Przepraszam że długi tekst ale chcę żebyście mieli w miarę dobry wgląd w sytuację. Jeśli ktoś chce pominąć historie mojej głupoty to pod krechą jest sedno sprawy.
O nas:
Ja mam 23, Ona prawie 21 lat. Poznaliśmy się 4 lata temu, Ona zakochała się we mnie od razu, zaimponowałem jej spontanicznością kiedy jeszcze byłem młody i pewny siebie. Nasz związek często nawiedzały kłótnie ponieważ oboje jesteśmy uparci i każde z nas lubi rządzić. Ale jakoś dotarliśmy się i generalnie było nam dobrze. Wspólni znajomi, wyjazdy wakacje, sex, szkoła studia. Zwyczajnie razem szliśmy przez życie.
Ja jestem typem człowieka który nie przepada za częstymi wypadami, lubię siedzieć w domu gdzie czuje się bezpieczny i generalnie jestem cichy. Ona natomiast lubi dużo mówić, jest energiczna, lubi być w towarzystwie i poznawać nowych ludzi. Jest inteligenta i dobrze wychowana.
Jednak czuje że zdominowałem nasz związek w tym sensie że częściej stawialiśmy na moim, bo faktycznie dużo czasu spędzaliśmy w domu, tv, pizza, komputer itd, ale też wychodziliśmy do ludzi. Myślałem że będziemy już zawsze razem (chyba to mnie zgubiło).
Wyboje:
Bardzo ją kocham, ma najpiękniejszy uśmiech na świecie, ale jak to w wielu związkach bywa, coś mi odjebało. Nie wiem co ja sobie myślałem, ale jakoś wydawało mi się, że skoro już wszystko ustaliliśmy, w sensie że jest nam razem dobrze rozumiemy się, mamy wspólne zainteresowania i planujemy przyszłość, to wszystko jest zajebiście. Gdzieś się pochowały namiętności, niespodzianki, wspólne robienie rzeczy, powiało nudą. Od jakiegoś roku wszystko zaczęło się psuć. Coraz częściej kłótnie. Postanowiliśmy żeby przestała brać tabletki antykoncepcyjne więc seks został odstawiony. Robiliśmy sobie dobrze rękami i było ok, ale po jakimś czasie przestało jej to wystarczać. Ja uważałem że seks w gumce to nie to samo. Stałem się nudny. Ona zaczęła dużo narzekać że zawsze oglądamy to co ja chce, jemy to co ja chcę, wychodzimy kiedy ja chcę. Ja nie brałem tego poważnie, uważałem że "e tam ględzenie, baby tak mają, przejdzie". Jej uśmiech już nie był w moich oczch najpiękniejszy na świecie, tylko stał się zwykłym uśmiechem...
Kilka miesięcy temu po długiej przerwie znalazłem pracę, niestety była to praca głównie na łikendy. Tak więc Ona nie miała czasu na tygodniu bo studia, a ja nie miałem czasu na łikendach. Ciężko mi było się przyzwyczaić do nowej pracy, a u niej zbliżała się sesja i coraz więcej nauki. Zaczęła się coraz częściej zastanawiać nad nami, co prawda nie mówiła mi tego, ale dawała jasne sygnały że jej dużo rzeczy przeszkadza, że nie pamiętam o rocznicach, nie kupię kwiatka, nie zaskoczę.
Ostatnia sprzeczka.
Jakieś miesiąc temu znowu mieliśmy nieporozumienie. Wyszła ze swoimi znajomymi. Mieliśmy układ że jeżeli wychodzimy gdzieś osobno to piszemy do siebie gdzie jesteśmy i co się z nami dzieje, tak żeby druga osoba się nie martwiła. Niestety nie zrobiła tego przez co się pokłóciliśmy. Traktowałem to jako kolejne nieporozumienie które sobie wyjaśnimy. Niestety...
Spotkaliśmy się. Chciałem wyjaśnić ta sytuację i pogodzić się. Jednak ona przyjechała z innym zamiarem. Poinformowała mnie że dużo się nad nami zastanawiała, że zbyt często się kłócimy, że jesteśmy jak stare małżeństwo i najwidoczniej nie pasujemy do siebie. Kiedy dotarło do mnie co się tak na prawdę dzieje to się rozkleiłem. To było dla mnie jak kubeł zimnej wody na łeb. Zaczęła mi mówić o wszystkim co robiłem źle, jak ją zaniedbywałem, a ja ją ciągle przepraszałem i płakałem. Zacząłem prosić żeby się zastanowiła, że ja to wszystko naprawię, że zrobię wszystko. Nie mogłem uwierzyć że kobieta którą kocham nie jest ze mną szczęśliwa i chce przekreślić nasz związek. Nie powiedziała mi wprost że mnie definitywnie zostawia bo chyba sama do końca nie wiedziała czy tego chce.
