Zagadnienie:
Kobieta ma przyjaciela, wieloletniego (przyjaźń trwa trzynaście lat), z którym miała w przeszłości (ok. dziesięć lat temu) krótki epizod seksualny (petting). Kontakt trwa nadal, aczkolwiek bez seksu, jak normalna znajomość... Czy aktualny partner (od pół roku) może czuć się nieswojo wiedząc o tej znajomości? Tamten facet jest nazywany przyjacielem. W przeszłości bywały sporadyczne przypadki nocowania u niego (gdy późna godzina nie pozwalała na powrót, bądź stan przez alkohol - jeszcze przed poznaniem partnera), mają miejsce przyjacielskie rozmowy. Kobieta nie rozumie podejścia partnera do takiej znajomości. Swoich doświadczeń z tamtym "przyjacielem" nie nazywa seksem... Ważna informacja: partner wie od tej kobiety o wspomnianej przyjaźni, nie było to ukrywane.
Moje pytanie:
Czy aktualny partner ma podstawy podejrzewać, iż skoro bariera fizycznej bliskości została kiedyś tam przekroczona w tej znajomości - może dojść do powtórki?
1 2013-01-11 02:48:40 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2013-01-11 16:07:23)
W moim przekonaniu słowo 'przyjaciel' jest bardzo często nadużywane. Uważam, że przyjaciel to ktoś kogo od strony seksualnej traktujemy jak brata.
Mam brata i mam przyjaciela. Zreszta też od 13 lat
Obiektywnie umiem ocenić, że mój brat to przystojny facet, przyjaciel też. Ale nigdy, przenigdy nie patrzałabym na żadnego z nich jak na obiekt seksualny. Przenigdy, to byłoby chore. I właśnie to nazwałabym przyjaźnią.
Jeśli Twoja kobieta 'przyjaźni' się z kimś z kim kiedyś uprawiała seks lub pieszczoty to jakiś pociąg seksualny może między nimi istnieć.
Czy te sporadyczne przypadki nocowania oznaczały seks czy faktyczne nocowanie?
Obawy możesz mieć - nikt Ci tego nie zabroni, to Twoje prawo aby czuć zazdrość.
Ciężko oceniać sytuację na podstawie krótkiego opisu, ale myślę, że wiele może wskazywać na to, że nie ma realnych powodów do obaw. 13 lat to długi okres czasu, gdyby czuli się sobie przeznaczeni albo mieli silny pociąg seksualny to raczej by coś już z tego było. Skoro kobieta o tym sama otwarcie mówi, to wskazywać może na to że jest szczera i woli gorzką prawdę od pięknych kłamstw, bo oczekuje zaufania.
I zresztą sam fakt pettingu 10 lat temu nie musi zwiększać prawdopodobieństwa zdrady. Bo przecież zdradzić można z dowolnie poznaną osobą, z którą nie ma się żadnej przeszłości.
Mam przyjaciela od 24 lat. "Przetrwał" ze mną moje dwa nieudane małżeństwa, moi mężowie o nim wiedzieli i musieli to zaakceptować. Tak, jak akceptuje ten fakt jego żona, którą znam 23 lata. Nikogo nie dziwi fakt, że spotykamy się od czasu do czasu na drinku, że potrafimy przegadać pół nocy, a potem zasnąć w jednym łóżku.Nikt nie wie o mnie tyle co On i odwrotnie. Ale nie ma w tym grama seksu. I to jest przyjaźń.
Moje pytanie:
Czy aktualny partner ma podstawy podejrzewać, iż skoro bariera fizycznej bliskości została kiedyś tam przekroczona w tej znajomości - może dojść do powtórki?
Może podejrzewać nawet listonosza, czy to ma sens to inna kwestia.
Dziewczyna była z Tobą szczera, X lat temu popieściła się z tym gościem i poza tym nic - czego jeszcze chcesz..? Znam sporo kobiet, które przyjaźnią się ze swoimi byłymi facetami czy mężami albo kochankami i jest ok.
...Znam sporo kobiet, które przyjaźnią się ze swoimi byłymi facetami czy mężami albo kochankami i jest ok.
