Szukam Antidotum........ - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Szukam Antidotum........

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 51 ]

Temat: Szukam Antidotum........

Witam jestem tu nowa, mam 39 lat, 19-letnią córkę i 20-letni staż małżeński. Mam ogromny problem, w sierpniu ubiegłego roku, mój (jeszcze mąż) zwany później w skrócie JM, wyszedł z domu do pracy i już z niej nie powrócił, jak się później okazało, przeniósł się do kochanki,zwanej później, "zajebistą suką" (jak sama siebie określiła w smsie do mnie). Ja popełniłam wszystkie błędy jakie można było popełnić, a dowiedziałam się tego z tegoż forum, niestety za późno tutaj zaglądnęłam :( Na początku sierpnia, wróciliśmy z wczasów, na które mieliśmy jechać tylko na tydzień, ale było tak super i świetna pogoda, że zdecydowaliśmy się pojechać do innego miasta, jeszcze na tydzień...... Było naprawdę fajnie. I cóż....nie minęły dwa tygodnie od przyjazdu, przyszedł piątek, jak JM wyszedł i zostawił mnie z córką. Jak w końcu po tygodniu od zniknięcia z domu, odebrał telefon, był pijany i oświadczył mi, że mnie już nie kocha...., że mnie zdradził...., że wie, że jaką krzywdę mi wyrządził....,że mam składać pozew o rozwód....i,że jest mu teraz dobrze..... Uwierzcie, byłam w takim szoku, bo nic na to nie wskazywało. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego i jak można się odkochać w dwa tygodnie..........No i załamanie nerwowe jak grom z jasnego nieba. Przez 1,5 miesiąca siedziałam w ciemnym pokoju, zasłonięte żaluzje, ja w łóżku, nie widziałam,że człowiek ma tyle łez, które płyną po twarzy non stop, bez końca....nie jadłam, schudłam 16kg, nie prałam, nie gotowałam, mogę tu wymieniać bardzo dużo rzeczy, których nie robiłam, ale jedną rzecz tylko po prostu BYŁAM. Córka, przejęła wszystkie moje obowiązki, ja tylko marzyłam, żeby zasnąć i się nie obudzić więcej, tylko jak zasnąć, jak myśli nie pozwalają. Potem przyszła fala proszenia o powrót (nawet nie wiecie, jak tego żałuję), smsy do "zajebistej suki", do JM. I tak to trwało od października, do połowy grudnia, gdzie zaczęłam powoli hm bardzo powoli, ale to zawsze coś, zaczęłam przynajmniej jeść, też trochę za dużo powiedziane, zaczęłam wychodzić z domu,dodam,iż byłam z JM w jakimś tak kontakcie cały czas, przed świętami, przyszedł do mnie i stwierdził, że chce wrócić, że mnie kocha, że "zajebista suka" jest zakochana, ale on chce być z nami. A ja głupia, tak właśnie tak, zgodziłam się, zaczęłam cieszyć się życiem. Były święta, było hmm ,że tak powiem, trochę sztucznie, ale spodziewałam się tego, bo było to dla mnie sprawą oczywistą, że potrzeba dużo czasu, zanim wszystko w miarę wróci do normalności. Planowaliśmy sylwestra, w sobotę t.j.29-go grudnia, rano robiliśmy zakupy za sylwestra i po południu mieliśmy iść do znajomych omówić co kto robi, kto jakie sałatki itd itp. Nie będę się rozpisywać, tę właśnie sobotę, JM spędził już u " zajebistej suki". Po prostu wyszedł, tak jak w sierpniu i do dzisiejszego dnia, nie ma od niego odzewu, pod jakimkolwiek względem. Sylwestra spędziłam u znajomych, ale już bez JM, który bawił się ze "zajebistą suką". A ja cóż, z powrotem brak apetytu, płacz i taki ból w sercu, że Wy to najlepiej wiecie. Dzisiaj zmusiłam się iść do psychologa, jestem po wizycie i ciężko to widzę............dalej płacz, dalej ból, dalej właśnie co dalej, Pomóżcie, błagam.............................

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Szukam Antidotum........
nibynieJA napisał/a:

Witam jestem tu nowa, mam 39 lat, 19-letnią córkę i 20-letni staż małżeński. Mam ogromny problem, w sierpniu ubiegłego roku, mój (jeszcze mąż) zwany później w skrócie JM, wyszedł z domu do pracy i już z niej nie powrócił, jak się później okazało, przeniósł się do kochanki,zwanej później, "zajebistą suką" (jak sama siebie określiła w smsie do mnie). Ja popełniłam wszystkie błędy jakie można było popełnić, a dowiedziałam się tego z tegoż forum, niestety za późno tutaj zaglądnęłam sad Na początku sierpnia, wróciliśmy z wczasów, na które mieliśmy jechać tylko na tydzień, ale było tak super i świetna pogoda, że zdecydowaliśmy się pojechać do innego miasta, jeszcze na tydzień...... Było naprawdę fajnie. I cóż....nie minęły dwa tygodnie od przyjazdu, przyszedł piątek, jak JM wyszedł i zostawił mnie z córką. Jak w końcu po tygodniu od zniknięcia z domu, odebrał telefon, był pijany i oświadczył mi, że mnie już nie kocha...., że mnie zdradził...., że wie, że jaką krzywdę mi wyrządził....,że mam składać pozew o rozwód....i,że jest mu teraz dobrze..... Uwierzcie, byłam w takim szoku, bo nic na to nie wskazywało. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego i jak można się odkochać w dwa tygodnie..........No i załamanie nerwowe jak grom z jasnego nieba. Przez 1,5 miesiąca siedziałam w ciemnym pokoju, zasłonięte żaluzje, ja w łóżku, nie widziałam,że człowiek ma tyle łez, które płyną po twarzy non stop, bez końca....nie jadłam, schudłam 16kg, nie prałam, nie gotowałam, mogę tu wymieniać bardzo dużo rzeczy, których nie robiłam, ale jedną rzecz tylko po prostu BYŁAM. Córka, przejęła wszystkie moje obowiązki, ja tylko marzyłam, żeby zasnąć i się nie obudzić więcej, tylko jak zasnąć, jak myśli nie pozwalają. Potem przyszła fala proszenia o powrót (nawet nie wiecie, jak tego żałuję), smsy do "zajebistej suki", do JM. I tak to trwało od października, do połowy grudnia, gdzie zaczęłam powoli hm bardzo powoli, ale to zawsze coś, zaczęłam przynajmniej jeść, też trochę za dużo powiedziane, zaczęłam wychodzić z domu,dodam,iż byłam z JM w jakimś tak kontakcie cały czas, przed świętami, przyszedł do mnie i stwierdził, że chce wrócić, że mnie kocha, że "zajebista suka" jest zakochana, ale on chce być z nami. A ja głupia, tak właśnie tak, zgodziłam się, zaczęłam cieszyć się życiem. Były święta, było hmm ,że tak powiem, trochę sztucznie, ale spodziewałam się tego, bo było to dla mnie sprawą oczywistą, że potrzeba dużo czasu, zanim wszystko w miarę wróci do normalności. Planowaliśmy sylwestra, w sobotę t.j.29-go grudnia, rano robiliśmy zakupy za sylwestra i po południu mieliśmy iść do znajomych omówić co kto robi, kto jakie sałatki itd itp. Nie będę się rozpisywać, tę właśnie sobotę, JM spędził już u " zajebistej suki". Po prostu wyszedł, tak jak w sierpniu i do dzisiejszego dnia, nie ma od niego odzewu, pod jakimkolwiek względem. Sylwestra spędziłam u znajomych, ale już bez JM, który bawił się ze "zajebistą suką". A ja cóż, z powrotem brak apetytu, płacz i taki ból w sercu, że Wy to najlepiej wiecie. Dzisiaj zmusiłam się iść do psychologa, jestem po wizycie i ciężko to widzę............dalej płacz, dalej ból, dalej właśnie co dalej, Pomóżcie, błagam.............................

Witaj smile
Co dalej? Przede wszystkim kontakt z ludźmi smile Nawet tu smile
Dalej kontakt z psychologiem smile
Natychmiast zacząć myśleć o SOBIE smile

Pewnie się powtórzę wink Niedługo miną 4 miesiące od momentu "rozpadu" związku 14 letniego związku. Jak widzisz jestem tylko odrobinę starsza. Mam za to trójeczkę dzieci z tego małżeństwa (z pierwszego nie mam dzieci), w tym 3,5 letnie bliźniaczki smile Tym razem nie zostałam zdradzona, tylko "się wypaliło" owemu jm.
Najważniejsze to pamiętać że należy szanować SIEBIE przede wszystkim. I za wszelką cenę dla siebie próbować z tego doła wyjść, wygrzebać się, wypełznąć - choćby powolutku i drobnymi kroczkami.
Było ciężko... Z jedzeniem był problem, bo klucha w gardle, ale się zmuszałam każdego dnia choćby do słonych paluszków. I zmuszałam się do dbania o siebie. Po prostu - jak to teraz mówię do siebie - nie mam usposobienia samobójcy, chcę przetrwać!
Wiedziałam, że będzie upływał czas a ja będę czuć coraz mniejszy i mniejszy ból smile
Pewnie, fajny by był pstryczek, który by mnie przeciągnął do tego momentu, ale go nie ma.
Albo inaczej - ja sama sobie ten pstryczek zaprojektowałam wink Sama go użyłam smile Już nie mam tych powodów do rozpaczy, już nie leją mi się strumienie łez, już nie czuję tego ból, już nie wyję, już jest DUŻO  LEPIEJ! Jest stabilnie i nawet powiedziałabym, że nęcąco smile Życie się do mnie uśmiecha zalotnie wink Niedługo wiosna smile
Tak, straciłam wtedy poczucie bezpieczeństwa i go nie odzyskałam bo zostałam totalnie z dziećmi "sama" z problemem zapewnienia im "jutra". Ale odzyskałam też i siebie smile

Moja kochana - mam nadzieję, że Ty chcesz odzyskać siebie?
A jaka jesteś? smile Tak poza okresami dołów i depresji?

Bo co do JM, to chyba zdajesz sobie sprawę, że należy zebrać dowody i martwić się teraz o siebie. Jeśli ktoś zrani raz - już jest wysokie ryzyko, ze się to powtórzy. Tu masz pewność - on na zawsze pozostanie takim d.... I chyba nie zamieszasz pozwalać mu na takie traktowanie swojej osoby?

3

Odp: Szukam Antidotum........

Witaj nibynieJa.
Doskonale Cię rozumiem, bo też jestem po drugiej fali uderzeniowej. Jestem/byłam w związku od 12 lat, mamy 10 letnią córkę.  Mój partner jest teraz zagranicą, a kochanka z nim pracuje. Wszystko trwa od 10 miesięcy, ale w pażdzierniku było wybaczenie, plany odnośnie wspólnej przyszłości, ślubu.
Po miłych wspólnych świętach szok - oni dalej są razem (sam się nie przyznał, byłam świadkiem rozmowy telefonicznej).
I co teraz?  I ty to wiesz i ja to wiem :KONIEC. Trzeba się odciąć od wszystkiego. Ja wykasowałam jego numery z komórki i kontakt na Skypie.  My nie możemy już nic robić. I ty i ja same próbowałyśmy sklejać związek a oni wrócili na chwilę, bo się pokłocili z kochanką. Trzeba zachować resztki szacunku do siebie, co tam nam jeszcze zostało. Pytasz o antidotum...
Pewnie zależy od człowieka. Ja po tym czasie mam dość gadania i rozdrapywania ran, nawet z przyjaciółmi. Nie mam ochoty na psychoterapię. Za to wczoraj byłam na cudnym masażu relaksacyjnym, który uwolnił moje zesztywaniałe od bólu i stresu ciało. Wyszłam z uśmiechem, chociaż wczesniej przez pół dnia płakałam. Ściskam cię mocno. Nie jesteś sama

4

Odp: Szukam Antidotum........

Widzę ,że jest Nas tu dużo tych skrzywdzonych ,tych pozbieranych i zakochanych sad
     Musisz nawiązywać nowe znajomości,wychodzić z domu oczywiście nic na siłę ,wszystko z czasem się
    poukłada ,natłok myśli i emocji też się zmniejszy ,choć ból pozostanie.
               Skoro on zalazł tą "zajebistą sukę " niech jej się trzyma jak różowe okulary spadną ponownie zapuka
   do drzwi ,tylko tym razem nie otwieraj ,pamiętaj ,że Tobie tak samo należy się prawo do szczęścia,miłości
   i tego wszystkiego czego Ci brakowało ,gdy tkwiłaś w związku z nim ...musisz przezwyciężyć ten ogromny żal,
   smutek i ból który Ciebie ogarnia i dogonić swoje szczęście ,marzenia i miłość ...która w życiu jest najważniejsza
   choć sprawia tyle bólu sad

5 Ostatnio edytowany przez cachmir (2013-01-08 16:05:09)

Odp: Szukam Antidotum........

