witajcie cierpie na nerwice lekowa z atakami paniki nie lecze sie sie lekami bo sie ich boje na terapie tez juz nie chodze bo nie mam skim a sama nie wyjde sluchajcie wyprowadzam sie na nowe mieszkanie blisko mamy tesciowej ale czuje taki strach ze bede bardziej panikowac na nowym miescu dotychczas mieszkam zdala od miasta mamy tesciowej. sama nie zostane w domu bo sie boje zawsze prosze kogos zeby do mnie przyszedl niby bede kolo mamy tesciowej ale nowe miesjce czy to moze wplynoc negatywnie na moje nerwice strasznie sie tego boje
Czytałam Twoje wcześniejsze posty....farmakologia -nie, terapia- nie....czytałaś posty Stokrotki84 i innych osób, które wygrały z nerwicą ? bardzo przydatne i konkretne sposoby i rady dla takich osób jak Ty.
Hej przechodzilam przez to co Ty doskonale Cie rozumie i wiem jak Ci ciezko, chorowalam i choruje na zaburzenia lekowe i mam napady paniki okropne nie zycze nikomu i domyslam sie ze jest Ci ciezko nawet wyjsc z domu a nie daj Boze jescze Cie zlapie ata na miescie posluchaj to da sie wyleczyc jestem chodzacym przykladem tego. Na poczatku mialam lekkie ataki w domu nie wiedzialam co sie dzieje nie moglam zlapac tchu bolalo mnie w klatce piersiowej scisnieta glowe mialam okropienstwo!!!!!!!! a pozniej sie zaczelo wychodzilam na dwor czulam ze zaraz sie zacznie atak i jescze do tego sie nakrecalam ze pewnie dostane zawalu nikt mi nie pomoze nie mam gdzie uciec i sie doczekalam atak paniki byl okropny odjelo mi nogi i rece czulam sie jak z waty cala drzalam w srodku uczucie goraca uderzalo co chwile glowa jak balon scisnieta serce wali jak oszalale jezyk mi sztyknial szczekoscisk placz i krzyk o pomoc przez okres dwuch tygodni jescze go przezywalam i nie moglam dojsc do siebie odrazu nakrecalam sie i wyczekiawalam nastepnego ataku balam sie lekow bo przeciez mi nie pomoga takie wlasnie mialam myslenie. Po czasie jak nie wychodzilam juz z lozka i z domu zdecydowalam sie na wizyte u psychiatry przypisal leki balam sie jak cholera ze przyjdzie atak a przy tym ze zwariuje mialam takie odczucia, pierwsza tabletke wzielam przy bliskich i staralam sie odwiesc moja uwage od tego zajac sie czyms pozniej bylo latwiej wiedzialam ze nic zlego mi sie przez nie nie dzieje bralam regularnie ataki zaczely sie zmniejszac byly chwilowe a jak nadchodzily umialam sobie poradzic i odwrocic swoja uwage Dlatego idz i sie nie boj to Ci pomoze zeby zrozumiec co czujesz trzeba to przezyc. Najgorsze ataki mialam w sklepach albo w pracy masakra poprostu pamietaj ze to wszystko dzieje sie w Twojej glowie i jestes w stanie nad tym zapanowac. W czasie leczenia bylam bardzo ciekawa skad sie to bierze przeczytalam ksiazke wlasnie o tej chorobie ktora mi bardzo pomogla byla tam tabela z objawami zaburzen lekowych mialam wszystkie jakie tylko sa mozliwe i sa one systemem obronnym naszego organizmu. Po zrozumieniu tego zauwazylam ze przy ataku najlepiej zajac sie czyms innym mi pomagala rozmowa z przyjaciolmi i nie o tym ze sluchajcie zaraz mnie strzeli mam panike wymyslalam rozne tematy do rozmowy. teraz jestem juz dlugi czas bez lekow pomogly mi sproboj nie ma sie czego bac
glowa do gory czlowiek jest w stanie zniesc wszystko pozdrawiam ![]()
Nadzieje dla nerwicowcow.
