Witam wszystkich forumowiczów gorąco, pisałem posty w podobnych tematach, ale postanowiłem założyć temat. Otóż moja sytuacja przedstawia się następująco - jakiś czas temu zostawiła mnie narzeczona 24 lata dla jak się okazało 5 lat młodszego "partnera" (po 4 letnim związku). Powodem był brak sexu (robiliśmy to rzadko - przyznaje moja wina, bo raz na 3 miesiące), lecz spowodowane to było z mojej strony strachem przed niechcianą ciążą... gdyż obydwoje kończyliśmy studia i trzeba było odpowiedzialnie podejść do tematu. Dodam, że razem mieszkaliśmy ponad rok, na początku wspólnego mieszkania wydarzyła się dość nieprzyjemna sytuacja, w której powiedzmy szczerze prezerwatywa nie spełniła swojego zadania i pękła. Usłyszałem wtedy, że ja powinienem iść do lekarza po tabletki "48h po" - bo przecież to mój problem... Napiszę szczerze, że wtedy zastanawiałem się, czy nie zerwać, skoro to tylko mój problem i ja ponoszę odpowiedzialność za sex... Ale udałem się do lekarza, pomimo iż nie załatwiłem tabletek... i miałem stres przez 3 miesiące to dalej z nią byłem, bo bardzo ją kochałem (w sumie dalej kocham). Następstwem tego było kilkukrotne staranie się w rozmowie by poszła do lekarza po tabletki antykoncepcyjne, ale wtedy słyszałem tylko, że się wstydzi itd... A ja najzwyczajniej w świecie przestałem mieć ochotę na sex nawet w prezerwatywie, bo cały czas miałem w myśli, że pęknie i "to będzie mój problem". Dodatkowo przy rozmowie o rozstaniu (bo nic do końca mi nie wyjaśniła) dowiedziałem się, że powodem była moja praca, brak rozmów i kłótnie. Fakt zacząłem pracować, by z nią mieszkać dalej, a nie musieć uciekać do rodziców by nie płacić za wspólne mieszkanie. Rozmowy były, ale jak się zaczynały, to miała pretensje o wiele małych rzeczy, np. zazdrość o osobę z którą pracowałem (kobieta posiadająca dzieci w wieku około 33 lata). I w końcu powiedziałem jej, iż widziałem, że jest inaczej tylko chciałem by ona pierwsza zaczęła o NAS rozmawiać. Jak się okazało w tym przypadku też okazałem się kiepskim facetem: "bo przecież co to za facet, który widzi ze jest źle i nic z tym nie robi"... Może to głupie, ale widzę w tym swoją winę, choć nie rozumiem, dlaczego nie przyszła i szczerze ze mną nie pogadała a zaczęła sobie szukać nastolatka (19 lat). Dodam, że przy ostatnim spotkaniu w rozmowie nie było widać ze nic nie czuje, były uśmiechy, zaczepianie, takie same spojrzenia jak we wczesnej fazie związku (przy podtrzymywaniu stwierdzenia, że nic nie czuje) i na koniec spotkania sformułowanie "odezwij się".... Zastanawia mnie, czy antykoncepcja poprzez tabletki przepisane przez lekarza w stałych związkach (osoby mieszkające) ze sobą to coś nadzwyczajnego (mi się wydaje, ze nie) i czy takie jej zachowanie po rozstaniu, jak już ma kogoś jest normalne, gdyż mi się wydaje, że powinien być jakiś dystans, a nie próba zrobienia z faceta przyjaciela... Co o tym sądzicie?
Oj antykoncepcja to chyba tutaj jest najmniejszym problemem...
Sądzisz, że brak jakiejś dojrzałości w kontekście rozmowy o własnych problemach i przełamaniu wstydu lub podejściu poważnie do tematu związku?
Raczej. Jak dojrzała kobieta mogła poprosić swojego faceta o pójście po tabletkę "72h po" ?? I miałeś ją także zażyć? Ile macie lat?
5 2013-03-04 13:06:14 Ostatnio edytowany przez xmass (2013-03-04 13:07:54)
Ja mam obecnie 25 w tym roku 26 a ona 23, w tym roku 24. Też uważałem to za dziwne, bo w takich sytuacjach ludzie chyba powinni razem udać się do specjalisty... Najbardziej boję się o nią, że ten 19-latek w ogóle o tym myśleć nie będzie i sobie życie zmarnuje;/ Tak w ogóle to całkiem nie rozumiem jej zachowania, bo jak komuś na kimś zależy, mimo tego, że jest kryzys to najpierw stara się rozmawiać (nawet jakby było pod górkę) o tym czego oczekuje od partnera... Ale to tylko moje głupie myślenie, faceta który sam z nieprzymuszonej woli się zaręczył i chciał z nią być, pomimo jej trudnego charakteru...
xmass uważam osobiście, że masz do czynienia z niedojrzałą osobą i absolutnie nie powinieneś jej ulegać w takich akcjach jak ta z tabletką i w ogóle.... zastanów się czy ten związek ma sens.
