Moja mama jest chora na serce. Są dni właśnie takie jak dzisiaj, że lezy w łożku i jest bardzo osłabiona, smutna, zapłakana i czasem musze dzwonić na pogotowie. Kończy się to kilkudniowym pobytem w szpitalu. Powiedzcie jak mam jej pomóc co robić w takiej sytuacji jak zachować zimną krew i nie pokazywać że się martwie?
Sarenko patrząc na twój wiek jesteś jeszcze młodą osóbką,więc w tym wieku jest trudno nie pokazywać swoich emocji jakie w tobie siedzą,ale myślę że mama jest ci za to okropnie wdzięczna,że przeżywasz to z nią równie mocno.Jedynie w takiej sytuacji musisz ją wspierać na duchu i pokazać,że nie jest sama,że jest przy niej ktoś tak bardzo wyjątkowy jak ty i ktoś kto ją tak bardzo kocha.czy to bardzo poważna wada serca bo nie napisałaś nic więcej na ten temat.Myślę,że sama twoja obecność przy niej bardzo dużo dla niej znaczy!!!
Powiedzcie jak mam jej pomóc co robić w takiej sytuacji jak zachować zimną krew i nie pokazywać że się martwie?
Tylko nie rozumiem po co chcesz pokazywać zimną krew i że się nie martwisz skoro tak nie jest. Ty też masz uczucia i to przeżywasz i myślę, że bez sensu jest kreowanie się na cyborga. Najważniejsze, żeby mama wiedziała, że jesteś przy niej. Trzymaj się:*
Wszyscy mi mówią żebym była twarda ale ja nie umiem. Bardzo ją kocham. Bóg zabrał mi ojca, nie mam rodzeństwa, dziadków ani kuzynostwa ( ci ostatni odwrócili się ode mnie już na zawsze ) Nie chce jej stracić a ta ciągle powtarza, że niedługo się wykończy i umrze ;((( jak być silną i nie poddawać się...Ja popadam w potok łez i nie umiem ich powstrzymać bo sama widzę łzy w jej oczach..
Sarenko, tak pomyślałam sobie, że może powinnaś powiedzieć mamie, żeby nie rozmawiała z Tobą w ten sposób, bo to sprawia, że bardziej się martwisz.
Rozumiem cię Sarenko,została ci tylko mama,więc jest ci bardzo ciężko ale nadal nic nie napisałaś czy mamy wada serca jest bardzo poważna???
To jest choroba wieńcowa ;(
Ale wiesz ludzie z tą chorobą żyją, a nawet pracują. Przy odpowiednim leczeniu choroba nie utrudnia im życia. Mam w rodzinie kilka osób, które chorują na chorobę wieńcową i są po zawale i one naprawdę funkcjonują normalnie. Oczywiście rozumiem, że Twoja mama jest słaba i potrzebuje opieki, ale napisz co mówi lekarz. Czy stan mamy się poprawi?
Popieram Bożenę z tym da się żyć,więc wcale nie musi być tak żle. jeszcze nic straconego.Wspieraj mamę w tych trudnych chwilach swoją obecnością a będzie dobrze.Trzymam mocno zaciśnięte piąstki za ciebie i twoją mamę.
Przy ostatnim ataku ledwo ją odratowali ;( dlatego tak bardzo się o nią boję.
Sarenka,bardzo kochasz mamę, więc to jest normalne, ze się o nią martwisz. Tak jak piszą dziewczyny, z tą chorobą da się żyć, jednak organizm organizmowi nierówny i każdy może inaczej znosić chorobę.Kiedy mama jest np.w szpitalu to pokaż jej, ze potrafisz o siebie zadbać i ona napewno będzie spokojniejsza. A łzy czy stres to naturalna rzecz. Badź dobrej myśli i dużo zdrówka dla mamy.
Musisz wierzyć, ze wszystko będzie dobrze. Zgadzam się z Agatką w 100%... pokaż jej, że jesteś silna, ale też gdy się martwisz to porozmawiaj z nią... Bądź przy niej i nie bój się okazywać uczuć, bo to naturalne, że się boisz.
życzę wszystkiego dobrego!
