Witajcie
Jestem tu nowa i nie szukam rozgrzeszenia,ale porady osób bezstronnych.
Czytałam wiele postów na tym forum i wiem,że można liczyć na waszą pomoc,stąd moja obecność tu.
Moja historia jak dla wielu może wydawać się dość stereotypowa.Jestem mężatka od 9 lat,mamy dwoje dzieci.
Od początku było ciężko,mąż jest typem samotnika wychowanego w patologicznej rodzinie.Było wiele kłótni jak w każdym związku,było upokarzanie,uderzył mnie nie jednokrotnie,nie jestem aniołem jak każdy ale zawsze starałam się dla niego dla rodziny,po prostu go kochałam.Każda rozmowa toczyła się zawsze schematycznie,moje odmienne zdanie,moja jakaś wyimaginowana potrzeba,kłótnia,jego chęć wyprowadzki,moje prośby,moje stanie mu w drzwiach,jego uderzenie.Za każdym razem umierała moja miłość do niego i przestałam mówić o swoich potrzebach,i ta ciągnąca się latami samotność dobijała mnie.Stałam się wredna,twarda i nie czuła.O zdradzie nie było nigdy mowy bo byłam przeciwniczką tego z całego serca,ale stało się.On pojawił się znikąd,pokazał mi co może oznaczać miłość,którą jak twierdzi czuje i okazuje mi na każdym kroku,tak jak zrozumienie i przyjaźń.Zostawił dla mnie swój związek,który nie był idealny(dziewczyna znalazła radość w imprezach i nowych znajomych). Moje serce ożyło,na mojej twarzy częściej pojawiał się uśmiech, znów zaczęłam marzyć i wbrew zdrowemu rozsądkowi zatraciłam się w tym.Wiem że istnieje możliwość ułożenia z nim sobie mojej przyszłości,ale mam męża. Rozmawiałam z mężem o rozstaniu, chciałam jak najszybciej wybrnąć z sytuacji "we troje", powiedziałam dlaczego, za co, że dłużej tak nie można,że ja nie potrafię już tolerować nie których rzeczy,ale nie przyznałam się do zdrady której tak bardzo wstydzę się sama przed sobą.I tu ku mojemu zaskoczeniu mąż postanowił się zmienić,obiecał że nie uderzy,że będzie się starał.Ale ja obawiam się że na to już za późno,ale nie mam serca mu tego powiedzieć,i nie ufam jego obietnicom.W moim sercu na dobre zagościło "to co było" i jest ogromny strach przed "tym co będzie". Chciałabym ułożyć sobie w końcu życie, pracuję jestem nie zależna finansowo,ale tak bardzo obawiam się przyszłości,że boję się podjąć jakąkolwiek decyzję.A najbardziej boję się zaufać mężowi i pozbyć się przekonania że to tylko pozory.Czasem czuję że moje uczucia do męża, głownie skupiają się na nienawiści za ból fizyczny i psychiczny jaki mi zadał
A najbardziej dobija mnie fakt,że jak mąż mówi znajomym i swojej rodzinie o powodach dlaczego chce odejść, i przyznaje że mnie uderzył,wszyscy zgodnie twierdzą że musiałam na to zasłużyć
Ja naprawdę zaczynam w to wierzyć,choć jeśli taka jest kara za kochanie męża i stanie mu na przeszkodzie w wyprowadzce z domu,kara za swoje zdanie,to ten świat jest naprawdę do d...
Sorry ale jak chcesz porady to nie dorabiaj ideologi do za przeproszeniem k...stwa.
Znasz tą kolejność gdy w związku coś nie gra to
-naprawia się tyle ile można
-jeśli nic już nie da rady się zrobić to się odchodzi(ale nie w ramiona innego)
Jaką dać Ci radę w tej sytuacji?.Sama wiesz co powinnaś zrobić.
Powiedz mężowi i odejdź od Niego.
Pozamiatałas sobie w życiu więc ponieś tego konsekwencje.
Nie rób z siebie ofiary i nie zwalaj winy teraz na męża bo Cię uderzył itd.
Zdradzasz bo chcesz bo gdybyś nie chciała a co ważniejsze szanowała samą siebie,żaden facet nie zwróciłby Twojego zainteresowania poza mężem.
Masz wogóle jakieś zasady?.
Jezeli ktos stosuje przemoc to sam nie jest w stanie siebie zmenic,potrzebuje terapii.
Takie zachowania zwiazane sa z nie umiejetnośćią wyrazania złosci.Takze nie wierzyłabym w jego cudowna przemianę.A poza tym jak moze ktos powiedziec(rodzina,znajomi),ze zasłuzyłas na takie trakowanie.Nikt nie zasługuje na to.
Ułoz sobie zycie ,tylko warto upewnic sie czy nowy partner nie ma takich zachowań.Niestety zdarza sie często ,ze kobiety z przemocy wybieraja sobie nastepnych partnerów tez przemocowych.
Zycze powodzenia:)
Nie rób z siebie ofiary i nie zwalaj winy teraz na męża bo Cię uderzył itd.
Jest ofiara,bo facet podnosił na nia reke i ma prawo czuc sie tak i mowic.
I kto dał mu prawo ja tak traktowac? I nie widze nic złego ,ze poszła do innego,tez bym uciekła od takiego bydlaka
5 2013-02-18 20:19:58 Ostatnio edytowany przez rogacz76 (2013-02-18 20:26:10)
rogacz76 napisał/a:Nie rób z siebie ofiary i nie zwalaj winy teraz na męża bo Cię uderzył itd.
Jest ofiara,bo facet podnosił na nia reke i ma prawo czuc sie tak i mowic.
I kto dał mu prawo ja tak traktowac? I nie widze nic złego ,ze poszła do innego,tez bym uciekła od takiego bydlaka
Sorry ale poczytaj sobie o ofiarach przemocy to dowiesz się że,gdyby autorka była taką ofiarą to nie w głowie by Jej było romansowanie.Dlaczego?
Ze strachu przed tym co może zrobić małżonek"kat".
Lekarstwem na kłopoty małżeńskie ma być dawanie d..py innemu?.
Jak się w związku nie układa to nie szuka się "zastępstwa"tylko naprawia się co można a jeśli to nie pomaga to pakuje się walizki i odchodzi.Potem wniosek o rozwód i formalne załatwienie swoich spraw a dopiero w następnej kolejności ewentualne układanie sobie życia z kimś innym.
Rogacz. Ale schematami walisz chłopie. Przemoc to przemoc. Nie trzeba czekać aż dojdzie do eskalacji...
Co nie dotyczy tej akurat sprawy.
A propos. Kobiety z przemocy często odchodzą dopiero gdy pojawia sie "wyzwoliciel" nie wierzą ze potrafią same.
I naprawdę tekst ze kobieta z przemocy jest niewolnica bo boi sie kata jest poniżej pasa...
Witajcie
Jestem tu nowa i nie szukam rozgrzeszenia,ale porady osób bezstronnych.
Bardzo dobrze Cię rozumiem .
Wiem też, że nie buduje się na zgliszczach nowego związku tylko najpierw trzeba poskładać siebie do kupy.
Wiem też, że mając w sercu tamtego mężczyznę - nie jesteś w stanie obiektywnie powiedzieć na tą chwile na ile kochasz męża - czy na tyle , że by chcieć z nim być...
Wiem, że nie powinno dawać się porad dosłownych - ale jeśli nie jesteś szczęśliwa w małżeństwie i z doświadczenia wiesz, że zmiana męża będzie na krótka metę - uciekaj z tego związku. Nic nie usprawiedliwia podniesienia ręki na kobietę. Ja bym nie wybaczyła jednorazowego podniesienia , a dopiero co kilkukrotnego. Nic go nie usprawiedliwia. Tak jak nic nie usprawiedliwia twojej zdrady .
Wierz mi - nie masz pojęcia jak bardzo cię rozumiem. Jakiś rok temu byłam w tym samym miejscu co Ty.
Odsuń emocje, usiądź spokojnie , zastanów się czego Ty tak naprawdę chcesz i ... realizuj to.
Nie miej wyrzutów sumienia aż tak wielkich - za rozpad związku odpowiedzialne są dwie strony. Mąż - za przemoc i śmierć Twojej miłości , Ty - za to że nie zakończyłaś związku tylko trwając w nim znalazłaś sobie pocieszenie.
Wiem jaki masz dylemat - też kiedyś taki miałam. Mąż czy przyjaciel.
Ja dawno temu skończyłam znajomość z przyjacielem , i właśnie teraz rozstaję się z mężem- to była jego decyzja , ja muszę się dostosować.
Wszystko to strasznie świeże u mnie - też sobie nie radzę , czas pokaże co przyniesie życie.
Życzę mądrych wyborów - życie jest tylko jedno.
A propos. Kobiety z przemocy często odchodzą dopiero gdy pojawia sie "wyzwoliciel" nie wierzą ze potrafią same.
Zgadzam się , to sprawa psychiki , mechanizmów. Syndrom ofiary- niskie poczucie własnej wartości, bezradność, lęk .
Rogacz. Ale schematami walisz chłopie. Przemoc to przemoc. Nie trzeba czekać aż dojdzie do eskalacji...
