Witam was drodzy forumowicze, od czasu do czasu muszę tutaj napisać, ponieważ jestem w okresie życia, w którym potrzebuję wsparcia. Minęły 2 m-ce odkąd po raz drugi rozstałam się z partnerem. Chodzę na terapię do psychologa. Kobieta ta nigdy nie powiedziała mi, że kocham za bardzo, ale ja przeczytałam książkę i wiem, ze ten syndrom do mnie pasuje. Z chłopakiem rozstałam się, ponieważ nie czułam się w związku szczęśliwa. Ja - szybkie tempo zycia, szkoła, pogoń za samorozwojem, aktywny styl życia. On po szkole zawodowej, troszkę z brakiem większych aspiracji. Troszkę mnie to denerwowało i zaczęłam zachęcać chłopaka do tego aby poszedł się dalej uczyć i postarał się o lepszą pracę. Jednak on nie miał na to ochoty. Tzn. może przesadziłam, powiedział ze ma na to czas bo musi zastanowić się co chce w życiu robić. Czułam, że w przyszłosci może się to okazac dość dużą barierą między nami, niemniej jednak robiłam wszystko aby zaakceptować partnera z jego wadą w postaci braku większej chęci do samorozwoju. Problemy były także na innych płaszczyznach. Partner pokazał, że jest troszkę agresywny, np. czasem nakrzyczał na mojego synka. Arogancko odniósł się do mojej mamy. Obraził siostrę. Zaczął charakteryzować się się sprzecznymi zachowaniami. Te zachowania skierowane były w kierunku mojego otoczenia, np jak się kłócilismy to powiedział do koleżanki "cicho bo ci wpier...". w swoim otoczeniu był inny, bardziej miły, akceptujący. Zaczęłąm się czuć winna, że chłopak nie czuł sie akceptowany w moim środowisku (z resztą psycholog też to zasugerowała). Z jednej strony codziennie mówił, że mnie kocha, na każdym kroku całował, przytulał. W tym okresie miałam załamanie nerwowe bo byłam po rozwodzie (małżeństwo było bardzo nieudane). Z drugiej strony w nerwach potrafił nakrzyczeć na mnie, na synka, ja wtedy płakałam i sie nic nie odzywałam, a on wsciekał się jeszcze bardziej, że go ignoruję, że mam go w dup...Nie umiałąm krzyknąć i sprzeciwić się mu (dodam, że jestem DDA). Dodam, że dodatkowo panicznie bałam się wejść w ten zwiazek i ciągle chciałąm uciec, mówiłam partnerowi,,że nie wiem czy to ma sens, nie wiem co czuję, itd i bardzo przy tym cierpiałam, jednocześnie bardzo chciałam go kochać. Od rozstania zaczęłam czuć się spokojniejsza. Wczoraj chłopak się do mnie odezwał, powiedział, ze złamałam mu serce, a ja znów mam mega doła. Proszę was poradźcie jak się uporać z tym wszystkim...
Skoro teraz nie byłaś w pełni szczęśliwa to myślisz, że później byłoby lepiej?
Przeszłaś niedawno rozwód. Małżeństwo nie było udane... Twój aktualny związek również.
Uważam, że mądrze zrobiłaś kończąc coś, co i tak uważałaś, że skończy się w przyszłości.
Kto wie? Może wtedy byłoby o wiele ciężej.
Nie rozdrapuj, nie rozpamiętuj tego co było.
Czasami należy być egoistą.
Twój partner mówi, że złamałaś mu serce, trudno. Nikt nie powiedział, że życie będzie proste.
A poza tym, jak sama pisałaś, Wasze drogi i tak w końcu rozeszłyby się....
Skoro teraz nie byłaś w pełni szczęśliwa to myślisz, że później byłoby lepiej?
Przeszłaś niedawno rozwód. Małżeństwo nie było udane... Twój aktualny związek również.
Uważam, że mądrze zrobiłaś kończąc coś, co i tak uważałaś, że skończy się w przyszłości.