Poradzilam sobie I obecnie jestem juz w ?normalnym stanie?. Ten tekst postanowilam napisac bo wiem jak wazne dla mnie bylo czytanie o osobach ktorym sie z nerwicy wyjsc udalo. Moj pierwszy atak paniki mialam w wieku 15 lat tylko za cholere nie wiedzialam wtedy co sie stalo.Pamietam ze lubowalam sie w ksiazkach o tematyce obozow koncentracyjnych. Pewnego wieczoru jak juz lezalam w lozku zaczelam sobie wyobrazac ze nagle jak wpadaja do mojego domu niemcy I zaczynaja mordowac moja rodzine,zabieraja mnie I wywoza do obozu. I nagle poszla zylka I dostalam ataku. Bylam wtedy z siostra u babci. Moja siostra byla przerazona jak zaczelam chodzic do okola stolu I krzyczalam ze wariuje I nie wiem co mi jest.po 20min sie uspokoilam,dlugo mi zajelo zasypianie I przez kolejne pare dni mialam dziwne uczucie nierealnosci ktore minelo I zapomnialam o calym incydencie. Ogolnie cale moje zycie to byl balagan:ojciec psychopata I alkoholik ktory wychowal mnie I moje 2 siostry w ciaglym stresie przed nim samym. Bobuty zle wyczyszczone,bo zle sie na niego spojrzalysmy:duzo by opisywac ale pamietam ze jak mialam 7lat wyobrazalam sobie ze moim najszczesliwszym dniem w zyciu bedzie dzien kiedy ktos przyjdzie z wiadomoscia ze tatus mial wypadek I nie zyje. Z tego co uslyszalam od moich siostr same mialy takie wizje. Moja mama to zlota kobieta I jedyna normalnosc w naszym zyciu ale sama byla zastraszana przez ojca. W koncu nadszedl dzien po 16 latach kiedy moja matka sie zdecydowala na zawsze usunac ojca z naszego domu. Oczywiscie nie obylo sie bez akcji. Ojciec sie upil,narobil wstydu,pobil matke,przyjechala policja,zakuli go ale w koncu myslalam ze bedziemy szczesliwe. Blad. Mimo wszystko kochalam ojca I bylam podatna na jego wplywy. I tak oto zaczal sie okres mojego buntu. Ojcec domnie wydzwanial I spotykal sie ze mna ipowiedzial ze teraz to co sie bedzie dzialo u nas w domu bez niego to decyzja mojej matki. I tak oto dostalam przyzwolenie od niego na palenie papierosow,picie I wagarowanie(mialam 12lat).Powiedzial ze zabierze mnie do hiszpanii I niewazne czy bede chodzic do szkoly czy nie I tak wyjade. Wiec nie chodzilam. I owszem pojechalam do hiszpani. W wieku 12 lat moj ojciec zrujnowal mnie do konca. Opinia matki mnie nie interesowala ,ojciec powiedzial ze to I tak jej win abo go z domu wyrzucila ima to co chciala. A ja po protu byla glupia. Rok czasu w obcym kraju z alkoholikiem. Rycie beretu na maksa. Po roku czasu prania mozgu wrocilam do polski (moja mama powiedziala ze bala mi sie cokolwiek powiedziec I skomentowac bo bylam zwichrowana,inna osoba). Wrocilam do polski a passport zniszczylam bo powiedzialm ze nigdy tam nie wroce.
