Witam.
Mam 22lata, jestem normalną dziewczyną, nie pracuję, utrzymuję się z renty po zmarłym tacie, zazwyczaj siedzę w domu, studiuje w weekendy w jednym z większych miast obok mojego, jestem atrakcyjna i to jeszcze może pogorszyć moje położenie w tej sytuacji....
Mój problem zaczął się około półtora roku temu kiedy ON zadzwonił do mnie z więzienia...
Nie znamy się, ale jako dziecko widywałam go koło domu mojej babci ponieważ mieszkał niedaleko. Nigdy z nim nie rozmawiałam. Mój numer ma od swojego kolegi z którym kiedyś się spotykałam który oczywiście teraz umywa ręce.
Prosił mnie abym przyjechała do niego na widzenie, odmówiłam. Chciał nawet, abym wysłała swoje zdjęcia. Oczywiście nie zrobiłam tego. Zadzwonił do mnie z pretensjami, że wpisał mnie na widzenie i że przeze mnie nikt nie może do niego przyjeżdżać. Zapytał ''Czy się modle'' powiedziałam, że nie a on na to ''to lepiej zacznij!'' Pytałam naszego wspólnego znajomego czego ode mnie chce, powiedział że nie wie i żebym najlepiej nie odbierała już telefonów. Tak też zrobiłam i kazałam przekazać, że jeśli jeszcze raz zadzwoni aby mi grozić pójdę z tym na policję... Przez parę miesięcy był spokój, niestety niedawno z tego samego zakładu wyszedł syn sąsiadów (którego też nie znam). Przyszedł do mnie przekazać mi, że ON mnie pozdrawia... Tak jakby chciał mi przypomnieć, że jeszcze o mnie pamięta... Nic mu nie zrobiłam, a on zachowuje się jakby szukał dziury w całym. Boję się ponieważ słyszałam, że wychodzi za miesiąc. Nie chcę iść z tym na policję, bo boję się że pogorszy to jeszcze moją sytuację. Na razie myślałam o rozmowie z dzielnicowym i poradę od niego co robić.
Mieszkam sama z mamą, boję się o nią i o siebie i o to że do nas przyjdzie a wiem że jest do tego zdolny.
DODAM ŻE ZOSTAŁ SKAZANY NA 9LAT ZA DOKONANIE GWAŁTU NA DWÓCH NIEPEŁNOLETNICH DZIEWCZYNACH!
Miał wtedy 21 lat.