7 2013-03-04 13:13:54 Ostatnio edytowany przez xmass (2013-03-04 13:14:58)
Sensu nie ma, bo jak ona stwierdziła było i minęło... ona jest z tym 19-latkiem, ja się wyprowadziłem... oddała mi pierścionek zaręczynowy... i ogólnie... koniec, tylko nie rozumiem tych tekstów, "odezwij się"... niby po co skoro ona dokonała decyzji... chciałbym kiedyś to zrozumieć, dlaczego nie potrafiliśmy usiąść jak dorośli ludzie i naprawić wszystko, bo moim zdaniem było to rozstanie o głupotę, szukanie jakiejś odskoczni w jej przypadku, bo w związku było nudno, codziennie, "inaczej niż na początku"... a nawet nie potrafiła usiąść i powiedzieć tego prosto w oczy... Ogólnie coraz częściej mam myśli, czy to był związek i czy ja nie robiłem wszystkiego za dwoje... Niestety człowiek uczy się na błędach i wyciąga wnioski z niektórych sytuacji życiowych dość późno...
Widocznie nie trafiłeś na osobę, z którą da się rozmawiać.
Dokładnie, Catwoman.
Po pierwsze to jej wstydzenie się wizyty u lekarza.
Po drugie powinniście wiedzieć, że przy uprawianiu seksu trzeba się liczyć z możliwością ciąży i żadna antykoncepcja nie daje 100% pewności. Jeśli tak panikujecie i do tego stopnia taka możliwość Was przeraża, to może trzeba poczekać z seksem. Wtedy będziecie mieć pewność.
No i jeśli ona nie chce brać tabletek, to jej nie męcz o to. To nie są cukierki.
Najgorsze jest to, że przy ostatnim spotkaniu starałem się dowiedzieć przynajmniej jak to było, ale usłyszałem: nie wracajmy do tego... temat zamknięty - stwierdziłem, że to najbardziej wygodne rozwiązanie dla niej... Bo ona nawet nie widzi problemu, że zrobiła coś źle będąc ze mną i już na boku kręcąc z kimś innym... Zastanawiam się, jak samo towarzystwo dzieciaka 19-latka na nią wpłynęło, bo nie spodziewałem się, iż usłyszę od niej kiedykolwiek teksty, że jej "nie szanowałem" (czasami zdarzało mi się przegiąć i powiedzieć co myślę, ale najczęściej powtarzałem jej "dorośnij", nie jesteś centrum świata, a on poza tym nie jest taki, jak tobie się wydaje). Więc czułem się, jakbym co najmniej ją poniżał przy jej znajomych, bił i czekał tylko na sex... ogólnie jakbym traktował ją przedmiotowo, a ja chciałem by się rozwinęła - poszła na staż, do jakiejś pracy coś dorobić, żeby znalazła jakieś hobby itd. Nie wiem może to ja jestem jakiś dziwny i źle myślałem;/
11 2013-03-04 13:25:34 Ostatnio edytowany przez xmass (2013-03-04 13:27:29)
Mareddithhh masz racje, nie zmuszałem jej bo to nie cukierki i wiem o tym dobrze, ale chciałem by poszła na jakiś kompromis, a tu się okazało, że sex był chyba dla niej ważniejszy niż bezpieczeństwo. Wstrzymywanie się z popędem u mnie też było trudne, ale jakoś dawałem rade żyć w celibacie skoro ona tego nie rozumiała i nie rozglądałem się za innymi kobietami, co by tylko pójść z kobietą do łóżka, bo mam potrzebę...
Dokładnie, Catwoman.
Po pierwsze to jej wstydzenie się wizyty u lekarza.
Po drugie powinniście wiedzieć, że przy uprawianiu seksu trzeba się liczyć z możliwością ciąży i żadna antykoncepcja nie daje 100% pewności. Jeśli tak panikujecie i do tego stopnia taka możliwość Was przeraża, to może trzeba poczekać z seksem. Wtedy będziecie mieć pewność.
No i jeśli ona nie chce brać tabletek, to jej nie męcz o to. To nie są cukierki.
Ale Meredithhh ona nie chciała brać tabletek bo się wstydzi , a nie ze względu np. że to są hormony.
Więc suma sumarum zgadzam się z pierwszym postem, że antykoncepcja to był najmniejszy z ich problemów.
Salvame ma racje, chodziło o to, ze się wstydzi lekarza... W sumie zastanawia mnie, dlaczego w jej rozumowaniu tylko facet miał się martwić o zabezpieczenie, czyżby wygoda?
Niedojrzałość emocjonalna.