Przede wszystkim zdejmij męża z piedestału i spróbuj zastosować metodę 34 kroków
jest przeznaczona dla małżeństw w kryzysie:

1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj  ? bądź aktywny, rób coś, idź do kina, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w kontakcie z nim/nią  (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robił w ciągu dnia, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie partner.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z nim/nią, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Partner będzie wszystko negował, ponieważ jest zraniony i przestraszony.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.

Nie ujawniaj się z tą metodą, bo jak dobrze je poczytasz i zrozumiesz, to one są skierowane na Ciebie i zmiany w Tobie a nie w nim.
Poza tym te pkt nie są po to by przełamać niechęć partnerki/partnera do ratowania związku, tylko o pokazanie Twojego szacunku do samej siebie, kreowania nowego, lepszego 'ja'.

Jeśli możesz to poszukaj i obejrzyj sobie film Ognioodporny - przysłuchaj się co mówią.

6

Odp: Szukam Antidotum........

dziękuję Wam ,do czasu kiedy dowiedziałam się o zdradzie, byłam osobą, dla której nic nie stanowiło problemu, sama praktycznie wychowałam córkę, tzn uczyłam ją, odrabiałam lekcje, biegałam z nią na treningi, bo trenowała pewną dyscyplinę, zdobywała medale itd, była bardzo dobrą uczennicą, zawsze dbałam o to, żeby być o jeden krok do przodu, JM, od zawsze miał wszystko wszystko gdzieś,bo to ja płaciłam za rachunki, latałam po urzędach, wszędzie gdzie on musiał się osobiście podpisywać, mówiłam,że mąż jest w budynku tylko w innym dziale i sama się za niego podpisywałam na korytarzu. za dużo, by opisać moją całą ja. JM oprócz tego, że był, to nie uczestniczył tak naprawdę w naszym życiu, jedynie co, to gotował przez 10 lat, bo ja nie umiałam, ale później gdzieś około drugich 10 lat, nauczyłam się i tego i od tego momentu, chodził tylko do pracy, po pracy piwko i więcej, bo ponoć /jak twierdził JM/ każdy tak robi, oprócz mężczyzn z mojej rodziny he he uśmiać się można, którzy wracają po pracy do domu, bo żona na nich czeka z obiadem. Potrafiłam zaoszczędzić, przez cały rok, na wyjazdy córki i wczasy dla nas. Od zawsze powtarzał,że dobrze, że ma taką żonę, bo by zginął chyba. Zawsze mnie chwalił przed znajomymi, że nie wie jak ja to robię, że lodówka zawsze pełna, niczego nie brakuje, a ja tyle potrafię zaoszczędzić i co, kiedy po pierwszym odejściu, w rozmowie telefonicznej spytałam się go czym go "ZAJEBISTA SUKA" ujęła, to padniecie co mi odpowiedział cytuję : bo jak ja wyjeżdżałem z pracy (dodam,że pracuje w ciężkich warunkach) to ona chciała tylko smsa ode mnie,że jestem cały i żywy i że mogę sobie iść z chłopakami na piwka.............A to,że ja dzwoniłam po pracy, że czekam z  obiadem i to po milion razy, bo nie miał ochoty odebrać, gdyż codziennie siedział na piwie po pracy, to już nie jest ważne dla niego. Bo cóż w moich smsach nie było takich słów jakich używała "zajebista suka" czyli cukiereczku,misiu,koteczku,moje ty szczęście, mój ty kochany przyszły mężusiu. Facet, który w lutym kończy 43 lata, podnieca się smsami i przekreśla ustabilizowane życie, bo "zajebista suka" dodam iż jest młodsza od niego o 14lat, pozwala mu pić z kumplami, a ona chce tylko wiedzieć, że on szczęśliwie wyszedł z pracy, a potem, to już może robić co chce, byleby wieczorem przyjechał do niej.
Przepraszam, ale ja naprawdę, już nie wiem, czy to ze mną było coś nie tak. Jakkolwiek bym to chciała wytłumaczyć, to i tak nie znajduję żadnych logicznych odpowiedzi. Dodam,że od kiedy wyprowadził się od nas, przestał pracować( miał b dobrą pracę w państwowym zakładzie, gdzie ja mu złożyłam i zawiozłam papiery, wypełniałam formularze osobowe na korytarzu  ), czyli od sierpnia ciągnie na lewym L-4, zaciąga kredyty, wiem o czterech, a podejrzewam,że jest ich więcej już . A ja głupia płaczę za takim bydlakiem? Pomóżcie mi to zrozumieć ?. Psycholog, powiedziała mi wczoraj,że jest to dla mnie destrukcyjny i toksyczny związek. Ok zgadzam się, ale ja albo go tak kocham ( co jest głupie, wiem), albo uzależniłam się od niego? O co tu chodzi? Miałyście podobnie? Jezu ja ciągle płaczę..........:'(

7

Odp: Szukam Antidotum........

A teraz nie umiem wyjść po chleb do piekarni, a już było tak dobrze, już zaczynałam powolutku być sobą, oparciem dla córki. Znowu żołądek skręcony. Dzisiaj córka wróciła obładowana dwoma ciężkimi torbami, bo pusta lodówka, teraz pojechała po komodę do ikei, a obiecałam,w święta,że pojedziemy razem...........ech, a ja naprawdę nie umiem podnieść się z bólu, który zawładnął moim ciałem, siedzę w szlafroku z tłustymi włosami i płaczę. Czy JM nie zdawał sobie sprawy, jak mnie zranił ponownie wracając i wynosząc się do "zajebistej suki"? nie ma od niego odzewu cały czas, po prostu, zrobił sobie przystań chwilową, bo ponoć ona chciała wrócić do męża, ale się rozmyśliła, więc poszedł sobie w długą.............

8 Ostatnio edytowany przez julita29 (2013-01-08 18:24:22)

Odp: Szukam Antidotum........

Serce mi peka jak czytam Twoje posty .. Moja droga Twoj maz to ch..za i to totalna.. Toksyczny zwiazek zachowuje sie jakby mial kryzys wieku sredniego .. Taki podlotek gdzie zawieje tam sie przekreci... Otrzyj lzy choc ciezko wiem cos o tym spakoj wszystkie jego rzeczy do workow na smieci wystaw za drzwi i poinformuj go sms, zeby je zabral.. Uwolnij sie i odetchniesz .. Zaloz sprawe rozwodowa z jego winy on zobaczy, ze to nie przelewki .. Kochana zacznij dzialac dla siebie i dla corki nie marnoj juz ani jednej sekundy na tego czlowieka .. Spojrz zniszczyl wszystko.. Nie zalamuj sie tylko brnij do przodu i nie mysl czy go kochasz czy sie od niego uzaleznilas ... Mysl o sobie.. Tak jak moi znajomi z forum radza wyjdz do ludzi zapisz sie na byle co nawet robotki reczne , basen, lekcje tanca ... Fryzjer .. Kosmetyczna byleby z dala od gnebiacych mysli ... Ja trzymam za Ciebie kciuki smile

9

Odp: Szukam Antidotum........

Rozumiem, że temat wzbudza wiele emocji, przypominam jednak, iż na naszym forum nie używamy słów powszechnie uznawanych za wulgarne. Swe negatywne zdanie można wyrazić w inny sposób.

Dziękuję z góry za dostosowanie się do zasad panujących na naszym forum.

10

Odp: Szukam Antidotum........

wywnioskować idzie ,że ten facet niczego nie potrafi zrobić sam ,czeka na gotowe,
      i czego mu brakowało jak miał wszystko u Twojego boku sms ,moim zdaniem jest po prostu
   nienormalny,te jego 40 parę lat i zero pomysłu na życie ,jakieś jaranie się pustymi sms jak szalony 15 latek
  Nie płacz szkoda Twoich pięknych oczu na kogoś, kogo nie powinnam nazwać mianem mężczyzny
  Zapisz się na jakieś zajęcia ,tak by nie było miejsca na myśli,zastanawianie się co dalej ,może jakiś sport
   terapia psychologiczna itp. Winne jest przywiązanie i przyzwyczajenie do wspólnego spędzania czasu
  teraz tego najbardziej brakuje .

11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-01-08 19:33:43)

Odp: Szukam Antidotum........

nibynieJA
Witam Ciebie cieplutko.

"Opatrzność ma tysiące sposobów,
aby podnieść schylonych i pomóc wstać leżącym.
Czasami nasz los wygląda jak drzewko owocowe zimą:
widząc jego smutny wygląd kto pomyślałby,
że te zdrętwiałe konary i widlaste gałęzie
będą się znowu zielenić, rozkwitać,
a potem dadzą nowe owoce!
A jednak wierzymy w to, my to wiemy..."
                                                     Johann Wolfgang Goethe

Pierwszą rzeczą jaką musisz koniecznie zrobić to zabezpieczyć siebie przed długami jakich narobił JM.
Bo jeżeli macie wspólne konto to będzie kłopot i to duży.

Ta informacja na pewno się Tobie przyda:
"Wspólne konto bankowe to niewątpliwa wygoda. Jest to jednak rozwiązanie dobre dla odpowiedzialnych i wzajemnie sobie ufających małżonków. Łączy się, bowiem z odpowiedzialnością za wszystkie decyzje i dyspozycje pieniężne.
Zarówno żona, jak i mąż, mogą bez ograniczeń wpłacać i wypłacać z konta pieniądze, składać wnioski o limit zadłużenia, o wydanie kart, o blokadę środków itp. Nie mogą tylko zmienić samodzielnie warunków umowy. Jako współwłaściciele mogą także ustanawiać pełnomocników. Wobec banku współwłaściciele w takim samym stopniu odpowiadają za powstałe na koncie zadłużenie i nie jest ważne, kto przyczynił się do jego powstania. Oznacza to, że egzekucja zostanie przeprowadzona, również przeciwko osobie, która nie zaciągała długu. Osoby, które posiadają wspólny rachunek, będą musiały także wspólnie poddać się pewnym procedurom bankowym w momencie zaciągania kredytu przez jednego z nich. Co ważne - banki zastrzegają w regulaminach, że w sytuacjach konfliktowych między współposiadaczami np. jeden z nich nie będzie honorował decyzji lub dyspozycji drugiego- będą wymagały postanowień sądu lub zastrzegają, że nie będą ponosiły odpowiedzialności za skutki odmiennych decyzji posiadaczy. Warto też pamiętać, że gdyby doszło do zajęcia konta w drodze egzekucji komorniczej - pieniądze są zamrażane i dostępu do nich nie będzie miał żaden z posiadaczy.
Więcej informacji w tym linku:
wstawianie linków do komercyjnych stron internetowych jest niezgodne z regulaminem

Druga sprawa- zbieraj dowody jego zdrady, a te które są w Twoim posiadaniu dobrze zabezpiecz.

Musisz przewartościować całe dotychczasowe swoje życie, cały swój świat wartości.
Musisz przebudować tak, aby zniknęło słowo "MY" jako mąż i żona- rodzina.
Słowo "MY" zniknęło w momencie zdrady i to bezpowrotnie.
Już nie żyjesz dla niego, a on dla Ciebie, przestaliście być jednością, rodziną, mającą wspólne plany i wspólny świat wartości.

Powtórzę Tobie, to co staram się przekazać wszystkim,
obecnym na tym forum.
Liczy się już nie on ale tylko Ty i Twoja córka.
Liczy się tylko moje "Ja"
Ja- to znaczy mam poczucie swojej wartości,
Ja- to znaczy szanuję siebie samą.
Ja- to znaczy jestem dumną kobietą, zasługującą na szacunek innych,
Ja- to znaczy, że liczą się wyłącznie moje potrzeby,
Ja- to znaczy że mamy swoją dumę i honor.
Ja- to znaczy, że nigdy nie pozwolę nikomu,
aby moja duma została zdeptana przez jakiegoś zdrajcę- padalca

Nigdy nie czyń priorytetu z osób,
dla których stałaś się tylko opcją.

Nigdy przenigdy nie pozwól mu na obarczanie Ciebie winą za jego zdradę.
Nie szukaj odpowiedzi na pytanie, na które i tak nigdy nie uzyskasz odpowiedzi!
Bo za zdradę zawsze odpowiada zdrajca i tylko on wie dlaczego tak zrobił.