Kto wie? Może wtedy byłoby o wiele ciężej.Nie rozdrapuj, nie rozpamiętuj tego co było.
Czasami należy być egoistą.
Twój partner mówi, że złamałaś mu serce, trudno. Nikt nie powiedział, że życie będzie proste.
A poza tym, jak sama pisałaś, Wasze drogi i tak w końcu rozeszłyby się....
Właściwie zaczęłąm zapominac, ale ta wczorajsza rozmowa mnie dobiła, czasem jest tak, że starsz się tak bardzo, dwie strony się starają całym sercem, a nic nie wychodzi ![]()
Myslę,że postąpiłaś słusznie,przecież nie wiadomo w jaką stronę obróciła by się ta jego agresja.... z czasem zapomnisz on z pewnością też wiec nie dołuj się bo to bez sensu,życie toczy sie dalej i nigdy nie wiadomo jak ona sie ułoży...
Myslę,że postąpiłaś słusznie,przecież nie wiadomo w jaką stronę obróciła by się ta jego agresja.... z czasem zapomnisz on z pewnością też wiec nie dołuj się bo to bez sensu,życie toczy sie dalej i nigdy nie wiadomo jak ona sie ułoży...
Wszystko byłoby ok gdybym po raz drugi nie miała problemowego związku. Nie wiem dlaczego takich właśnie męzczyzn przyciągam jak magnes.
Nie Ty pierwsze przyciagasz nieodpowiednich facetow...więc głowa do góry,wszystko będzie dobrze potrzeba tylko czasu... ![]()
Nie Ty pierwsze przyciagasz nieodpowiednich facetow...więc głowa do góry,wszystko będzie dobrze potrzeba tylko czasu...
Ehhhh, jak to możliwe, czy ja mam to zapisane na twarzy.
Każda z nas się zastanawia właśnie nad tym czy tak jest po rozstaniu z facetem,a juz tym bardziej jak związek nie nalezał do udanych,ale przecież sama napisałaś ze od czasu rozstania jesteś spokojniejsza,wiec to chyba o czymś świadczy....
Każda z nas się zastanawia właśnie nad tym czy tak jest po rozstaniu z facetem,a juz tym bardziej jak związek nie nalezał do udanych,ale przecież sama napisałaś ze od czasu rozstania jesteś spokojniejsza,wiec to chyba o czymś świadczy....
Wiesz, ja w małżeństwie przezyłam piekło, sama nie wiem jak to się mogło stać. Eks mąz wyzywał mnie, że zachwouję sie jak prostytutka, był chorobliwie zazdrosny, dwa razy mnie uderzył, miał psychiczne akcje typu: jak chciałam zerwać zaręczyny to przyszedł do mnie ze strzykawka i powiedział,że mi wstrzyknie środek poronny.
Drugi związek miał być inny zupełnie. Ja weszłam do niego z ranami i bardzo silnym lękiem przed bliskością.
Dokładnie moje zachowanie opisuje fragment artykułu:
Jeśli zauważasz, że Twoja sympatia:
- jest pełna sprzeczności w swoich emocjach i deklaracjach w stosunku do Ciebie (raz chce być z Tobą, raz nie)
- reaguje "paniką" na słowa: miłość, związek, kocham cię, my itp.
- nie chce słyszeć o żadnych oficjalnych deklaracjach typu ślub, zaręczyny
- nie mówi o sobie, w szczególności o swoich emocjach, masz poczucie, ze stwarza dystans
- unika tzw. "trudnych" rozmów
- przy pierwszych kryzysach, konfliktach - ucieka, zrywa relację
- im związek bardziej się rozwija - zaczyna znikać, oddalać się
- wynajduje powody, dlaczego Wam miałoby się nie udać lub ogólniej - dlaczego uważa, że każdy związek jest skazany na porażkę
- właściwie to zachwala życie singla
ale jednocześnie robiłam wszystko dla niego, dbałam, sprzatałam, starałam się bardzo atrakcyjnie wygladac, szukałam dodatkowe źródła dochodu, chciałam pomóc mu w terapii,
Takie dwie sprzeczności: bardzo silny lęk przed związkiem i jednocześnie "kochanie za bardzo" w sensie wszystko dla Ciebie.