Nadzieja matką głupich... chociaż:
Postanowiłem że tego tak nie zostawię i będę walczył, że zrobię wszystko co w mojej mocy. Przemyślałem wszystko i zrozumiałem jak bardzo ją kocham i nie mogę jej stracić, byłem w fazie wyparcia - nie wierzyłem że to się dzieje naprawdę. Minął dzień może dwa, ułożyłem plan działania, zanim podjąłem jakiekolwiek kroki napisała mi że myśli o nas i nie chce tego wszystkiego przekreślać i żebyśmy dali sobie jednak szanse, tylko żebyśmy się razem starali. Myślałem że mnie rozjebie z radości, ogromny zastrzyk nadziei. Kupiłem kwiaty, porozmawialiśmy chwilę, obiecałem że nasz związek będzie lepszy. Poprosiła tylko o czas (teraz wiem że popełniłem błąd, dając jej czas na ponowne rozmyślanie).
Jeszcze tego samego dnia napisała mi że chce być ze mną szczera i uczciwa tak jak zawsze było w naszym związku. Zwierzyła się że wtedy kiedy się pokłóciliśmy, kiedy była ze znajomymi, to uległa jednemu facetowi i całowali się. Tłumaczyła że czuła się źle i na prawdę myślała ze to już koniec.
Pierwsza moją reakcją było "Co k...!? Poleciałaś w ślinę z jakimś kolegą kiedy formalnie byliśmy w związku? Dziewczyno po 4 latach coś takiego!?"
Jednak nie chciałem znowu wszczynać awantury, w tej chwili liczyło się tylko to, żeby mnie nie zostawiała. Więc przełknąłem to i stwierdziłem że to też moja wina, że zaniedbałem ją.
Tu mi przyszło do głowy o co może chodzić: Kiedy jeszcze było dobrze to kilkukrotnie mi mówiła że ona się nie chce jeszcze wiązać na stałe że jest jeszcze młoda i musi się wyszaleć. Właśnie... magiczne słowo "wyszaleć" co w języku dorosłych ludzi, doświadczonych co najmniej jednym związkiem, oznacza "sex, alcohol (drugs) and rock&roll" Może tak naprawdę nie chodzi o nasz związek, może to nie we mnie tkwi problem. Ja domator który najlepiej czuje się tylko z nią, Ona z kolei ma straszny głód do ludzi, do nowych wrażeń. Może o to najwyraźniej wszystko się rozbija. Stąd ta potrzeba wyszumienia się, spotkań ze znajomymi, wyjazd do przyjaciółki, ten pocałunek z kolegą...
W każdym bądz razie już wydawało mi się że robi się normalnie, wiadomości od niej zaczęły brzmieć jak dawniej, uśmiechała się, chciałem jej dać czas, nie chciałem naciskać. Jednak z każdym dniem znowu zaczynała myśleć o nas negatywnie. (i tutaj moja rada- z przerwy nigdy nic dobrego nie wynika). Zaczęła pisać że się waha, że nie wie co zrobić, nie chce żebyśmy się krzywdzili w związku.
Nie tracąc nadziei po kilku dniach znowu uderzyłem, kupiłem truskawki, podarowałem list. Niestety po jej zachowaniu, gestach i oczach nie wywróżyłem nic dobrego. W rozmowie wyznała mi że nie wie co czuje, że nie tęskni za mną, nie widzi nas za parę lat. Że czuje tak jakby coś z niej uleciało, że rozmawia jej się ze mną jak z przyjacielem, że chyba jest już za późno. Że dawała mi mnóstwo razy szanse i sygnały ale ja nie korzystałem. Zapewniała że dużo o tym już myślała i że lepiej będzie nam być na stopie przyjacielskiej. Że to nie jest miłość tylko przywiązanie...
Było fatalnie jednak ja karmiąc się cały czas nadzieją że zdołam ją odzyskać umówiliśmy się że ją porwę i porozmawiamy.