Nie wolno też obwiniać się za to co się wydarzyło.
Analizować tego i rozbierać w poszukiwaniu przyczyny zdrady
Twojego życia na czynniki pierwsze.
To już nic nie zmieni, a jeszcze bardziej będzie wykańczać
Twoją psychikę.

Walcz o siebie, o odbudowanie poczucia swojej wartości
i dumy.
Żaden zdrajca nie zasługuje ani na szacunek, ani na miłość
ani na walkę o niego.
Nie jest wart ani jednej kropli łez płynących z Twoich oczu.

Zdrajca jest zawsze tchórzem.
On się panicznie boi prawdy.
I będzie tak długo z nami bawił, kłamał w żywe oczy,
przysięgał na wszystko, w tym, co jest podłością samą w sobie,
na zdrowie i życie swoich dzieci
aż go na kłamstwie złapiemy.

A tłumaczenia, dlaczego tak postąpił
to już kanon zdrajców.
Można dosłownie napisać szablon i
on zawsze będzie pasować do każdej zdrady właściwie bez
jakiekolwiek wyjątku.

Dlatego w takich sytuacjach najważniejszą rzeczą jest
nie ratowanie związku
a ratowanie przede wszystkim siebie.
Naszego zniszczonego poczucia wartości,
naszego poczucia dumy,
naszego zniszczonego szacunku do siebie samych.
I na tym musimy się skupić.

Gdy robimy wbrew tej regule( to już wiesz), to obrywamy tak
potężnie, że postawienie nas do pionu,
podniesienie się z kolan zajmuje olbrzymią ilość naszego czasu
i kosztuje nas potwornie wiele.

Bo ratując związek jednocześnie poddajemy
jakiejś formie autodestrukcji!
Szukamy przyczyny, analizujemy na wszystkie możliwe
sposoby dlaczego to się zdarzyło,
nie zdając sobie w tym momencie sprawy, że takie podejście
jeszcze bardziej nas zdemoluje.


To dlatego jest później tak ciężko się podnieść i uwierzyć,
że bycie z kimś innym(kobieta, facetem) jest jednak możliwe.

Zdrada to jest cichy zabójca.
Zabija w nas wszystko,
w co dotychczas wierzyliśmy.
Burzy cały nasz system wartości.


Zrób to co pisze Julita29 z pełną konsekwencją.
I nie wahaj się w tym co robisz.
To jest wojna, a na wojnie Ciebie nie obowiązują
żadne zasady i nie możesz sobie pozwolić na chwile
słabości.

Trzymaj się.
Tutaj na naszą pomoc zawsze możesz liczyć.

12 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-01-08 19:44:01)

Odp: Szukam Antidotum........

Ja już podjęłam pewne kroki, tzn w listopadzie, dzięki namowom córki, złożyłam pozew o alimenty, choć córka jest pełnoletnia, ale studiuje dziennie. Napisałam w Jej imieniu pozew o 1000zł ( a dodam, że była to 1/3 jego ówczesnych zarobków, dopóki nie poszedł na L-4 ), nie liczyłam na taką kwotę, no góra 500zł, ale JM, nie stawił się w sądzie, tylko córka i że nie mógł się bronić to sąd uznał, że skoro został powiadomiony i się nie stawił, to zostają mu zasądzone takie alimenty jakie zostały wpisane w córce wniosku. Mamy jeszcze wspólne konto, tzn ja otworzyłam sobie nowe, więc moje wynagrodzenia, wpływają już, tylko na moje konto, a jego na to wspólne i zrobiłam na tym wspólnym koncie zlecenie stałe i alimenty zaraz po jego wypłacie mam na swoim koncie. Dodam, że teraz od kiedy jest cały czas na L-4, wysokość alimentów to jest jego niecała połowa wynagrodzenia i z tego co wiem, w jednym z pseudo banków, nie będę używała nazwy,ale reklamują się w tv nawet i  pobierają największą prowizję od pożyczek, spłaca ogromną ratę, a ma ich już "trochę", także, dwa dni po wypłacie, jest już bez środków do życia,bo mam podgląd w necie, no i kolejne pożyczki, żeby jakoś pić, palić i pokazywać wulgaryzm, jaki to on bogaty jest. Ja nie mam żadnych kredytów, na życie i inne rzeczy mam, co z tego jak nie umiem sobie poradzić z uczuciem do JM, czy jakkolwiek by to nazwać. Moja córka bardzo się cieszy,że JM nie ma już w naszym życiu, bo nigdy nie mieli ze sobą dobrych kontaktów, jak już go o coś poprosiła to zawodził ją na każdej płaszczyźnie,nie dotrzymywał żadnego słowa, żadnej obietnicy nic, było tylko jutro pojutrze, za tydzień, aż ja musiałam brać sprawy w swoje ręce,  a na mnie mogła zawsze polegać, zresztą tak jak i on i znajomi, rodzina itd. I co mi przyszło z tego wszystkiego, wiem mam kochaną córkę, którą kocham nad życie i ona mnie, a ja płaczę za JM, za kimś kto nie zasługuje nawet na naplucie na niego. Nawet w sylwestra nie odezwał się do córki po dzień dzisiejszy, o mnie już nie wspomnę. Ja też milczę od 2 stycznia, bo 1 stycznia niestety napisałam do wulgaryzm i JM, on w ogóle odpowiadał, a od niej i dowiedziałam się tylko, że jest wulgaryzm i dlatego ją wybrał i  o 9-ej rano napisała mi dobranoc. Tak żałuje, że do nich pisałam, ale za późno zaglądnęłam na to forum i niestety poniosły mnie chore emocje, którymi nakręcałam się już od sylwestra. Ze mną chyba naprawdę coś jest nie tak, czytam swoje posty i nie wiem jak można kochać taką kanalię jaką jest JM. Przypadłość jaką jest kryzys wieku średniego, to chyba mało w jego przypadku. Rozum mi mówi jedno, a serce drugie. Kiedy ten koszmar się skończy..........

Bardzo mi pomagacie, ale ja nie mam w sobie tyle siły, żeby Wam pomóc, nie mam żadnych rad w głowie.....Może kiedyś, kiedyś. Kurcze jak ja chciałabym się już nie obudzić, albo się obudzić i stwierdzić, że to tylko był koszmar........

13 Ostatnio edytowany przez mark21 (2013-01-08 20:12:37)

Odp: Szukam Antidotum........

nibynieJA

W związku z tym że admin uznał link za komercyjny, przesłałem linka na Twojego priva.
Tam jest wiele cennych informacji i wiele kwestii finansowych wyjaśni.

To zdanie pewnie umknęło Twojej uwadze, a jest bardzo istotne, bo nadal macie wspólne konto.

Wobec banku współwłaściciele w takim samym stopniu odpowiadają za powstałe na koncie zadłużenie i nie jest ważne, kto przyczynił się do jego powstania. Oznacza to, że egzekucja zostanie przeprowadzona, również przeciwko osobie, która nie zaciągała długu.


.....Kurcze jak ja chciałabym się już nie obudzić,

- takie głupie myśli odganiaj od siebie natychmiast.

Twoje życie się nie kończy, ono dopiero się zaczyna.
Tylko Ty w tej chwili, w tym momencie jeszcze o tym
nie wiesz.

Pozdrawiam Mark21.

14

Odp: Szukam Antidotum........

Kiedyś znajdziesz w sobie siłę i to może właśnie Ty podpowiesz komuś
               coś co zmieni jego życie na lepsze ...jesteśmy tu wszyscy żeby się wspierać i w razie możliwości
         pomóc,ja życzę siły i wytrwałości w odnalezieniu kolorów życia ,żeby wszystko co zapragniesz się spełniło smile

15

Odp: Szukam Antidotum........

Mark, nie umknęła uwadze mi ta informacja, tylko byłam w trakcie pisania mojego posta, gdy Twój był już u mnie w odpowiedziach. Ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę z tego co napisałeś, ale jest "mały" problem w tek kwestii, gdy już był czas,że zaczęłam dochodzić do siebie, czyli do tej kobiety, która twardo stoi  na ziemi, (choć daleko jeszcze było było całkowitej "twardości"), to wymuszałam na JM, żeby stawił się razem ze mną, w banku w którym mamy konto, bo jak się dowiedziałam, musimy stawić się osobiście, aby jedno z nas , bez znaczenia które, chciało się wypisać z konta. Na JM moje prośby w tym temacie spływają jak po kaczce. A to jutro, pojutrze, za tydzień i tak nie doszło do tego, a bardzo na to naciskałam. Po jego powtórnym odejściu i ciszy z jego strony, nie wiem jak zmusić, aby przyszedł do tego banku, nadmienię,że ten nasz bank jest naprzeciwko mojego bloku, z jednej strony, a po drugiej stronie ulicy on mieszka z "ZAJEBISTĄ SUKĄ". Więc ma rzut beretem, ale ma to w głębokim poszanowaniu. Bez jego obecności, nie mogę wypisać się z wspólnego konta i nie mam pomysłu jak go do tego zmusić....

16

Odp: Szukam Antidotum........

Julita 29, jeśli chodzi o jego rzeczy, to : po pierwszym odejściu zawiozłam mu je do mieszkania jego matki, ona pracuje za granicą i on tam sobie pomieszkiwał i czasem z "zajebistą suką", a czasem u "zajebistej suki", ale ciuchy cały czas tam były. Po tym jak wrócił do mnie z powrotem, przywoził codziennie po parę rzeczy, które ja prałam i układałam w jego nowej/dawnej szufladzie. No i jak już w sylwestra nakręciłam się emocjami, o czym wspominałam wcześniej, 1-go stycznia wzięłam jego rzeczy z szafy pocięłam na kawałki, zamówiłam taksówkę i kazałam zawieźć pod jego adres,tzn jego matki. Uwierzcie, że takiej satysfakcji nie miałam dawno hmm trochę przez łzy, ale zawsze. Dodam iż w większości to były markowe ciuchy, wiecie nie rzędu parę złotych. Został przy jednych dżinsach, paru koszulkach, ani jednym swetrze. Kurtek, nie zdążył przewieźć niestety, więc mu zostały w całości niestety. Pocięłam eleganckie koszule, po prostu wszystko co miał.

17

Odp: Szukam Antidotum........

Ja dostaję takiego powera, po tych Waszych poradach, że chcę mi się góry przenosić, ale co z tego jak wiem,że wyłączę lapka i wezmę tabletkę / uzbroiłam się w psychotropy, bo ziołowe nie działają już na mnie/ pójdę spać i rano otumaniona znowu, ból, rozpacz, płacz i przegląd jego bilingów, oglądanie zdjęcia jego"zajebistej suki" w telefonie i załamka na maksa ech........... Jestem żałosna wiem, ale nie mam przed kim się wyżalać, bo ostatnio przeczytałam w tel mojej córki, że mój płacz tak przeszywa jej głowę, że ma dość. Bardzo ją kocham i uwielbiałam Jej towarzystwo, bo mamy takie samo poczucie humoru i rozumiemy się bez słów, ale powiem Wam szczerze, od tego momentu kiedy wiem, że ją to męczy, to wolę kiedy wychodzi z domu, bo od razu płaczę jak bóbr, a ona przynajmniej tego nie słyszy i może żyć swoim życiem........A ja chcę być sama i płakać, płakać i płakać, a nikt nie lubi przebywać wśród takich osób, ja też bym nie chciała. Kiedyś jak JM , był w moim życiu, rozmawiałyśmy godzinami, uczyłam ją jak postępować w życiu, jakie życie jest trudne ale trzeba stawiać sobie poprzeczki i zdobywać jak najwięcej, kursy, doświadczenia życiowe i inne dziwne rzeczy, a teraz ta kobietka musi kupować głupi szampon, bo matka płacze i nie umie wyjść do sklepu po chleb, bo stary zaszedł pleśnią, bo ona nie je chleba, tylko ja, więc tam nie zaglądała, do wczoraj. A kiedyś miała wszystko, gdy kończył Jej się podkład, czy tusz do rzęs, po kolejny po prostu sięgała do szafki i on tam na Nią czekał i tak było ze wszystkim, wierzycie czy nie, ale taka byłam.........A teraz nawet nie wiem, który jest jutro dzień........