Ale zniszczona juz bylam. Dalej pilam,palilam,probowalam trawki. Haj lajf:]w wieku 18 lat pojechalam do siostry do irlandii na wakacje. Bylo pieknie. Mieszkalam z samymi zajebistymi ludzmi,picie palenie trawy I imprezy. Tak poznalam ojca mojego syna. Po wakacjach wrocilam do polski,mialam do zdania ostatnia klase maturalna-ale dalej dzwonila I kontaktowalam sie z moim partnerem.Przyjezdzal mnie odwiedzac z Irlandii I tak oto po 3miesiacach zaszlam w ciaze. Moja matka byla jak zwykle ogromnym wsparciem ale po latach tez mi sie przyznala ze sie przestraszyla bo codziennie przed ciaza wychodzilam na piwko,na fajeczke I bala sie ze sie nie zmienie. Ale sie zmienilam bo gardzilam kobietami ktore pija I pala w ciazy. Zdecydowalismy z parnterem ze po maturze przyjade do irlandii. Wiec w wieku 18 lat przyjechalam do irlandii,obcego w sumie goscia,bez rodziny I jezyka rodzic dziecko I zyc tam. On pracowal a ja siedzialam dniami w domu. W koncu porod,dziecko ?caly czas sama ale I tak pierwszy rok bylo spoko. Potem zaczely sie problem,klotnie-walka o to zeby nie chodzil do znajomych,zeby nie palil,rzeznia non stop. W koncu sama zaczelam palic trawe codziennie jak tylko syn szedl spac. I dalej rzeznie w domu. Zaczynalam powoli siadac psychicznie. I wtedy zaczela sie prawdziwa przygoda z nerwica. Atak paniki a potem jazda. Bez spania,w uczuci nierealnosci,zero zrozumienia od partnera,biegunki,ciagly starch,jazda non stop! Pojechalam resztkami sily do polskiego psychiatry. 4 godziny pociagiem,szukanie przychodni-MASAKRA!bylam tam doslownie 5min. baba sie na mnie popatrzyla,spytala sie co jest ,powiedzialam co sie dzieje. Wyciagnela recepte I dostalam efexor. I bralam go mimo ze jazdy dalej.po 2,3 tygodniach poprawa I zapomnialam o nerwicy ale jak nie bralam leku przez dwa dni zawroty glowy itd. W kazdym razie dopoki bralam bylo ok. Po jakims czasie odstawilam I bylo ok. Do czasu. Okazalo sie ze syn ma niedosluch. W domu z partnerem ciagle jazdy. Bilismy sie I kiedys przesadzil I po prostu sie wyprowadzilam. Bylam sama z dzieckiem,ze specjalnymi potrzebami. Znow ataki. I znow to samo,leki I poprawa. Ale wtedy zaczelam powoli czytac fora. I widzialam juz co to jest. Nerwica lekowa. No dobra tyle osob ma ale widze ze ludzie sie zala,mowia ze zyc nie moga-sama przez to przechodzilam I jak czytalam takie posty to jeszcze bardziej morda przy ziemi. Ale zyc trzeba bylo,dziecko to ogromnamotywacja. Bylo troche lepiej. Zrobilam prawo jazdy, wynajelam ladne mieszkanko-z dzieckiem dosyc sporo wizyt u lekarza ale nie powiem mojego bylego parnetnera nienawidzilam ale kochalam:](ah te baby). I jezdzil ze mna,wiele negatywnych rzeczy mialam do powiedzenia na jego temat ale syna kochal I kocha I sie interesowal chociaz finansowa raczej nas nie wspieral. Z synem chodzilam do logopedy I nosil aparaty ale po roku czasu postepy byly znikome. Zaczeli interesowac sie nim psychologowie ?diagnoza AUTYZM. Kolejny raz mlotem w twarz. Kolejny atak paniki-znow internet ale tym razem znalazlam cos cudownego-bloga, HISTORIA PEWNEJ NERWICY I NADZIEJE I ZROZUMIENIE CHOROBY. I po parukolejnych atakch mialam juz wyczajone:ok czuje sie jak gowno. Nic nie jem w ciagu tygonia schudlam 6,7kg. wymioty,biegunki-strach przed wariowaniem. Napiecie-drzace nogi,wszyscy to znaja,nie musze mowic. Siedzialam na kanapie jak zombie. Poprosilam ojca syna zeby bo zabral na pare dni bo wiedzialam ze sama soba nie moge sie zajac co dopiero dzieckiem. On jeszcze