Opowiedzcie, proszę, o Waszych doświadczeniach.
Nie mam swoich dzieci, ale w tym roku moi rodzice starali się o miejsce w przedszkolu dla mojej małej siostry i widziałam, że nie wygląda to ciekawie.
W mieście 230 tys. mieszkańców zabrakło miejsca dla prawie 300 dzieci.
Przy rekrutacji do przedszkola (która zaczyna się już pod koniec marca/ w kwietniu) branych jest pod uwagę wiele kryteriów. To, czy oboje rodzice pracują, czy rodzina jest wielodzietna, czy dziecko w ogóle ma obu rodziców, ilość deklarowanych godzin spędzonych przez dziecko w przedszkolu. Jako, że moja mama zrezygnowała z pracy na rzecz pierwszych lat z dzieckiem, mimo, że ilość dzieci na utrzymaniu rodziców nadal kwalifikuje rodzinę jako wielodzietną miejsca w przedszkolu moja siostra nie otrzymała. Gdyby pracowali oboje rodzice, pewnie by się udało, ale to wiązałoby się z tym, że inne dziecko mogłoby zostać 'wypchnięte' z listy.
U nas w mieście jest jeszcze coś takiego, że od godziny 13 do godziny 15 pobyt dziecka w przedszkolu jest płatny, a opłata za godzinę wynosi 3,30zł i oczywiście pierwszeństwo do miejsca miały te dzieci, które przebywały także w czasie 'płatnym' ![]()
Mieszkam w 70 tysięcznym mieście i składałam podania do dwóch przedszkoli.Do obu córka została przyjęta.Dodatkowo dzwoniono do mnie z prywatnego przedszkola,gdzie byłyśmy z córka,że są wolne miejsca.
Ale dziecko znajomej w tym samym czasie się nie dostało.Nie miałam też możliwości zapisania córki od razu do grupy czterolatków bo nie było miejsc.
U nas na całe 16tysieczne miasto jest jedno przedszkole publiczne, i chyba 5 niepublicznych. Rozbieżność cenowa spora, ale niestety bez znajomości na górze nie ma raczej szans na miejsce w przedszkolu publicznym. Osobiście nawet nie próbowałam, przedszkole niepubliczne mam pod nosem, płacę 300 zł miesięcznie, w publicznym płaciłabym około 200, ale musiałabym dojechać na drugi koniec miasta (płacić za paliwo, wcześniej wstawać) więc dałam sobie z tym spokój.
5 2013-01-08 14:22:08 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-01-08 14:22:29)
W mojej małej gminnej wiosce pod Krakowem, miejsce w przedszkolu publicznym to niedoścignione marzenie wielu rodziców.
Wszystkie miejsca obstawione są przez dzieci, wnuczęta i jakieś inne pociotki pań z gminy, poczty, szkoły, ośrodka zdrowia. Zwykła Ania Kowalska może zapomnieć o przedszkolu dla swojego dziecka o ile nie jest samotną matką. Jak wykazała kontrola przeprowadzona przez towarzystwo na rzecz mieszkańców gminy, do przedszkola przyjęto całkiem niesamodzielne 1,5 letnie dziecko tutejszej naczelniczki poczty...
Są również dwa przedszkola prywatne, które mimo kosmicznych cen są załadowane po dach
Jedna z tych placówek miała komplet dzieciaków w 3 dni, od momentu powieszenia bilbordu informującego, że będzie otwarcie. Rodzice nawet nie zwracali uwagi, że de facto przedszkola jeszcze nie było, bo to w dalszym ciągu był plac budowy ![]()
Ostatnio musiałam "na gwałt" znaleźć przedszkole dla córki i ze zgrozą stwierdzam, że nawet w prywatnych placówkach często nie ma miejsc ![]()
Update: wolne miejsca były w TRZECH przedszkolach na całe (spore) miasto. Sprawdziłam każde, publiczne i prywatne ![]()