Witajcie,
Mam 33 lata. Ponad rok temu, po 7 latach odeszła ode mnie narzeczona (rówieśniczka) i prawdziwa miłość zarazem.
Narzeczeństwem byliśmy króciutko jak na taką znajomość (raptem jedne wakacje). Problemy w naszym związku dało się rozwiązać tylko jako facet zwyczajnie je bagatelizowałem / niezauważałem czasem . Kochałem Ją, wiedziałem, że to TA JEDYNA, więc oświadczyny, ślub, dziecko wydawały mi się, już w tym wieku, naturalną koleją losu.
Nie pytajcie, dlaczego tak późno oświadczyny, nie oskarżajcie o przechodzenie związku. Dziś obydwoje przyznajemy, że bardzo zaniedbaliśmy naszą miłość - piękne, obustronne uczucie i coraz bardziej kulejący związek.
Nie umiałem Jej zatrzymać. Stwierdziła, że to nie to. Że już nie potrafi mnie kochać, że kiedyś kochała, ale związek za długo stał w martwym punkcie. Ona z wyboru, ja z konieczności, założyliśmy konta na portalach randkowych.
Przez wiele, wiele miesięcy o Nią walczyłem - kwiaty, prezenty, propozycje spotkań. Wszystko zlewane, wszystko na nie. Czuła się osaczona. Długa droga od próśb, prezentów, błagań po chwilami emocjonalny szantaż i mieszanie w to jej bliskich oraz wspólnych znajomych.
Ona jest do dziś sama. Ja zostanę ojcem. Nie kocham nowej dziewczyny - po prostu potrzebowałem po niemal roku od porzucenia jakiejkolwiek bliskości. Znaliśmy się króciutko, jakieś 3 m-ce, zanim zaszła w nieplanowaną ciążę. Ex na wieść o ciąży nagle doceniła "nasz" związek. Ale wrócić nie potrafi. Nie potrafi być świnią wobec nowej dziewczyny, nie potrafi zaakceptować tego, co się stało i będzie miało konsekwencje na resztę życia.
Dziecko urodzi się w marcu. Mieszkam razem z jego mamą, nie dzieje się między nami źle, pozornie wszystko gra. Poza jednym szczegółem. Moją głowę zaprząta obsesja byłej dziewczyny. To już 6 m-c ciąży a ja nie potrafię się nią cieszyć.
Z jednej strony czuję, że jeśli nie rozstanę się z jego mamą np. po porodzie, to nic w kwestii uczuć już się nie zmieni. Bo niby dlaczego, skoro nie pokochałem do tej pory? Z drugiej mam niemal pewność, że rozstanie, bardzo bolesne i życiowo trudne dla mamy mojego dziecka też do niczego dobrego nie doprowadzi. Bo szanse na powrót Ex są iluzoryczne - na pewno nie za miesiąc, nie za dwa, nie za trzy. A na szukanie kolejnego uczucia, z takim bagażem i w tym wieku, nie mam ani ochoty, ani nawet motywacji.
Czy komuś z Was udało się stworzyć udany związek zrodzony w podobnych do moich okolicznościach?