18

Odp: Szukam Antidotum........
nibynieJA napisał/a:

Mark, nie umknęła uwadze mi ta informacja, tylko byłam w trakcie pisania mojego posta, gdy Twój był już u mnie w odpowiedziach. Ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę z tego co napisałeś, ale jest "mały" problem w tek kwestii, gdy już był czas,że zaczęłam dochodzić do siebie, czyli do tej kobiety, która twardo stoi  na ziemi, (choć daleko jeszcze było było całkowitej "twardości"), to wymuszałam na JM, żeby stawił się razem ze mną, w banku w którym mamy konto, bo jak się dowiedziałam, musimy stawić się osobiście, aby jedno z nas , bez znaczenia które, chciało się wypisać z konta. Na JM moje prośby w tym temacie spływają jak po kaczce. A to jutro, pojutrze, za tydzień i tak nie doszło do tego, a bardzo na to naciskałam. Po jego powtórnym odejściu i ciszy z jego strony, nie wiem jak zmusić, aby przyszedł do tego banku, nadmienię,że ten nasz bank jest naprzeciwko mojego bloku, z jednej strony, a po drugiej stronie ulicy on mieszka z "ZAJEBISTĄ SUKĄ". Więc ma rzut beretem, ale ma to w głębokim poszanowaniu. Bez jego obecności, nie mogę wypisać się z wspólnego konta i nie mam pomysłu jak go do tego zmusić....

7 lat(nowelizacja kodeksu rodzinnego i opiekuńczego), obowiązuje prawo, w myśl którego żona nie odpowiada za długi męża, o których nie wiedziała (i odwrotnie, mąż nie odpowiada w podobnej sytuacji za zobowiązania żony).

Nie jestem prawnikiem, więc za bardzo się nie orientuje, czy w Twojej sytuacji  i przy wspólnym koncie ten zapis znalazłby zastosowanie.
Najlepiej jak najszybciej zwróć się, jak już wcześniej pisałem, do prawnika z prośbą o pomoc.
Wydaje mi się, że jedynym rozwiązaniem pozostaje droga sądowa.
Chyba, że prawnik znajdzie inną ścieżkę.
Bo siłą JM do banku nie zaciągniesz.

Kodeks rodzinny i opiekuńczy w art. 30 ustanawia zasadę, że oboje małżonkowie odpowiadają solidarnie za zobowiązania zaciągnięte przez jedno z nich, gdy chodzi o zwykłe potrzeby rodziny.


Sprawdź, czy odpowiadasz za długi swoich bliskich
...

Pożyczki nie brała, a musi spłacać dług. Jak to możliwe, skoro z przepisów prawa wynika, że za długi współmałżonka zaciągnięte bez naszej wiedzy nie odpowiadamy?
Czy ogłoszenie w prasie: "Oświadczam, że nie odpowiadam za długi współmałżonka" może okazać się pomocne w walce z wierzycielami? Taki anons w prasie nie zwalnia z odpowiedzialności za długi, ale może ostrzec kontrahentów zadłużonego małżonka, by nie pożyczali mu więcej pieniędzy.

W przypadku mniejszych długów, zaciąganych na zaspokojenie zwykłych potrzeb rodziny, o zwolnieniu z odpowiedzialności za długi współmałżonka w ogóle nie ma mowy. Jeśli więc żona brała w miejscowym sklepie zakupy "na zeszyt", to mąż nie może powiedzieć, że odmawia spłaty długu.

Albo inny przykład. Iwona i Maciej rozstali się dwa lata temu. Choć formalnie nadal byli małżeństwem, mężczyzna związał się z inną kobietą i wspólnie z nią zamieszkał. Iwonie zostawił dług w postaci niepłaconego przez rok czynszu za mieszkanie komunalne, które wspólnie zajmowali. Iwona nie miała z czego uregulować zaległości, bo była bez pracy. Zaległości urosły do 15 tys. zł. Zarządca budynku zaczął straszyć eksmisją. Iwona rozwiodła się z Maciejem, a potem z pomocą rodziny spłaciła zaległy czynsz. Zastanawia się jednak, czy nie powinna zażądać od byłego męża zwrotu połowy kwoty, którą musiała przeznaczyć na spłatę zadłużenia. W końcu zaległość powstała, gdy byli jeszcze małżeństwem i mieszkali pod jednym dachem.

Iwona ma rację. Odpowiedzialność za dług w opłatach za mieszkanie ma charakter solidarny. Wynika to z art. 30 par. 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego: "Oboje małżonkowie są odpowiedzialni solidarnie za zobowiązania zaciągnięte przez jednego z nich w sprawach wynikających z zaspokajania zwykłych potrzeb rodziny".

Do takich zobowiązań bez wątpienia należą opłaty czynszowe za mieszkanie. Dlatego Iwona zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego (art. 376 par.1) ma prawo żądać zwrotu połowy spłaconego zadłużenia. Tym bardziej że spłata długu nastąpiła po rozwodzie, gdy małżonków nie łączyła już wspólnota majątkowa, a pieniądze na zaległy czynsz pochodziły wyłącznie z majątku Iwony.

Uwaga! Odpowiedzialność za zobowiązania, które powstały wskutek zaspokajania zwykłych potrzeb rodziny, dotyczy wszystkich małżonków, nawet tych, którzy mają podpisaną rozdzielność majątkową. Za tego typu zobowiązania małżonkowie odpowiadają zarówno majątkiem wspólnym, jak i osobistym.

Długi bankowe

Nasze prawo nie wymaga zgody współmałżonka na zaciągnięcie kredytu lub pożyczki, bez względu na wysokość. Takie przepisy obowiązują od 20 stycznia 2005 r. Aby chronić nieświadomych niczego mężów i żony kredytobiorców, w tej samej nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wprowadzono zapis (art. 41 par. 2), że za dług odpowiada tylko ten z małżonków, który go zaciągnął, choćby małżonków łączyła wspólnota majątkowa. Wierzyciel może dochodzić swego tylko z majątku osobistego dłużnika oraz z jego wynagrodzenia za pracę. Jeżeli dłużnik prowadzi działalność gospodarczą, wierzyciel może dochodzić swego z dochodów z tej działalności oraz z przedmiotów służących do jej prowadzenia.

Przykład. Anna zaciągnęła kredyt na mieszkanie dla syna. Mąż od początku był temu przeciwny, więc umowę z bankiem podpisała po kryjomu. Pożyczka jest na Annę, ale spłacać miał ją syn. Tyle że chłopak woli wydawać pieniądze na zabawy i podróże niż na raty kredytu. Sprawa trafiła do komornika. W ręce męża Anny wpadła korespondencja, z której dowiedział się o długu. Małżonkowie mają mieszkanie własnościowe. Teraz boją się, że stracą dach nad głową.

Skoro mąż nie wiedział o kredycie, komornik nie może zająć jego pensji, tylko wynagrodzenie żony. Czy może sięgnąć po mieszkanie? Teoretycznie nie, bo majątku wspólnego nie można ruszyć, ale od 2008 r. obowiązują nowe przepisy, które pozwalają wierzycielowi wnieść do sądu pozew o przymusowe ustanowienie rozdzielności majątkowej. Oznacza to, że z jednego majątku wspólnego powstaną dwa majątki osobiste - męża i żony (po jednej drugiej udziału). Po przeprowadzeniu tej operacji wierzyciel może żądać zajęcia udziałów żony w mieszkaniu, na czym ucierpi dobro męża.

Przykład. Barbara i Jan są małżeństwem od 25 lat. Mają dwóch dorosłych synów. Dwa lata temu na świat przyszło nieślubne dziecko Jana, owoc jego biurowego romansu. Mężczyzna uznał dziecko, dał mu swoje nazwisko, ale po rozstaniu z jego matką przestał płacić alimenty. Uzbierała się pokaźna kwota, a sprawa trafiła do komornika. Teraz Barbara boi się, że stracą mieszkanie, którego dorobili się wspólnie z Janem.

Teoretycznie za zobowiązania alimentacyjne Jan odpowiada majątkiem osobistym i dochodami z pracy (działalności gospodarczej), a nie majątkiem wypracowanym wspólnie z Barbarą. W praktyce komornik może wejść do mieszkania małżonków i zająć wszystkie przedmioty, które się w nim znajdują, ruchomości, np. samochód i oszczędności w banku. Nie musi mieć nawet klauzuli wykonalności wyroku przeciwko małżonkowi dłużnika. Nie znaczy to, że zajęte przedmioty zostaną natychmiast zlicytowane, ale Barbara musi podjąć walkę. Kobieta powinna niezwłocznie wnieść do sądu powództwo przeciwegzekucyjne. Składa się je przeciwko wierzycielowi, na rzecz którego prowadzona jest egzekucja. Ludzie często popełniają błąd i pozywają komornika, a to nic nie daje. Na złożenie powództwa przeciwegzekucyjnego mamy miesiąc, licząc od daty zajęcia komorniczego.

Powództwo nie wstrzymuje samej egzekucji, ale sąd może ją zawiesić do czasu rozpoznania żądania zawartego w pozwie. Jeśli Barbara go nie złoży, komornik może przystąpić do licytacji. W pozwie do sądu kobieta powinna szczegółowo opisać sytuację, która doprowadziła do powstania zadłużenia, i wykazać, że nie ponosi odpowiedzialności za działania męża.

Jeśli chodzi o mieszkanie będące wspólnym majątkiem Barbary i Jana - je także komornik może zająć, ale nie może przystąpić do licytacji, póki nie uzyska klauzuli wykonalności na Barbarę. W przypadku zobowiązań alimentacyjnych uzyskanie takiej klauzuli nie jest możliwe, więc żona może spać spokojnie.

Czy córka odpowiada za długi matki?

Kilka tygodni temu sąd w Warszawie wydał wyrok, że córka ma spłacić dług nieżyjącej matki. Sprawa jest o tyle bez precedensu, że chodzi o tragicznie zmarłą Jolantę Brzeską, działaczkę organizacji lokatorskich, której zwęglone zwłoki znaleziono półtora roku temu w Lesie Kabackim. Prokuratora prowadzi śledztwo w sprawie - nikomu do tej pory nie postawiono zarzutów. Jolanta Brzeska od lat walczyła z właścicielką kamienicy. Nie chciała się wyprowadzić, więc właścicielka rozwiązała umowę i zaczęła naliczać dług. Po zagadkowej śmierci lokatorki o jego spłatę właścicielka pozwała córkę.

Nie pomogły tłumaczenia i dowody, że córka od 10 lat nie mieszka w lokalu, który zajmowała jej matka. Oprócz zeznań świadków Magda Brzeska przedstawiła zaświadczenia z przedszkola i szkoły w innym mieście, do której chodzi jej dziecko, a także zaświadczenia od lekarzy, którzy przychodzili do niej i dziecka z wizytami domowymi. Nie ma jeszcze uzasadnienia wyroku na piśmie, więc trudno powiedzieć, jakimi motywami kierował się sąd. Magda Brzeska twierdzi, że dla sądu kluczowe okazało się jej zameldowanie w lokalu matki. Wyrok nie jest prawomocny. Kobieta zapowiedziała apelację.

Jak to jest z zaległościami w opłatach lokalowych? Kto za nie odpowiada? Co się dzieje z długami po śmierci lokatora?

Zgodnie z art. 688 (1) par. 1 kodeksu cywilnego za czynsz i inne opłaty lokalowe odpowiada najemca solidarnie ze wszystkimi pełnoletnimi osobami, które z nim mieszkają. Innymi słowy - jeśli główny najemca nie płaci czynszu, właściciel lokalu może dochodzić spłaty zobowiązania zarówno od niego, jak i od każdej innej dorosłej osoby z nim mieszkającej. Również po śmierci najemcy dorośli domownicy będą odpowiadać za spłatę zaległości.

Odpowiedzialność ta jest jednak ograniczona - zarządca lub właściciel budynku mogą żądać pieniędzy od dzieci najemcy tylko za okres, w którym faktycznie mieszkały w lokalu. Nie ma prawa żądać czynszu za lata, kiedy się wyprowadziły na swoje. Magda Brzeska, jak twierdzi, wyprowadziła się z mieszkania matki już dawno, ale się nie wymeldowała. Czy na tym sąd oparł jej odpowiedzialność za długi matki - na razie nie wiadomo.

Co innego, gdy najemca umrze i zostawi niespłacone zobowiązania. Jeśli dzieci przyjmą po nim spadek, wierzyciel może egzekwować dług również z ich majątku osobistego. Może w każdym czasie wysłać wezwanie do zapłaty czy ponaglenie. Roszczenie wierzyciela wygaśnie dopiero wtedy, gdy przez trzy lata od dnia, w którym rachunki powinny być zapłacone, nie zrobi nic w celu odzyskania długu.

Czy matka odpowiada za długi syna?

Syn narobił długów, potem wyprowadził się z domu i wyjechał za granicę. Teraz wierzyciele nachodzą jego matkę, u której jest zameldowany. Czy matka musi spłacać długi syna? Czy zameldowanie ma tu jakieś znaczenie? Czy matka ma obowiązek wpuścić do domu komornika?

