Borderline to coś strasznego, czasami zastanawiam się jakby to było, gdybym była jak inni, zachowywała się normalnie. Najgorsze jest to że mój partner cierpi na tym, ale chyba nie zna tego typu. Nie wiem, czasami staram się walczyć z tymi napadami szału, po prostu milknę wtedy ale słowa i tak wychodzą, tylko nie w krzyku, nocami płaczę bez powodu. Po każdej kłótni po prostu ucinam temat, przepraszam i zaczynam się śmiać. Zawsze myślałam że to dlatego, że wolę zapomnieć o złych rzeczach i od momentu mojego wybuchu zacząć tę chwilę na nowo. Bywa że chcę się ukarać za swoje zachowanie, wymuszam wymioty, drapię po rękach, biję się o coś lub czymś, nie sypiam (w czasach szkolnych zdarzało mi się ciąć albo brać leki po których wymiotowałam i egzystowałam raczej bez "łączności" ze światem). Dopiero ostatnio dowiedziałam się że to niestabilność psychiczna, że tego nie da się wyleczyć (przynajmniej tak przeczytałam). Moje humory są naprawdę jedną wielką huśtawką. Teraz moje pytanie do Was Net-Kobietki, powiedzieć o tym swojemu partnerowi, czy przemilczeć i starać się po cichu z tym walczyć. Bardzo ciężko mi będzie, bo ja się nie potrafię przy tych atakach kontrolować, wypowiadam jakieś słowa, a dopiero na koniec żałuję. Boję się że mnie zostawi, ale nie chcę też żeby cierpiał, za bardzo Go Kocham.
A sama postawiłaś diagnozę, czy byłaś u specjalisty?
Bo jeśli sama, to gratuluję braku inteligencji.
Dlaczego z góry oceniasz mnie i stawiasz ocenę co do moich kompetencji. Chodzę do psychologa, osobiście nie wierzę w "internetowych lekarzy". Za którego chyba sama się uważasz.
Moim zdaniem powinnas mu o tym powiedziec, zacznie Cie rozumiec, bo inaczej stwierdzi ze robisz to z wlasnego kaprysu, humoru. Jesli bedzie na tyle dojrzaly to pomoze Ci to opanowywać. Współczuję Ci naprawdę.
5 2013-02-02 15:55:31 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-02-02 15:56:48)
Dlaczego z góry oceniasz mnie i stawiasz ocenę co do moich kompetencji. Chodzę do psychologa, osobiście nie wierzę w "internetowych lekarzy". Za którego chyba sama się uważasz.
Przepraszam, źle mnie zrozumiałaś - zapytałam, czy korzystasz z usług specjalisty, bo z postu nic kompletnie nie wynikało, poza tym, że ''się sporo naczytałaś''.
Bardzo dobrze, że się leczysz - źle byłoby, gdybyś sama siebie diagnozowała...
Tylko o to mi chodziło.
Nie jestem lekarzem i nie uważam się za lekarza, zadałam tylko pytanie i stwierdziłam, że głupotą by było NIE korzystanie z pomocy psychologa/psychiatry.
Spokojnie
.
6 2013-02-02 16:00:35 Ostatnio edytowany przez nikandra (2013-02-02 16:01:52)
A sama postawiłaś diagnozę, czy byłaś u specjalisty?
Bo jeśli sama, to gratuluję braku inteligencji.
co z Tobą cyniczna? Czy Ty każdemu musisz dopiec aby się lepiej poczuć?
Przecież w obecnych czasach dostępu do neta ,wiele osób może poczytać i dowiedzieć oraz porównać mniej więcej swoje problemy.
Oczywiście ,że to żadna wyrocznia i ostateczne zdanie należy do specjalistów jednakże już wielkim sukcesem jest sama analiza swego zachowania ,pierwszy krok do ratowania siebie samego.
Nie zarzucaj komuś braku inteligencji bo to nie miłe.
EDIT: doczytałam Twój ostatni post spok ![]()
Cynicznahipo napisał/a:A sama postawiłaś diagnozę, czy byłaś u specjalisty?
Bo jeśli sama, to gratuluję braku inteligencji.co z Tobą cyniczna? Czy Ty każdemu musisz dopiec aby się lepiej poczuć?
Przecież w obecnych czasach dostępu do neta ,wiele osób może poczytać i dowiedzieć oraz porównać mniej więcej swoje problemy.
Oczywiście ,że to żadna wyrocznia i ostateczne zdanie należy do specjalistów jednakże już wielkim sukcesem jest sama analiza swego zachowania ,pierwszy krok do ratowania siebie samego.
Nie zarzucaj komuś braku inteligencji bo to nie miłe.EDIT: doczytałam Twój ostatni post spok
Nie chodzi mi o to, by komuś dopiec!
Po prostu myślałam, że Autorka jest kolejnym dzieckiem Internetu, które na forach internetowych sobie wyczytało, że ma problemy z psychiką (a takich osób tu nie brakuje).
Za pomyłkę przeprosiłam.
Co do pytania w poście, myślę, Autorko, że powinnaś powiedzieć. Budowanie związku na kłamstwie nie ma sensu.
Twój partner musi wybrać, czy jest gotowy do bycia z osobą chorą, czy też nie. A Ty masz obowiązek mu to umożliwić.
Jeśli mu nie powiesz, z czasem zacznie obwiniać siebie o Twoje złe samopoczucie. Ogólnie może się to źle skończyć...
Myślę, że jasne sytuacje są ok.
Mogłam źle zrozumieć, fakt
Postanowiłam nic nie mówić. Co do moich wizyt u psychologa, to są takie rzadsze spotkania z psycholog jeszcze ze szkoły średniej. Po prostu dobrze jest mi czasem z kobietą porozmawiać, jeszcze jak miałam straszne problemy z samookaleczaniem się to naprawdę pomogła mi. Może nie tyle pomogła, co czułam się lepiej jak miałam do kogo powiedzieć, co mi na sercu leży. Odkąd dowiedziałam się co męczy mi głowę, staram się nie wybuchać, zaciskam zęby. To dopiero dwa dni, ale u mnie nie ma dnia, bym nie krzyczała, czy płakała bez powodu (chociaż płaczę dalej). I z tych dwóch dni jestem dumna, myślę że takie zaciskanie pięści bądź, co bądź pomaga. Dopóty, dopóki będę się powstrzymywać, postanowiłam nie mówić nic wybrankowi serca.
Ok, postanowiłaś nie mówić.
A gdyby on był chory, też wolałabyś, żeby Ci nie powiedział?
A co zrobisz, jeśli on się dowie z innego źródła? Nigdy nic nie wiadomo.