, chciałam pojechać tam i miło spędzić czas z nim i dzieckiem, lub jeśli będzie wolał wyjść i zostawić go z Szymonkiem, ale uszanować jego wolę. NIc nachalnie nie robić, nie błagać i płakać, pokazać kobietę. Tak normalnie porozmawiać, co u niego, jak w pracy w szkole, co Szymonek w domu robi, tak normalnie. Wziąć ulubioną przekąskę może wspólnie ją zjeść, tak normalnie czas spędzić.
Nie myślcie że, za moimi sławi nie idą czyny, naprawdę wiem że byłam jak bluszc zdaję sobie w pełni z tego sprawę, nie chcę go już dusić i wiem jakie błędy w tym popełniałam, nie chcę tego, mój przyjazd miał mu raczej pokazać, że nie zabieram mu syna (on tak mówił, zabrałam i nie może go nawet zobaczyć tu być), dziecko też tęskni, oraz że potrafię normalnie spędzić z nim czas, nie chciałm namawiać do niczego powiedzieć ,ż"ałuję ,wiem i zmienie się", tylko te słowa nic więcej, tyle razy go już przepraszałam i mówiłam że się zmienię że on już to wie, a rozciągając temat tylko by powstał konflikt, a na koniec dać mu list i czekać jak on na niego zareaguje. Już nie prosić i nie przepraszać, tylko czekać na jego krok.
Te sushi zawsze jedliśmy razem, wtedy siedzieliśmy, rozmawialiśmy, śmieliśmy się , dobrze mu się kojarzy i dobrze te chwile wspomina, może za rzadko je robiłam....
Jeśli naprawdę lepiej jeszcze nie jechać to nie pojadę, tylko potem są święta, potem jego szkoła, i znów nie ma kiedy jechać....
Taki żal, boję cię że jak się zobaczymy po 3 miesiącach to już będę obca dla niego jak i syn.
Sam powiedział że by się cieszył jak bym przyjechała wcześniej (chyba 3 dni temu), nie wie tylko czy dobrym pomysłem będzie czas ze mną, w sensie żebym już tyle nie gadała.
Biedronko, w kwestii jechać/nie jechać/kontaktować się itd. decyzję musisz podjąć sama, natomiast coś co na pewno mogę Ci poradzić to SPOKÓJ. Spróbuj się wyciszyć, uspokoić, bo w tej chwili strasznie panikujesz (przynajmniej takie mam wrażenie). Jesteś w trudnej sytuacji, zostałaś sama z dziećmi, wcześniej też nie miałaś lekko, ale pomyśl, ile jeszcze życia przed Tobą i że to jest właśnie przełomowy moment na to by coś zmienić. W pierwszej kolejności zacznij dbać o siebie, o swoje samopoczucie, przestań się obwiniać. Zanim zaczniesz udowadniać jemu jak bardzo się zmieniasz, udowodnij to sobie. My tu jesteśmy i będziemy Cię wspierać ![]()
Wiem serce i rozum mówią mi co innego.
Są ludzie którzy czekają na ruch drugiego człowieka, a jeśli oboje czekamy właśnie tak? Ja na niego on na mnie?
Powiem że jestem już spokojniejsza, czas pozwolił mi spojrzeć na to już nie tak emocjonalnie, ale naprawde to ja zawaliłam....
Nie kieruje mną to że jestem sama z dziećmi , strach że sobie nie poradzę, nie, to wiem że wychowam, fundusze też mam,
Zawsze go kochałam (byliśmy razem w 1999r rok ja chciałam stabilizacji on jeszcze szaleć, więc znalazłam sobie mąża na stabilizacje gdzie indziej), kochałam jak nikogo na świecie poprostu byłam tak mu wdzięczna i tak go kochałam za to że jest, chce być kocha nie tylko mnie ale i moje dzieci otacza troską, że zaczełam mu ze wszystkim nadskakiwać, chciałam mu wszystko dać! Wszystko, ale niestety nie pytałam czego oczekuje, a ja swoją wolę narzucałam, np gdzie isć, jakie spodnie kupić, co zjeść, na co odłożyć itd., uważałam że wiem lepij od niego czego potrzebuje, to smutne bo chcąć by był szczęśliwy - a nawet ja nie byłam w tym, to jest głupie-
Trudno się nie obwiniać jeśli się zawiniło, chcąć coś zmienić trzeba wiedzieć co, ja to już wiem, ale żeby było dobrze potrzebuję usłyszć od niego też nad czym pracować, nie chcę mu narzucać swojej woji, chce byśmy razem nad tym pracowali, może to dziwnie zabrzmi, ale potzrebuję by mnie poprowadził za rękę. To znaczy, by to było wspólne, a nie moje życie...