Na nasze spotkanie pojechałem przygotowany na najgorsze, ale chciałem poczekać na rozwój sytuacji. Na początku nie poruszaliśmy naszego tematu, rozmawialiśmy normalnie, żartowaliśmy. W restauracji miło spędziliśmy czas, było nam przyjemnie i luźno. Potem kupiliśmy piwka i wróciliśmy. Zaczęliśmy rozmowę, Ona wciąż nie wiedziała co z nami (albo raczej nie wiedziała jak to powiedzieć). Powiedziałem jej że myślę że jest młoda i nie do końca jeszcze wie czego chce, pogadaliśmy trochę o błędach jakie popełniliśmy. Powiedziała że nie czuje do mnie tego co kiedyś, mimo że by chciała bo czuje się przy mnie dobrze. Powiedziałem że zrobiła mi ogromne świństwo z tym lizaniem za plecami, rozumiała to i przyznała mi rację. Generalnie rozmowa była spokojna, szczera i na poziomie, jednak wciąż nie określiła się co do naszej przyszłości. Później odstawiliśmy nasz temat na bok, wciąż bardzo dobrze się czuliśmy przy sobie. Starałem się być jak kiedyś, oczarować ją i podrywać, wszystkie wspomnienia wracały, całowaliśmy się i przytulaliśmy, miałem wrażenie że jeszcze będzie chciała spróbować, że może się coś z tego rozwinie na nowo, ale niestety jak się po czasie okazało bliskość i pocałunki były tylko przyzwyczajeniem, które zostało po tych 4 latach. W każdym bądź razie spędziliśmy razem ten wieczór bardzo miło, skończyło się na tym że dam jej czas do namysłu bo to od niej wszystko zależy.
Po 2 dniach odpisała że nic z tego nie będzie, że coś jej mówi żeby do tego nie wracać. Że może gdyby była starsza to by patrzyła na to inaczej, że widzi we mnie przyjaciela i nic więcej. Po prostu coś z niej uleciało. Napisałem że rozumiem i szanuje to. Dziękuję za 4 wspaniałe lata, że żałuje że nam nie wyszło i życzę jej dużo szczęścia.
W tym momencie wygląda to na koniec końców. Jednak potem, gdy napisałem Jej że bylibyśmy szczęśliwą parą a ja myślałem że zdołam wszystko naprawić i że szkoda że nam nie wyszło, Ona napisała że ma ogromny mętlik w głowie, że ma świadomość tego że nie wie czy robi dobrze, że pamięta te wszystkie wspaniałe chwile razem ale patrzy też przez pryzmat tego jak było przez ostatni rok. Już powinienem dać sobie i Jej spokój, jednak jej wachanie mnie nakręca, wszystko mi mówi że popełniamy fatalny błąd rozstając się i nie dając sobie szansy.
_________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Słuchajcie dziewczyny sytuacja generalnie wygląda tak że Ona nie wie co zrobić, czuje że się między nami skończyła ta magia. Dziewczyna ma ogromny mętlik w głowie. Boi się tego że jak da mi szanse to się skrzywdzimy, że poprawię się ale na chwilę. Boi się że jeśli damy sobie szanse to Ona już i tak nie poczuje do mnie tego co kiedyś. Rozmawiamy ze sobą i jesteśmy szczerzy, stąd wiem co czuje. Ma świadomość tego że było nam świetnie i że jestem wspaniałym facetem i obawia się że już może takiego nie spotkać, boi się też zostać sama. Ale nie tęskni za mną i sądzi że jest już za późno.
Ja natomiast mam świadomość tego jakim byłem nudnym samolubem, i potrzebowałem właśnie takiego kubła zimnej wody na łeb, żeby wszystko zrozumieć. Żeby pojąć że Ona jest dla mnie wszystkim co mam, że jest najinteligentniejsza, najpiękniejsza a jej uśmiech znowu jest najpiękniejszą rzeczą na świecie. Codziennie setki tysięcy mężczyzn popełniają ten sam błąd - przestają dbać o swoją kobietę.
Teraz kiedy widzę błędy jakie popełniłem i kiedy wiem co robić żeby być lepszym mężczyzną dla swojej kobiety i uszczęśliwiać ją i zdobywać każdego dnia, teraz myślę że mógłbym to naprawić.
Jednak boje się że jest już za późno. Jesteśmy umówieni na piwo żeby pogadać za ponad tydzień. Boje się ze do tego czasu zdąży się oswoić z myślą życia beze mnie. Ja natomiast chce ją przekonać że 4 letni związek zasługuje na drugą szanse, że na nic nie jest za późno. Będę chciał Ją przekonać do tego żeby dała nam szanse, żebyśmy spędzili jeszcze te wakacje razem. Jeżeli nic nie poczuje do mnie do tego czasu to nie będę miał do niej żalu i przynajmniej nie będziemy żałować że nie spróbowaliśmy, a nóż to był właśnie ten jedyny... ale jeśli nie da nam szansy to czuje że będę tego żałował do końca życia, bo to kobieta z którą chciałbym mieć dzieci i spędzić starość.
Co myślicie o całej sytuacji? Zdaję sobie sprawę że moje położenie jest fatalne. Ale jest tu dużo kobiet i chcę wiedzieć co mógłbym zrobić, żeby Ją przekonać do siebie, do tego że już nie będę jak stary pierdziel, a Ona nie pożałuje swojej decyzji. Proszę o pomoc.