13 2009-05-22 09:10:47 Ostatnio edytowany przez Irga (2009-05-22 09:16:18)
Sarenko, jeśli chcesz mamie pomóc to może spróbuj odciągnąć ją od ciągłego myślenia o chorobie, od smutku. Nie wiem co Twoja mama lubi. Jeśli kocha kwiaty, to przynoś je jak najczęściej do domu, jeśli lubi filmy, to razem je oglądajcie, oczywiście najlepsze by były te pozytywne, o radzeniu sobie z problemami, chorobą, jeśli lubi muzykę to włączaj ją jak najczęściej.Jest wiele możliwości. Pokaż mamie, że są ,rzeczy dla których warto żyć. Jeśli czuje się na siłach to wybierzcie się razem na spacer, do parku, ogrodu, módlcie się wspólnie o zdrowie, z wiarą. Daj odczuć mamie, że ją bardzo kochasz, że jest dla Ciebie najważniejsza. Jeśli tylko poczujesz się na siłach to uśmiechaj się, jak najczęściej.
Wspólne zamartwianie się chorobą niczego nie zmieni. Jeśli nadejdą gorsze dni , to pomyśl, że to na pewno minie i będzie lepiej, nie załamuj się.
Wiem, że jest Ci ciężko, jest to trudna sytuacja, ale myślę, że możesz zrobić dużo aby pomóc mamie.
Jestem z Tobą Sarenko.
Z sama wiencowka mozna zyc,chyba ze jest jeszcze jakas dodatkowa wada serca ,o ktorej Mama nie mowi.
Sarenko,nie mozesz kryc emocji.Tyle moge Ci napisac.Placz ,kiedy masz na to ochote.Masz ciezko,i wiele za i przed Toba.Chyba i tak jestes twarda.Dlatego daj upust lzom.Inaczej sie wykonczysz.
Nie zapomnij tez o sobie.
Co do slow Mamy,nie mysl,ze ona nie przezywa swojego stanu,i nie zdaje sobie sprawy z tego,ze moze odejsc.Dlatego tak mowi.moze by ja wspomoc jakimis lekami antydepresantami?moze prowadzacy lekarz by cos jej przepisal?
Tak Irga ma rację,że wspólne zamartwianie nic nie da.Ponieważ mimo,że jest się chorym nie wiadomo jak, to trzeba myśleć pozytywnie i odganiać złe myśli i nie poddawać się.Pozytywne myślenie dużo daje w czasie choroby.Moja mama zmarła gdy miałam28 lat a rok wcześnie straciłam tate.Mama chorowała na nowotwór złośliwy 3 lata.Ale nie poddawała się do samego końca.Mimo,że były momenty kiedy było żle ,ona walczyła.Co ja robiłam w takiej sytuacji.Opiekowałam się,dbałam o nią,siedziałyśmy sobie razem i dużo rozmawiałyśmy.Gdy była w szpitalu to ciągle byłam przy niej. Jeżeli mama miała gorszy dzień to pocieszałam ją,że będzie dobrze,że musi walczyć z chorobą.Ale gdy to ja płakałam z bezsilności,bo nie raz nie dawałam rady ,bo miałam malutkie nowo narodzone dziecko to ona mnie przytulała i pocieszała.Uzupełniałyśmy się.Więc poprostu Sarenko więcej wiary.Spędzajcie z mamą więcej czasu związanego z przyjemnościami.Tak żebyście nie skupiały się tylko na chorobie.Martwisz się,bo patrzysz na bliską osobe,która cierpi i Cię rozumiem,bo ja sama tak miałam.Życzę Ci wiele sily i optymizmu.
Oliwka ty jedyna wiesz co tak naprawde czuje :* jak brakuje sił a trzeba dalej walczyć o wszystko samemu się starać.
Rozumiem Cię Sarenko,bo przechodziłam przez takie sytuacje.Czułam się bezsilna patrząc na cierpiących rodziców,ale nic nie mogłam zrobić tylko im pomagać i wspierać dobrym słowem.Kiedyś oni się mną opiekowali i mnie wychowywali a ja rekompensowałam sie za to w czasie ich choroby.Nie umiałabym im nie pomagać.Czułam,że to jest mój obowiązek.Fakt,że łzy nieraz płyneły po policzkach i czułam się bezradna,bo oprócz opieki i dobrego słowa nie mogłam im w inny sposób pomóc.Oni cierpieli a ja nie mogłam nic zmienić.Mogłam tylko przy nich być.Pamiętaj Sarenko ciesz się z tego,że mama jest z Tobą mimo choroby.Spedzajcie czas razem i nie poddawajcie się.Wspieraj mame i niech czuje,że jesteś z nią.To takie ważne.Ale faktycznie nie zapominaj o swoich przyjemnościach,o znajomych....Ciesz się życiem mimo wszystko,żeby mamy choroba nie zasłoniła Ci innych rzeczy,które są wokół Ciebie.