Zgodnie z polskim prawem rodzice nie ponoszą odpowiedzialności za długi swoich dzieci. Matka nie będzie więc musiała spłacać zobowiązań syna. To, że jest on w dalszym ciągu zameldowany w jej mieszkaniu, nie ma znaczenia. Meldunek bowiem to czynność o charakterze administracyjno-rejestracyjnym i nie stanowi żadnego dowodu, że ktoś zamieszkuje pod adresem zameldowania.

Jeżeli zaś chodzi o komornika, to matka będzie musiała udzielić mu informacji o synu i posiadanym przez niego majątku. Nie będzie natomiast musiała znosić egzekucji długów syna z własnego majątku. Komornik prowadzi bowiem egzekucję z przedmiotów, które pozostają w dyspozycji dłużnika - trudno uznać, że w miejscu zameldowania, które nie jest miejscem zamieszkania dłużnika, znajdują się rzeczy, którymi dłużnik dysponuje bądź które są jego własnością. Chyba że z informacji komornika będzie wynikać co innego.

Czy wnuki muszą spłacać długi babci?

80-letnia babcia zaciągnęła 10 pożyczek w różnych bankach. Dwa tygodnie temu lekarze wykryli u niej nowotwór. Trafiła do szpitala, jej stan bardzo się pogorszył. Gdy rodzina zajęła się poszukiwaniem potrzebnych lekarzom dokumentów, w szufladach komody znalazła umowy pożyczek. Co rodzina powinna zrobić? Zwrócić się do banków i renegocjować umowy? Co w sytuacji, gdy kobieta umrze? Czy rodzina będzie musiała spłacać za nią pożyczki?

Wszystko zależy od tego, jaki majątek ma babcia. Jeśli jest spory (mieszkanie, antyki, biżuteria), a pożyczki, które zaciągnęła w bankach, nie są zbyt duże - rodzina powinna rozważyć spłacenie długów za babcię. Jeśli jednak jest odwrotnie - majątek babci to kilka sentymentalnych albumów w starej komodzie, a pożyczki sięgają w sumie kwoty dziesiątków tysięcy złotych - spłata długu może nie być uzasadniona ekonomicznie.

Banki nie mogą przenosić odpowiedzialności za długi babci na jej dzieci czy dalszych krewnych. Ani na dzieciach, ani na wnukach nie ciąży ustawowy obowiązek spłaty pożyczek, więc rodzina nie musi przystępować do negocjacji z bankami. Gdyby jednak babcia przegrała walkę z rakiem, rodzina powinna złożyć przed właściwym sądem oświadczenie o odrzuceniu spadku w ciągu sześciu miesięcy od daty śmierci.

Czy rozdzielność majątkowa z datą wsteczną chroni majątek przed wierzycielami?

Kowalscy są w separacji od dwóch lat. Nie podejmują żadnych wspólnych decyzji, bo każda rozmowa kończy się awanturą. Kowalski jest hazardzistą. Na jego nałóg idą wszystkie zarobione pieniądze. Ostatnio Kowalska otworzyła list adresowany do męża. Okazało się, że mężczyzna narobił długów, a teraz ściga go komornik. Czy Kowalska może podpisać rozdzielność majątkową z mężem z datą wsteczną?

Rozdzielność majątkowa zwana potocznie intercyzą jest dobrym rozwiązaniem, bo pozwala ograniczyć odpowiedzialność jednego małżonka za zobowiązania drugiego. Trzeba jednak pamiętać, że intercyza nie działa wstecz. Nie chroni przed starymi długami, które powstały przed jej zawarciem, chyba że rozdzielności majątkowej dokonuje sąd. Tylko on ma prawo orzec ją z datą wsteczną. Notariusz może to zrobić z dniem podpisania intercyzy lub z datą przyszłą, ale nigdy przeszłą.

Rozdzielność majątkowa małżonków z datą wsteczną może być orzeczona jedynie z ważnych powodów.

Rozdzielność majątkowa nie może być wykorzystana do ucieczki z majątkiem przed wierzycielami. Przepisy mówią, że rozdzielność i podział majątku mogą zostać uznane za bezskuteczne, jeśli odbyły się z pokrzywdzeniem wierzycieli, a przekazanie majątku nastąpiło między bliskimi (małżonkowie) i nieodpłatnie.

W tym konkretnym przypadku separacja orzeczona przez sąd powoduje zniesienie wspólnoty majątkowej małżeńskiej. Zatem Kowalska nie będzie odpowiadać za długi Kowalskiego, które zaciągnął po tym, jak sąd orzekł separację.

Może powyższy tekst Tobie pomoże.

19

Odp: Szukam Antidotum........

MARK ja już wzięłam psychotrop więc nie kumam zbytnio, czyli  z tego zrozumiałam wystarczy wnieść sprawę o separację, skoro nie ma szans by zmusić JM do przyjścia do banku?

20

Odp: Szukam Antidotum........

Witaj, jak już pisałem- nie jestem prawnikiem. Wrzuciłem tylko materiał który znalazłem w internecie.
Możesz również poszukać informacji na ten temat w internecie.
Spokojnie go przeczytaj, a najlepiej jak najszybciej skontaktuj się z prawnikiem.
Musisz działać szybko, bo nie wiadomo jakich długów on narobił.

Trzymaj się

21

Odp: Szukam Antidotum........

Witam, miałam laptopa w naprawie, zresztą nie tylko to, jestem po próbie samobójczej, nie udało się, chociaż wybrałam taki dzień, kiedy córka wyszła do pracy i wiedziałam,że nie przeszkodzi mi w tym, ale nie odbierałam telefonów, nie odpisywałam na smsy i coś wyczuła, zwolniła się z pracy i przyjechała do domu, wezwała pogotowie, stwierdzili, że nie dożyłabym do rana. Mój jeszcze mąż, zranił mnie drugi raz, w święta, wrócił, myślałam, że będziemy razem, po świętach planowaliśmy sylwestra, a on tak jak w sierpniu, wyszedł w sobotę 29-go grudnia po południu i już nie wrócił, poszedł do niej..................

22

Odp: Szukam Antidotum........

Chodzę do psychologa, bardzo mi pomaga, uświadamia mi,że muszę zerwać kontakty z tym człowiekiem, który powoduje u mnie złe emocje, a ja głupia na maksa, ciągle go kocham, rozum podpowiada, że mam zapomnieć, a głupie serce tęskni. Pomóżcie jak dojść do siebie, nie mam sił na nic, funkcjonuję jakoś, tak to bardzo dobre określenie JAKOŚ...........Spotykam go często na przystanku, bo mieszka po drugiej stronie ulicy u "zajebistej suki", mijam go bez słowa,ale obawiam się co będzie jak zobaczę ich razem ech, proszę pomóżcie mi.

23

Odp: Szukam Antidotum........

Do tego wszystkiego moja mama przedwczoraj miała poważną operację mózgu, po uderzeniu głowy/ 3-m-ce temu miało to miejsce/, zrobił się krwiak w głowie, jak się okazało po tomografii głowy w środę na pogotowiu, które ja wezwałam, umarła by. Nie poznawała mnie i moje rodzeństwo, jak tylko wezwałam pogotowie, po przywiezieniu do szpitala od razu wzięli Ją na operację. Biedna leży teraz z ogoloną głową, ale żyje. Jejku, co mnie jeszcze spotka w tym pieprzonym roku.........

24

Odp: Szukam Antidotum........
nibynieJA napisał/a:

Do tego wszystkiego moja mama przedwczoraj miała poważną operację mózgu, po uderzeniu głowy/ 3-m-ce temu miało to miejsce/, zrobił się krwiak w głowie, jak się okazało po tomografii głowy w środę na pogotowiu, które ja wezwałam, umarła by. Nie poznawała mnie i moje rodzeństwo, jak tylko wezwałam pogotowie, po przywiezieniu do szpitala od razu wzięli Ją na operację. Biedna leży teraz z ogoloną głową, ale żyje. Jejku, co mnie jeszcze spotka w tym pieprzonym roku.........

Dziewczyno, trzymaj się, współczuję sad
Dużo się na Ciebie zwaliło, ale musisz być silna, pamiętaj , że po burzy zawsze wychodzi słońce, nie ma innej opcji!

25

Odp: Szukam Antidotum........

Jak ja pragnę być tą dziewczyną, którą byłam sprzed sierpnia 2012r, wesołą, panującą nad wszystkim, odpowiedzialną matką, koleżanką, osobą, która zawsze służy pomocą, a jestem kimś kogo w ogóle nie znam, kimś obcym. Nikt nie może na mnie polegać, nie pamiętam słów, które ktoś do mnie mówi. pytam się o wszystko milion razy, a i tak nie wiem kto co do mnie mówi. Kiedyś to ja załatwiałam tyle spraw, które nierzadko były nie do ogarnięcia. Gdzie tu sens i logika?

26

Odp: Szukam Antidotum........
nibynieJA napisał/a:

Jak ja pragnę być tą dziewczyną, którą byłam sprzed sierpnia 2012r, wesołą, panującą nad wszystkim, odpowiedzialną matką, koleżanką, osobą, która zawsze służy pomocą, a jestem kimś kogo w ogóle nie znam, kimś obcym. Nikt nie może na mnie polegać, nie pamiętam słów, które ktoś do mnie mówi. pytam się o wszystko milion razy, a i tak nie wiem kto co do mnie mówi. Kiedyś to ja załatwiałam tyle spraw, które nierzadko były nie do ogarnięcia. Gdzie tu sens i logika?

nibynieJa, proszę, pomyśl o sobie. Postaraj się przestać myśleć o niewiernym mężu, zacznij myśleć wreszcie o sobie. Naprawdę nie musisz wszystkiego ogarniać w 100%, masz prawo do odpoczynku, do swoich zainteresowań, do chwili słabości. Wiem, że łatwo mówić, ale zobaczysz, że ból minie. Pomyśl, że może gdzieś czeka na Ciebie facet z prawdziwego zdarzenia, który nigdy by Cię nie skrzywdził. Mówisz, że kochasz męża, ale zastanów się, za co? Bezwarunkowo i bezkrytycznie to można kochać swoje dzieci, ale partnera kochamy za coś. Może to nie miłość, co do niego czujesz, ale uzależnienie, strach przed samotnością i zmianą? Pomyśl nad tym.

27

Odp: Szukam Antidotum........

mysl o sobie i dzieciach. to wszystko co bylo z nim minelo, a Ty jestes wolna i najwazniejsza. Ty i Twoje corki. Faceci nie sa wiele warci i mydla nam oczy. Wazna jestes TY. Trzymaj sie i zapomnij o nim.

28

Odp: Szukam Antidotum........

Nie potrafię myśleć o sobie, zadręczam się myślami o nim, wczoraj byłam bo papierosy w sklepie o 23-ej w nocy i on stał w kolejce , mieszkamy na przeciwko siebie, to tak boli. pomóżcie.............

29

Odp: Szukam Antidotum........

Daj sobie czas........od razu się nie wyleczysz z tego, ale z czasem tak.