45 2013-03-24 19:13:23 Ostatnio edytowany przez biedronka@3 (2013-03-24 19:18:27)
Witam napisał mu dziś sms co mogę zrobić czego on oczekuje, nie chcę po swojemu ale liczy się dla mnie jego zdanie.
Może nie powinnam pisać, ale to ta nie wiedza, czy jest z jego strony szansa, ta bezradność psychiczna, moje emocje i ja sama która jest za tym by to naprawić.
Napisał nie bądź natrętna, zapytałam czy to znaczy że jest szansa, powiedział nie wiem czas pokaże.
Nie wiem jak to rozumieć, pomóżcie nie chcę go już pytać, czy to znaczy nie odzywać się wcale, czekać na jego ruch. Tak bardzo się boję że jeśli nie będziemy mieli kontaktu to on nic nie będzie chciał już ratować nie będzie widział takiej potrzeby, a również nie będę mogła mu pokazać że potrafię się zmienić i jak bardzo tego chcę - normalnego domu i rodziny.
Boję się że obojętnością pokażę obojętność, że mi nie zależy na rodzinie, a tylko że mu jest samemu fajnie, a ja go nie potrzebuję jak i on mnie jako drugiego człowieka obok.
Chciałabym by wszystko było neutralne czy będzie źle jak napiszę mu co jakiś czas (nieczęsto), zwykły sms neutralny np. co u nas, co ja czy dzieci czy wypada zaproponować przyjazd w przerwie świątecznej na chwilę, lubię mu pisać dobranoc, powinnam przestać (to słowo daje mi jakiś spokój w środku, odczuwam wtedy że jest dla kogo się zmienić i bardzo tego chcę)? Nie chcę się narzucać rozumiem teraz co znaczy nie być natrętnym, zapewne o nas pamięta i pamiętać będzie, ale żeby zobaczył że mi zależy na nim i bardzo go kocham chcę czekać i małymi krokami sprawić żeby chciał być nie z dziećmi ale i ze mną tylko wtedy jest sens my jako wszyscy. Wiem że jeszcze daleka droga do tego nie chce nic na siłę.
powiedzcie jak teraz się zachować?
Jego odpowiedź na Twój sms jest dowodem, że niestety miałam rację. ![]()
Nie narzucać się, to znaczy nie dzwonić, nie pisać sms-ów, nie wpadać z niezapowiedzianą wizytą.
Nie narzucać się, to znaczy czekać na jego ruch, na jego telefon, na znak od niego. To znaczy zacząć wprowadzać te wszystkie hasła, o których piszesz niemal od poczatku wątku, w życie. To zaprzestanie używania pretekstów do dalszego nękania go. To decyzja, by żyć swoim życiem.
Chciałaś go udusić owijając się wokół niego, odszedł od Ciebie, a Ty z uporem godnym lepszej sprawy robisz dokładnie to samo, co przed rozstaniem tyle tylko, że zmieniłaś metodę. Dalej ma być tak, jak Ty sobie wyobrażasz, jak Ty chcesz, ale teraz opatulasz to wszystko słowami "zrozumiałam swój błąd", "chcę się zmienić", "zmieniłam się". Słowa, słowa, słowa. W Twym sposobie myślenia nie nastąpiła jakakolwiek zmiana. Ja, ja, ja, mnie, moje, moją, o mnie - "ja" odmieniane przez przypadki.
47 2013-03-24 22:58:26 Ostatnio edytowany przez biedronka@3 (2013-03-24 23:28:42)
Jego odpowiedź na Twój sms jest dowodem, że niestety miałam rację.
Nie narzucać się, to znaczy nie dzwonić, nie pisać sms-ów, nie wpadać z niezapowiedzianą wizytą.
