~
Witam, mam problem który od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju. Jestem 27 letnią kobietą i nigdy nie miałam chłopaka. Przyznam się że nigdy mi to zbytnio nie przeszkadzało gdyż dość intensywnie się rozwijałam i nie myślałam o tym zbyt często. Obecnie mam satysfakcjonujacą mnie pracę, dwa dyplomy w kieszeni i hobby ale mniejsza o to. Zastanawiam się czy coś ważnego mi nie umknęło, wyobrażałam sobie zawsze że to oczywiste iż kiedyś będe mieć chłopaka i że to będzie tak mimochodem i spontanicznie gdyż prowadzę i prowadziłam aktywne życie towarzyskie. Wydawało mi sie to sprawą tak oczywistą jak fizjologia człowieka a tymczasem okazuje się że nie jest to taką oczywistością. Obserwując jak moje koleżanki zmieniały przez te lata chłopaków to zastanawiam się gdzie jest mój błąd, czy ja jestem z jakiejś innej gliny ulepiona? To co teraz czuję to pewien rodzaj wyobcowania emocjonalnego i dużego lęku tym bardziej iż mój o 6 lat młodszy brat przyprowadza do domu dziewczynę i kiedy widzę to ciepło miedzy nimi to wzbudza się we mnie niepohamowana tęsknota. Dlaczego mnie to się nie zdarzyło? Dodam że jestem osoba dość emocjonalną, łatwo utożsamiam się z emocjami innych, czego nie można powiedziec o moich niektórych kolezankach, które układają sobie życie w związkach. Szukanie chłopaka nigdy nie było dla mnie w życiu tematem przewodnim a jego brak nie był tragedią życiową, ale teraz wydaję mi się że nie powinnam była tak myśleć i cos z tym zrobic tylko co? i jak to zrobić? Ja nawet nie wiem jak sie do tego zabrać, chyba nie umiem podrywać a bywanie miedzy ludźmi widac nie wystarcza. Kiedyś byłam bardzo zakochana ale chłopak mnie odrzucił i bardzo bolało. Nie jestem jakaś brzydka i odstręczająca , z każdym odnajdę temat do rozmowy więc nie wiem w czym problem. Jest mi już z tym bardzo źle i czuję sie jak jakiś KOSMITA! Kiedy patrzę z jaką łatwością przychodzi innym wiązanie się to czuje się jeszcze gorzej i ciągle rodzą sie we mnie nowe pytania. Moi znajomi widzą we mnie inteligentną, zrównoważoną dziewczynę na poziomie (ich opinia). Nigdy się nikomu nie zwierzałam ze swoich rozsterek bo się wstydzę. Czuję się taka bezradna. Na pewno istnieje we mnie jakiś defekt którego nie mogę sobie uświadomić i dlatego jest tak jak jest. Co o tym myślicie??
P.S. Przepraszam że takie długie, rozpędziłam sie trochę.