Damski bokser. Łatwo traci nerwy, bije ją za byle co, oprócz przemocy fizycznej, stosuje psychiczną. Zniewala ją,nie pozwala wyjść z domu bez jego zgody, pracy szukał jej on, żeby przypadkiem nie znalazła lepszej i dalej, niż w jego zasięgu (chodzi mi o to, że nie mógłby po nią przychodzić). Jest zaborczy, zazdrosny. Ale z tym można by było wygrać, gdyby nie to, że jest też tak gwałtowny. Nie panuje nad swoją agresją. Niedawno chciała się od niego wyprowadzić. Uderzył ją w twarz, a później odłączył internet. "Przeprasza" ją kupując jej drogie prezenty- ostatnio była to suszarka i lampa do paznokci z całym zestawem. Nóż w kieszeni mi się otwiera, ile razy ja zaczynam z nim temat, dostaje piany, mam "zamknąć pysk", robi sobie ze swojego zachowania jaja, bagatelizuje problem i w nosie ma to,co mówię. O psychologu nie chce słyszeć, uważa, że to ona i ja powinnyśmy się leczyć. Ostatnio dostała zakaz przychodzenia do mnie, mojego narzeczonego i dzieci na głupią kawę. Bo "mieszamy jej w głowie".
Rozmowa z moją matką i ojczymem nie dała NIC. Nie wierzą, dla nich Ł. jest zasranym świętoszkiem, bo kończy studia (załatwione przez mamę), ma dobrą pracę (gdzie mama to jego plecy), ma mieszkanie (załatwione przez mamę). Poza tym dodatkowym "usprawiedliwieniem" wg naszej matki jest to, ze Ł. przychodzi i tak całuje, przytula swoją narzeczoną, takie jej daje prezenty, studia jej opłaca, zarabia, żeby miała dobre życie.. i to ona jest niewdzięczna, ze ma czelność się na niego skarżyć. I gdyby mój facet miał więcej rozumu, powinnam i ja być bita ile wlezie, bo wg niej jestem czarną owcą w rodzinie. Moi dziadkowie również nie wierzą.
Moja niedoszła jeszcze bratowa boi się cokolwiek powiedzieć. Uważa, że to wstyd przed ludźmi. Żal jej tego,co już ma ona i Ł. Wie, że moja rodzina by ją zjadła żywcem, a nie ma tutaj nikogo ze swoich, bo przeprowadziła się ze swojej wsi do miasta w którym mieszkamy.
Na moje rady reaguje niechętnie, bo boi się po prostu, ze jeśli ucieknie od mojego brata, wróci do mamy, później będzie miała jeszcze gorzej.
Proponuję jej spotkanie u psychologa, zgłoszenia na policję po każdym pobiciu... raz sama wysłałam dzielnicowego do nich.. wyparła się wszystkiego. Ze strachu a ja nie wiem, co mogę jeszcze zrobić. Boję się, że pewnego dnia wydarzy się tragedia, bo on naprawdę jest nieobliczalny. Szkoda mi dziewczyny, bardzo ją lubię, jest kochana i miła, jest świetną gospodynią, a trafiła na takiego tyrana, którym się mój brat okazał... Nie jest tak ciągle. Są dni, kiedy potrafi się jej tak podlizać, jest tak miły i kochany i do rany przyłóż, że aż mdli.
W dodatku ma wielkie ciągoty do alkoholu, sam urządza sobie samowolkę, w dodatku często koledzy są ważniejsi. Mieszkają sami, nie mają dzieci,a ona nie ma żadnych rozrywek. On wychodzi, ona zostaje. Albo wychodzą gdzieś razem i jest pilnowana jak więzień. Albo jego pilnuje,bo się schleje jak świnia.
Serce mi się kroi,bo widzę, jak jej ciężko. Nie potrafi się odważyć na jakikolwiek krok.
Wstyd mi też za tego matoła, wstyd, ze tak go wychowali, rozpieszczali i dawali taki przykład w domu. W efekcie to ona poświęca się ciągle- on nawet nie raczy odkurzyć. Myjąc okna, chował się przed sąsiadami,bo przecież wg niego to takie "niemęskie" i wstyd przed ludźmi, ale matka mu kazała,to posłusznie się poddal.
Mojego faceta brat określa różnorakimi, wulgarnymi synonimami "mięczaka" z byle powodu. Chociażby dlatego, ze dzielimy obowiązki w domu po połowie, ze zajmuje się dziećmi, że chodzi ze mną na zakupy, sprząta, czy robi dla naszej rodziny obiad. A moim zdaniem, największą "pi**ą" w tym wszystkim jest nikt inny, tylko on. Jeśli już raz się odważył podnieść rękę, będzie to powtarzał, dopóki nie dostanie porządnego kopa.
Napisałam bez ładu i składu, ale nawet nie wiem, jak ten problem ugryźć i od czego w ogóle zacząć. Nie wiem, co robić. Jak otworzyć oczy, bo głównie strach i wstyd trzyma ją przy nim. Jak uświadomić rodzinę, ze mój brat, mając takie ich ciche przyzwolenie, będzie coraz gorszy? Bo ja wiem, ze oni wiedza. Inaczej by tak agresywnie nie reagowali na kawałek prawdy. Bo to Ł. jest tym idealnym synem i nikt nie ma prawa powiedzieć na jego temat nic złego.
Ale i oni i ja widziałam te siniaki, pożyczała ode mnie podkład, żeby zakryć je na twarzy... co jakiś czas są mocniejszego koloru, większe i trudniej znikają.
A z drugie strony to o mimo wszystko mój brat, myślę, że wizyta u psychologa bardzo by mu pomogła, ale..on wie, że ma wsparcie rodziców, dziadków i kolegów i nie widzi, jak bardzo krzywdzi.
Martwi mnie to okropnie, nie potrafię pomóc i jestem zła z tej bezsilności, żal mi dziewczyny. i tego, co się stało z moim bratem. Mimo wszystko go kocham, jakimś tam rodzajem miłosci braterskiej, ale nie uważam, zeby z tego powodu miał mieć taryfę ulgową w ocenie swojego zachowania. Sama byłam dość bita i poniżana przez ojczyma, by teraz spokojnie patrzeć na to że mój brat powtarza schematy z domu. Potrafię zrozumieć, że po części wpływ na niego miało wychowanie, ale jest dorosłym człowiekiem, który powinien ponosić odpowiedzialność za swoje zachowanie i czyny. Niestety mama go zawsze usprawiedliwi, da wikt i opierunek, zapewni wsparcie. Boję się, że dojdzie do tragedii, bo skoro rodzina najbliższa nic nie widzi i nic nie słyszy... to gdzie w takim razie szukać wsparcia i pomocy???