Witam.
Mieszkam z babcią , rodzicami i bratem. Moja babcia ma 88 lat i jest nieźle schorowana , ale mimo to nadal porusza się o balkoniku po domu. Ja studiuję dziennie , rodzice pracują, brat ma szkołe więc babcia dopołudnia jest sama w domu.
Problem z moją babcią polega na tym ,że jest straszną egoistką, uważa się za najważniejszą, najmądrzejszą i nie ma poczucia wdzięczności za cokolwiek. To nie ze starości, w zasadzie im jest starsza tym to wszystko w minimalnym stopniu się poprawia. Moja mama opiekuje się babcią odkąd pamiętam. ( babcia urodziła mamę jak miała coś ok.40 lat). Niestety ona traktuje ją jak najgorszą. A ponieważ ja też staram się jak najbardziej mamie ulżyć i kiedy tylko mogę opiekuję się babcia również jestem najgorsza. To ,że mnie nienawidzi wykrzyczała mi już kilka razy w życiu, nawet jak byłam dużo młodsza. Już nawet nie zliczę ilości przykrych słów które od niej usłyszałam...
Co jakiś czas się przewraca, bo jest uparta i co chwile coś kombinuje. Od października zdążyła już złamać rękę, trzy razy dosyć poważnie się przewrócić ( dochodzi do siebie jakieś 3 tygodnie po każdym upadku), w niedziele rozwaliła sobie wargę.
Ja wiem ,że powinno mi być jej szkoda,bo ją boli, bo jej się to przytrafia , ale ona mimo,że wie ile dla nas to jest kłopotu, nie uważa na siebie wcale...Wychodzi z założenia ,że MY MUSIMY ją pilnować. Jak coś się przytrafi to ma ogromne pretensje.
Nie słucha wcale tego o co się ją prosi.
Ja , zostając z nią sama w domu panicznie boję się spuścić ją z oka ,a ona praktycznie zawsze robi co chce a mnie ignoruje całkowicie ( udaje ,że mnie nie widzi, nie odzywa się, nie odpowiada, proszę o coś a ona ma to gdzieś i robi co jej się podoba - z reguły to czego prosiłam żeby nie robiła).
Mama od października , co noc pare razy do niej wstaje, a bo to radio ma za głośno a to za cicho a to do toalety a to coś innego. Tak strasznie mi jej szkoda, bo nie ma szans na wyspanie się, a babcia w ogóle o tym nie myśli...
Dzisiaj znowu ma mnie gdzieś , bo prosiłam żeby parówkę (pokrojoną na kawałki) zjadła widelce a nie rękami...Nie mam już siły...
Jest okropną, naprawdę ....Nie potrafi docenić jak się staramy...
W poniedziałek wracam na studia, strasznie mi źle z tym ,że zostawiam rodziców samych z tym wszystkim...
Siostra mojej mamy mieszka w naszym mieście, przyjedzie raz na dwa tygodnie, posiedzi godzinkę. Jej córki a wnuczki mojej babci są raz na dwa miesiące, czasem nie przyjadą na jej urodziny czy imieniny a rok temu złożyły jej życzenia na Dzień Babci przez skype'a bo akurat gadały z moją mamą...Obie są dorosłe..
Przeraża mnie jakakolwiek przyszłość jeśli chodzi o tę kwestię...Fizycznie będzie coraz gorzej...Bardzo się martwie o mamę...
Babcia traktuje nas jak służące, nie szanuje tego co robimy. Kiedyś mama kupiła jej skarpetki, babcia siedziała na kanapie w swoim pokoju,mama podeszła powiedziała 'patrz co dla Ciebie mam' a wiecie co babcia zrobiła? rzuciła w nią tym co dostała...Dlaczego? Bo moja mama dając jej to nie powiedziała PROSZĘ..W Dzień Matki kiedy mój tata składał jej życzenia odepchnęła go i wydarła się ,że sobie nie życzy bo nie jest jego matką ( a jak sobie rozwaliła nogę to ją wnosiła do domu bo nie mogła ustać !!!!) . Nigdy nie widziałam,żeby tacie było tak przykro i jednocześnie był tak wściekły...Histerie w jej wykonaniu swego czasu były na porządku dziennym...
To wszystko mnie przerasta...Mama mówi mi wciąż ,że za bardzo się angażuję, że nie muszę jej cały czas pilnować, jak coś zrobi to nikt nie bedzie w stanie temu zapobiec...Ale ja nie umiem...Ja wiem,że jeśli babci się coś stanie to rodzice będą mieli to na głowie...
Bardzo chciałabym nabrać do tego wszystkiego dystansu,ale nie wiem jak...Moja mama się martwi ,że tak się tym przejmuję, widzę to po niej...
Boje się jej śmierci ( babci) ... A widzę po niej ,że jest coraz gorzej....
Nie wiem jak wyluzować...
Musiałam to wyrzucić...Nie chce mamy zamartwiać tym jak mi źle...