No ok ![]()
A jeśli sytuacja jest analogiczna, ale dotyczy mężczyzny? Tzn: Facet ma wieloletnią przyjaciółkę od kilkunastu lat. Lat temu parę miało miejsce między nimi małe "conieco", ale po krótkim czasie okazało się, że nie oczekują jakiegoś związku i zostają przyjaciółmi. Analogicznie jak w pierwszym przypadku: czasem długie rozmowy, spotkania, ale już bez zbliżeń. Owa znajomość (z tamtym epizodem) niepokoi aktualną partnerkę i staje sie często zarzewiem konfliktów. Jak wówczas, Drogie Panie traktowałybyście ową przyjaźń? Partnerka ma słuszne powody (wszak między jej partnerem, a tamtą kobietą coś było) do wietrzenia w tej znajomości - oprócz przyjaźni - jeszcze czegoś? Nie tyle zdrady co - przy sprzyjających okolicznościach - chwilowego zapomnienia i znalezienia ukojenia u przyjaciółki ( w momencie jakiegos kryzysu)? Na zasadzie "przyjacielskiej pomocy" ![]()
6 2013-01-11 11:41:55 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-01-11 11:42:54)
Nie tyle zdrady co - przy sprzyjających okolicznościach - chwilowego zapomnienia i znalezienia ukojenia u przyjaciółki ( w momencie jakiegos kryzysu)?
Nie rozumiem tego zdania.
Na czym to ukojenie miałoby polegać, skoro nie ma zdrady?
Albo inaczej - w czym problem miałby być, skoro nie w zdradzie?
Taka sytuacja nigdy nie jest całkowicie obojętna dla drugiej strony. Uważam jednak, że podstawą związku jest zaufanie. Jeśli decyduję się z kimś związać - ufam, że w aspekcie erotycznym i uczuciowym jego życia jestem obecnie tylko ja. Jeśli mam problem z zaakceptowaniem danej znajomości mojego mężczyzny - to jest to wyłącznie mój problem i to ja powinnam się stuknąć w główkę w momencie, kiedy dopadają mnie głupie myśli.
Z kolei nie wyobrażam sobie przekreślać jakąkolwiek udaną znajomość (celowo nie używam tutaj słowa "przyjacielska" z racji na niejednoznaczność definicji) z powodu wejścia w związek. Niby jak to miałoby wyglądać? "Sorry, kolego, od dzisiaj mam faceta, więc nie będziemy się więcej kontaktować"?
Na czym to ukojenie miałoby polegać, skoro nie ma zdrady?
Albo inaczej - w czym problem miałby być, skoro nie w zdradzie?
Spotkałem sie już z opinią, że "chwila zapomnienia" w ramionach wieloletniego przyjaciela/przyjaciółki nie jest zdradą, bo to tak prawie jakby ze swoją "połowicą" zrobić, a - z resztą - między przyjaciółmi to zostaje
Nie mniej jest to przecież zdrada - jesli nastąpi powtórka z przeszłosci. A łatwo o cos takiego, jesli już "przełamanie lodów" ma sie dawno za sobą...
Vian napisał/a:Na czym to ukojenie miałoby polegać, skoro nie ma zdrady?
Albo inaczej - w czym problem miałby być, skoro nie w zdradzie?
Spotkałem sie już z opinią, że "chwila zapomnienia" w ramionach wieloletniego przyjaciela/przyjaciółki nie jest zdradą, bo to tak prawie jakby ze swoją "połowicą" zrobić, a - z resztą - między przyjaciółmi to zostaje
![]()
Nie mniej jest to przecież zdrada - jesli nastąpi powtórka z przeszłosci. A łatwo o cos takiego, jesli już "przełamanie lodów" ma sie dawno za sobą...
![]()
Całościowo głupia opinia moim zdaniem.
Też mam przyjaciela od jakichś 13 lat. Kiedyś nawet coś czuliśmy do siebie, nawet się przytulalismy itp. ale to minęło. On ma żonę, a my się przyjaznimy przez ten czas, czasem spotkanie, telefon, piszemy w necie - o zyciu, o wspolnym hobby. Ale uczucie minęło (nie był nawet moim chłopakiem) i został fajny kontakt.