Ja w swoim życiu jeszcze nigdy nie miałam normalnego związku. Dopiero teraz zaczynam stawac na nogi ![]()
Rozumiem Ciebie teraz jeszcze bardziej,ale zauważyłam tez,że starasz sie juz myslec bardziej pozytywnie... Ja sama nie
jestem w łatwym związku i wszystko się jeszcze bardziej komplikuje,wiec może nie jestem najlepszą osobą do dawania dobrych rad...;)
Rozumiem Ciebie teraz jeszcze bardziej,ale zauważyłam tez,że starasz sie juz myslec bardziej pozytywnie... Ja sama nie
jestem w łatwym związku i wszystko się jeszcze bardziej komplikuje,wiec może nie jestem najlepszą osobą do dawania dobrych rad...;)
Współczuje, choć sama wiem , że dla kazdego "niełatwy związek" ma inną definicję. Generalnie jak kobieta zostaje zraniona , to potem jak spłoszony kurczak ucieka, ja teraz taka jestem więc współczuję facetom, którzy stana na mojej drodze.
Mój eks powiedział, że złamałam mu serce i że biedni będą moi kolejni partnerzy. Cóż, biedny człowiek...
Podobno my DDA nieswiadomie wybieramy takich partnerow. Ja wczesniej z nikim tak sie nie zwiazalam, nikogo tak nie pokochalam jak jego. Wczesniej jak cos zaczelo sie dziac pomiedzy mna a jakims facetem to uciekalam i rezygnowalam z dalszej znajomosci. Nie wiem dlaczego. Nie mieli tego "czegos" w sobie. Zachowanie mojego obecnego (od paru dni bylego) dawalo mi do myslenia, ze cos jest nie tak, a pomimo tego dalej w to brnelam oszukujac sama siebie. I powiem Ci ze dalej sie oszukuje, dalej wierze i mam nadzieje
Wybaczcie, że odkopuję tak stary temat, ale szukałam 'porady' dla siebie i trafiłam tutaj.
Chciałabym dorzucić swoje 3 grosze, bo zachowanie Onaona przypomina mi w wielu aspektach zachowanie mojego byłego, który to również jest DDA. Mianowicie: twierdzenie, że to nie ma sensu, wynajdowanie powodów dla których ten związek i tak miałby się rozstać, i tak nasze drogi miałyby się rozejść. Zerwał, choć nie miał konkretnego powodu, byłam dla niego dobra, a teraz wiem, że bije się z myślami i cierpi, bo kocha mnie. Kocha, ale uważa, że to nie ma sensu. Bardzo skomplikowany człowiek. Kiedy próbowałam z nim porozmawiać na jakiś temat, też zazwyczaj nic nie mówił, tylko siedział i patrzył w podłogę - tak samo jak Ty to opisałaś u siebie, Onaona, tylko że on nie płakał. Też mówił, że nie wie co czuje. Nie chciał słyszeć o zaręczynach albo ślubie, choć mówił, że jest pewny tego co jest między nami. Przez większość związku taki nie był, ale pod koniec stworzył dystans.
I właściwie z tego co opisałaś, Onaona, widzę, że nie miałaś konkretnego powodu do zerwania. Tylko jakieś tam swoje myśli, że to chyba nie ma sensu. Ale może to Ty uciekałaś, zamiast zaangażować się?
14 2013-06-30 06:42:31 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-06-30 06:51:41)
Kurcze, nie wiedzialam, ze psychole sie tak czesto zdarzaja... Mnie sie nie wydaje, ze kochasz "za bardzo", ale ze kochasz za bardzo faceta, ktory tego nie docenia i nie szanuje tylko uzywa Twojej milosci do trzymania Cie na smyczy i wykorzystywania. Toksyczne zwiazki sa zawsze podobne i jedyne co mozna zrobic to z nich uciec jak najszybciej zanim rozwala Ci psychike. W takich zwiazkach nigdy sie nie poprawia, a jedynie robi sie gorzej, a Twoj opis ma znamiona takiego zwiazku.