Catwoman całą sytuację ujęłaś w dwóch słowach - jakie to proste, tylko człowiekowi ciężko się z tym pogodzić... często myślałem, że jest niestabilna emocjonalnie, widząc jej zazdrość o kogoś, do kogo nic nie miałem, bo wierność dla mnie przede wszystkim się liczy i nie mógł bym jej zdradzić... choć miałem możliwość dwa razy... ale cóż wtedy człowiek myślał, jak ona by się poczuła... Kobiety dzięki za wasz punkt widzenia, gdyż myślałem, że jestem zakręcony jak na 25-26 latka i myślę nie tymi kategoriami co trzeba...
Widocznie Ona nie byla ta jedyna na ktora czekales.
brak antykoncepcji to chyba tutaj najmniejszy problem, nie rozumiem jej zachowania ze to bylby tylko Twoj problem, jak mozna wgl "zajscie w ciaze" nazwac problemem po 4letnim zwiazku, ona jeszcze nie dorosla jak na swoj wiek co swiadczy ze zwiazala sie z duzo mlodszym tylko dla zaspokojania potrzeb seksualnych, zamiast porozmawiac o tym z Toba i pojsc do ginekologa, nie ma 15 lat a 23 wiec jaki to wstyd?Moim zdaniem uwazam ze powinenes odpuscic a kontakt po przyjacielsku nie pomoze Ci zapomniec. odpocznij od zwiazku a za jakis czas spotkasz, poznasz osobe z ktora bedziesz sie dogadywac w kazdej sytuacji, dla ktorej Twoj problem bedzie rowniez jej. Powodzenia:)
Usłyszałem wtedy, że ja powinienem iść do lekarza po tabletki "48h po" - bo przecież to mój problem...
Nie słyszałam jeszcze, żeby lekarz wydawał tabletki 'po' mężczyźnie. Powinniście byli oboje pójść. Ale jestem w stanie zrozumieć, że się dziewczyna bardzo zestresowała tą sytuacją. A skoro sama wizyta u ginekologa w celu uzyskania recepty na tabletki antykoncepcyjne tak ją przerażała, to tym bardziej taka sytuacja. Ale czasem trzeba przemóc swój strach i wstyd.
Dodatkowo przy rozmowie o rozstaniu (bo nic do końca mi nie wyjaśniła) dowiedziałem się, że powodem była moja praca, brak rozmów i kłótnie.
Wiesz, bo to tak jest - wiele takich drobnych spraw, na które nie zwraca się uwagi, w pewnym momencie kumuluje się, i wtedy nagle się okazuje, że lista pretensji jest długa. Widocznie do pewnego momentu te nieprzyjemne sytuacje i kłótnie były jeszcze do zniesienia, ale powyżej pewnej granicy już nie - i wtedy Ci wygarnęła wszystko jak leci.
Zastanawia mnie, czy antykoncepcja poprzez tabletki przepisane przez lekarza w stałych związkach (osoby mieszkające) ze sobą to coś nadzwyczajnego (mi się wydaje, ze nie)
Ale co Ty byś chciał, żeby antykoncepcja była "jej problemem"? Tylko weź pod uwagę, że tabletki anty mają bardzo wiele skutków ubocznych. Nigdy nie byłam w stanie tego zrozumieć, jak faceci, którzy twierdzą, że kochają swoje partnerki, są w stanie namawiać je do niszczenia sobie zdrowia w taki sposób.
Elsje masz racje, bardzo się wstydziła, ale przekonywałem ją, że udam się z nią do lekarza, bo nie chciałem by robiła ten pierwszy krok sama (a badania okresowe chyba też są dla kobiety ważne). Jak zaczynałem temat ginekologa, to pojawiał się foch i zdenerwowanie, a także argument "nie bo nie". Co do samych kłótni to występowały, głownie pod wpływem alkoholu, gdyż jak wypiła to wynajdywała problemy typu zazdrość o żonę znajomego, jakąś dziewczynę, którą pierwszy raz w życiu widziałem itd., nie podobało mi się to i czasami za dużo powiedziałem... Jednak przed samym zerwaniem nie było kłótni, pretensji itd. - często wyjeżdżała do domu, ze względu na trudną sytuację rodzinną... a jak się później okazało, chyba nie o to chodziło, bo zaczynała się z kimś spotykać... Najbardziej boli mnie chyba to, że nie potrafiła usiąść ze mną i normalnie porozmawiać o tym czego chce, czego oczekuje i co ją boli, bo jak ja coś tłumaczyłem to ona od razu w ryk (płacz), bo nie było tak jak ona chciała. Co do samego tematu tabletek antykoncepcyjnych, to wiem, że mogą wywoływać niepożądane skutki, ale przecież nie kazałbym jej łykać ich całe życie. Chodziło mi bardziej o pewną stabilność: by skończyła studia, znalazła prace itd. - później mogłaby je odstawić. Wydaje mi się jednak czasami, że zbyt dużo od niej wymagałem...
