Bardzo dobrze, Takaja! Musimy wychodzic z domu, cos robic, czyms sie zajac. Ja wiem, że to jest takie zapychanie czasu na siłę, szukanie zajecia jakiegokolwiek, ale to chyba lepsze niz lezenie i wycie w poduszke! Dosc juz wyplakalysmy, fakt - czasem trzeba, bo to przynosi ulge, ale jak sie placze za duzo, to ten placz juz nie ma sensu, jest taki plytki! Uzalanie sie nad soba tez na dluzsza mete nie jest dobre, zamiast tego warto wygadac sie przyjaciółce, albo tu na forum (i dziekuje za wszystkie zyczliwe słowa, ktore od Was usłyszałam). Jesli masz jakąś pasje, hobby, to fajnie sie temu poswiecic, ja np nie mam i po pracy kombinuje jak tylko sie da, zeby nie wkrecic sie w rozmyslanie nad nad moją niedolą. Wiec wczoraj bylam u kolezanki, dzisiaj przesadzam kwiatki, a jutro ide do Babci posprzatac (sprzatanie to swietna sprawa, zmeczysz sie i nie myslisz o Nim, a na dodatek jest czysciutko). Troche czytam, troche biegam, wysypiam sie, bo to dobrze robi na cere, wygrzewam na sloneczku, bo to poprawia humor, jak jestem sama w domu to tancze. Może powiecie, że jestem żałosna, bo zamiast byc juz żoną i matką, zajmuje sie takimi glupotami, no ale tak mi sie życie ułożyło i cóż mam poradzic. Mam tylko nadzieje, że to nie potrwa długo, że wszystko jakoś sie ułozy. Tobie, Takaja, tez tego życzę.