Co nie dotyczy tej akurat sprawy.
A propos. Kobiety z przemocy często odchodzą dopiero gdy pojawia sie "wyzwoliciel" nie wierzą ze potrafią same.
I naprawdę tekst ze kobieta z przemocy jest niewolnica bo boi sie kata jest poniżej pasa...
Jasne.Jak Mnie żona będzie bić to znajdę sobie kochankę i tym samym rozwiąże moje problemy małżeńskie.
No proszę Cie.
malina.m napisał/a:rogacz76 napisał/a:Nie rób z siebie ofiary i nie zwalaj winy teraz na męża bo Cię uderzył itd.
Jest ofiara,bo facet podnosił na nia reke i ma prawo czuc sie tak i mowic.
I kto dał mu prawo ja tak traktowac? I nie widze nic złego ,ze poszła do innego,tez bym uciekła od takiego bydlakaSorry ale poczytaj sobie o ofiarach przemocy to dowiesz się że,gdyby autorka była taką ofiarą to nie w głowie by Jej było romansowanie.Dlaczego?
Ze strachu przed tym co może zrobić małżonek"kat".
Lekarstwem na kłopoty małżeńskie ma być dawanie d..py innemu?.
Jak się w związku nie układa to nie szuka się "zastępstwa"tylko naprawia się co można a jeśli to nie pomaga to pakuje się walizki i odchodzi.Potem wniosek o rozwód i formalne załatwienie swoich spraw a dopiero w następnej kolejności ewentualne układanie sobie życia z kimś innym.
Nie musze czytac o przemocy ,bo o niej wiem z doswiadczenia.I rozne rzeczy sie robi ,nawet sie szuka zastepstwa po to zeby ktos mogł pomóc ,albo wyciagnac z tego bagna.Tak mysli osoba,ktora doznaje przemocy i zdaza sie często ,ze idze z deszczu pod rynne,bo wybiera sobie drugiego takiego samego palanta.A czy ktos daje czy nie to jego sprawa.Ale ze facet bił i ponizał to jest ok,tak typowo meskie podejscie
End_aluzja napisał/a:A propos. Kobiety z przemocy często odchodzą dopiero gdy pojawia sie "wyzwoliciel" nie wierzą ze potrafią same.
Zgadzam się , to sprawa psychiki , mechanizmów. Syndrom ofiary- niskie poczucie własnej wartości, bezradność, lęk .
Ok.To wytłumacz Mi dlaczego wiele kobiet ofiar przemocy znajduje schronie np.w domach samotnej matki lub podobnych zamiast u kochanka?.Bo nie są atrakcyjne?.Mają dzieci?.itd.itd.
Nie.Bo mają zasady wg.których żyją.
malina.m
A gdzie Ja napisałem że,pochwalam damskich boxerów?.
Nie musze czytac o przemocy ,bo o niej wiem z doswiadczenia.I rozne rzeczy sie robi ,nawet sie szuka zastepstwa po to zeby ktos mogł pomóc ,albo wyciagnac z tego bagna.Tak mysli osoba,ktora doznaje przemocy i zdaza sie często ,ze idze z deszczu pod rynne,bo wybiera sobie drugiego takiego samego palanta.
A i owszem - dlatego teraz zauroczona może wielu rzeczy nie dostrzegać ... proponowałabym , aby odeszła sama od męża. Ogarnęła się z sobą, zobaczyła co zostanie po tym ogarnięciu w emocjach i jaki okaże się na dłuższą metę przyjaciel - jak kocha to poczeka te kilka miesięcy na "poście" dając jej czas na ogarnięcie siebie.
I dopiero wtedy podejmować decyzje o kolejnym związku.
Nie.Bo mają zasady wg.których żyją.
tudzież nie znalazł się nikt kto by do nich tą pomocną dłoń wyciągnął...
Vivia -teoretycznie - zostajesz z mezem. Czy sadzisz, ze on bedzie w stanie wzniesc sie ponad to i Ci wybaczyc zdrade.
Skoro podnosil reke na Ciebie z powodu "zwyklych nieporozumien", to czy reka mu nie drgnie z powodu zdrady.
Obawiam sie, ze musielibyscie przejsc bardzo gleboka terapie - on jeszcze dodatkowa w kwestii radzenia sobie z agresja.
Czy w ogole braliscie to pod uwage.
No i jeszcze w Tobie tak duze poczucie krzywdy i niechecie do meza - czy jest sens, czy potrafisz zapomniec?
Musisz to mocno w sobie przepracowac.
Pozostanie z mezem, bez uczuc, nawet bez przyjazni - bezsens.
malina.m napisał/a:Nie musze czytac o przemocy ,bo o niej wiem z doswiadczenia.I rozne rzeczy sie robi ,nawet sie szuka zastepstwa po to zeby ktos mogł pomóc ,albo wyciagnac z tego bagna.Tak mysli osoba,ktora doznaje przemocy i zdaza sie często ,ze idze z deszczu pod rynne,bo wybiera sobie drugiego takiego samego palanta.
A i owszem - dlatego teraz zauroczona może wielu rzeczy nie dostrzegać ... proponowałabym , aby odeszła sama od męża. Ogarnęła się z sobą, zobaczyła co zostanie po tym ogarnięciu w emocjach i jaki okaże się na dłuższą metę przyjaciel - jak kocha to poczeka te kilka miesięcy na "poście" dając jej czas na ogarnięcie siebie.
I dopiero wtedy podejmować decyzje o kolejnym związku.
Wierzysz w to?.
Ja nie wierzę.Przeczytaj uważniej Jej post zdanie po zdaniu.Zdradza bo Jej nudno w związku a męża opisuje jakń najgorszego bo chce się przed sobą i światem wybielić
rogacz76 napisał/a:Nie.Bo mają zasady wg.których żyją.
tudzież nie znalazł się nikt kto by do nich tą pomocną dłoń wyciągnął...
Masz na myśli kochanka?.
Czy może Policję itd,itd?
Rogacz - przeciez powiedziala mezowi o zdradzie, chciala odejsc. To maz chce odbudowac zgliszcza.
Komentujemy to, co ktos napisze.
Nie mozna zakladac, ze ktos klamie, bo wtedy jakakolwiek dyskusja na forum bylaby bezcelowa.
Vivia -teoretycznie - zostajesz z mezem. Czy sadzisz, ze on bedzie w stanie wzniesc sie ponad to i Ci wybaczyc zdrade.
Skoro podnosil reke na Ciebie z powodu "zwyklych nieporozumien", to czy reka mu nie drgnie z powodu zdrady.
Obawiam sie, ze musielibyscie przejsc bardzo gleboka terapie - on jeszcze dodatkowa w kwestii radzenia sobie z agresja.
Czy w ogole braliscie to pod uwage.
No i jeszcze w Tobie tak duze poczucie krzywdy i niechecie do meza - czy jest sens, czy potrafisz zapomniec?
Musisz to mocno w sobie przepracowac.
Pozostanie z mezem, bez uczuc, nawet bez przyjazni - bezsens.
Właśnie.Gdzie była terapia?.Naprawianie tego co złe i budowa od nowa?.
Nie.Nie było tego bo autorka nawet o tym nie pomyślała.Bo po co?.
Gdyby poszli na terapię nie mogła by się teraz tłumaczyć że,zdradziła bo mąż znęcał się nad Nią fizycznie i psychicznie.O ile to prawda.
Zdradza bo Jej nudno w związku
myślę, że zdradziła bo czuła się bardzo samotna i skrzywdzona , szukała zapomnienia, wyjścia z sytuacji
pogubiła się , uległa poczuciu bezpieczeństwa i pozytywnym emocjom które dał jej przyjaciel
wiem - w ten sposób nie powinno się rozwiązywać problemów - ale stało się
teraz musi przemyśleć i zdecydować czego chce
ja bym odeszła od faceta , który mnie leje...
a męża opisuje jakń najgorszego bo chce się przed sobą i światem wybielić
jeśli ją bił, to jest najgorszy - sorry ...
Autorko, nie zapominaj że na tą sytuację patrzą wasze dzieci. Dlaczego się godzisz na takie upokorzenia ? czy chcesz żeby twoje dzieci budowały taki model rodziny ?
Wiele można wybaczyć, ale nigdy nie wolno ci się godzić na stosowanie przemocy wobec ciebie !!!
Uważam, że nie powinnaś podejmować decyzji o odejściu od męża kierując się tylko i wyłącznie pojawieniem się kogoś trzeciego. Często jest tak, że ten trzeci po prostu dodaje odwagi, nie jest przyczyną ale jest skutkiem rozpadu małżeństwa.
Spójrz jednak na to w ten sposób, że i tak już masz wystarczająco skomplikowane życie. Jeśli odejdziesz od męża i od razu zwiążesz się z innym - możesz znaleźć się w jeszcze większym dole. Może się okazać, że będziesz musiała dźwigać podwójne echo porażki. Możesz tego uniknąć dokonując właściwego wyboru.
Poukładaj swoje życie najpierw. Czy maż się zmieni ? ciężko przewidzieć, ale jak już wcześniejsza użytkowniczka pisała do tego potrzebna jest terapia, twoja dojrzałość i wsparcie. Jeśli tego nie dźwigasz, to odejdź ale godnie - nie kłamiąc, nie kombinując i nie w ramiona innego.