A ja nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy.. jak można wstydzić się iść do ginekologa z drugiej strony mając chęć współżyć? Jeśli zaczyna się stosunek trzeba wziąć pod uwagę odpowiedzialność z jaką się to wiąże.. Przy regularnym współżyciu powinno się odwiedzać ginekologa na okresowe badania.. No i najbardziej nurtujące: wstydziła się w wieku 24 lat przyznać się do seksu?
Co do 19-latka.. Nie martw się nią.. Skoro potrzebuje niedojrzałego chłopaka, który będzie kochał się z nią bez oporów to trudno, widocznie jak już napisały dziewczyny wyżej nie była zbyt dojrzała. Jak dla mnie nie była wcale dojrzała jak na ten wiek!?
20 2013-03-05 15:27:38 Ostatnio edytowany przez xmass (2013-03-05 15:29:25)
Uważam podobnie, że okresowe badania to w dzisiejszych czasach raczej norma. Myślę ponadto, że jak kogoś prosisz długo, to jednak może się przełamać i pójść na jakiś kompromis, ja szedłem i to bardzo często... np. bo dziwnych fochach, jak chciałem się wyprowadzić, bo miałem dość - i mówiłem to wprost, to później przepraszałem rano, że się tak zachowywałem, a od niej nic - 0 słowa przepraszam... Co do poznanego chłopaka, to cóż, wiek może nie gra tak znaczącej roli jak niektórzy twierdzą, ale ciężko mi to zrozumieć...
A mi się wydaje, że w wielu przypadkach wiek gra dużą rolę. Mówcie co chcecie, ale widzę wielką różnicę miedzy czasami nawet technikum czyli 19 lat a czasami studiów.. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę tak patrzyć na świat, zmienią się moje poglądy co to nauki, życia na własną rękę "wyprowadzki po 18-scte z domu", kłótni z rodzicami nie uwierzyłabym..
Tak więc uważam, że osoba nie biorąca odpowiedzialności za swoje postępowanie -> czyt. seks nie powinna go uprawiać i tyle. Nie wydaje Ci się, że uwolnienie się od niej przyniosło Ci korzyść? Podziwiam facetów, którzy pomiędzy wielką ochotą współżycia potrafią powiedzieć: stop jeszcze gumka, naprawdę podziwiam i ty coś takiego właśnie zrobiłeś - przenośnia.
22 2013-03-05 16:06:36 Ostatnio edytowany przez xmass (2013-03-05 16:16:51)
Po prostu wiedziałem jak postrzegana jest "wpadka" wśród jej rodziny i nigdy nie chciałem by tego doświadczyła, albo by dziecko (które dla mnie nie byłoby problemem, a szczęściem) ją w jakiś sposób ograniczało. Zawsze dziwiło mnie, że ja miałem jakieś hobby, udzielałem się w wiele inicjatyw a ona nic... bo będzie pracować po studiach i tyle... wydaje mi się, że codzienność zaczęła ją nudzić bo nie było imprez... nie biegałem za nią z kwiatkiem w zębach, tylko przytulałem ją do snu, szeptałem na dobranoc "Kocham Cię", jak szedłem do sklepu kupowałem ulubione ciacho... słuchałem jej problemów (które czasami nie były problemami, tylko żaleniem się na cały świat, że jest zły)... co do seksu uważałem, że bezpieczeństwo to podstawa, jakbyśmy mieli obydwoje prace, to nie musielibyśmy się tym martwić, więc po części ten celibat też uświadomił mi co dla niej było priorytetem w związku... Nie odczuwam korzyści z rozejścia się, bo widziałem jaka jest i to akceptowałem (charakter, zagrywki o zazdrość, wybuchowe reakcje). Chyba o to w tym chodzi by kochać kogoś takim jaki jest, a nie robić sobie projekcję chodzącego ideału... Jeśli osoba naprawdę kocha, to sama jest w stanie zmienić parę rzeczy w sobie dla drugiej osoby...
Elsje masz racje, bardzo się wstydziła, ale przekonywałem ją, że udam się z nią do lekarza, bo nie chciałem by robiła ten pierwszy krok sama (a badania okresowe chyba też są dla kobiety ważne). Jak zaczynałem temat ginekologa, to pojawiał się foch i zdenerwowanie, a także argument "nie bo nie".
Badania są ważne, zgadza się. Dla swojego zdrowia powinna się przemóc i pójść.
Ale zastanawiam się, czy to wstydzenie się nie było takim argumentem na odczepnego, żebyś jej już nie męczył. Z tego opisu jej osoby wynika, że nie potrafi mówić wprost i brakuje jej asertywności. Podejrzewam więc, że mogła nie chcieć tabletek (co jest jak najbardziej zrozumiałe) i zbywać Cię mówiąc, że się wstydzi.
(...) to ona od razu w ryk (płacz), bo nie było tak jak ona chciała.
No bo my tak mamy, że chcemy, żeby było po naszemu
Co do samego tematu tabletek antykoncepcyjnych, to wiem, że mogą wywoływać niepożądane skutki, ale przecież nie kazałbym jej łykać ich całe życie. Chodziło mi bardziej o pewną stabilność: by skończyła studia, znalazła prace itd. - później mogłaby je odstawić. Wydaje mi się jednak czasami, że zbyt dużo od niej wymagałem...