30

Odp: Szukam Antidotum........
nibynieJA napisał/a:

dziękuję Wam ,do czasu kiedy dowiedziałam się o zdradzie, byłam osobą, dla której nic nie stanowiło problemu, sama praktycznie wychowałam córkę, tzn uczyłam ją, odrabiałam lekcje, biegałam z nią na treningi, bo trenowała pewną dyscyplinę, zdobywała medale itd, była bardzo dobrą uczennicą, zawsze dbałam o to, żeby być o jeden krok do przodu, JM, od zawsze miał wszystko wszystko gdzieś,bo to ja płaciłam za rachunki, latałam po urzędach, wszędzie gdzie on musiał się osobiście podpisywać, mówiłam,że mąż jest w budynku tylko w innym dziale i sama się za niego podpisywałam na korytarzu. za dużo, by opisać moją całą ja. JM oprócz tego, że był, to nie uczestniczył tak naprawdę w naszym życiu, jedynie co, to gotował przez 10 lat, bo ja nie umiałam, ale później gdzieś około drugich 10 lat, nauczyłam się i tego i od tego momentu, chodził tylko do pracy, po pracy piwko i więcej, bo ponoć /jak twierdził JM/ każdy tak robi, oprócz mężczyzn z mojej rodziny he he uśmiać się można, którzy wracają po pracy do domu, bo żona na nich czeka z obiadem. Potrafiłam zaoszczędzić, przez cały rok, na wyjazdy córki i wczasy dla nas. Od zawsze powtarzał,że dobrze, że ma taką żonę, bo by zginął chyba. Zawsze mnie chwalił przed znajomymi, że nie wie jak ja to robię, że lodówka zawsze pełna, niczego nie brakuje, a ja tyle potrafię zaoszczędzić i co, kiedy po pierwszym odejściu, w rozmowie telefonicznej spytałam się go czym go "ZAJEBISTA SUKA" ujęła, to padniecie co mi odpowiedział cytuję : bo jak ja wyjeżdżałem z pracy (dodam,że pracuje w ciężkich warunkach) to ona chciała tylko smsa ode mnie,że jestem cały i żywy i że mogę sobie iść z chłopakami na piwka.............A to,że ja dzwoniłam po pracy, że czekam z  obiadem i to po milion razy, bo nie miał ochoty odebrać, gdyż codziennie siedział na piwie po pracy, to już nie jest ważne dla niego. Bo cóż w moich smsach nie było takich słów jakich używała "zajebista suka" czyli cukiereczku,misiu,koteczku,moje ty szczęście, mój ty kochany przyszły mężusiu. Facet, który w lutym kończy 43 lata, podnieca się smsami i przekreśla ustabilizowane życie, bo "zajebista suka" dodam iż jest młodsza od niego o 14lat, pozwala mu pić z kumplami, a ona chce tylko wiedzieć, że on szczęśliwie wyszedł z pracy, a potem, to już może robić co chce, byleby wieczorem przyjechał do niej.
Przepraszam, ale ja naprawdę, już nie wiem, czy to ze mną było coś nie tak. Jakkolwiek bym to chciała wytłumaczyć, to i tak nie znajduję żadnych logicznych odpowiedzi. Dodam,że od kiedy wyprowadził się od nas, przestał pracować( miał b dobrą pracę w państwowym zakładzie, gdzie ja mu złożyłam i zawiozłam papiery, wypełniałam formularze osobowe na korytarzu  ), czyli od sierpnia ciągnie na lewym L-4, zaciąga kredyty, wiem o czterech, a podejrzewam,że jest ich więcej już . A ja głupia płaczę za takim bydlakiem? Pomóżcie mi to zrozumieć ?. Psycholog, powiedziała mi wczoraj,że jest to dla mnie destrukcyjny i toksyczny związek. Ok zgadzam się, ale ja albo go tak kocham ( co jest głupie, wiem), albo uzależniłam się od niego? O co tu chodzi? Miałyście podobnie? Jezu ja ciągle płaczę..........:'(

Witam nibynieJa, jestem w podobnej sytuacji, a właściwie byłam, też wyprowadzka męża, też druga kobieta, też długi, tylko, że u mnie nigdy nie było idealnie...też wszystko na mojej głowie + praca + studia, załatwianie i myślenie o wszystkim, nie za wielkie finanse, ale zawsze coś z tego umiałam wyczarować czy na wczasy czy kolonie dla syna...mąż wrócił do domu i jest jeszcze gorzej niż było, rozmawiamy normalnie jeden, dwa dni w tygodniu, wieczne awantury, też znalazłam do niej sms- y, wyciągi z kart kredytowych, wydruk z kolejnej pożyczki... ja nie usłyszałam nawet słowa przepraszam
Mam w sobie bardzo dużo żalu i nie potrafię zapomnieć, gdybym widziała przynajmniej zmianę, żeby pokazał, że mu zależy,,,on po prostu nie uważa, że robił czy robi coś złego...ostatnio odkryłam, że dodatkowo oszukiwał mnie w sprawach finansowych, co się okazało z i taj nie za wielkiej wypłaty dawał mi 1/3, 1/3 szła na jego ratę a kolejna1/3 to jego kieszonkowe, po prostu w czasie, kiedy nie mieszkał ze mną dostał podwyżkę o której ja nie wiedziałam, oprócz tego ma dodatkowe pieniądze (lewizna), będąc sama nie miałam długów, a teraz będąc razem mamy...ja już nie chcę z nim być, wiem, że nie mogę, bo krzywdzę w ten sposób dziecko, ale nie mam już siły ruszyć z miejsca...

31 Ostatnio edytowany przez An1a (2013-01-27 00:33:08)

Odp: Szukam Antidotum........

NibynieJa, trzymaj się. Wiem, że to marna pociecha, ale ja również jestem w podobnej sytuacji i w podobnym wieku. Mój eks również mieszka niedaleko. Zaczęłam robić zakupy w innych sklepach, żeby go nie spotkać. Na szczęście nie mamy wspólnego konta, bo jestem przekonana, że nie zawahałby się wyczyścić go do reszty.
Boli bardzo, ale jednocześnie nie wyobrażam sobie powrotu do tego gówna, Ty chyba też nie, po tym, co Ci zrobił.

Dwa razy wyciął Ci taki numer (i to kompletnie z zaskoczenia po etapie fazy tzw "miesiąca miodowego" - mój też uwielbiał takie zabawy w ciepło zimno), na pewno nie zawahałby się zrobić tego w miarę osobistej wygody i po raz kolejny (bo dwa razy już wybaczyłaś) i jeszcze dołożyłby jakiś chory bonus, który Cię zaboli jeszcze bardziej. A za każdym razem, gdy podepcze godność i przesunięta zostanie kolejna granica, która w ogóle nie powinna być przesunięta, boli coraz bardziej i coraz trudniej się później postawić do pionu. Wiem po sobie.
Moim zdaniem on wygląda na typowego narcyza, takie zachowania to już coś więcej niż kryzys wieku średniego, to patologia. Ta jego "zajebista suka" wcale nie jest zajebista, wprost przeciwnie. Można mieć nie wiadomo jaką powierzchowność, ale bez wewnętrznego piękna to tylko wydmuszka na krótką metę. Ta jego "zajebista suka" właśnie nią jest - to wulgarna i okrutna osoba. Poczekaj aż odkryje jego długi, wtedy nie będzie już tak piknie. Uważaj, bo on się wtedy rzuci na to wspólne konto. Spokojnie, ten bałwan na pewno spieprzy i ten związek tylko później zapuka do Twoich drzwi (to pewne jak w banku dlatego w sumie można sobie całą tę tęsknotę darować - wróci na pewno, ale tylko po to, by dokopać jeszcze bardziej) i wtedy trzeba się mieć na baczności. Oni uwielbiają takie zabawy, ja też byłam tylko jedną z kolejnych opcji w napiętym grafiku melanży, ale najlepiej nadawałam się do roli pielęgniarki kaca.

Na poprawę humoru polecam Ci lekturę tekstu "Apel do pani ropuchowej" z blogu moje dwie glowy (tłumaczenie ze świetnego bloga Alessandry Nouri, również ofiary narcystycznego partnera). W ogóle polecam czytanie literatury w temacie (w zakładkach tego pierwszego blogu), mnie to bardzo pomaga.

Bardzo ciekawy ten wątek, wiele ciekawych informacji tu znalazłam.
Będę wpadać. Trzymaj się Kochana.

"O przyszłości wiemy tylko tyle, że będzie inna"

"Najwięcej ryzykujesz nic nie ryzykując"

Ja zaryzykuję nawet i samotność, aby do tego piekła już nie wracać.

A, i najważniejsze: nie musisz teraz być superwoman i ogarniać wszystkiego. Niekupiony chleb jest mało istotny. Twoja córka na pewno to rozumie i nie wini Cię za niekupiony makijaż. Spotkało Cię wiele bardzo trudnych rzeczy, jeszcze ta sytuacja z Mamą (życzę szybkiego powrotu do zdrowia). 

Jedyne o co moim zdaniem absolutnie należy zadbać w pierwszej kolejności w tej sytuacji to finanse. Nie czekaj na wpisy do BIKu, komorników (on NIE ZAWAHA SIĘ wykorzystać Cię również pod tym względem aby niuni zaimponować, bo niunia nie może wiedzieć, że jest gołodupcem przecież). Uwierz mi, jeśli teraz Twoja sytuacja wydaje Ci się beznadziejna to z komornikami na głowie za jego kredyty - wtedy to będzie naprawdę prawdziwy koszmar, który właśnie przerabiam! Nie mogę się nawet posilić jakimś psychotropem - muszę za....ać jak wół, żeby mi nie wleźli na hipotekę, chociaż też nie mam na nic siły.
Zajmij się tym kontem wspólnym (skoro nie chce podpisać to po prostu wyprowadź z konta pieniądze jak najszybciej po cichu - nie szantażuj go tym - on i tak za chwilę to zrobi. Możesz mu oddać pół jak podpisze w banku) i rozdzielnością majątkową w pierwszej kolejności i jeśli nie masz siły na nic innego co jest zrozumiałe - zrób tylko to. Później sobie za to podziękujesz. Chrzanić niekupiony chleb. Jeszcze będzie na to czas. Gorzej, gdy nie będzie za co go kupić.

32

Odp: Szukam Antidotum........

Dzięki za porady, siedziałam dzisiaj z kumplem od mojego JM, który twierdzi, że kochał mnie cały czas, jestem w szoku, ponoć wszyscy nasi znajomi podziwiali mnie, że jestem tak zaradną żoną, dodam,że jestem chyba bardzo atrakcyjna, widzę to zresztą na ulicy, jak mnie podrywają faceci, ale co z tego, jak moja kobiecość i poczucie wartości spadło do minimum, czuję się stara, brzydka, schudłam już nie 16, ale 22kg, jestem wrakiem człowieka, same kości i skóra.

33 Ostatnio edytowany przez An1a (2013-01-27 06:49:56)

Odp: Szukam Antidotum........

Domyślam się. Ja też otrzymałam takie potwierdzenie od otoczenia, którego też się o to pytałam, bo czułam się już dokładnie jak Ty. Kumpel powiedział mi, że zrozumiałby, gdybym była jakąś miotłą, ale jest wprost przeciwnie. Wiem, że po takim s...ństwie człowiek się czuje jak wyrzucony na śmietnik śmieć i szuka potwierdzenia, bo już sam nie wie co jest prawdą. Wielu jego kolegów mu zazdrościło, może czuł się niepewnie, mniejsza o to.

Zadbaj o finanse. To jest teraz najważniejsze. Nie skończ tak jak ja po uszy w gównie, bo ja naprawdę nie wiem co mam teraz robić. Z bankami nie ma żartów. Bardzo szybko to idzie. Po dwóch upomnieniach dostałam od razu BIK, następnie Kruka, następnie rozwiązanie umowy bankowej - wszystko w ciągu jednego tygodnia, bo oni zarabiają na odsetkach karnych NAJWIĘCEJ. Nie ważne, że byłam ich bardzo dobrą klientką od 1984 - banki na tym żerują. Ja się z tego nie wygrzebię chyba przez 2 lata teraz. Teraz rozumiem dlaczego Kaczyński nie miał konta - bardzo słusznie, to są złodzieje.

Odłóż na chwilę tego bałwana - jeśli chcesz to zamartwiaj się nim później do rozpuku lub wyrzygania - ale zadbaj o to.
Twój JM nabrał tyle kredytów nie bez powodu. On musi imponować "zajebistej suce", nie chce, żeby się dowiedziała, że jest żałosnym frajerem bez grosza z kupą długów i on teraz zrobi wszystko, by utrzymać ten stan, bo widocznie czuje, że bez tego raczej nie byłaby z o 14 lat starszym typem w dodatku żonatym i z dzieckiem (no chyba, że on jest Brad kuźwa Pitt wink). Raczej zabrałaby się za kogoś w jej wieku, gdyby nie interesowały jej pieniądze. Nie pisałaby Ci tych esemesów, gdyby to była prawdziwa miłość (szczególnym zwyrodnialstwem z jej strony był ten, który dostałaś o 9 rano). On zrobi wszystko, by na razie zamydlić "zajebistej suce" obraz sytuacji. Zobaczysz, że zacznie od Waszego konta.

Nie popełnij mojego błędu. Ja zalegałam tylko 700zł, sama się zdziwiłam, że tak ostro pogrywają. Jak będą zaległości w spłacie kredytów - a będą, bo z tego, co pisałaś Twój JM też lubi pochlać - bardzo szybko dobierają się do skóry i dowalają takie odsetki, które u mnie wyniosły więcej niż te raty, które zalegałam a i nadal rosną. Zupełnie inaczej się to przeżywa kiedy nie musisz się martwić o to, czy będzie co jeść, czy będzie dach nad głową, czy dzwonek do drzwi to aby nie komornik... Wtedy do deprechy dochodzi nerwica.