Życzę ci dużo siły.
Poukładaj swoje życie najpierw. Czy maż się zmieni ? ciężko przewidzieć, ale jak już wcześniejsza użytkowniczka pisała do tego potrzebna jest terapia, twoja dojrzałość i wsparcie. Jeśli tego nie dźwigasz, to odejdź ale godnie - nie kłamiąc, nie kombinując i nie w ramiona innego.
Życzę ci dużo siły.
Jestem tego samego zdania .
Dziękuję za odpowiedzi
Wiem że źle zrobiłam zdradzając i nie szukam rozgrzeszenia jak pisałam.
Czy się starałam ,czy nie chciałam terapii?
Oczywiście że tak,ale nie wiele mogłam zdziałać jeśli mój mąż uważał że nic złego w tym nie ma.
Jak można naprawić błędy jeśli się ich nie widzi a każda moja próba pokazania mu ich kończyła się kłótnią.
Uwierzcie mi że walczyłam 9 lat,pisałam że od początku nie było łatwo ale kochałam całym sercem,walczyłam do upadłego nie patrząc na moją godność,na swoje potrzeby,na łzy.Przez 9 lat wiernie stałam u boku mojego męża i nikt nie zarzuci mi że się nie starałam, bo wiele dla niego poświęciłam.Nie jestem aniołem jak pisałam każdy ma wady dlatego wiem że też jestem w jakiś sposób winna temu co się stało.Czemu nie odeszłam do tej pory?Bo jestem słaba psychicznie,nie miałam odwagi nie miałam sił i broniłam się rękami i nogami by nie stracić rodziny,jaką razem utworzyliśmy.Ale stało się i się nie odstanie że zdradziłam być może to jest osoba która po części dodaje mi sił i wiary w coś co wydawało mi się nie możliwe.
rogacz76 napisał/a:Zdradza bo Jej nudno w związku
myślę, że zdradziła bo czuła się bardzo samotna i skrzywdzona , szukała zapomnienia, wyjścia z sytuacji
pogubiła się , uległa poczuciu bezpieczeństwa i pozytywnym emocjom które dał jej przyjaciel
wiem - w ten sposób nie powinno się rozwiązywać problemów - ale stało się
teraz musi przemyśleć i zdecydować czego chce
ja bym odeszła od faceta , który mnie leje...rogacz76 napisał/a:a męża opisuje jakń najgorszego bo chce się przed sobą i światem wybielić
jeśli ją bił, to jest najgorszy - sorry ...
Poruwnaj swoją historię do tej autorki.To co Was łączy to fakt że,Ty pomimo błędu zrozumiałaś co było nie tak i masz lub miałas chęć naprawy a autorka wręcz przeciwnie.Poszła z prądem na łatwiznę.
Ciebie,pomimo zdrady,szanuję ale tej kobiety jakoś mi nie żal.
Druga sprawa.
Fakt faktem że,przemoc jest zła i nic tego nieusprawiedliwia ale autorka nie napisała co w konkretnych sytuacjach doprowadzało do przemocy.Czy aby napewno były to błachostki jak twierdzi?.Bo jakoś nie chce mi się wierzyć że,facet ją bił za to że,miała odmienne zdanie od niego.
Ciekawe też co konkretnie ich tak różniło że,aż dochodziło do przemocy.
betina2 napisał/a:Vivia -teoretycznie - zostajesz z mezem. Czy sadzisz, ze on bedzie w stanie wzniesc sie ponad to i Ci wybaczyc zdrade.
Skoro podnosil reke na Ciebie z powodu "zwyklych nieporozumien", to czy reka mu nie drgnie z powodu zdrady.
Obawiam sie, ze musielibyscie przejsc bardzo gleboka terapie - on jeszcze dodatkowa w kwestii radzenia sobie z agresja.
Czy w ogole braliscie to pod uwage.
No i jeszcze w Tobie tak duze poczucie krzywdy i niechecie do meza - czy jest sens, czy potrafisz zapomniec?
Musisz to mocno w sobie przepracowac.
Pozostanie z mezem, bez uczuc, nawet bez przyjazni - bezsens.Właśnie.Gdzie była terapia?.Naprawianie tego co złe i budowa od nowa?.
Nie.Nie było tego bo autorka nawet o tym nie pomyślała.Bo po co?.
Gdyby poszli na terapię nie mogła by się teraz tłumaczyć że,zdradziła bo mąż znęcał się nad Nią fizycznie i psychicznie.O ile to prawda.
Do terapii trzeba checi dwojga.
Nie wiemy, czy na tamten moment maz byl chetny.
\
Druga sprawa.
Fakt faktem że,przemoc jest zła i nic tego nieusprawiedliwia ale autorka nie napisała co w konkretnych sytuacjach doprowadzało do przemocy.Czy aby napewno były to błachostki jak twierdzi?.Bo jakoś nie chce mi się wierzyć że,facet ją bił za to że,miała odmienne zdanie od niego.
Ciekawe też co konkretnie ich tak różniło że,aż dochodziło do przemocy.
A jakie to ma znaczenie ? Czy to ważne za co dostała ? Jakim prawem ktoś podnosi rękę na kogokolwiek ? gdybyśmy byli w innym kraju ( chociażby Kanada ) to mężulek bokser siedziałby już 48 i miał zakaz zbliżania się. Wówczas Autorka nie miałaby dylematu.
27 2013-02-18 21:29:56 Ostatnio edytowany przez rogacz76 (2013-02-18 21:33:24)
Dziękuję za odpowiedzi
Wiem że źle zrobiłam zdradzając i nie szukam rozgrzeszenia jak pisałam.
Czy się starałam ,czy nie chciałam terapii?
Oczywiście że tak,ale nie wiele mogłam zdziałać jeśli mój mąż uważał że nic złego w tym nie ma.
Jak można naprawić błędy jeśli się ich nie widzi a każda moja próba pokazania mu ich kończyła się kłótnią.
Uwierzcie mi że walczyłam 9 lat,pisałam że od początku nie było łatwo ale kochałam całym sercem,walczyłam do upadłego nie patrząc na moją godność,na swoje potrzeby,na łzy.Przez 9 lat wiernie stałam u boku mojego męża i nikt nie zarzuci mi że się nie starałam, bo wiele dla niego poświęciłam.Nie jestem aniołem jak pisałam każdy ma wady dlatego wiem że też jestem w jakiś sposób winna temu co się stało.Czemu nie odeszłam do tej pory?Bo jestem słaba psychicznie,nie miałam odwagi nie miałam sił i broniłam się rękami i nogami by nie stracić rodziny,jaką razem utworzyliśmy.Ale stało się i się nie odstanie że zdradziłam być może to jest osoba która po części dodaje mi sił i wiary w coś co wydawało mi się nie możliwe.
Jesteś niespójna w tym co opisujesz.
Przecież napisałaś że,teraz mąż obiecuje że,się zmieni.Tak?.
A innym razem piszesz że,prubowałaś Go namuwić na terapię wcześniej.Wiec jak to jest?.Co takiego się stało że,mąż teraz chce i widzi swoje błędy a wcześniej tego nie było?.Wytłumacz mi to.
rogacz76 napisał/a:\
Druga sprawa.
Fakt faktem że,przemoc jest zła i nic tego nieusprawiedliwia ale autorka nie napisała co w konkretnych sytuacjach doprowadzało do przemocy.Czy aby napewno były to błachostki jak twierdzi?.Bo jakoś nie chce mi się wierzyć że,facet ją bił za to że,miała odmienne zdanie od niego.
Ciekawe też co konkretnie ich tak różniło że,aż dochodziło do przemocy.A jakie to ma znaczenie ? Czy to ważne za co dostała ? Jakim prawem ktoś podnosi rękę na kogokolwiek ? gdybyśmy byli w innym kraju ( chociażby Kanada ) to mężulek bokser siedziałby już 48 i miał zakaz zbliżania się. Wówczas Autorka nie miałaby dylematu.
Ok.A czy przyjmiesz do wiadomości fakt że,mogła Go prowokować?.Tak teź bywa.
Co oczywiście nie zmienia fakt że,powinien trzymać łapki z daleka.
Dziękuję za odpowiedzi
Wiem że źle zrobiłam zdradzając i nie szukam rozgrzeszenia jak pisałam.
Czy się starałam ,czy nie chciałam terapii?
Oczywiście że tak,ale nie wiele mogłam zdziałać jeśli mój mąż uważał że nic złego w tym nie ma.
Jak można naprawić błędy jeśli się ich nie widzi a każda moja próba pokazania mu ich kończyła się kłótnią.
