Witam serdecznie! Jestem nowa na forum więc i to będzie mój pierwszy post. Mam dosyć poważny problem w domu i chciałam się Was zapytać tak jak w temacie czy to ze mną jest coś nie tak czy jednak z moją mamą? Prosze przeczytajcie moją historię i spróbujcie to ocenić. Od razu na wstępie napisze, że będzie dłuugo..
Więc tak.. Jestem z moim narzeczonym parą od 4 lat. Na początku ? Łał wszystko było super, bo On budowlaniec,a my nie zbyt zamożni więc nam pomógł doprowadzić dom do porządku, aby jako tako wyglądał. Wiadomo tam mu mama odpaliła parę groszy co by nie pomyślał o nas źle. To tyle dobrego.. Po jakimś czasie wprowadził się do mnie i mieszkaliśmy z rodzicami. Ojciec od biedy go lubił chociaż narzeczony ma dość cięty język i nie toleruje lenistwa chociaż nigdy nic złego nie powiedział mojej matce, ani ojcu. Nigdy mi matka nie powiedziała, że ten mężczyzna nie jest dla mnie wprost. Zawsze słyszałam to ukradkiem podsłuchując rozmowy rodziców lub mamy z sąsiadkami. A, żeby aż tak nie wyrzucać wszystkich brudów przejde do wydarzeń z ostatniego półrocza; Przychodzę do domu z pracy (my mieszkamy na piętrze, mama z siostrą na dole) witam się z mamą i idę na górę zobaczyć co to mój luby czyni. Wchodząc widzę Jego minę która nie świadczy o niczym dobrym więc od razu pytam o co chodzi. Ano akurat miał dzień wolny, a mama chyba nie zauważyła tego (rzaadko schodzi na dół) i jęła plotkować z sąsiadką na Jego temat, mój oraz Jego rodziców. Okey, nie przepadam za Jego rodzicami i nie ma idealnej rodziny, ale to nie powód, żeby ich obrażać i wyzywać do innych ludzi skoro się nic nie widziało (Bo ja wiem, ale moja mama tylko z "plotek"). Hmm.. Muszę przyznać iż wtedy myślałam, że trochę wyolbrzymił sytuację. Ale! Po godzinę przyszła następna sąsiadka. Coś robiłam blisko schodów i usłyszałam jak padło imię mojego ukochanego co natychmiast kazało mi się zatrzymać i przysłuchać co tam matula prawi.. I tu klękłam z bezsilności i aż mało nie spaliłam się ze wstydu przy tym topiąc się we łzach. Rozumiecie co to usłyszeć od własnej matki, że mój chłopak jest nieudacznikiem, nic nie robi, nie pomaga, że Jego rodzice to nieroby, a Jego matka daje za przeproszeniem dupy na zawołanie? Gdy tylko rozmowa mamy z sąsiadką się skończyła, ja uspokoiwszy się trochę zeszłam na dół i spytałam się o czym to tak rozprawiała z Nią. Co usłyszałam? Ano, że mówiły o pogodzie i o jakiejś tam zupie z grzybów itp. A jak spytałam się co mówiła na temat mojego lubego to z wielkim rykiem do mnie, że taka sytuacja nie miała miejsca. Zrobiła ze mnie po prostu wariatkę! Dałam sobei spokój myślałam, że wyparła to z siebie i przestanie. Ale później umarł ojciec i sytuacja z mamą rzeczywiście się ustabilizowała. Chłopak wszędzie nas woził po urzędach był wsparciem dla mnie i dla Niej. Do nie dawna bo jakieś 2 miesiące temu jak znów zgrało się, że oboje mieliśmy wolne wzięliśmy się do pracy przy remoncie. Przechodzac znów obok schodów dane mi było usłyszec jak to według mojej mamy mój luby się do mnie zwraca co w tym dziwnego? Ano to, że to były wierutne bzdury. Okey. Każdy się kłóci, ale mój ukochany nigdy mnie nie wyzwał! A według niej już tak! Wtedy On nie wytrzymał, zbiegł ze schodów i pokłócili się dosyć ostro.. Później znów jakoś sytuacja się uspokoiła, a dziś ponownie! Przychodzę sobie z pracy zadowolona, a luby do mnie, że jak z Nią nie pogadam to On się wyprowadza w poniedziałek! Jestem przerażona.. Zeszłam na dół i znów spokojnie próbowałam z nią porozmawiać. Ta jak zwykle oczywiście swoją śpiewkę, że On wymyśla swoje historyjki, że nie usłyszy a mówi różne bzdury, że nic takiego nie miało miejsce i zaraz może iść do sąsiadki i zaprosić Ja, aby to potwierdziła. Gdy Jej powiedziałam, że już w to nie wierze, bo samej mi dane było słyszeć to całkowicie rozmowa przeistoczyła się w Jej krzyk, że to JA insynuuje Jej jakieś ploty, oskarżam o oczernianie które kompletnie nie ma miejsca. Próbowałam tylko spokojnie z Nią porozmawiać, żeby mi tylko powiedziała o co Jej chodzi..
Więc oceńcie sami proszę o co tu chodzi bo ja już nie potrafię tak dłużej. Sama od tego zwariuje, a może już to ja właśnie zwariowałam? Nie piszcie też o wyprowadzce bo to nie wchodzi w grę gdyż ja muszę zostać w domu z innego powodu baardzo ważnego, a do tego i tak nie mamy kasy, aby coś kupić lub wynająć. Jak z Nią rozmawiać, a może to już jakaś choroba psychiczna? Prosze doradźcie. Tu już sporo napisałam więc później jeszcze opiszę bezpośrednie nie dotyczące chłopaka moje relacje z Nią.