Co do psychologow - ja bym byla ostrozna w slepe wierzenie we wszystko co Ci mowia/sugeruja. To sa takie same osoby jak kazde inne, studia psychologiczne nie daja jakiejs wielkiej tajemnej wiedzy, i mowiac szczerze o tym jak radzic sobie z problemami w zyciu czesto lepiej Ci powie madra osoba z zyciowym doswiadczeniem niz byle jaki psycholog. Owszem, zdarzaja sie dobrzy, ale z mojego doswiadczenia to mniejszosc. Przede wszystkim nie daj sobie wmowic, ze masz jakis wielki problem, bo jestes zbyt emocjonalna, za bardzo kochasz etc. Po prostu musisz sie nauczyc jak odrozniac ludzi, ktorzy zeruja na Twoim wielkim sercu i sie na takich uodpornic. Na socjopate niestety nikt nie jest odporny zanim sie nie nauczysz rozpoznawania znakow i uciekania poki czas.
"I właściwie z tego co opisałaś, Onaona, widzę, że nie miałaś konkretnego powodu do zerwania."
Ja tam widze bardzo konkretne powody - np. agresja jest calkiem niezlym powodem, zeby uciekac. Poza tym Onaona podala chyba najwazniejszy chociaz najtrudniejszy do opisania symptom toksycznego zwiazku: czula sie w nim zle i jakby nie chciala sie z ta osoba wiazac, a po zerwaniu poczula sie spokojniejsza. W normalnym zwiazku nie powinnas czuc, ze jestes z ta osoba w jakis sposob wbrew sobie. W toksycznym podswiadomosc krzyczy "uciekaj", ale Ty jestes zakochana i chcesz wierzyc, ze bedzie lepiej.
Wybaczcie, że odkopuję tak stary temat, ale szukałam 'porady' dla siebie i trafiłam tutaj.
Chciałabym dorzucić swoje 3 grosze, bo zachowanie Onaona przypomina mi w wielu aspektach zachowanie mojego byłego, który to również jest DDA. Mianowicie: twierdzenie, że to nie ma sensu, wynajdowanie powodów dla których ten związek i tak miałby się rozstać, i tak nasze drogi miałyby się rozejść. Zerwał, choć nie miał konkretnego powodu, byłam dla niego dobra, a teraz wiem, że bije się z myślami i cierpi, bo kocha mnie. Kocha, ale uważa, że to nie ma sensu. Bardzo skomplikowany człowiek. Kiedy próbowałam z nim porozmawiać na jakiś temat, też zazwyczaj nic nie mówił, tylko siedział i patrzył w podłogę - tak samo jak Ty to opisałaś u siebie, Onaona, tylko że on nie płakał. Też mówił, że nie wie co czuje. Nie chciał słyszeć o zaręczynach albo ślubie, choć mówił, że jest pewny tego co jest między nami. Przez większość związku taki nie był, ale pod koniec stworzył dystans.
I właściwie z tego co opisałaś, Onaona, widzę, że nie miałaś konkretnego powodu do zerwania. Tylko jakieś tam swoje myśli, że to chyba nie ma sensu. Ale może to Ty uciekałaś, zamiast zaangażować się?
Ale to nie ma nic wspólnego z syndromem DDA. Ja też jestem taką osobą i się tak nie zachowuje. Osoby DDA posiadają zespół wyszczególnionych cech i to co napisałaś nie z tym nic wspólnego. Jedynie co to można to podpiąć pod cechę: lęk przed bliskością i to wszystko, ale i tak uważam, że to jest bardziej brak zdecydowania, bo mój były też tak mówił co Twój, a nie jest osobą DDA.