Uwierzcie mi że walczyłam 9 lat,pisałam że od początku nie było łatwo ale kochałam całym sercem,walczyłam do upadłego nie patrząc na moją godność,na swoje potrzeby,na łzy.Przez 9 lat wiernie stałam u boku mojego męża i nikt nie zarzuci mi że się nie starałam, bo wiele dla niego poświęciłam.Nie jestem aniołem jak pisałam każdy ma wady dlatego wiem że też jestem w jakiś sposób winna temu co się stało.Czemu nie odeszłam do tej pory?Bo jestem słaba psychicznie,nie miałam odwagi nie miałam sił i broniłam się rękami i nogami by nie stracić rodziny,jaką razem utworzyliśmy.Ale stało się i się nie odstanie że zdradziłam być może to jest osoba która po części dodaje mi sił i wiary w coś co wydawało mi się nie możliwe.
Nie da siew walczyc z kims kto ma klapki na oczach.
Ja zadbałam o siebie i swoje dziecko,które brało udział w przemocy(biernie)
Od toksycznych ludzi trzeba uciekac gdzie pieprz rosnie.A z tego co piszesz to maz i jego rodzina warci sa siebie.Bił ,bo zasłuzyła-o masakra.
Sama powinnas pojsc na terapie.Zycie z takim człowiekeim odbija sie na psychice.
vivia55 napisał/a:Dziękuję za odpowiedzi
Wiem że źle zrobiłam zdradzając i nie szukam rozgrzeszenia jak pisałam.
Czy się starałam ,czy nie chciałam terapii?
Oczywiście że tak,ale nie wiele mogłam zdziałać jeśli mój mąż uważał że nic złego w tym nie ma.
Jak można naprawić błędy jeśli się ich nie widzi a każda moja próba pokazania mu ich kończyła się kłótnią.
Uwierzcie mi że walczyłam 9 lat,pisałam że od początku nie było łatwo ale kochałam całym sercem,walczyłam do upadłego nie patrząc na moją godność,na swoje potrzeby,na łzy.Przez 9 lat wiernie stałam u boku mojego męża i nikt nie zarzuci mi że się nie starałam, bo wiele dla niego poświęciłam.Nie jestem aniołem jak pisałam każdy ma wady dlatego wiem że też jestem w jakiś sposób winna temu co się stało.Czemu nie odeszłam do tej pory?Bo jestem słaba psychicznie,nie miałam odwagi nie miałam sił i broniłam się rękami i nogami by nie stracić rodziny,jaką razem utworzyliśmy.Ale stało się i się nie odstanie że zdradziłam być może to jest osoba która po części dodaje mi sił i wiary w coś co wydawało mi się nie możliwe.Nie da siew walczyc z kims kto ma klapki na oczach.
Ja zadbałam o siebie i swoje dziecko,które brało udział w przemocy(biernie)
Od toksycznych ludzi trzeba uciekac gdzie pieprz rosnie.A z tego co piszesz to maz i jego rodzina warci sa siebie.Bił ,bo zasłuzyła-o masakra.
Sama powinnas pojsc na terapie.Zycie z takim człowiekeim odbija sie na psychice.
Nie chce być złośliwy ale terapia tak ale nie w ramionach kochanka.Nieprawdaż?
Przecież napisałaś że,teraz mąż obiecuje że,się zmieni.Tak?.
A innym razem piszesz że,prubowałaś Go namuwić na terapię wcześniej.Wiec jak to jest?.Co takiego się stało że,mąż teraz chce i widzi swoje błędy a wcześniej tego nie było?.Wytłumacz mi to.
Ja odpowiem na to pytanie.
Poczuł strach w gaciach to obiecał poprawe.Strach przed tym ,ze mu ofiara ucieka,ze nie bedzie praczki ,sprzataczki,kucharki i nianki.Ze bede sie smieli z pana przemocowca,ze go baba rzuciła.Takj jej pilnowalo,ze nie upilnował
A obiecywac to bedzie wszystko,w swojej urojonej głowie.Do poki znowu zony sobie nie urobi i nie zacznie na nowo jej katowac psychicznie i fizycznie.
Szanse mozna dac ,bedac z daleka od kata i pod warunkiem podjecia terapii.Jedanak gwarancji poprawy nie ma zadnej.
malina.m napisał/a:vivia55 napisał/a:Dziękuję za odpowiedzi
Wiem że źle zrobiłam zdradzając i nie szukam rozgrzeszenia jak pisałam.
Czy się starałam ,czy nie chciałam terapii?
Oczywiście że tak,ale nie wiele mogłam zdziałać jeśli mój mąż uważał że nic złego w tym nie ma.
Jak można naprawić błędy jeśli się ich nie widzi a każda moja próba pokazania mu ich kończyła się kłótnią.
Uwierzcie mi że walczyłam 9 lat,pisałam że od początku nie było łatwo ale kochałam całym sercem,walczyłam do upadłego nie patrząc na moją godność,na swoje potrzeby,na łzy.Przez 9 lat wiernie stałam u boku mojego męża i nikt nie zarzuci mi że się nie starałam, bo wiele dla niego poświęciłam.Nie jestem aniołem jak pisałam każdy ma wady dlatego wiem że też jestem w jakiś sposób winna temu co się stało.Czemu nie odeszłam do tej pory?Bo jestem słaba psychicznie,nie miałam odwagi nie miałam sił i broniłam się rękami i nogami by nie stracić rodziny,jaką razem utworzyliśmy.Ale stało się i się nie odstanie że zdradziłam być może to jest osoba która po części dodaje mi sił i wiary w coś co wydawało mi się nie możliwe.Nie da siew walczyc z kims kto ma klapki na oczach.
Ja zadbałam o siebie i swoje dziecko,które brało udział w przemocy(biernie)
Od toksycznych ludzi trzeba uciekac gdzie pieprz rosnie.A z tego co piszesz to maz i jego rodzina warci sa siebie.Bił ,bo zasłuzyła-o masakra.
Sama powinnas pojsc na terapie.Zycie z takim człowiekeim odbija sie na psychice.Nie chce być złośliwy ale terapia tak ale nie w ramionach kochanka.Nieprawdaż?
Rogacz masz problem ze zdrada.Ale to Twoj problem.
Mozna nawet i w ramionach trzech kochanków jak ktos ma ochote.To jego osobista sprawa.
Moze Tobie tez by sie przydała terapia ![]()
Tak.Ja mam problem ze zdradą.Ha,ha.Bo uważam że,nie powinno się zdradzać?.Dobre.
Wiesz co nas róźni?
Ja mam zasady a Ty nie.Szanuj się kobieto bo nikt inny za Ciebie tego nie zrobi.Ciekawe jak będziesz się czuła gdy dowiesz się że,facet ma inną?.Oj zaboli,zaboli.
Wyrazy wspólczucia dla Twojego faceta
Cyt.
D..pa nie mydło,nie wymydli się.
K..stwo to nie zawód to charakter.
malina.m napisał/a:rogacz76 napisał/a:Nie rób z siebie ofiary i nie zwalaj winy teraz na męża bo Cię uderzył itd.
Jest ofiara,bo facet podnosił na nia reke i ma prawo czuc sie tak i mowic.
I kto dał mu prawo ja tak traktowac? I nie widze nic złego ,ze poszła do innego,tez bym uciekła od takiego bydlakaSorry ale poczytaj sobie o ofiarach przemocy to dowiesz się że,gdyby autorka była taką ofiarą to nie w głowie by Jej było romansowanie.Dlaczego?
Ze strachu przed tym co może zrobić małżonek"kat".
Lekarstwem na kłopoty małżeńskie ma być dawanie d..py innemu?.
Jak się w związku nie układa to nie szuka się "zastępstwa"tylko naprawia się co można a jeśli to nie pomaga to pakuje się walizki i odchodzi.Potem wniosek o rozwód i formalne załatwienie swoich spraw a dopiero w następnej kolejności ewentualne układanie sobie życia z kimś innym.
dokładnie, gdyby faktycznie naprawdę była ofiarą to romans nigdy by jej nie przyszedł do głowy bo by się bała konsekwencji, bałaby się męża który normalnie ją bije, a gdyby wyszła zdrada to bałaby się że zostałaby zatłuczona.
nie usprawiedliwiam bicia, lecz mam wrażenie że to bicie jest takim usprawiedliwieniem zdrady, mąż może i ją czasem bił lecz jej zachowanie czyli zdrada pokazuje że to bicie mogło być wywołanie prowokacjami z jej strony lub czymś podobnym a on człowiek z rodziny patologicznej czasami przekraczał granice (po prostu psychika jego czasami zawodzi, w końcu wychowywanie w patologicznej rodzinie robi swoje), więc zwalanie winy na męża boksera jest dla mnie tanim chwytem na wybielenie swojej osoby.
rogacz76 napisał/a:malina.m napisał/a:Jest ofiara,bo facet podnosił na nia reke i ma prawo czuc sie tak i mowic.
I kto dał mu prawo ja tak traktowac? I nie widze nic złego ,ze poszła do innego,tez bym uciekła od takiego bydlakaSorry ale poczytaj sobie o ofiarach przemocy to dowiesz się że,gdyby autorka była taką ofiarą to nie w głowie by Jej było romansowanie.Dlaczego?
Ze strachu przed tym co może zrobić małżonek"kat".
Lekarstwem na kłopoty małżeńskie ma być dawanie d..py innemu?.
