witam wszystkich, nie chcę zamęczać... ale chciałabym opowiedzieć historię moich problemów, otóż:
mojego męża poznałam 4 lata temu, jesteśmy małżeństwem dopiero 2 miesiące, kocham go raczej.
problem polega na tym iż jak się poznaliśmy to mieszkaliśmy od siebie 300km, ja miałam w swoim mieście dobrą pracę a on w swoim firmę. Po pół roku spotykania się, trzeba było podjąć decyzje aby zamieszkać razem i pytanie brzmi gdzie? i kto? ponieważ mój mąż miał firmę 6 lat a ja dobrą posadę 2lata, postanowiliśmy abym przeniosła się do oddziału w mieście 80km od rodzinnej miejscowości mojego męża, abyśmy obydwoje nie stracili pozycji, wtedy jeszcze jako mój chłopak wydawał się rozsądny i opiekuńczy, nic nie wskazywało na to że zostanę sama w obcym mieście. Pracowałam, on pracował w swojej rodzinnej miejscowości 70km, niby wynajmował ze mną mieszkanie i opłacał a jednak bywał 1 czasem 2 razy w tygodniu. W ciągu kolejnych 6 miesięcy może spał w naszym domu max 10 razy
i tu zaczęły się poważne problemy, byłam sama w obcym mieście, nikogo nie znałam prócz 3 osób w pracy, jeździłam jedną linią tramwajową praca-dom, dom-praca, nigdzie nie wychodziłam bo wieczorami kobieta samotna w dużym mieście raczej się boi. Doszłam do wnioski że wracam do swojej rodzinnej miejscowości i odchodzę od niego, ponieważ zlewał mnie, nieświadomie niby potem tak twierdził.
W ten czas wystraszył się że mnie straci i poprosił o jeszcze jedną szanse, a że z mieszkania wynajętego zrezygnowałam i z pracy, musieliśmy od początku podjąć decyzje gdzie zamieszkać i kto? chłopak miał firmę a że ja nie pracowałam to poprosił abym zamieszkała u niego w domu, razem z jego siostrą, dzieckiem i jej mężem i rodzicami...
Tak bardzo mi zależało na nim, bałam się że go starce jak odmówię, ponieważ wiedziałam że ciężko się mieszka w tyle osób a zwłaszcza z przyszła teściową która widzi w swoim synku cały swój świat i jest za nim murem zawsze... musiałam zgodzić się inaczej byśmy nie byli razem. Obiecał że będzie się o mną opiekować u siebie, gdzie nie miałam zupełnie nikogo tylko jego.
Przez 3 lata mieszkania u niego nie poznałam żadnej koleżanki ponieważ ma tylko samych kolegów którzy nie wiążą się na dłużej z kobietami, jest to malutka miejscowość 5 sklepów
nie ma gdzie wyjść i coś robić. Przez lata słyszałam wiele docinek od teściowej, zwyczajnie za nic nie słusznie, jego siostra też nie szczędziła na słowach i docinkach, traktowały mnie jak osoba która doszła do nich i ma się dostosować, jakbym nigdy nie miała swojego życia wcześniej. Zawsze byłam grzeczna i wysłuchiwałam a potem leciałam do swojego pokoju i płakałam w poduszkę, czasami mój mąż to widywał i pytał się zawsze co się stało, ja jemu opowiadałam a on mnie pocieszał i może w ciągu 3 lat na 20 sytuacji zareagował może 4 razy i na tym koniec.
Problem jest w tym iż jest mi strasznie ciężko żyć z jego rodziną która tak zwyczajnie jest wścibska, teściowa podsłuchuje nasze kłótnie czasami złapałam ją na tym, opowiada mi o byłej narzeczonej mojego męża, wtrąca się w nasze całe życie, jest zawsze za nim choć on sam się przyznaje że nie ma racji to jest za nim. Ja już nie mam sił, znoszę to wszystko dla mojego męża, przerasta mnie to a poświęcam się dla niego
i najbardziej boli gdy nic nie powie swojej rodzinie, bo nie chce robić afery w domu, wiele razy płaczę w poduszkę przez te kobiety. Mój mąż jest osobą z charakteru niekonfliktową, cierpliwą i spokojną, prawie nigdy nie widzi problemu w niczym, nie lubi się kłócić i zawsze wyciągnie rękę pierwszy, szybko zapomina o złych problemach.
Czuję i wiem że nie powinien stosować tego w moim przypadku, gdzie jestem jego żoną, wzięliśmy ślub 2 miesiące temu i przysięgał być ze mną na dobre i złe i mnie wpierać
a teraz ja jestem zupełnie samotna, nie ma z kim porozmawiać, duszę w sobie te emocje i często płaczę, jestem bardziej nerwowa przez to, bardzo mnie takim postępowaniem krzywdzi i nie rozumie a ja zaczynam go nienawidzić... wyrządza mi tym wielką krzywdę i bardzo boję się żyć z nim dalej u boku jego rodziny, tym bardziej jest mi ciężko bo pochodzę z rozbitej rodziny, jestem pół sierotą, tato nie żyje a mama mieszka za granicą 2000km i nie mam z nią dobrego kontaktu. Planujemy dziecko ale też się tego boję, ponieważ chciałabym mieć swoją prywatność w swoim domu, nie chcę się stresować, za 3 miesiące przeprowadzamy się do domu obok 5metrów po babci mojego męża. Jak mam żyć dalej, co robić
? mam dopiero 26 lat
i jestem nieszczęśliwa