Nie, nie "mogą wywołać niepożądane skutki" tylko: "wywołują niepożądane skutki". Rzadko się zdarza, żeby na daną osobę tabletki antykoncepcyjne nie wpływały ani trochę negatywnie. Nie mówię tutaj o takich poważnych skutkach jak zakrzepica zagrażająca życiu, bo te faktycznie zdarzają się sporadycznie. Mówię np. o bólach głowy, rozdrażnieniu, wahaniach nastroju, puchnących łydkach i twarzy - to są bardzo częste objawy. U większości kobiet zażywanie takich tabletek powoduje też obniżenie libido.
"(...) przecież nie kazałbym jej łykać ich całe życie"
No łaskawca się znalazł
Ja zażywałam tabletki anty przez ledwo kilka miesięcy i to były chyba najgorsze miesiące mojego życia, nie tylko nie miałam ochoty na seks, ale wręcz żyć mi się odechciewało. Koszmar. Oczywiście różne organizmy różnie reagują, ale weź też pod uwagę, że przywracanie równowagi hormonalnej po odstawieniu tabletek trwa długi czas, to nie jest takie proste, że zaczniesz sobie brać tabletki, czujesz się źle, odstawiasz, i - ta dam - na drugi dzień wstajesz rano i czujesz się znów wspaniale, jak przed ich zażywaniem
Jeszcze kilka miesięcy później można odczuwać skutki uboczne.
Ja wiem, że Tobie jako facetowi się fajnie gada, bo to nie Ty będziesz później cierpieć. Tylko że to dowodzi egoizmu.
Uważam podobnie, że okresowe badania to w dzisiejszych czasach raczej norma. Myślę ponadto, że jak kogoś prosisz długo, to jednak może się przełamać i pójść na jakiś kompromis, ja szedłem i to bardzo często... np. bo dziwnych fochach, jak chciałem się wyprowadzić, bo miałem dość - i mówiłem to wprost, to później przepraszałem rano, że się tak zachowywałem, a od niej nic - 0 słowa przepraszam... Co do poznanego chłopaka, to cóż, wiek może nie gra tak znaczącej roli jak niektórzy twierdzą, ale ciężko mi to zrozumieć...
To dobrze, że potrafisz przepraszać, kiedy czujesz, że wina jest po Twojej stronie. To jest ważna umiejętność w relacjach z ludźmi. Ale chyba nie myślisz, że słowo "przepraszam" ma magiczną moc robienia czystki w pamięci? Wybaczy się, ale nadal się pamięta...
Co do opisywanych humorów i podobnych symptomów to miała je wszystkie... a co do słowa przepraszam, to wiem, że tak jest... niemniej wiele się wybacza, jeśli komuś na drugiej osobie zależy, bo jeden skok w bok potrafiłem wybaczyć (po alkoholu...), ale drugi raz zachowała się tak samo... a wtedy nawet nie usłyszałem słowa przepraszam... i nie twierdze, ze mówienie jej by poszła do lekarza po tabletki antykoncepcyjne było czymś dobrym... twierdzę tylko, że choć raz mogła się przełamać i iść na kompromis by zobaczyć jak jej ciało reaguje... jeśli coś by się działo to sam kazałbym je odstawić dla jej dobra i zdrowia. Chodzi mi o to, ze nawet nie miała woli spróbować, tak samo jak pogadać szczerze o swoich problemach...
25 2013-03-07 11:31:54 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-03-07 11:39:05)
xmass, ja zgadzam się w 100% ze słowami, które już padły wcześniej.
Twoja ex jest bardzo niedojrzała emocjonalnie.
Widocznie nie dorosła jeszcze do związku polegającego na partnerstwie.
Nie potrafiła zrozumieć(a być może nie chciała), że ona powinna dbać tak samo o Wasz związek jak i Ty, ponosić wspólnie z Tobą odpowiedzialność za wszystko.
Przede wszystkim, że powinna nauczyć się rozmawiać szczerze o problemach i rozwiązywać je.
Widocznie potrzebuje jeszcze czasu aby wydorośleć.
Niestety najlepiej uczymy się na swoich błędach.
Najbardziej mnie niepokoi to, że po raz kolejny czytam o wstydzie i niechęci przed wizytą u ginekologa, i to u współżyjącej już dziewczyny, powyżej 20 roku życia. Utrwalanie w sobie tych lęków, nie przynosi nic dobrego.
Będąc gotowym do współżycia, powinniśmy być gotowi do wszystkiego co się z nim wiąże.
To jest bardzo smutne.