Koledzy mojego eksa też wszyscy twierdzą, że mnie bardzo kocha, on zresztą sam tak nadal twierdzi. Jego zachowanie jest wskaźnikiem tak naprawdę, nie słowa.
Nim się nie przejmuj, uwierz mi, że wróci, ona go wykopie, ale to wcale dla Ciebie nie jest dobrą nowiną.
Zaciśnij pięści i walcz o swoje.

PS: Nie wiem czemu się tak rozpisałam, ale mam przeczucie, że z niej jest taka "zajebista suka" jak z niego Brad Pitt. Swoją drogą znamienne, że sama się tak określiła. Która normalna wartościowa kobieta tak o sobie mówi nawet jeśli byłaby ostatnim cudem świata z wyglądu? Taka, która oprócz za przeproszeniem średniej jakości d...y (inaczej nie musiałaby sama się takim niesłychanie finezyjnie poetyckim określeniem dowartościowywać) ma do zaoferowania sobą jedno wielkie NIC (i dobrze o tym wie). Więc niech Cię to nie zmyli. Nie pisz z nią. Nie pisz z nim, rób swoje. Po cichu. Nawet jeśli chciałabyś go kiedyś w przyszłości przyjąć z powrotem, z jego długami i używanym przez nią ch...em - czego Ci nie życzę, bo to łajdak nie wart Ciebie, skupiony na sobie fałszywiec kręcący na kilka frontów, nie dbający nawet o swoje o dziecko - a już na pewno nie bez szczegółowych badań (nie wiadomo co taka panna ma między nogami) to i tak trzeba mu pokazać i jaja i gdzie jego miejsce, bo stłamsi i nawet nie będzie czuł się z tego powodu winny.
Poczytaj kochana o narcyzach / socjopatach / psychopatach / psychofagach (blog moje dwie glowy na przykład, bardzo dobrze opisane tam to jest) - zobacz czy opis pasuje do niego. Będziesz wiedziała na czym stoisz.

34

Odp: Szukam Antidotum........

Po woli dochodzę do siebie, kupiłam dzisiaj samochód, prawdopodobnie zacznę nową pracę, zrobiłam mały remont w domu itp. Pomagają mi nasi wspólni znajomi, wszyscy mi współczują i nie rozumieją jego decyzji, ja muszę żyć dalej, ale szczerze, to w środku serce tak krwawi tak,że szkoda gadać. Zerwałam z nim wszystkie możliwe kontakty, zablokowałam go w telefonie. Kurcze i co z tego, jak rozgrzebał mi na nowo po świętach tę ranę na sercu, która chyba nigdy się nie zagoi. Tak to widzę na dzień dzisiejszy. Przed wszystkimi udaję,że już mi przeszło, a jak przychodzi noc, to wyję w poduszkę, a od rana znowu maska na twarz.

35

Odp: Szukam Antidotum........

Aha mama wraca ze szpitala w piątek, lekarz powiedział, ze jest bardzo dobrze, sami widzimy, że pamięć Jej wróciła, zaczęła nas poznawać, wie jak się nazywa, jak ja moje rodzeństwo mamy na imię, jaki mam dzień itp,przed operacją zanikła Jej już pamięć całkowicie i nikogo nie poznawał, zaczęła już mieć niedowład prawej ręki i nogi, na szczęście wszystko wróciło z powrotem, a mogło dojść do najgorszego. Ogarniam od tamtego tygodnia mój dom i mamy, gotuję dla Taty, biegam do do szpitala, a mam godzinę drogi autobusem w jedną stronę, wszystko robię jednak jak automat. Ale wiem,że muszę, nie mam innego wyjścia. Zaraz biegnę do drugiej pracy, ale wiem, że jak przyjdzie noc i córka położy się spać, to znowu paczka chusteczek nie wystarczy..........

36

Odp: Szukam Antidotum........

Witam wszystkich forumowiczów, ja już stoję twardo na ziemi. Poczyniłam wszystkie kroki, jakie tylko można było poczynić względem zabezpieczenia finansowego mojego i córki. JM jest w czarnej dupie tak go załatwiłam, ja jestem gorą, nawet nie domyślacie się jak można zniszczyć człowieka, hmm to za chwalebne określenie jak dla niego, ale to on nie wyjdzie teraz z czarnej dziury, w której tkwiłam. Stałam się znowu tą osobą, którą nie można niczym zagiąć. Ale to dzięki temu,że czytałam Wasze posty, niestety nie w moim temacie, ale cóż bywa.....

37

Odp: Szukam Antidotum........

Gratuluję NibynieJa. Teraz to już z górki. U mnie też lepiej - o ile stosuję konsekwentnie zasadę ZERO KONTAKTU, chociaż czasem wypisuje takie bzdury, że aż mnie ręce swędzą, żeby odpisać i wyjaśnić, ale to jak spacer po ruchomych piaskach.

38

Odp: Szukam Antidotum........

Witam, mam pytanie czy ktoś z Was, wie, czy terapie dla współuzależnionych są również z NFZ-tu? Wszędzie gdzie dzwonię, to prywatne zajęcia.
Z góry dzięki, za info

39

Odp: Szukam Antidotum........

Witam wszystkich, właśnie wróciłam z pracy,pisałam w innych wątkach u dziewczyn, ale to było bez sensu, dlatego wróciłam do mojego wątku, jak ktoś ma ochotę to niech odpisze.
Stwierdzam, ze jestem nienormalna, bo! Jestem osobą mocno stojącą na ziemi. Jak już zaczęłam wychodzić na prostą, to ten dupek, zaczął do mnie uderzać, no i mam powtórkę z rozrywki. Po bardzo ciężkiej depresji, dochodziłam powoli do siebie, przejęłam na nowo obowiązki matki i głowy rodziny. Poszłam w pracę,żeby tylko nie siedzieć w domu i nie płakać. Doszło do tego, że mam obecnie trzy prace. Trzecią pracę załatwiłam sobie w pubie, bo chciałam wieczory i weekendy mieć zajęte i nie myśleć w domu o nim, a przy okazji kasa płynie. Obecnie dostałam ofertę czwartej pracy, na stanowisku kierowniczym, zgodziłam się i od poniedziałku zaczynam. W sobotę idę ostatni raz do pracy w pubie, bo nie dam rady pogodzić czterech etatów. Moja nowa praca wiąże się z ogromnymi obowiązkami, ale i z odpowiednim wynagrodzeniem, ale co z tego, jak ja, jestem w psychicznej rozsypce, w sumie jak tak pomyślę sobie, to jestem taką aktorką, że chyba mi się oscar należy. Pokonałam tyle osób w rekrutacji na to stanowisko, a wejdę w zawód, który nigdy nie nie wykonywałam,  wewnętrznie jestem wrakiem człowieka. Wyszłam po rozmowie kwalifikacyjnej, choć widziałam,że są pod wrażeniem mojej osoby i zaczęłam płakać, bo moją głupią głowę omamiła jedna myśl, że chciałabym tylko jemu powiedzieć o tym, że fajnie mi poszło. Moja córka czekała na mój telefon, jak mi poszło, a ja nigdzie nie dzwoniąc, pojechałam do domu i płakałam. Aha na koniec dodam, że kochanka jm cały czas do mnie wydzwania z różnych numerów i jak już napisałam w wątku DAJMY CZASOWI CZAS, mam jej zdjęcia z poprzedniego tygodnia, jak mnie zdradzają, całują się i w ogóle. Uwierzcie, nawet wygrana w totka, nie dała by mi satysfakcji. Między nami była taka więź i miłość, że chyba nigdy się z tego nie otrząsnę. Dodam,że jak miałam super relacje z córką, to teraz odsuwamy się od siebie. Ona nie chce go znać i nie umie mnie zrozumieć, bo wszyscy myślą,że ja taka super wyszłam na prostą i w ogóle, a jedyna ona widzi i słyszy mój ból.

40

Odp: Szukam Antidotum........

Cały czas tzn od momentu jego zdrady, czyli od roku zadaję sobie pytanie DLACZEGO, co zrobiłam nie tak? Dbałam o rodzinę, dziecko, jego rozwój, hobby, wykształcenie,pasje, o męża, dbałam o wczasy co rok o wyjazdy na weekend we dwoje, na wszystko starczało, żyliśmy na naprawdę na wysokim poziomie, mając tyle samo kasy co nasi znajomi, ale ja nigdy nie szłam w kredyty, bo wolałam zaoszczędzić, bo po co odsetki płacić bankom, jak można miesiąc odczekać i mieć upragnioną rzecz, a nie wkładać kasy bankom. Zawsze mnie wychwalał, bo miał rodzinę taką która nigdy nie była na wczasach i ani on, ani jego rodzeństwo nie było na koloniach, dodam,że i ja i on mamy po troje rodzeństwa, ale moja moja mama nauczyła mnie oszczędności i życia z kasy którą się ma w ręku, a jego mama pożyczała skąd się da i jak przyszła wypłata to trzeba było oddawać kasę i dwa dni po wypłacie już musieli pożyczać. Żyjąc ze mną miał,stabilność finansową, be komorników i nie wiem jeszcze jakichś innych wierzycieli. Po odejściu ode mnie zadłużył się na ponad 30tyś, wydając na siebie hmm chyba na kochankę w dużej mierze i cieszy się życiem, bo ostatnio dostałam smsa od kochanki, że kupują sobie domek, tylko, że ona nie wie o jego długach, ona myśli, że ona tak zajebiście zarabia, a on ma obecnie 1700zł wypłaty, z tego płaci na naszą córkę 1000zł alimentów, bo tyle wywalczyłam w sądzie, bo przy mnie zarabiał trzy razy tyle, co teraz. Chodził do pracy w soboty i niedziele, za co mu płacili 300% wynagrodzenia na godzinę. Jak mu sama wyliczałam ile zarobi, to z chęcią szedł do pracy w weekend, nie dość,że u swojego szefa zdobywał zaufanie wydajnego pracownika, to ja w tm czasie byłam w szkole,a potem obiadek i fanie spędzony czas. Mam dosyć po tym jak mipowiedział, że odszedł, bo ona mu smsy wysyłała,że fajnie,że skończył pracę, a terazniech sobie idzie z kumplami na piwko. Taki usłyszałam powód zdrady i rozstania.

41

Odp: Szukam Antidotum........

Siedzę i tak zastanawiam się nad sobą....Praca do mnie lgnie i to coraz lepsza, gdybym tylko chciała, pracowałabym cała dobę, tak umiem o siebie zadbać,z każdej opresji wychodzę na prostą,a nawet jak się później okazuje, jeszcze lepiej, jestem atrakcyjna, wszyscy mylą mnie z moją 20-letnią córką, mamy takie same fryzury, figury, wzrost, tylko,że ona ma 20 lat, a ja 40 i taka różnica. Jedną z moich trzech prac, jest funkcja w Zarządzie Wspólnoty Mieszkaniowej ,w której mieszkam i co poniektórzy lokatorzy, zamiast mnie, to Jej zgłaszają jakieś tam problemy, i Jej mówią dzień dobry , wymawiając moje imię, do tego stopnia jesteśmy podobne. Nigdy się nie wywyższałam, mam przyjaciółkę, która jest po zawodówce, nigdy nie pracowała zawodowo, wychowuje synka, i ja Ją, tak jak ona mnie mnie, uważa za najfajniejsze osoby, jakie spotkały się w życiu, choć ktoś z boku, powiedziałby,że to niemożliwe. Radzę sobie na każdej płaszczyźnie życia, a on zostawił mnie, bo nie wysyłałam mu smsów, typu fajnie,że skończyłeś pracę,  a teraz idź pić. Aha i jeszcze mi powiedział, że ona się uśmiecha częściej niż ja i że jest taka jaka ja byłam kiedy mnie poznał, tyko,że ja przestałam się uśmiechać w momencie, kiedy dowiedziałam się o zdradzie i to mu powiedziałam, a on już nic mi na to nie umiał odpowiedzieć. Szukam w sobie winy od roku i nie umiem znaleźć, może Wy mi pomożecie. Pomożecie? Pomożemy. E. Gierek. Ostatnie hasło, dla wtajemniczonych:)

42

Odp: Szukam Antidotum........

Dodam, że ostatnio tzn z poprzednią sobotę mąż od mojej przyjaciółki poszedł do baru o 23-ej, a tam mój jm, spał przy stole samiusieńki. Chyba musi być mega  szczęśliwy, że się ze mną rozstał, chyba, ze ja tak sobie to tłumaczę, a tak naprawdę, to upijał się ze szczęścia i zasnął. Eh, skoro są nadal, a są, to znaczy,że jestem w błędzie.
Fajnie, jak ktoś odpisze:)

43

Odp: Szukam Antidotum........