Jak się w związku nie układa to nie szuka się "zastępstwa"tylko naprawia się co można a jeśli to nie pomaga to pakuje się walizki i odchodzi.Potem wniosek o rozwód i formalne załatwienie swoich spraw a dopiero w następnej kolejności ewentualne układanie sobie życia z kimś innym.dokładnie, gdyby faktycznie naprawdę była ofiarą to romans nigdy by jej nie przyszedł do głowy bo by się bała konsekwencji, bałaby się męża który normalnie ją bije, a gdyby wyszła zdrada to bałaby się że zostałaby zatłuczona.
nie usprawiedliwiam bicia, lecz mam wrażenie że to bicie jest takim usprawiedliwieniem zdrady, mąż może i ją czasem bił lecz jej zachowanie czyli zdrada pokazuje że to bicie mogło być wywołanie prowokacjami z jej strony lub czymś podobnym a on człowiek z rodziny patologicznej czasami przekraczał granice (po prostu psychika jego czasami zawodzi, w końcu wychowywanie w patologicznej rodzinie robi swoje), więc zwalanie winy na męża boksera jest dla mnie tanim chwytem na wybielenie swojej osoby.
Cos w tym stylu
Przyjrzyjmy się wobec tego stronie mężulkowi. Skąd agresja , rogacz wybacz ale teksty o prowokacji są poniżej progu mojej tolerancji poziomu zażenowania.
Moim zdaniem wynikającym z wiedzy którą posiadam - tylko człowiek przeżywający kryzys i bardzo cierpiący może stać się agresywny i stosować przemoc. Żaden szczęśliwy człowiek nie będzie zachowywał się w sposób agresywny czy okrutny, nie ma też potrzeby, by poprzez agresję odreagować rozczarowania, napięcia czy niepokoje psychiczne. Autorka napisała, że mąż wychowywał się w rodzinie patologicznej wobec tego można domyślać się o pewnych dysfunkcyjnym schemacie jaki przeniósł do swojej rodziny tworząc ją. Nie wiemy na ile Autorka była tego świadoma.
Wobec powyższego mężulek bokser winien poddać się terapii dopiero prosić o kolejną szansę żonę.
Żona nie powinna szukać odskoczni tylko stanąć na przeciw problemom i zadecydować czy jest być wsparciem dla swojego męża, który ewidentnie przejawia cechy oprawcy.
Proszę jednak zwrócić uwagę, że Autorka jest ofiarą. Nie wiem jaką literaturą popieracie tezę, że
gdyby faktycznie naprawdę była ofiarą to romans nigdy by jej nie przyszedł do głowy bo by się bała konsekwencji, bałaby się męża który normalnie ją bije, a gdyby wyszła zdrada to bałaby się że zostałaby zatłuczona.
Zachęcam do merytorycznego przygotowania zanim wypowiesz się w tak delikatnych kwestiach.
Autorka, jako ofiara nie jest w stanie racjonalnie myśleć i wspierać męża, bo sama jest obciążona psychicznie i powinna skorzystać z pomocy specjalisty i wsparcia bliskich jej osób.
Jeżeli człowiek, który stanął na twojej drodze jest wartościowy i godny uwagi to pomoże ci przejść drogę, która uwolni cię od oprawcy, ale nie będzie mu w głowie romans. Bo to nie jest ci teraz potrzebne. Nawet jeśli wydaje ci się, że to cie utrzymuje przy życiu to zaufaj - to złudne.
37 2013-02-18 22:38:47 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-18 22:40:33)
Do autorki - powtórzę : kończ związek z mężem jeśli bije. Rozstańcie się , niech się wyprowadzi albo ty się wyprowadź z dziećmi, zostań sama jakiś czas.
Ogarnij się sama z sobą. Daj sobie trochę czasu żebyś poczuła czego chcesz tak naprawdę.
I dopiero potem podejmuj decyzje jeśli chodzi o mężczyzn w Twoim życiu.
Skorzystaj z pomocy psychologa, to nie wstyd , ja tez korzystam , pomaga- lepiej płakać u psychologa niż potem śmiać się u psychiatry ![]()
KGB
Czytasz wybiurczo Moje komentarze.
Polecam ponowną lekturę z większym zrozumieniem tekstu to może i poziom Ci się podwyższy.
PS.Pisząc o prowokowaniu zadałem pytanie a nie stwierdzalem fakty.
To tylko jeden przykład Twojego wybiurczego czytania komentarzy.
39 2013-02-18 22:55:40 Ostatnio edytowany przez rogacz76 (2013-02-18 23:03:33)
Autorka, jako ofiara nie jest w
stanie racjonalnie myśleć i wspierać
męża, bo sama jest obciążona
psychicznie i powinna skorzystać z
pomocy specjalisty i wsparcia
bliskich jej osób.
Tak.Ale romansować to potrafi.Tak?.
Tak wg.Ciebie wygląda nieracjonalne myślenie?.No proszę Cię.
Jeżeli człowiek, który stanął na
twojej drodze jest wartościowy i
godny uwagi to pomoże ci przejść
drogę, która uwolni cię od
oprawcy, ale nie będzie mu w
głowie romans.
Gdyby ten facet był wartościowy to nawet nie spojrzałby na mężatkę choćby nawet nago przed Nim paradowała.A jeśli już zwruciłby na Nią uwagę to tylko po to by uświadomić Jej że,tak nie powinna zachowywać się mężatka i matka.
Już to gdzieś pisałem ale dla Mnie ktoś facet lub kobieta wchodzi jako ten/ta trzeci do związku z butami nie wart jest nawet splunięcia.
Są w życiu pewne reguły,zasady których po prostu nie łamie się tyle.
Jedną z nich jest to że,małżeństwo to związek dwojga a nie trojga osób.
witaj ja też jestem tu nowa.rozumiem cię doskonale bo mam podobna sytuację tylko tyle ze mój maż zdradzał mnie a ja mu wybaczalam i w końcu w 2011roku zostawił mnie całkowicie bez słowa dla młodszej w tamtym roku grudniu wrucilam do niego wybaczylam bo kocham go nad życie.ale to małżeństwo nie ma sensu ponieważ mój maż traktuje mnie jak totalne zero które jest mu nie potrzebne a ja...ja go kocham i nie potrafie bez niego żyć chociaż wiem ze to jest chore i nie normalne... Pisze ci to bo chce żebyś wiedziała ze naprawdę cię rozumiem i jestem pewna ze powinnas zostawić męża i ułożyc sobie życie na nowo.wiem ze jest ci cieszko ale nie zmarnuj szansy która masz.ja miałam szanse i ja zmarnowałam.sylwia
Autorka, jako ofiara nie jest w
stanie racjonalnie myśleć i wspierać
męża, bo sama jest obciążona
psychicznie i powinna skorzystać z
pomocy specjalisty i wsparcia
bliskich jej osób.
Tak.Ale romansować to potrafi.Tak?.
Tak wg.Ciebie wygląda nieracjonalne myślenie?.No proszę Cię.
A uważasz, że pakowanie się w romans jest wynikiem racjonalnego myślenia ? Poczytaj trochę, jeśli masz ochotę oczywiście, o zachowaniach i reakcjach osób współuzależnionych, maltretowanych, żyjących w modelu dysfunkcyjnym
Powtarzam się: zdrada jest zła, romans jest podły - ale nie wolno ci wrzucać wszystkich do jednego wora i tym samym obrażać osoby, które zwracają się o pomoc. Owszem są na tym forum wątki pt. on ma żonę i dzieci ale go kocham co mam zrobić ? i tutaj nawet nie wysilam się na komentarz, ale jeżeli poza zdradą jest również inne podłoże problemu i można się na nim skupić i pomóc komuś zrozumieć, że można inaczej to po co się fiksować i czepiać zdrady. Wszyscy wiemy że to jest niewłaściwe, że to jest złe, ale jeszcze raz powiem zwróć łaskawie uwagę na inne aspekty problemu!.
Sylwia
Jeśli nie Jesteś szczęśliwa w tym związku i uważasz że,zrobiłaś wszystko by było Wam dobrze a jednak tak nie jest to odejdź,załatw formalności rozwodowe,a potem pomyśl ewentualnie o kimś z kim mogłabyś znaleźć szczeście.
W żadnym razie nie bierz przykładu z autorki bo to nie ta kolejność zdarzeń.
43 2013-02-18 23:13:35 Ostatnio edytowany przez rogacz76 (2013-02-18 23:14:59)
KGB
Ależ zwracam uwagę na inne aspekty.
Ale w przypadku autorki nie widzę refleksji i zrozumienia gdzie popełnia błędy.No niby o tym pisze że,wie że to co robi jest złe ale robi wręcz odwrotnie.To skoro wie że,coś jest złe to dlaczego nadal w to brnie?.
Czasem lepiej powiedzieć komuś coś prosto w twarz niż owijać w bawełnę.
KGB
Ależ zwracam uwagę na inne aspekty.
Ale w przypadku autorki nie widzę refleksji i zrozumienia gdzie popełnia błędy.No niby o tym pisze że,wie że to co robi jest złe ale robi wręcz odwrotnie.To skoro wie że,coś jest złe to dlaczego nadal w to brnie?.
Czasem lepiej powiedzieć komuś coś prosto w twarz niż owijać w bawełnę.