26 2013-03-09 17:19:09 Ostatnio edytowany przez xmass (2013-03-09 17:20:08)
Margolinka masz rację, być może była/ jest niedojrzała emocjonalnie. Mimo tego, ze leci 3 miesiąc od rozstania, to czasami myślę, że to może ja byłem niedorosły emocjonalnie, bo wymagałem od niej pewnych rzeczy,za mało z nią rozmawiałem o jej problemach... (wiem, nie powinienem doszukiwać się swojej winy, skoro ona będąc ze mną zaczęła być z 19-latkiem, ale cóż taki charakter...). Czasami też rozważam, co by było za jakiś czas, skoro ja zacząłem pracować, posiadałem plany o rodzinie, a wyszło, że ona jeszcze chce się pobawić i dopiero po studiach zamierza znaleźć prace... Trochę boję się tego, co by było, gdyby się kiedyś odezwała i chciała spróbować jeszcze raz... ale na razie staram się nie rozważać takich opcji, tylko żyć dla siebie.
Wiesz, plany o rodzinie niekoniecznie świadczą o dojrzałości. Jest przecież wiele par/osób, które nie chcą mieć dzieci w ogóle i mają do tego prawo.
Facetowi łatwo jest spłodzić potomstwo, kobieta ma już gorzej, musi urodzić, później to na niej spoczywa główny ciężar opieki i wychowania. Nie ma co się dziwić, że młoda dziewczyna chce jeszcze sobie trochę pożyć bez tych wszystkich obowiązków. Szczerze mówiąc ja się osobiście dziwię kobietom, które decydują się na dzieci przed 30-tką. Chyba że jest to wskazane ze względów zdrowotnych, wówczas to zrozumiałe.
Elsje nie napisałem, że nalegałem na to by założyć rodzinę, tylko o tym myślałem... bo taki krok musi być za obopólną zgodą. Podobnie zresztą jak Ty uważam, że w tak młodym wieku jeszcze jest takie czas na inne rzeczy, gdyż trzeba złapać pracę, rozwinąć się itd. a później dopiero dzieci;)
29 2013-03-10 20:03:53 Ostatnio edytowany przez Misiax23 (2013-03-10 20:05:20)
Mam 23 lata i jestem w w zwiazku z chłopakiem prawie 2,5 roku, jesteśmy zaręczeni. Kiedy się poznaliśmy byłam dziewicą i zanim zaczelismy uprawiać seks to wspólnie zdecydowalismy ze zaczne brac tabletki, więc dla mnie to rzecz oczywista, ze wspólna decuzja wspólna odpowiedzialność. zreszt araz juz było,ze zapomniałam tabletki i okres mi się spóźniał, i byłam bardzo miło zaskoczona reakcją mojego faceta.
Misiax23 widzisz tez chcialbym miec kobiete ktora ponosi razem zemna odpowiedzialnosc za takie decyzje. Niestety w poprzednim zwiazku sie tego nie doczekalem a szkoda. Nauczka na przyszlość i wyciąganie wnioskow pozostalo na co zwracac uwage poszukujac kolejnej partnerki.
ANTYKONCEPCJA MOŻE DZIAŁAĆ W SPOSÓB WCZESNOPORONNY! Nie pozwala zagnieździć się zarodkowi w macicy matki - dochodzi do poronienia, bo miało już miejsce zapłodnienie (A ŻYCIE CZŁOWIEKA ZACZYNA SIĘ WŁAŚNIE W CZASIE ZAPŁADNIANIA, TAKIE SĄ FAKTY. Z BIOLOGICZNEGO PUNKTU WIDZENIA ZA MOMENT (AKT) POCZĘCIA UWAŻA SIĘ MOMENT ZAPŁODNIENIA. TO WTEDY ZACZYNA SIĘ ŻYCIE / ISTNIENIE CZŁOWIEKA, A NIE DOPIERO PO ZAGNIEŻDŻENIU / IMPLANTACJI ZARODKA W MACICY.), poczęło się dziecko, zarodek (uwaga: TO JUŻ CZŁOWIEK!) obumiera i zostaje wydalony z organizmu. Życie zostaje przerwane...
Korzekwa-Kaliszuk zaznaczyła, ze tzw. tabletka "dzień po" może działać na dwa sposoby. Jedno z tych działań to jest rzeczywiście działanie antykoncepcyjne, czyli takie, które zapobiega poczęciu dziecka. Jednak jeśli do poczęcia już doszło, albo dojdzie do niego mimo zastosowania pigułki - a jest to możliwe - wówczas działanie pigułki polega na utrudnieniu przemieszczania się już zapłodnionej komórki jajowej, powoduje zmiany w błonie śluzowej macicy, które uniemożliwiają jej zagnieżdżenie się - powiedziała.
