Witam wszystkich
Od jakiegoś czasu dręczy mnie pewna myśl która się nasila. Otóż jestem w związku od 3 lat, jestem facetem przed 30, jakiś czas temu przyłapałem żonę na pisaniu pikantnych smsów do swoich niby znajomych oczywiście wykręcała się mówiąc że to nic takiego, żebym nie brał tego do siebie itp. Mówiła że już tak nie zrobi ale potem poprosiłem Ją o jej telefon bo chce sprawdzić smsy to mówiła że wymyślam że z nikim nie pisała ale po moim naleganiu dała mi go przyznając się że jednak pisała z "kolegą" i znowu wyszło że flirtowała potem było już tylko gorzej.
W życiu intymnym porażka, każde zbliżenie wygląda tak samo. Pichcę coś dobrego na wieczorną kolacje zapalam świece nalewam wino włączam nastrojową muzykę, potem oczywiście rytuały masowanie z balsamem całowanie każdego cm Jej ciałka długie pieszczoty i zawód bo Ona leży jak kłoda i nic czeka aż ja wszystko zrobię. Przyzwyczaiłem się że mi się nie należą brzydko mówiąc possa mi od wielkiego święta najczęściej jak coś kupie drogiego.
Wracając do sedna myślę o jakiejś innej kobiecie (na razie nikim szczególnym) na pewno starszej, takiej przy której czuł bym się doceniony. Taką która chciała by długo i namiętnie kochać się i nie wstydziła fantazjować.
Nie wiem czy to dobre rozwiązanie znaleźć kogoś na boku i czuć się spełnionym? Czy może starać się jakoś wpłynąć na żonę (chociaż do niej nic nie dociera) i ratować to co zostało?