Przyszła i usłyszała to co ma robić dalej. Ma zadbać teraz o siebie i dzieci przede wszystkim, bo jak mąż ją bije i dzieci na to patrzą, to z domu wyniosą że tak można bezkarnie.
Nie ma sensu się cofać i roztrząsać to co zrobiła, nikt nie ma prawa oceniać . Kto jest bez winy - i wiesz, takie tam ...
Trzeba skupić się na tym co powinna zrobić dalej z sobą.
45 2013-02-18 23:20:27 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-02-18 23:25:28)
"Za każdym razem umierała moja miłość do niego i przestałam mówić o swoich potrzebach,i ta ciągnąca się latami samotność dobijała mnie."
"Rozmawiałam z mężem o rozstaniu, chciałam jak najszybciej wybrnąć z sytuacji "we troje", powiedziałam dlaczego, za co, że dłużej tak nie można,że ja nie potrafię już tolerować nie których rzeczy,ale nie przyznałam się do zdrady "
Nie chciałaś odejść od męża kiedy czułaś się źle.
Powiedziałaś mu że chcesz odejść i za co ale nie powiedziałaś dlaczego. (wbrew temu co piszesz)
Chcesz odejść nie dlatego że mąż jest niedobry, bije, itp. ale dlatego że znalazłaś obiekt do którego możesz odejść.
Nie jest to odejście "od" ale "do".
W przeciwnym razie zrobiłabyś już to dawno temu.
A odejście "do" nie jest właściwą, uczciwą kolejnością zachowań.
To zachowanie zarezerwowane dla tchórzy, oszustów.
Czy przypadkiem nie jest tak, że teraz kiedy pojawił się nowy obiekt Twoich westchnień, wyolbrzymiasz złe cechy męża i przypisujesz jego zachowaniom co nieco więcej niż to obiektywnie należałoby zrobić ?
Jest dla mnie dziwne, że osoba (niezależnie do płci) po traumatycznych przeżyciach w związku, z taką łatwością wchodzi w nowy związek. Zazwyczaj taka osoba potrzebuje czasu, na uporządkowanie swojego życia i pozbycia się niechęci do płci przeciwnej, która wynika ze zmęczenia, zniechęcenia beznadziejną walką o związek. Takiej osobie z reguły wydaje się, że wszystkie osobniki płci odmiennej są tak samo perfidne, złe.
No i jak piszesz "powiedziałam dlaczego...ale nie powiedziałam o swojej zdradzie"
- nie widzisz w tym zakłamania ?
Nie tylko okłamywania męża, ale okłamywania samej siebie.
Samej siebie, ponieważ utwierdzasz siebie w przekonaniu że zrobiłaś co należało ( wyjawienie powodów odejścia),
ale jednocześnie nie wyjawiłaś najważniejszego, decydującego powodu chęci odejścia - zdrady.
Twoja historia, jest dla mnie niejednoznaczna, z wewnętrznymi sprzecznościami która pachną mi brakiem szczerości, nie tylko wobec męża, ale również wobec nas.
"Za każdym razem umierała moja miłość do niego i przestałam mówić o swoich potrzebach,i ta ciągnąca się latami samotność dobijała mnie."
"Rozmawiałam z mężem o rozstaniu, chciałam jak najszybciej wybrnąć z sytuacji "we troje", powiedziałam dlaczego, za co, że dłużej tak nie można,że ja nie potrafię już tolerować nie których rzeczy,ale nie przyznałam się do zdrady "Nie chciałaś odejść od męża kiedy czułaś się źle.
Powiedziałaś mu że chcesz odejść i za co ale nie powiedziałaś dlaczego. (wbrew temu co piszesz)Chcesz odejść nie dlatego że mąż jest niedobry, bije, itp. ale dlatego że znalazłaś obiekt do którego możesz odejść.
Nie jest to odejście "od" ale "do".
W przeciwnym razie zrobiłabyś już to dawno temu.Czy przypadkiem nie jest tak, że teraz kiedy pojawił się nowy obiekt Twoich westchnień, wyolbrzymiasz złe cechy męża i przypisujesz jego zachowaniom co nieco więcej niż to obiektywnie należałoby zrobić ?
Jest dla mnie dziwne, że osoba (niezależnie do płci) po traumatycznych przeżyciach w związku, z taką łatwością wchodzi w nowy związek. Zazwyczaj taka osoba potrzebuje czasu, na uporządkowanie swojego życia i pozbycia się niechęci do płci przeciwnej, która wynika ze zmęczenia, zniechęcenia beznadziejną walką o związek. Takiej osobie z reguły wydaje się, że wszystkie osobniki płci odmiennej są tak samo perfidne, złe.
No i jak piszesz "powiedziałam dlaczego...ale nie powiedziałam o swojej zdradzie"
- nie widzisz w tym zakłamania ?
Nie tylko okłamywania męża, ale okłamywania samej siebie.
Samej siebie, ponieważ utwierdzasz siebie w przekonaniu że zrobiłaś co należało ( wyjawienie powodów odejścia),
ale jednocześnie nie wyjawiłaś najważniejszego, decydującego powodu chęci odejścia - zdrady.Twoja historia, jest dla mnie niejednoznaczna, z wewnętrznymi sprzecznościami która pachną mi brakiem szczerości, nie tylko wobec męża, ale również wobec nas.
Pozwole przyłączyć się do powyższej opinji.
KGB
Ależ zwracam uwagę na inne aspekty.
Ale w przypadku autorki nie widzę refleksji i zrozumienia gdzie popełnia błędy.No niby o tym pisze że,wie że to co robi jest złe ale robi wręcz odwrotnie.To skoro wie że,coś jest złe to dlaczego nadal w to brnie?.
Czasem lepiej powiedzieć komuś coś prosto w twarz niż owijać w bawełnę.
Ten mechanizm nazywa się dysonansem poznawczym. Wiemy, że to co robimy jest złe, źle się z tym czujemy i próbujemy sobie i siebie tłumaczyć. Najlepszym przykładem są palacze.
Jeśli poczytasz o ofiarach to zrozumiesz dlaczego Autorka zachowuje się irracjonalnie. Nie usprawiedliwiam, nie pochwalam, ale nie powinna godzić się na przemoc.
Jeśli tutaj na forum ktoś Autorce to uświadomi to będzie duże szczęście - dla całej jej rodziny, również męża.
rogacz76 napisał/a:KGB
Ależ zwracam uwagę na inne aspekty.
Ale w przypadku autorki nie widzę refleksji i zrozumienia gdzie popełnia błędy.No niby o tym pisze że,wie że to co robi jest złe ale robi wręcz odwrotnie.To skoro wie że,coś jest złe to dlaczego nadal w to brnie?.
Czasem lepiej powiedzieć komuś coś prosto w twarz niż owijać w bawełnę.Ten mechanizm nazywa się dysonansem poznawczym. Wiemy, że to co robimy jest złe, źle się z tym czujemy i próbujemy sobie i siebie tłumaczyć. Najlepszym przykładem są palacze.
Jeśli poczytasz o ofiarach to zrozumiesz dlaczego Autorka zachowuje się irracjonalnie. Nie usprawiedliwiam, nie pochwalam, ale nie powinna godzić się na przemoc.
Jeśli tutaj na forum ktoś Autorce to uświadomi to będzie duże szczęście - dla całej jej rodziny, również męża.
Ok.To wyjaśnij Mi co ma nałóg palenia do Jej zdrady?.
Mógłbym to zrozumieć gdyby była sexocholiczką ale w jej przypadku to raczej nie to.
Może tak brak kręgoslupa moralnego tłumaczy zachowanie autorki?.O ile to co napisała jest zgodne z prawdą
W kwestii przemocy jak też zdrady powtarzam.Nic tego nieusprawiedliwia.
Ok.To wyjaśnij Mi co ma nałóg palenia do Jej zdrady?.
Mógłbym to zrozumieć gdyby była sexocholiczką ale w jej przypadku to raczej nie to.
Podając przykład palaczy miałam na myśli zobrazowanie ci na czym polega dysonans poznawczy. Palacze wiedzą, że źle robią paląc i że im to szkodzi a jednak palą i wymyślają tłumaczenia i ideologię do ich zachowań.
Może z definicji :
Dysonans poznawczy - stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający u danej osoby wtedy, gdy jednocześnie występują dwa elementy poznawcze (np. myśli i sądy), które są niezgodne ze sobą. Dysonans może pojawić się także wtedy, gdy zachowania nie są zgodne z postawami. Stan dysonansu wywołuje napięcie motywacyjne i związane z nim zabiegi, mające na celu zredukowanie lub złagodzenie napięcia.
Widzisz to u Autorki? wie że źle robi, ale robi i próbuje to tłumaczyć sobie jakoś. Brak racjonalizmu
Może tak brak kręgoslupa moralnego tłumaczy zachowanie autorki?.O ile to co napisała jest zgodne z prawdą
Może ma słaby kręgosłup moralny, ale nie można powiedzieć że nie ma go wcale. W końcu ma jakieś poczucie winy.
W kwestii przemocy jak też zdrady powtarzam.Nic tego nieusprawiedliwia.
Zgadzam się.
