Zacznę od humoru
:
Przychodzi mama Jasia do Urzędu Pracy i pyta o jakąś robotę dla Jasia.
Na to urzędnik: - a co Jasiu umie?
Mama: - Jasiu umie murować.
Urzędnik: - to mamy tu pracę dla murarza 4000 pln na rękę.
Mama: - tyle kasy, Jasiu ciągle pijany będzie, a coś innego?
Urzędnik: - no to pomocnik murarza 3000 pln na rękę.
Mama: - o Jezu, Jasiu ciągle pijany będzie...
Urzędnik: - no to czego pani szuka?
Mama: - coś za 600 pln na rękę.
Urzędnik: - nie, nie, Jasiu musiałby mieć wyższe studia...
:)
No właśnie. Śmieszne i tragiczne zarazem. Dziś studia wyższe w poszukiwaniu pracy nie mają już takiego znaczenia. Owszem w wielu ogłoszeniach jest to warunek konieczny niemniej w wielu przypadkach ogłoszeń jest to zwykły automat.
Z informacji które czytam na bieżąco wynika, że będzie to wyglądać następująco: ludzie wrócą do ery zawodówek aby zdobyć konkretny zawód - ale wyjadą z tymi umiejnościami za granicę bo tam lepiej płacą. Reszta zostanie i będzie się doktoryzować, aby wyróżnić sie czymś z tłumu mgr co tym samym spowoduje, że dr przed nazwiskiem zacznie mieć podobne znaczenie jak dziś mgr?
Co dziś daje nam mgr na rynku pracy? a co dawał kiedyś?
jak bardzo zmieniła się rola wykształcenia na przestrzeni ostatnich dwudziestu/trzydziestu lat?