mi mowil ze jak dziecko ma byc normalne jak ma matke czuba. I dobijal mnie jeszcze bardziej. Mialam dno-konkretne dno. Znow powrot do lekow antydepresyjnych ale wtedy juz wiedzialam ze potrzebuje czegos wiecej. Przede wszystkim sie zmuszalam. Mimo ze to byl koszmar. Zmuszalam sie do wyjscia do skelpu,zmuszalam sie do wyjscia do pracy. Do wcisniecia pol banana z rana. Do wszystkiego. Ale oprocz tego wycwiczylam sobie rutyne. I widzialam ze musze czym zajac mysli. Czytanie biblii,ksiazek I komedie te glupie ktorych w sumie nie lubilam nigdy ale byly lekkie. I prysznic,rumianek I swieza pizamka. Oczywiscie zasniecie to byl koszmar,w nocy budzilam sie po 7razy a pierwsza rzecza z rana byl papieros. Fajki palilam jak smok. Ale powoli,powoli widzialm roznice. I tak jak mowie,ty razem bylo innaczej. Tym razem chcialam juz zrozumiec co sie dzieje. I zrozumialam. Co mi pomoglo:tak jak pisalam wyzej leki mi pomogly,najpierw bralam efexor potem sertraline. Ale oprocz tego zrozumienie nerwicy. W tym mi pomogl blog Histori pewnej nerwicy I forum zaburzeni.pl naprawde bardzo polecam ich metody I zrozumienie tego co sie dzieje z nami. Po drugie for a. przeczytalam kiedys cos madrego ze na forach zazwyczaj siedza osoby ktore sa w konkretnej nerwicy I doluja sie nawzajem. A jak sie im poprawia przestaja na te for a wchodzic I zyja normalnym zyciem. I wiecie co,kiedys weszlam na forum I obserwowalam paru uzytkownikow ktorzy zaczeli swoja przygode z lekami I terapia. Na samym poczatku pisalai ze umieraja wariuja-ze nie dadza rady. Potem pisali coraz rzadziej a potem nie bylo ich wcale. Pamietam ze kiedys wlasnie jeden z takick uzytkownikow co sial panike na calym forum po miesiacu napisal tylko czy na lekach moze sie napic piwa. I to byl ostatni jego wpis.
Dzisiaj mam 25lat. Dalej mam problemy I niedawno dostalam kolejnego ataku paniki po tym jak dostalam informacje ze musze sie wyprowadzic z wynajmowanego mieszkania. Ale juz to znalam.
Ataku dostala w piatek a w sobote mialam isc do pracy(pracuje jako kelnerka ). Chcialam wziasc dzien wolnego ale widzialam ze to nic nie da. Poszlam do pracy I powiedzialam swojemu szefowi co sie dzieje. Ze mam nerwice I czasami nawroty,ze sie czuje fatalnie I ze jak naprawde bedzie zle to chce isc do domu. Na moje szczescie mam super szefa. Moi znajomi tez wiedza ze mam nerwice ale nie traktuja mnie jak psychola bo wytlumaczylam im na czym to polega. Na codzien jestem otwarta,szczera osoba moze dlatego latwiej sobie mi z tym radzic. Pisze ten tekst ludziom ktorzy mysla ze nie dadza rady. Dadza ale musze walczyc I musza CHCIEC WYJSC Z NERWICY. Ja wiem ile to pracy kosztuje I wiem ze czasami sie ma dosyc. Powiem szczerze ze nie boje sie samych atakow paniki tylko tego co sie po nich dzieje. Tej nierealnosci I ciaglego napiecia ale wiem juz z doswiadczenia ze po 2,3tyg wracam do normy. Nie bez wysilku ale skoro potrafilam swoj organizm nauczyc nerwicy I takich reakcji to wiem ze potrafie tez sie tego oduczyc. I nie wierze ze z nerwicy nie mozna wyjsc. Mozna tylko to wymaga pracy nad samym soba. Przede wyszstkim musimy sie pogodzim z tym jacy jestesmy. Naprawde nerwicowco jest duzo,I rozni ludzie roznie sobie z tym radza ale najwazniejsze to sie nie poddawac bo Z TEGO MOZNA WYJSC. Zycze wam wszystkim powodzenia I sily. I nadzieji-ze to co sie z name dzieje to tylko wyuczona reakcja organizmu,normalna reakcja na ktora dlugo pracowalismy I z ktora dlugo bedziemy sie zmagac ale jest warto.