W poniedziałek  zaczynam mega zajebistą prace, a ja siedzie, jest 4-ta nad ranem i płacze. potrząśnijcie mną błagam.

44

Odp: Szukam Antidotum........

Ja jestem właśnie córką z takiego związku. Zostawił nas ojciec-wrócił do pierwszej żony, która go zdradziła i owocem tej zdrady było dziecko. Ojciec też po prostu pewnego dnia wyszedł i nie wrócił. Mama miała depresję, z nerwów wrzody i nadżerki żołądka, schudła tak strasznie, że wyglądała jakby było chora. Minęło już dużo czasu. Teraz się nawet potrafimy z tego śmiać. Po prostu dokładnie-DAJ CZASOWI CZAS.

45 Ostatnio edytowany przez PaulinaZ (2013-08-30 08:54:48)

Odp: Szukam Antidotum........
nibynieJA napisał/a:

W poniedziałek  zaczynam mega zajebistą prace, a ja siedzie, jest 4-ta nad ranem i płacze. potrząśnijcie mną błagam.

Kochana, Ty nie potrzebujesz potrząśnięcia tylko utulenia! Nie umawiałaś się z nikim przez cały ten czas? Z tego co mi się wydaje, to Twój mąż zdradził Cię już prawie rok temu. Jesteś atrakcyjna, młoda, a wyglądasz na jeszcze młodszą. Wielu facetów ze świecą szukałoby takiej choćby przyjaciółki. Nawet nie pamiętasz już pewnie jaką satysfakcję daje wspólne wyjście, kilka komplementów i przypomnienie wieczorem, że komuś na Tobie zależy. Komuś nowemu - nie tamtej gnijącej w pubie... gnidzie.
Jedyną pozytywną cechą "ZS" był fakt, że pozwalała mu pić z kolegami. No może poza tym, że dała się zdobyć jako ta NOWA. Dlatego, skoro nie ma mu nic do zaoferowania poza tą wolnością - Twój mąż się stacza. Nie widzisz, jak bardzo wygrałaś? Byłaś z ofermą, która bez Ciebie koszulki by sobie w spodenki nie wpuściła - jak przedszkolak - niedojrzały, nieodpowiedzialny - pufff - w kryzysie wieku średniego - żądają nowego gadżetu. Tak postępują niespełnini i zakompleksieni wieczni chłopcy - a umówmy się od zawsze wiedziałaś, że Twój mąż do tych z typu głów rodziny nie należą. Trzeba było go ustawiać, przywoływać do porządku. Może on po prostu z Tobą czuł się zagłaskany na śmierć - obsłużony, ululany, nakarmiony i... brakowało mu powietrza. Brakowało mu błędów do popełnienia, bo zaraz leciałaś z chusteczką do nosa jak się wysmarkał.

Ja mam taką sytuację, ze mój partner szuka pracy. I zaczynam niestety widzieć w nim cechy wiecznego chłopca. Podsyłam mu linki, napisałam cv po polsku i angielsku... A on co? Złożył aplikację do 3 firm, bo do reszty trzeba list motywacyjny a on - nie umie - to znaczy "nie zrobiłby tego tak dobrze jak ja". I tutaj ja postawilam kropkę. Powiedziałam, że w życiu mu tego listu nie napiszę, niech się buja sam. Mój ojciec proponował, że mu pracę załatwi po znajomości, powiedziałam stanowcze NIE. Pieniądze kończą się mojemu kotkowi, a wie, że ja jestem przyzwyczajona do życia na pewnym poziomie i zapowiadam mu, że jeszcze trochę leniuchowania, a zobaczy ładne pakunki przed drzwiami z karteczką o zwrot kluczyka. Jest jeszcze młody, mam nadzieję, że da się jeszcze naprowadzić na dobrą drogę, ale... Nie wiem, czy chciałabym mieć takiego męża (bo i tak wiadomo, że ja trzymałabym nasze życie w ryzach), który - jako egoista i Piotruś Pan, pewnego pięknego dnia oleje moją troskę i opiekę i poleci jak pies z dyndającymi jajami do jakiejś ZS. Bo faceci tacy są. Niewdzięczni. Dlatego ja odpuszczam. Przestaję się starać. Niech stara się on albo spakuję mu manatki. Nie będzie żonki-mamusi w moim przypadku.

No. Przy okazji wyżaliłam się ja. Wszystko trzeba na tych skurczybyków obmyślać.:P Nie możesz być za dobra, nie możesz być też wiedźmą, nie możesz opiekunką, nie możesz tylko kompanką zabaw. A niby tacy prości w obsłudze.

Myślę, że skoro praca daje Ci satysfakcję to świetnie, ale nie powinnaś się przepracowywać. Znajdź czas na relaks, sen. Chodzisz dalej na terapię? Myślę, że skoro nadal masz nocne płacze, to powinnaś.
Napisz jak pierwszy dzień w pracy i trzymaj się mocno - powiedz sobei, że od dzisiaj nie rozpadasz się już na kawałki!

46

Odp: Szukam Antidotum........

nibynieJA - pewnie odsypiasz teraz....

Wiem o czym mowisz, bo ja tez dosc dobrze sobei radze - teoretycznie, z zewnatrz. Jestem sporo mlodsza - bo mam niecale 27 lat, ale mam dobra prace na ktora sama ciezko pracowalam (zeby ja dostac), utrzymuje sie teraz calkiem sama zyjac w londynie, odkad maz mnie zostawil w kwietniu i podzieli lwszystko na pol, sama musze utrzynmywac samochod (gdzie gdybym wiedziala ze bede sama to bym kupila duzo mniejszy i bardziej ekonomiczny), teraz od wrzesnia kredyt na mieszkanie przechodzi tylko na mnie, bo zdecydowalam ze zostaje w naszym mieszkniu na ktore tezp racowalam wlasnymi rekoma i wlozylam kupe serce, zamaist wynajmowac jakis pokoj i zaczynac od zera. No ale to wiazal osie z ryzykiem, odpowiedzialnoscia, bo teraz juz za wszystko sama odpwowiadam. No neiwazne. Chodzi mi o to, ze rozumiem o co Tobie chodzi. Ludzie nie maja pojecia, anwet ci blizsi znajomi jak nam naprawde ciezko.... No ale nie mozna im miec tego za zle... mysle ze nikt nei robi nic ze zlej woli. No widza, ze radzisz sobie Ty, ja, no to jakby temat jm naszych, czy tyych problemow zostaje coraz rzadziej poruszany, zycie toczy sie dalej czy nam sie podoba czy nie...

Dobrze ze realizujesz sie w pracy ale moja jedyna rada byloby to, zebys jednak troszke zwolnila - kurcze 3 czy 4 prace?!! Ty mysle ze troszke mimo wszystko od poczatku ucieklas od tego w te prace, co tez nie jest do konca dobre bo jak widzisz, problem nieprzerobiony, bedzie nas doganial.... Oczywiscie dobrze ze pracujesz, musimy sie czyms zajmowac zeby wlasnie nie siedziec i nie myslec, ale zeby byly jakies granice. Zebys za wszelka cene nei uciekala od teg owieczoru samotnego w domu. Czasem i to trzeba przejsc.... a potem bedzie lepiej... Masz core dorosla - uwierz mi ze ona sie o Ciebei strasznie martwi bo ma chyba tylk ociebie teraz... Ja tez martwie sie ogromnie o moja mame, ze ona np ogolnie traci zdrowie i nerwy na mojego ojca, ze przejmuje sie wszystkim dookola, ma nerwice, a tak naprawde przez to jakby miala gdzies mnie - ta osobe ktora sie tak naprawde martwi o nia. I mi jest przykro z tego powodu, ze ona jest dlam nie najwazniejsza (podejrzewam jak Ty dla Twojej corki) i drze o jej zdrowie a nawet zycie (choruje na raka), Ty z kolei probowalas popelnic smobojsctwo, wiec Twoja corka pewnie zyje w ciaglym strachu o Ciebie, a Ty jakby tracac zdrowei, nerwy nie martwisz sie o nia. Tzn na pewno sie martwisz, ale ona pewnie tak to odbiera. Bo gdyby cos ci sie stalo to ona bylaby ta osoba ktora najabrdziej by cierpiala. Pomysl o tym. Napisalam to moze troche z innej perspektywy niz Twoja wlasna - jako corka. Moja mama jest oczywiscie starsza od Ciebie, ale relacje ktora opisalas z corka jest dosc podobna do mojej z mama. Ja tez jak mama miala chemie itd przejmowalam obowiazki, chcialam po prostu jak najabrdziej jej pomoc, ale jednoczesnie bralam na siebie chyba troche za duzo....

47

Odp: Szukam Antidotum........

Kiedysbylam,  dziękuję Ci, że pokazałaś mi, jak moje dziecko to odbiera i w ogóle, bardzo mi pomagasz, chociaż czy mi jest ktoś w stanie pomóc. Chciałabym Wam wszystkim odpisać, wchodzę tu od paru dni, ale nie mam siły, nie mam na nic siły. Wczoraj mijałam się z nimi na chodniku, twarzą, w twarz, ona z nim pod rączkę, jak małżeństwo, obok nowa córeczka z pieskiem i jego nowa teściowa. W pewnym momencie ZS do mnie : Dobry wieczór pani.......i pocałowała go w policzek położyła mu głowę na ramieniu. Nie nie mam siły już nic napisać, nawet o nowej pracy, odezwę się jak nabiorę sił.

48

Odp: Szukam Antidotum........
cachmir napisał/a:

Jeśli możesz to poszukaj i obejrzyj sobie film Ognioodporny - przysłuchaj się co mówią.

Rady dajesz dobre ale chyba nei chodzi ci o film pt "próba ognia" z 2008 roku?
Jeśli tak to robisz błąd polecając jej ten film, ten film promuje szkodliwe wzorce oto jakie:
1. Film pokazuje że facet się zmienia co najczęściej nie jest prawdą.
2. Film ma ukryty przekaz że facet ma kasę więc żona ponownie się w nim zakochuje.
3. Film pełen jest bigoterii a aktor główny bohater jest ewangelistą więc wolno mu całować jedynie swoją żonę dlatego żona musiała zostać przemieniona w bohaterkę a kiepsko.

49

Odp: Szukam Antidotum........
nibynieJA napisał/a:

Kiedysbylam,  dziękuję Ci, że pokazałaś mi, jak moje dziecko to odbiera i w ogóle, bardzo mi pomagasz, chociaż czy mi jest ktoś w stanie pomóc. Chciałabym Wam wszystkim odpisać, wchodzę tu od paru dni, ale nie mam siły, nie mam na nic siły. Wczoraj mijałam się z nimi na chodniku, twarzą, w twarz, ona z nim pod rączkę, jak małżeństwo, obok nowa córeczka z pieskiem i jego nowa teściowa. W pewnym momencie ZS do mnie : Dobry wieczór pani.......i pocałowała go w policzek położyła mu głowę na ramieniu. Nie nie mam siły już nic napisać, nawet o nowej pracy, odezwę się jak nabiorę sił.

Życzę powodzenia działaj zapomnij o mężu wybij go z  głowy ja za ciebie tego nie zrobię, gdybym cię spotkała to kop albo pocałunek, ale bym wybiła ci z głowy tego psychola.
Do roboty pokaż że mu ze jesteś neizalezna odrzuć wyuczone wzorce one sprawdzają się w idealnych małżeństwach a takich teraz na lekarstwo na pocieszenia dodam że teraz co  drugi facet zdradza.

50

Odp: Szukam Antidotum........

NibyenieJa - wyobrazam sobie tylko jak ci musi byc ciezko widziec go z nia,od tak, po prostu, na ulicy. To jest po prostu jakas ektremalna sytuacja dla kazdego normlanego, zdrowego czlowieka. Wiedziec, ze odszedl do innej - to jedno. Ale musiec to ogladac, ich razem, ich 'normalne' zycie, to jakis koszmar. ALE. POWTARZAM: Ty masz corke i dla ciebie to powinien byc mega wazny bodziec. Nie badzmy takimi egoistami jak oni - ze Ty tak cieprisz i to jest najwazniejsze. A to, ze gdyby nam sie cos stalo i wtedy inni, nasi bliscy, tym ktorym na nas zalezy by przeogromnie cierpieli to niewazne? Pomysl w ten sposob. Czy chcialabys zeby twoja corka ciepriala tak jak ty teraz, albo nawet bardziej, jesli mialaby stracic MAME??? to jest okrucienstwo robic naszym bliskim taka krzywde, zeby patrzeli jak my 'umieramy', mimo ze mamy swoje powody. Trzymaj sie i pisz!

Posty [ 51 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Szukam Antidotum........

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024