50 2013-02-18 23:57:32 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-02-19 00:01:36)
Andy1234 napisał/a:"Za każdym razem umierała moja miłość do niego i przestałam mówić o swoich potrzebach,i ta ciągnąca się latami samotność dobijała mnie."
"Rozmawiałam z mężem o rozstaniu, chciałam jak najszybciej wybrnąć z sytuacji "we troje", powiedziałam dlaczego, za co, że dłużej tak nie można,że ja nie potrafię już tolerować nie których rzeczy,ale nie przyznałam się do zdrady "Nie chciałaś odejść od męża kiedy czułaś się źle.
Powiedziałaś mu że chcesz odejść i za co ale nie powiedziałaś dlaczego. (wbrew temu co piszesz)Chcesz odejść nie dlatego że mąż jest niedobry, bije, itp. ale dlatego że znalazłaś obiekt do którego możesz odejść.
Nie jest to odejście "od" ale "do".
W przeciwnym razie zrobiłabyś już to dawno temu.Czy przypadkiem nie jest tak, że teraz kiedy pojawił się nowy obiekt Twoich westchnień, wyolbrzymiasz złe cechy męża i przypisujesz jego zachowaniom co nieco więcej niż to obiektywnie należałoby zrobić ?
Jest dla mnie dziwne, że osoba (niezależnie do płci) po traumatycznych przeżyciach w związku, z taką łatwością wchodzi w nowy związek. Zazwyczaj taka osoba potrzebuje czasu, na uporządkowanie swojego życia i pozbycia się niechęci do płci przeciwnej, która wynika ze zmęczenia, zniechęcenia beznadziejną walką o związek. Takiej osobie z reguły wydaje się, że wszystkie osobniki płci odmiennej są tak samo perfidne, złe.
No i jak piszesz "powiedziałam dlaczego...ale nie powiedziałam o swojej zdradzie"
- nie widzisz w tym zakłamania ?
Nie tylko okłamywania męża, ale okłamywania samej siebie.
Samej siebie, ponieważ utwierdzasz siebie w przekonaniu że zrobiłaś co należało ( wyjawienie powodów odejścia),
ale jednocześnie nie wyjawiłaś najważniejszego, decydującego powodu chęci odejścia - zdrady.Twoja historia, jest dla mnie niejednoznaczna, z wewnętrznymi sprzecznościami która pachną mi brakiem szczerości, nie tylko wobec męża, ale również wobec nas.
Pozwole przyłączyć się do powyższej opinji.
I ja sie z nia zgadzam.
Gdyby Autorka kochala meza tak, jak twierdzi, ze kochala, juz dawno probowalaby cos zmienic w zwiazku, chocby dla dobra swojego i dziecka/dzieci. O dobru malzonka nie wspomne.
Natomiast nie skarzyla sie, nie probowala odejsc, po prostu rzucila sie w romans z innym facetem, po czym nagle niedobry maz zaczal przeszkadzac.
Absolutnie nie popieram przemocy w rodzinie, sama wyroslam w takim patologicznym domu, tym bardziej dziwi mnie brak reakcji Autorki na przemoc PRZED zdrada.
Autorko, zastanow sie raz a dobrze, czego chcesz od zycia dla siebie i swoich dzieci. Osoba skrzywdzona nie rzuca sie w nowy zwiazek, bo po prostu nie jest na to gotowa. Wedlug mnie, Ty nie jestes przykladem ofiary.
Edit: Do Autorki: modl sie, zeby maz sie nie dowiedzial o zdradzie z innego zrodla, bo Ty mu na pewno nie powiesz, a skoro jest taki agresywny, jak twierdzisz, to pewnie bys niezle oberwala. Jaki plan? Odejdziesz, zanim on sie dowie?
Co do wątpliwości ofiara czy nie ofiara.
Autorka pisze :
Od początku było ciężko,mąż jest typem samotnika wychowanego w patologicznej rodzinie.Było wiele kłótni jak w każdym związku,było upokarzanie,uderzył mnie nie jednokrotnie,nie jestem aniołem jak każdy ale zawsze starałam się dla niego dla rodziny,po prostu go kochałam
Mogła odejść, ale........
Co charakteryzuje ofiarę ?
-niska samoocena, bierne mechanizmy radzenia sobie, wysoka zależność, zintemalizowane poczucie winy, ambiwalentne poczucie lojalności, zniekształcone atrybucje, alkoholizm, narkotyki.
Czytając kilkakrotnie tekst Autorki uważam, że jest ofiarą od samego początku.
Błąd polega na tym, że nie uzyskała pomocy, nie zdawała sobie sprawy ? zniszczyli rodzinę niestety pokazując dzieciom dysfunkcję i brak wartości moralnych zarówno z jednej jak i drugiej strony.
Być może moja postawa może kogoś oburzać i może sprawiać wrażenie, że bronię usilnie kobiety - ale to nie jest moim celem. Ta kobieta potrzebuje pomocy. Jej mąż również, tyle że ona jest o tyle w gorszej sytuacji, że jak już wspomniała cyniczna mąż może ją zatłuc.
Nie potrzebnie się pakowała w romans, niestety forma ucieczki od rzeczywistości..... równie dobrze mogła zaćpać czy zapić...... tak właśnie uciekają od problemu ofiary. Rzadko się zdarza aby bez pomocy ofiara sama się otrząsnęła.
Coz, stalo sie, doszlo do zdrady.
Teraz trzeba pomyslec, co dalej.
Bo jesli maz sie dowie, to naprawde moze byc zle.
Autorko, czy masz jakiekolwiek plany na najblizsza przyszlosc?
End_aluzja napisał/a:Rogacz. Ale schematami walisz chłopie. Przemoc to przemoc. Nie trzeba czekać aż dojdzie do eskalacji...
Co nie dotyczy tej akurat sprawy.
A propos. Kobiety z przemocy często odchodzą dopiero gdy pojawia sie "wyzwoliciel" nie wierzą ze potrafią same.
I naprawdę tekst ze kobieta z przemocy jest niewolnica bo boi sie kata jest poniżej pasa...Jasne.Jak Mnie żona będzie bić to znajdę sobie kochankę i tym samym rozwiąże moje problemy małżeńskie.
No proszę Cie.
swoja drogą masz ciekawy nick
tyle w Tobie złości..hmhmmhhmhmhhmmhmhm
54 2013-02-19 13:25:20 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2013-02-19 13:26:21)
vivia55 napisał/a:Dziękuję za odpowiedzi
Wiem że źle zrobiłam zdradzając i nie szukam rozgrzeszenia jak pisałam.
Czy się starałam ,czy nie chciałam terapii?
Oczywiście że tak,ale nie wiele mogłam zdziałać jeśli mój mąż uważał że nic złego w tym nie ma.
Jak można naprawić błędy jeśli się ich nie widzi a każda moja próba pokazania mu ich kończyła się kłótnią.
Uwierzcie mi że walczyłam 9 lat,pisałam że od początku nie było łatwo ale kochałam całym sercem,walczyłam do upadłego nie patrząc na moją godność,na swoje potrzeby,na łzy.Przez 9 lat wiernie stałam u boku mojego męża i nikt nie zarzuci mi że się nie starałam, bo wiele dla niego poświęciłam.Nie jestem aniołem jak pisałam każdy ma wady dlatego wiem że też jestem w jakiś sposób winna temu co się stało.Czemu nie odeszłam do tej pory?Bo jestem słaba psychicznie,nie miałam odwagi nie miałam sił i broniłam się rękami i nogami by nie stracić rodziny,jaką razem utworzyliśmy.Ale stało się i się nie odstanie że zdradziłam być może to jest osoba która po części dodaje mi sił i wiary w coś co wydawało mi się nie możliwe.Jesteś niespójna w tym co opisujesz.
Przecież napisałaś że,teraz mąż obiecuje że,się zmieni.Tak?.
A innym razem piszesz że,prubowałaś Go namuwić na terapię wcześniej.Wiec jak to jest?.Co takiego się stało że,mąż teraz chce i widzi swoje błędy a wcześniej tego nie było?.Wytłumacz mi to.
