Witam.
Od razu zaznaczam że nie chodzi tu o jakiś konkretny problem a o chęć dyskusji, poznania opinii drugiej strony. Nie raz i dwa przeglądałem to forum w celu uzyskania informacji; głównie cenny obraz tego jak myślą kobiety w różnych sytuacjach które zdarzają się w związkach, relacjach, itp...
Jeden przypadek mnie martwi. Nigdy nie chciał bym żeby moja partnerka dostawała tu porady w razie jak by "powinęła jej się noga".
Jako przykładu użyję tu wątku: "Największy błąd w życiu"
ale ta tendencja daje się zauważyć w wielu różnych pytaniach/problemach tego typu.
Mianowicie - chodzi o to czy po zdradzie mówić o niej czy nie. Wiem. Nie raz to było poruszane, wiem że są różne punkty widzenia i różne argumenty obu stron. Sam mam wyrobione już zdanie na ten temat. Jednak chodzi mi o dyskusję na temat jednego "argumentu", jednej konkretnej, często przewijającej się rady.
Zacytuję tu jeden losowy tekst który oddaje to, o co mi chodzi:
"...Jeśli mu powie, zniszczy sobie dobry, porządny związek, a po co?..."
Bardzo często kobiety radzą kobietom by o "mniejszej" zdradzie, po której mają wyrzuty sumienia - nie mówiły bo szkoda niszczyć związek.
Jaki związek? Czym jest ten związek?
Pomijam fakt że to wyznanie zrani i "uszkodzi" psychicznie partnera - bo rana zadana była w momencie zdrady a nie podczas uzyskania świadomości o niej przez poszkodowanego. Pominę fakt czy ktokolwiek ma prawo ocenić: "niech Twoją karą będą wyrzuty sumienia" bo ja bym był daleki od oceniania komu - jaka kara się należy i czy te wyrzuty - dziś tak szczere i pełne goryczy - za miesiąc nie będą tylko wspomnieniem ciekawej przygody (bo już nie raz czytałem - "...na początku czułam wyrzuty, ale po kolejnym razie już nie...").
Ale czy nie mówienie o czymś tak ważnym w związku - w celu jego ochrony to nie jest tak naprawdę większym egoizmem od zrzucenia ciężaru tej tajemnicy na - najbardziej w końcu - zainteresowaną tym osobę?
Nie mówić bo osoba zdradzająca kocha zdradzonego, żałuje i nie chce zaprzepaścić tak pięknego związku?
W MOJEJ OPINII ten związek został uszkodzony w momencie zdrady. Związek moje drogie panie i panowie to bardzo piękna rzecz pełna uczuć między dwojgiem ludzi. DWOJGIEM. Osoba zdradzająca nie chce tracić czegoś fajnego. Czegoś co jest dla niej ważne pomimo iż naraziła to, i to w najgorszy możliwy sposób. Rozumie że popełniła błąd i żałuje. Nie oceniam szczerości takiego żalu. Ale zrobiła to. Partner nie wiedząc nic będzie z nią dalej, piękny związek będzie może nawet lepszy bo żałujący zdrajca często chce wynagrodzić swój występek partnerowi. Ale czy ten partner nie będzie w tym związku dalej bo myśli że jest w nim z osobą wierną i uczciwą? Czy moja ocena związku nie spadła by gdybym wiedział że dziewczyna o której myślę że jest moim szczęściem, nie była mi zawsze wierna - tak jak w obecnej chwili o tym myślę?
Związek będzie o tej pory oszukany. Jedna z osób będzie żyć w iluzji. Nie będzie z partnerem tylko z jego obrazem który był zgodny do pewnego czasu. Być może z obrazem osoby oddanej i wiernej - bo te cechy ceni najbardziej?
Dla mnie czysty egoizm tej porady sprowadza się do tego: nie mów bo zepsujesz związek, odbierzesz sobie coś czego nie chcesz tracić, coś w czym Ci jest mimo wszystko dobrze. Ale zaraz... Odbierzesz sobie coś - bo na to zasłużyłaś... Partner jest aż połową, 1/2 tego związku. Ma prawo chcieć być z kimś w 100% szczerym i wiernym. Ma prawo zdecydować czy chce wybaczyć, czy kocha na tyle by chociaż powalczyć, dać szanse.
Nie mówienie dla dobra związku to nie tylko nie zwalanie partnerowi wiedzy o tym co i tak już się stało. Spowodowanie cierpienia wynikającego z faktu że osoba z którą układa/ułożył sobie życie popełniła ten błąd.
Jest to po prostu OSIĄGNIĘCIE KORZYŚCI KOSZTEM ZATAJENIA PRAWDY KTÓRA MOGŁA BY TE KORZYŚCI ODEBRAĆ/OGRANICZYĆ.
Osoba która to zataja nie działa nigdy dla dobra związku bo jej partner już nie jest w związku w którym był przed zdradą. Związek się zmienił, ktoś popełnił błąd. Ktoś również przejął prawo do decydowania o całości za dwie osoby.
Być może osoba zdradzona ma taką hierarchie wartości że zdrady nie wybaczy nigdy a może kocha tak mocno że da szansę.
Jednak to co ktoś zrobił zdradzając to występek przeciwko związkowi tych dwojga ludzi i przede wszystkim poszkodowany powinien mieć prawo podjęcia tej drugiej decyzji. Podjęcie pierwszej należało do zdrajcy - i widać że podjął złą.
Podajecie taką radę, z tym właśnie argumentem - patrząc na cierpienie osoby zdradzającej i czytając że ona bardzo kocha a teraz jeszcze to mocniej czuje i już nie będzie.
Ale to nie zmienia faktu że uszkodziła związek a teraz może odebrać prawo partnera do jednej z najważniejszych decyzji w tym związku: od tego czy być z osobą którą w końcu zdradzający jest - w całej krasie, ze wszystkimi wadami, błędami i ze świadomością że jej błędy mogą ranić.
Związek to dwie osoby, w pełni akceptujące siebie nawzajem i darzące się uczuciem m.in. pomimo świadomości swoich wad które każdy przecież ma.
Jeżeli moja partnerka popełni taką rzecz, która przecież jest czymś co przede wszystkim godzi we mnie - chce mieć wybór. Nie chcę - być może do końca swoich dni - kochać wyidealizowanego obrazu osoby której jest ze mną tak dobrze że odebrała mi świadomy wybór gdyż nie znałem wszystkich istotnych dla mnie faktów i rzeczy.
I nie, nie jestem za linczowaniem zdrajców - chociaż ich nie trawię - ale to partner powinien mieć zawsze prawo decyzji - co dalej. Jak nie wybaczy to uszanować to, jak wyzwie to przyjąć na klatę - w końcu się dało powód.
Ale nie piszcie że powiedzenie prawdy zniszczy związek bo to robi zdrada. Dobro związku nigdy nie wyniknie z okłamania drugiej osoby o tak ważnej sytuacji. Chęć takiego dobra to dla mnie zawsze uniknięcie odpowiedzialności i kary za swój czyn. Można żałować i to bardzo dobrze jak widać skruchę, ale zdradziło się kogoś. I jeżeli potem dalej ma być fajnie w związku, bez echa tego wydarzenia, bez ograniczenia zaufania itp. - to będzie - tylko wtedy jak od tej pory jedna z osób zacznie żyć ze swoim wyobrażeniem o partnerze a nie ze świadomością prawdziwej, omylnej osoby.