Nie narzucać się, to znaczy czekać na jego ruch, na jego telefon, na znak od niego. To znaczy zacząć wprowadzać te wszystkie hasła, o których piszesz niemal od poczatku wątku, w życie. To zaprzestanie używania pretekstów do dalszego nękania go. To decyzja, by żyć swoim życiem.Chciałaś go udusić owijając się wokół niego, odszedł od Ciebie, a Ty z uporem godnym lepszej sprawy robisz dokładnie to samo, co przed rozstaniem tyle tylko, że zmieniłaś metodę. Dalej ma być tak, jak Ty sobie wyobrażasz, jak Ty chcesz, ale teraz opatulasz to wszystko słowami "zrozumiałam swój błąd", "chcę się zmienić", "zmieniłam się". Słowa, słowa, słowa. W Twym sposobie myślenia nie nastąpiła jakakolwiek zmiana. Ja, ja, ja, mnie, moje, moją, o mnie - "ja" odmieniane przez przypadki.
Co tu piszę rozumiem, ja chcę i różna tego forma, bo nie wiem czego on chce aby móc to naprawić, naprawić a nie rozstać się.
Ja się tak bardzo boję , boję , że go stracę, że on jest tam , ja tu i pójdzie swoją drogą, drogą bez nas, beze mnie... to tak bardzo boli, to dlatego płaczę, dlatego nie śpię, dlatego się truję bo se nie radzę z poczuciem winy.
Chciałam by mi powiedział czego oczekuje, ale ja rozumiem to jako obojętność do niego. A ja go tak mocno kocham, chce byśmy rozmawiali, i byli normalni. rozróżniam co było, a jak powinno być.
Odpowiedź twoją rozumiem jako dać mu możliwość wyboru samemu, może jak nie będzie kontaktu przypomni sobie co dobre było, i jakoś sprawdzi czy tak być może. Ja mam nic nie robić.
To takie trudnie nie odzywać się, ale tak zrobię jeśli to może pomóc.
Ja tylko widzę co mam ja i co on nie jest tu zazdrość, po prostu to co mu oferuję.
Ja siebie inną, ale obowiązki, dzieci, dom, - ja nie radze sobie emocjonalnie teraz przez poczucie winy, rozwalająca się psychika.
A on nic spokój i relaks mama i babcie skaczą przy nim jak ja to robiłam, że miał już dosyć, tylko że one dają ,a nic nie wymagają , parę groszy chce czasem przysłać na dzieci- jak on łatwo to wybiera, bez żadnej walki o co ma walczyć o obowiązki.
Jak ja mam z tym konkurować?
Rodzina on twierdzi że tam ma rodzinę, bo ślubu ze mną nie brał.
Piszę do WAS z WAMI bo nie mam z kim porozmawiać. Piszę szczerze, a trudno przyznać się do własnych błędów, To boli. Mówię prawdę, bo oczekuję prawdziwej pomocy, tu mi łatwo się otworzyć.
Proszę o wsparcie bo nie radzę sobie emocjonalnie, psychicznie jest mi ciężko, bardzo ciężko. Nie mam przyjaciół u których mogła bym szukać wsparcia.
Bardzo chcę to naprawić, bo tak bardzo żałuję że mogłam być taka.
Być taka dla drugiego człowieka. Człowieka, którego myślałam że kocham, teraz wiem że bardzo kocham i źle robiłam. Czasem musi się coś stać by człowiek dorósł i zobaczył pewne rzeczy takie jaki mi są. Może je olać lub postarać się zmienić.
Ja chcę zmienić co było wiem, że droga do tego jest przez zmianę siebie. Nie wiem jak nad tym pracować aby to zrobić dlatego piszę.
Wiem że sama sobie nie poradzę, moje emocje, obowiązki w domu, żal, ból, chęć zmiany, ciąża i inne problemy. Jest trudno. Zapisałam się do psychoterapeuty wizyta za 3 dni. Wiem że tam recepty nie dostanę ale może nakierunkuje mi jakieś myślenie, czy sposób zachowania, Nie oczekuję że ktoś coś za mnie zrobi, ale że mi pomoże zobaczyć, przybrać pewną postawę.