Witajcie! Bardzo proszę Was o opinie, sama nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją. Mam 22 lata i pierwszego chłopaka (26 lat). Za tydzień miną 3 miesiące naszego związku, a ja wciąż czuję się samotna. Postaram się opisać nasze relacje.
Znamy się od kwietnia, jednak do września kompletnie nic nas nie łączyło- ot, zwykli znajomi. On nigdy mi się nie podobał, nie mieliśmy tematów do rozmów. W wakacje byliśmy razem na obozie studenckim i tam los pchnął nas ku sobie. Ja na początku nie traktowałam jego "zalotów" poważnie. Wiedziałam, że nie jestem pierwszą dziewczyną z naszego otoczenia, którą "podrywa" (strasznie nie lubię tego słowa, cóż). Ale świetnie mi się spędzało z nim czas. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, jak dojrzałym jest człowiekiem, chociaż wcześniej kompletnie za takiego go nie uważałam. Zaimponował mi swoim nastawieniem do życia. Jestem osobą bardzo nieśmiałą i bardzo ciężko jest mi się otworzyć na drugiego człowieka. Natomiast przy nim czułam się całkowicie naturalnie, mogłam z nim porozmawiać na każdy temat, zwierzyć się i śmiać z byle głupot. To było cudowne uczucie. Po powrocie do domu mieliśmy wciąż kontakt smsowy. W końcu czułam, że komuś na mnie zależy, że ja też mam prawo do miłości. Jednocześnie strasznie dręczyły mnie obawy o jego stosunek do mnie. Zawsze miał dobry kontakt z dziewczynami, a tuż przed obozem dziewczyna, z którą spotykał się przez 2 miesiące stwierdziła, że nie może z nim być, bo wyjeżdża do innego miasta. Bałam się, że będę dla niego tylko pocieszeniem.
W październiku wszystko potoczyło się bardzo szybko. Po powrocie do domu mieliśmy ciąły kontakt smsowy. Pierwszy pocałunek i tak wyszło, że staliśmy się parą. Mną wciąż targały wątpliwości. Czułam się przy nim tak cudownie i bezpiecznie. Od tego czasu widujemy się praktycznie codziennie, pomijając te weekendy, kiedy wracamy do swoich domów. Nadal czuję się przy nim wspaniale, choć wątpliwości wciąż wracają. Nie jestem do końca pewna, czy darzę go takim uczuciem, jak powinnam. W moim przypadku nie było i nie ma żadnej fascynacji wyglądem zewnętrznym, nie było żadnej idealizacji (od początku znałam jego wady) i nie było żadnych motylków. Nic. Było za to zaufanie i poczucie bezpieczeństwa i właśnie to zdecydowało, że postanowiłam się z nim związać. Jednocześnie widzę jego słabe strony, czasem razi mnie jego głośne zachowanie, ale zdaję sobie też jednocześnie sprawę, że nikt nie jest idealny - ja też.
Na początku to on był bardziej zaangażowany. Teraz czuję, że te proporcje się zmieniają. Choć wciąż dopadają mnie obawy, czy to jest TO, to coraz bardziej mi na nim zależy. Ciągle o nim myślę, martwię się o niego, jest dla mnie bardzo ważny. I jestem o niego bardzo zazdrosna... Podczas naszych spotkań jest czuły i troskliwy, ale kiedy się nie widzimy czuje, że rośnie między nami mur. Czuję ogromny dystans między nami. Tak jakby był w dwóch osobach. W pamięci mam wciąż jego słowa i czuły dotyk, ale nasz kontakt jest bardzo słaby. On nigdy nie dzwoni, wyśle jednego smsa dziennie lub wcale, a coraz częściej zdarza mu się zapomnieć odpisać. Nie chcę mu się ciągle narzucać wiadomościami, choć on twierdzi, że mu nie przeszkadzam, nie narzucam się, ale ja wciąż odnoszę inne wrażenie i w efekcie w ogóle przestaję pisać. Zazdroszczę znajomym, którzy mają nieustanny kontakt ze swoimi drugimi połówkami. Mi tego bardzo brakuje. Czuje się wtedy strasznie samotna. Teraz podczas przerwy świątecznej nie widzimy się już tydzień i czuję kompletny brak zainteresowania mną. W ogóle nie okazuje mi troski, nie pyta o samopoczucie, choć mówiłam że jestem chora. Problem w tym, że na początku wszystko wyglądało inaczej, nasz kontakt czy to smsowy czy na gg wyglądał inaczej, bardziej naturalnie. Teraz odnoszę wrażenie, że na początku miał w tym jakiś cel: mnie. A teraz gdy już go osiągnął i wie, że i tak za nim szaleję, nie ma sensu się starać. Wiele razy chciałam z nim porozmawiać o moich odczuciach, ale kiedy go widzę, znikają wszystkie wątpliwości. Znów jest taki czuły i kochany...
Dziewczyny, powiedzcie mi proszę, czy potrzeba nieustannej świadomości bycia kochaną to aż tak wiele? Może ja zwyczajnie jestem niedojrzała i sama nie wiem, czego chcę? ![]()