Drogie Panie,
mam poważny problem w związku. Otóż, zaczynając od początku, mam 20 lat i jestem studentem, a moja dziewczyna chodzi do 2 klasy liceum. Jesteśmy ze sobą od roku i bardzo, bardzo mocno się pokochaliśmy, staramy się spędzać ze sobą każdą wolną chwilę i maksymalnie wypełniać sobą nasze życia. Nie mieszkamy razem, chociaż mamy to w planach kiedy tylko wystąpi taka możliwość. Otwarcie mówimy o wspólnej przyszłości, bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że to z nią chcę spędzić życie i uważam, że to samo mógłbym powiedzieć o niej.
Jednak wystąpiły między nami pewne problemy. Zanim ją poznałem miałem pewną dobrą przyjaciółkę, odkąd zaangażowałem się w związek ta przyjaźń powoli dogorywała(aż ostatecznie się skończyła), ale mimo wszystko czasem zdarzyło nam się rozmawiać - i to była pierwsza rzecz, która siała spustoszenie w moim związku. Moja dziewczyna jest bardzo awanturna, a do tego zazdrosna. Może i popełniłem błąd, ale po cichu milczałem w każdej takiej sytuacji i zawsze od razu, za wszelką cenę dążyłem do kompromisu, nawet jeśli wina ewidentnie nie leżała po mojej stronie, byłem zawsze gotów przeprosić, przytulić, pocałować i się pogodzić.
Następnie wystąpiła kolejna sytuacja - miałem znajomą ze studiów, której miałem numer i dosłownie kilka razy spytałem ją o sprawy czysto i tylko i wyłącznie związane ze studiami(nic innego nigdy nie miało miejsca). To również spowodowało między nami małe piekiełko, zwłaszcza, że nie zawsze mówiłem o tym swojej dziewczynie, wychodząc z może błędnego założenia, że o takich drobnych sprawach nie ma co mówić, zwłaszcza, że pytałem o sprawy typu co trzeba zrobić na zajęcia itp. Po tym obiecaliśmy sobie z dziewczyną, że będziemy sobie wszystkim mówić no i właśnie tutaj leży istota problemu - uznałem, że wszystko ma swoje zdroworozsądkowe granice, a związek to nie spowiedź. Moja luba rozpętuje mi właśnie kolejne piekło o to, że jakaś jej znajoma zobaczyła mnie w metrze z koleżanką z dawnych lat, którą spotkałem i jadąc przez parę stacji zamieniliśmy kilka słów. Mówi, że koniec, że nie chce mnie znać itp itd
Może ta sprawa wyda Wam się śmieszna, ale jedno jest pewne: kocham ją nad życie i wiem, że ona mnie też. Zawsze byłem jej wierny, mam swoje wady, ale w każdej sytuacji mogła na mnie liczyć, wiele byłem w stanie dla niej poświęcić, tak aby czuła się dobrze i bezpiecznie. Teraz mówi, że nie chce mi "wybaczyć". Chcę z nią za wszelką cenę być.
Poradźcie mi proszę co w tej sytuacji robić i wybaczcie, że nieco się rozpisałem.
Pozdrawiam