Co do tzw. "spirali" - "Każda wkładka (zarówno z kategorii obojętnych, miedzianych, jak i hormonalnych) ma także działanie antynidacyjne. Jeśli zapytamy lekarza, co to właściwie znaczy, najczęściej usłyszymy bardzo naukowo brzmiące zdanie: „Antynidacyjne to znaczy uniemożliwiające implantację zapłodnionej komórki jajowej w endometrium". I właściwie nadal niewiele będziemy wiedzieć... Powiedzmy więc językiem bardziej zrozumiałym: „implantacja" to zagnieżdżenie, „w endometrium", czyli w śluzówce jamy macicy. Trudniej będzie wyjaśnić, co oznacza określenie „zapłodniona komórka jajowa", ponieważ w istocie rzeczy nie o zapłodnioną komórkę jajową tu chodzi. Po zapłodnieniu komórka jajowa w ciągu kilku godzin zaczyna się dzielić. Powstają dwie komórki, cztery itd. I wtedy w języku medycznym nie nazywa się ich już „zapłodnioną komórką jajową", tylko po prostu zarodkiem. A każda kobieta oczekująca dziecka wie, że to po prostu mały (bardzo mały!) człowiek. Zatem spirala nie dopuszcza do zagnieżdżenia dziecka w jamie macicy, co powoduje jego obumarcie. Spirala ma więc działanie wczesnoporonne!"
TABLETKI ANTYKONCEPCYJNE TAKŻE DZIAŁAJĄ WCZESNOPORONNIE!!!
Do czynienia mamy z aborcją farmakologiczną...
Dr. n.med. Dorota Łucja Jarczewska - "Zasadniczo producent środków hormonalnych musi opisać zarówno mechanizmy działania, jak i działania niepożądane. Czasami spotykamy się z takimi określeniami jak poronienie zapłodnionego jaja, czyli takie określenia, które nie wskazują na poczęcie się życia, tylko jakąś tam utratę komórki jajowej. Tak to brzmi niejasno. Jak ktoś nie ma ogromnej motywacji, by to zgłębić, to może ulec sugestii, że to nie do końca chodzi o podniesienie ręki na życie poczęte.
Na pewno nie jest w interesie firm farmaceutycznych pisanie wprost o działaniu wczesnoporonnym tych pigułek. Tego jestem pewna. W polskim społeczeństwie wiązałoby się to z refleksją wielu kobiet".
Nie wspomina się o właściwościach aborcyjnych sztucznych metod antykoncepcji. Mimo iż ulotki dla pacjentek w teorii mają opisywać mechanizm ich działania, to w ostatnich latach większość koncernów zmieniła ulotki i mechanizm działania albo nie jest podany wcale albo uwzględnia tylko mechanizmy antykoncepcyjne. Tylko kilka z nich podaje, że pigułki powodują zmiany w błonie śluzowej macicy, co nie pozwala się zagnieździć – i tu kolejna manipulacja językowa – „zapłodnionej komórce jajowej”, a więc poczętemu dziecku."
Warto dodać, że do SZTUCZNYCH METOD ANTYKONCEPCJI zalicza się: metody hormonalne, niehormonalne, antykoncepcję awaryjną, metody chemiczne, mechaniczne, barierowe, oraz metody chirurgiczne. A METODY SZTUCZNE OPRÓCZ DZIAŁANIA ANTYKONCEPCYJNEGO WYKAZUJĄ TAKŻE WŁAŚCIWOŚCI PORONNE. A więc wczesnoporonne zadziałać może między innymi KAŻDY RODZAJ plastrów anty, implantów, pierścieni, zastrzyków, krążków, chipów, wkładek, błon dopochwowych, kapturków, "spirali", tabletek antykoncepcyjnych, antykoncepcji "awaryjnej", zabiegów chirurgicznych, globulek, żelów, kremów, itd. Niestety, ale zawsze jest to ryzyko...
Tylko naturalne metody antykoncepcji dają tą gwarancję, że nie wyrządzi się dziecku krzywdy, że dopiero co rozwijającego się dziecka nie spotka śmierć. Nie ma tego ryzyka, tej niewiadomej, tej niepewności.
METODY SZTUCZNE SĄ WIĘC BARDZO NIEBEZPIECZNE!
Jest to także niebezpieczne dla samej kobiety. Antykoncepcja to ogrom efektów ubocznych...
Antykoncepcja niszczy zdrowie i życie - zarówno dziecka, jak i kobiety. Może dojść do spadku gęstości kości, udarów, zakrzepicy, nowotworów, chorób serca, nadciśnienia... U dziecka powoduje wady rozwojowe i choroby. Do tego zabija! Naprawdę, nie warto iść tą drogą... To nie jest rozwiązanie. KAŻDY MA PRAWO ŻYĆ. Nie wolno ryzykować cudzym życiem, nie wolno w to ingerować. Jeśli istnieje jakiekolwiek prawdopodobieństwo, choćby małe (choć w przeważającej ilości przypadków to prawdopodobieństwo jest bardzo wysokie), że antykoncepcja może zadziałać w ten sposób, że może zabić malutkie dziecko - to takie rozwiązania nie wchodzą w grę....