Najważniejsze jest to aby czuła że ma mnie .... to bardzo trudne chwile. Dziękuje za wszystkie odpowiedzi pozdrawiam serdecznie
WAżne, to pozwolić jej mówić o swoich obawach. Jeśli mówi "a co jeśli bede inwalidką, co jesli umrę" to nie zamykaj jej ust słowami "nie bedziesz, nie umrzesz". Jasne, pocieszaj, ale daj wyrazić obawy. Życzę dużo siły. Fajnie, ze chcesz być przy niej:*
Przeniesiony post Leemonki:
Zostawię swoje osobiste problemy i opisze teraz historię choroby mojego taty. Historię, która ciągle trwa i nikt nie wie jaki będzie jej koniec, oby szczęśliwy.
Cztery lata temu mój tata (mający w tej chwili 61 lat) zaczął słabnąć w oczach. Zawsze dużo pracował, ale nigdy nie odwiedzał lekarzy, okaz zdrowia. I tym razem nie chciał pójść do specjalisty. W końcu wybrał się, nie mogli go zdiagnozować. Rożne badania, setki teorii. I nagle diagnoza, która zszokowała wszystkich: białaczka, w dodatku przewlekła.
Nie mogliśmy znaleźć sobie miejsca, tak jakby ktoś nas zaczarował. Od tamtej pory szpitale, oddziały hematologiczne, to drugi dom taty. Pierwsza chemioterapia była bardzo ciężka. Lekarze nie mogli dobrać odpowiednich składników i dawek. W końcu się udało, chemia podawana w kroplówkach zaczęła działać. Tata jeździł co miesiąc przez 9 miesięcy na kilka dni kuracji. Wyniki poprawiły się. Potem już tylko kontrole co trzy miesiące. Ucieszyliśmy się.
Na początku zeszłego roku wyniki zaczęły się psuć. Jednak lekarz maksymalnie przeciągał podanie kolejnej serii chemii. W październiku usłyszeliśmy: regresja. Znowu szpital, znowu kuracja. Widać było, że tata się podłamał. Pobyty w szpitalu stały się coraz dłuższe. Przed Świętami Bożego Narodzenia okazało się, że ma zapalenie płuc. Wiadomo,że organizm pozbył się odporności i każdy najmniejszy zarazek atakuje ze zwiększoną mocą. Dostał antybiotyki. Dwa tygodnie leżał w łóżku, potem poczuł się lepiej. Pojechał na kolejną dawkę chemii. I wtedy okazało się, że w płucach zbiera się płyn. Wysłali go do specjalistycznego szpitala na ściągnięcie tego płynu.
Dokończył kurację, wyniki się poprawiły. Niestety teraz ciągle ma problemy z płucami. Nie działa jakaś zastawka i płyn na nowo się zbiera po każdym ściągnięciu. W poniedziałek pojechał na kontrolę, czuł się dobrze. Na prześwietleniu okazało się jednak, że ma odmę płuc, która jest dość groźna,ale nie można jej wyleczyć- organizm sam musi sobie z nią poradzić.
Strasznie mi go szkoda. Tyle już wycierpiał, tyle w życiu się napracował. Czy nie zasłużył na spokojną jesień życia??Dlaczego akurat on??
Nawet sobie nie wyobrażacie ile dałabym, żeby zabrać to od niego. Wolałabym sama chorować, znosić ten ból, ale nie patrzeć jak on cierpi...
Jak sobie z tym wszystkim radzić?? Jest ktoś w podobnej sytuacji?? Jak zapanować nad tym wszystkim, żeby nie wpaść w paranoję?? Jak ma pomóc jemu, mamie, całej rodzinie i sobie??
Trzymaj Mame przy sobie! Irga ma racje! Pokaz jej ze warto zyc!
Ja niestety nie mialam takiej mozliwosci. Moja mama zmarla na raka w wieku 45 lat jak ja mialam 10. Ale nie zapomne jej do konca zycia. Nie wiem co bym zrobila, gdybym jeszcze tate miala stracic ![]()
Sarenko, moze zamiast lekow antydepresyjnych psycholog by sie przydal?