A umiesz czytac ze zrozumieniem?? czy tylko masz ochote atakować?? ja doskonale zrozumialam i napewno nie tylko ja... Jednak Ty szukasz, węszysz jak tu udowodnic autorce kłamstwo? po co mialaby klamać? ani nie chce się kobieta tłumaczyc, ani tez w zasadzie nie prosi o rade..Zwyczajnie, jest swiadoma tego,że wszytsko to co sie dzieje nie jest właściwe ale własnie w takiej a nie innej sytuacji się znalazła.. z wielu konkretnych powodów. Po cholere ją atakujesz? ONA wie,że postapiła niewłasciwie!! to nie jest jakaś małolata, która sie nudzi ( jak sugerujesz) w małżeństwie!!! i szuka atrakcji na boku.....
masakra
Nie próbuje usprawiedliwiać mojej zdrady,męża zachowaniem.Uwierzcie mi że boję się bardzo,że się dowie o mojej zdradzie i będzie źle.Nie znudziłam się moim małżeństwem,bo nie był to krótki,łatwy związek.Być może w ten sposób tłumacze sobie motywy mojego postępowania,bo jeszcze nie dawno byłam wrogiem zdrady bo stałam w swoim życiu po tej stronie co mój mąż,byłam zdradzona i strasznie się tego wstydzę.Nie ma usprawiedliwienia na moje postępowanie i ja o tym wiem,samej sobie próbuję wytłumaczyć dlaczego uległam.Mój romans jest zakończony choć on twierdzi że będzie czekał aż uporam się ze swoim życiem.Wiele razy chciałam odejść od męża to nie jest tak że dopiero teraz kiedy poznałam tego drugiego,ale nigdy nie miałam tyle samozaparcia żeby doprowadzić sprawę do końca,ale myślałam o tym bardzo często.I pisałam że mogłabym zbudować swoją przyszłość z tym drugim,ale nie napisałam że tego chce.Jest dla mnie kimś kto wiele mi dał ale nie myślę o nim jako zastępstwie za mojego męża i on o tym wie.Wie że na naszą przyszłość razem są marne szanse ale mimo to czeka jak twierdzi.Nie mamy w obecnej chwili kontaktu ze sobą.Nie powiedziałam mężowi o zdradzie ze strachu i wiem że to tchórzostwo ale to prawda po prostu się go boję.Chce się uwolnić od niego,ale właśnie teraz jak ja naprawdę postawiłam na swoim i stanęłam twardo obok swej decyzji on zmienił się i obiecuję poprawę,jest to coś o co walczyłam latami.Boję się tego że to tylko na chwilę.A co do pytań czy go prowokowałam,kiedy to miało miejsce że mnie uderzył.To najczęściej właśnie z odmiennego zdania wywodzą się kłótnie,dlatego że coś chciałam itp,
,takie kłótnie u nas kończyły się jego pakowaniem się ,moimi próbami zatrzymania go i tak z każdą moją prośbą,płaczem bardziej się denerwował i uderzył mnie,nie raz bo wiedział jak to dla mnie było ważne i że wtedy odpuszczę i dam mu spokój.Żałuję że nie skończyłam tego wcześniej i że do tego wszystkiego doszło.Może ja jestem nienormalna,pozbawiona kręgosłupa moralnego,zakłamana,ale chciałbym tylko ułożyć jakoś to wszystko.
Powinnaś zacząć od uwolnienia się od oprawcy, czyli twojego męża. Nie powinnaś się pakować w żaden nowy "związek" zanim nie zakończysz swojego małżeństwa i nie ochłoniesz. Przez to wszystko muszą przejść również twoje dzieci - warto się skupić na tym, aby pamiętały z dzieciństwa coś więcej poza agresją ojca, frustracją matki i rozwodem. Wszystko w twoich rękach.
Zastanawiam się czy założyłaś mu niebieską kartę ? wiem, że to trudne tematy ale musisz myśleć o swoim bezpieczeństwie zanim odejdziesz. Musisz liczyć się z tym, że jak się "postawisz" i odejdziesz to on poczuje się urażony, nieszczęśliwy, wściekły że "przecież on się zmienił " i to wywoła u niego agresję - może cie nachodzić, grozić etc. - musisz wiedzieć, że są na to paragrafy, są ośrodki interwencji kryzysowej i ja zachęcam cie do tego abyś się tam koniecznie zgłosiła. Uzyskasz pomoc prawną, psychiczną ale także wsparcie ludzi, którzy pomogą ci utrzymać się przy decyzji która jest słuszna dla ciebie i dzieci.
Ok.Mam jeszcze jedno pytanie.
O co chodziło z tym Jego wyprowadzaniem się?.Jaki to miało cel?.
PS.Byłaś zdradzona czyli mąż Cię zdradził?
58 2013-02-19 17:37:13 Ostatnio edytowany przez vivia55 (2013-02-19 17:40:02)
Nie z tego co wiem mąż mnie nie zdradził,byłam w związku przed mężem i zostałam zdradzona.Mąż opowiadał mi różne sytuacje jakie mu się zdarzały z kobietami,koleżankami np.podrywała mnie w pracy,ale mówi że nigdy mnie nie zdradził i ja mu wierze.Żałuję bardzo że się tak zhańbiłam i tak nisko upadłam,wiem że źle zrobiłam.
Rozmawiałam, z nim o tym nie dawno i powiedział mi że tak naprawdę nigdy nie chciał odejść ale tylko w ten sposób mógł sprawdzić jak bardzo mu na nim zależy i na ile może sobie pozwolić.Zawsze zaciekle walczyłam o moją rodzine,w moim domu rodzinnym było różnie(ojciec pił) i obiecałam sobie że moja rodzina będzie inna a mąż będzie na dobre i złe.Teraz wiem że robiłam krzywdę sobie i dzieciom,ale chciałam dobrze chciałam żeby miały ojca.
Czytając wszystkie wasze posty zastanawiam się nad czymś.
Mąż jest osobą dość skrytą,nie rozmawia o uczuciach o tym co myśli,przy kłótniach zawsze naciskałam żeby mi powiedział co myśli,dlaczego tak,dlaczego nie może zrozumieć że ja mogę myśleć inaczej,że chcę zrobić coś inaczej.Może ja rzeczywiście w takich chwilach wywierałam na nim presję,może za bardzo na niego naciskałam,może go prowokowałam do mówienia o czymś o czym nie chce,stąd jego agresja rosła.Może rzeczywiście to moja wina że doprowadzałam go do takiej złości że tak odreagowywał.Sama nie wiem,chce to zrozumieć tylko.
Czytając wszystkie wasze posty zastanawiam się nad czymś.
Mąż jest osobą dość skrytą,nie rozmawia o uczuciach o tym co myśli,przy kłótniach zawsze naciskałam żeby mi powiedział co myśli,dlaczego tak,dlaczego nie może zrozumieć że ja mogę myśleć inaczej,że chcę zrobić coś inaczej.Może ja rzeczywiście w takich chwilach wywierałam na nim presję,może za bardzo na niego naciskałam,może go prowokowałam do mówienia o czymś o czym nie chce,stąd jego agresja rosła.Może rzeczywiście to moja wina że doprowadzałam go do takiej złości że tak odreagowywał.Sama nie wiem,chce to zrozumieć tylko.
A może zapytaj Go o to?.Tak szczerze i na spokojnie.
Chyba czas najwyższy na tą bardzo szczerą rozmowę.
.Może rzeczywiście to moja wina że doprowadzałam go do takiej złości że tak odreagowywał.Sama nie wiem,chce to zrozumieć tylko.
to nie twoja wina.
doprowadzanie do złości takiej, że odreagowywał
nie wprowadzaj się w taki pokrętny system myslenia, bo jest z założenia błędny
jestes też winna temu, że pies narobił na trawnik przed twoim domem, bo jest wyjątkowo soczysty
to tak jakbys powiedziała, że kobieta jest winna gwałtowi, bo jest kobietą
nie ma usprawiedliwienia dla przemocy, nie ma zadnego POWODU, aby ktoś tę przemoc stosował
nie ma żadnego KATALIZATORA, który usprawiedliwia przemoc
nie zrozumiesz i nie usprawiedliwisz przemocy - bo jesli zaczniesz to zrobić to wejdziesz w rolę klasycznej ofiary...
uderzył mnie - bo zupa była za słona...
moja wina, ja go zdenerwowałam, jakby zupa była dobra, toby się nie zdenerwował..
jesli nie będe go denerwowac, nie będzie agresywny
jeśli jest agresywny - to znaczy, że znowu ja zrobiłam coś nie tak, to moja wina...
End_aluzja
Chyb nie zrozumiałaś tego co autorka miała na myśli.
Moim zdaniem autorka miała na myśli to że,naciskając zbyt mocno mogła doprowadzić Go do reakcji obronnej.Taka obrona przez atak.Nie znamy psychiki tego faceta i tego jak reaguje w sytuacjach kryzysowych.To może ocenić tylko autorka na podstawie tego co Sama wie o mężu.Ewidentnie facet ma problem z lokowaniem swoich emocji i musi się leczyć.Co oczywiście nie tłumaczy użycia przemocy.
do rogacz76
Pytałam nie raz uwierz,odpowiedź była i jest zawsze ta sama "SAM NIE WIEM"
Staram się tylko zrozumieć.Zawsze był nerwowy ale nigdy nie aż tak,problemy zaczęły się kiedy zmarł teść,pół roku po ślubie.
" chciałam jak najszybciej wybrnąć z sytuacji "we troje", powiedziałam dlaczego, za co, że dłużej tak nie można,że ja nie potrafię już tolerować nie których rzeczy,ale nie przyznałam się do zdrady której tak bardzo wstydzę się sama przed sobą."
niby dlaczego nie wszystko?, nie wierzę w ten wstyd, bo jak to zrozumieć - dalej chcesz się z tamtym związać, ale tutaj do końca furtki nie zamknęłaś???
"I tu ku mojemu zaskoczeniu mąż postanowił się zmienić,obiecał że nie uderzy,że będzie się starał."
chłopina pismo czuje i zwieracz jemu puszcza...
chcesz odejść?, to odchodzisz... nie?, to nie kombinujesz... tak czy owak, ktoś ucierpieć musi...
A jakie są lub były Jego relacje z ojcem?.