KRWAWIENIA I PLAMIENIA, KTÓRE MAJĄ MIEJSCE PODCZAS STOSOWANIA ANTYKONCEPCJI W RZECZYWISTOŚCI ŚWIADCZĄ O PORONIENIU, UTRACIE DZIECKA...
A o tym nieczęsto się mówi. Ukrywa się ten fakt. Lekarze i farmaceuci rzadko wspominają o tym, że matka może stracić w ten sposób swoje dziecko... A powinni... Powinni ostrzec innych przed niebezpieczeństwem. Tymczasem większość z nich o tym nie wspomina. Z tego powodu bardzo wielu ludzi o tym najzwyczajniej w świecie nie wie lub tego nie rozumie, a co za tym idzie - nie są oni w stanie przyjąć tego do wiadomości. Większość kobiet może nie być świadomych tego, że mogą w ten sposób zabić swoje własne dziecko...
Co więcej - Antykoncepcja działa na organizm kobiety RÓWNIEŻ PO ZAGNIEŻDŻENIU ZARODKA W MACICY, a więc wpływa na ciążę i na dziecko (uśmiercając je). DZIAŁA WCZESNOPORONNIE, ZABIJA!
Najbezpieczniejsze i najlepsze dla zdrowia i życia dziecka oraz kobiety są metody naturalne. One nie zabijają. W PRZECIWIEŃSTWIE DO METOD SZTUCZNYCH. Są zdrowe i bezpieczne...
Wartą przeczytania książką, a właściwie publikacją naukową mówiącą o szkodliwości i działaniu wczesnoporonnym antykoncepcji jest opracowanie napisane pod redakcją Doroty Ł. Jarczewskiej (lek. medycyny rodzinnej). Polecam przeczytać, aby dowiedzieć się jak to z tą antykoncepcją jest w rzeczywistości... Proszę przeczytać... Warto... Autorzy korzystali z najnowszych publikacji światowych , a jeśli to było możliwe - z metaanaliz i dużych badań klinicznych; przeglądali także bazy informacji medycznych.
Proszę obejrzeć także webinar "Antykoncepcja. Wielka historia małej pigułki". Tam również mowa o wczesnoporonnym działaniu antykoncepcji. Przytoczone zostały także badania naukowe na ten temat. Potwierdzają one fakt, że podczas stosowania antykoncepcji może dojść do owulacji i zapłodnienia, a wtedy zaczyna działać mechanizm przeciwzagnieżdżeniowy. Dziecko nie moze zagnieździć się w macicy matki. Jest mu to skutecznie uniemożliwiane. Dziecko umiera i zostaje wydalone z organizmu. DOCHODZI DO PORONIENIA... A więc antykoncepcja działa wczesnoporonnie!!! Może wywołać poronienie!
ANTYKONCEPCJA DZIAŁA TEŻ PO WIELU MIESIĄCACH / LATACH OD ODSTAWIENIA. Więc nawet jeśli kobieta planuje ją odstawić, bo chce zajść w ciążę, może spotkać się z przykrymi konsekwencjami (z wadami rozwojowymi i chorobami u dziecka, włącznie z ryzykiem poronienia ciąży, śmierci dziecka). To ryzyko jest realne... Prawdopodobieństwo jest bardzo wysokie. Podczas starań o dziecko może dochodzić do poronień albo różnych uszkodzeń, chorób, nieprawidłowości w budowie narzadów, patologii, zaburzeń rozwoju lub genetycznych u dziecka. Potrzeba bardzo wiele czasu, żeby organizm usunął toksyny. Nie dzieje się to nagle, na zawołanie. Nie wystarczy tydzień ani miesiąc. Więc nawet jak się antykoncepcję odstawi, to ona dalej ma bardzo wielki wpływ na organizm, na zdrowie a nawet życie - zarówno matki, jak i dziecka. Mija bardzo wiele czasu aż to wszystko się unormuje a organizm zwalczy toksyny. Najczęściej jest to wiele miesięcy, aż do roku włącznie albo dłużej...
ZABÓJSTWO
TO NIE ROZWIĄZANIE. TO WIELKIE ZŁO... NIE POWINNO SIĘ PRZEDKŁADAĆ PONAD LUDZKIE ŻYCIE ŻADNEJ INNEJ WARTOŚCI (typu bezpieczeństwo, przyjemność, wolność, niezależność, kariera, itd.). Nie należy ryzykować ludzkim życiem... Jeśli nie ma opcji stosowania metod naturalnych należy po prostu powstrzymać się od współżycia... A NIE RYZKOWAĆ ZDROWIEM, A NAWET ŻYCIEM SWOJEGO NIENARODZONEGO DZIECKA... Nie nam decydować kto może żyć, a kto nie. Nie wolno w to ingerować. My otrzymaliśmy cudowny dar życia, nie odbierajmy tego daru innym... Nie wolno zabijać drugiego człowieka. NIGDY... ŻADNEGO... W ŻADNYM WYPADKU... Z ŻADNEGO POWODU... DLA ŻADNEJ WARTOŚCI...