Cześć! trafiłam na forum przypadkowo, a zauważyłam że wypowiadają się na nim sympatyczne i mądre babki, tak więc chciałam nakreślić moją sytuację i poprosić Was, albo o poradę, albo o szczerą (bo obiektywną) sugestię. Otóż jesteśmy małżeństwem od 2 lat. Już na początku teściowa dawała delikatnie do zrozumienia, że nie jest zachwycona naszymi zaręczynami. Gdy pokazałam jej pierścionek i oznajmiliśmy, że się pobieramy zareagowała rzucając"po co wam ten kościelny, weźcie sam cywilny". Takie uwagi wielokrotnie miały miejsce, puszczałam je mimo tego iż sprawiały mi przykrość. Myślałam: przyszłe teściowe moich koleżanek, wręcz ponaglają swoich synów do ślubu, więc dlaczego moja tak się upiera? czy coś jest ze mną nie tak? Jestem cholerną idealistką, bo wyobrażałam sobie zawsze, że z teściową będę miała bliską relację, zwłaszcza że jestem raczej ciepłą osobą. Myślałam, że polubią się z moimi rodzicami, będziemy mogli spędzać razem święta, takie rodzinne. Bałam się trochę konfrontacji moich rodziców i przyszłych teściów. Moi rodzice są ludźmi prostolinijnymi, bezpośrednimi, ciepłymi. Teściowie ważą raczej każde słowo i siedzą, jakby trochę kołek połknęli:) Nie lubią towarzystwa nieznajomych osób i pewnie z tego powodu nie zjawili się na przyjęciu z okazji naszej pierwszej rocznicy ślubu. Mąż siedział jak sierota. Nie muszę chyba opisywać jak było nam przykro. Gdy przyjeżdżamy z mężem w rodzinne strony nie nocujemy u jego rodziców tylko u moich. Co ciekawe mąż nigdy nie proponował abyśmy spali u jego rodziców. Oboje czujemy się swobodniej u moich. Do teściowej nie zwracam się w 3 os. l. poj. "czy mama moglaby", lub bezosobowo, jak niektore synowe. Nie zarzekałam się też nigdy że "matke ma sie jedna i nie bede mowic do tesciowej mamo" przeciwnie, do kazdego czlonka rodziny zwracam sie normalnie "mamo, tato ciociu, babciu" . W przeciwieństwie do niej, gdyż teściowa, do swojej teściowej zwraca się bezosobowo, a gdy wypowiada się na jej temat, to nawet w rodzinnym gronie mówi o niej pieszczotliwie "BABKA". Gdy teściowa ma jakąś sprawę, zawsze dzwoni do męża. Potem on mi to przekazuje i tak w kółko. Sama raczej do mnie nie dzwoni. To dziwne. Przykro mi też, że nie spędzamy wigilii z rodzicami męża.Miałam nadzieję że w wigilię najpierw pojedziemy do jednych, potem do drugich rodziców. Ale teściowa nie organizuje dla nas wigilii. Gdy moi rodzice, zaproponowali w tamtym roku, aby wigilie spędzić wszyscy razem, usłyszeliśmy od niej że "wigilię spędza się z najbliższą rodziną" eeeee????? a MY przepraszam to co? sąsiedzi?:( Nie lubię też rodzinnych spotkań u teściów, czuję się bardzo obco, jego kuzynki się do mnie nie odzywają, ciocie tak samo. Czuję się tam trochę jak "obce ciele w oborze".
Kiedy przyjeżdzamy, jesteśmy oczywiście traktowani bardzo przyjemnie (bez małych faux-pas na które już nie reaguję) zawsze coś nam naszykuje, a to konfitury, a to inne domowe wyroby....Nie mogę narzekać. Echhh...mogłabym tak pisać i pisać, ale czy to ma sens? Czy jest wogóle szansa, żeby to wszystko jakoś normalnie wyglądało? Kamil nie jest zbyt emocjonalnie związany ze swoją matką..ani z ojcem. Ale jest to zwykła polska rodzina. Po prostu nie są zbyt wylewni w uczuciach. Mają jeszcze jednego syna - tego lepszego, oraz przyszłą synową. Nie wiem czy warto jeszcze walczyć o moją idealną wizję kochającej się rodzinki, czy po prostu trzymać fason i poprzestać jedynie na przyzwoitych relacjach.
Pozdrawiam Was cieplutko!
1 2012-11-21 01:44:27 Ostatnio edytowany przez Emma1989 (2012-11-21 01:48:21)
Jakbym czytała trochę o sobie.. Tylko ,że w moim wypadku to nie jesteśmy jeszcze małżeństwem. Z rodzicami partnera mam nawet dobre relacje, bo są w wieku moich dziadków i czuję się zawsze mile widziana. Gorzej z rodzeństwem partnera.. Jest ich dość dużo i wszyscy żonaci i dzieciaci .Tylko Mój najmłodszy z Nich jeszcze się nie chajtał , ale myślimy o tym sporo. A więc Mojego partnera bratowa jest dla mnie bardzo nie przyjemna. Może dlatego,że jest jak na razie jedyną synową teściowej drugą będę ja ... Jak jeszcze nie była żonata to się nawet przyjaźniłyśmy ,ale gdy wzieli ślub to zrobiła się straszna dla mnie.Nawet nie mile mnie przyjmuje w swoim domu. Nawet rozważam ,żeby ją o to zapytać w końcu,bo chciałabym żeby było jak dawniej..
Myślę ,że Ty nic nie powinnaś zmieniać.. Jakby teściowa chciała to by więcej z Siebie dała żebyś się czuła u Nich dobrze. Nie którzy ludzie tak mają.Są tak wychowani. I nie da się tego zmienić w nich.Wiem coś o tym.. znam kilka osób o takich zachowaniach. Np.Mojej mamy teściową. Żyj jak do tej pory może czasem zrób im jakiś prezent jako podziękowanie za konfitury , na pewno się uciszy teściówka
i poszuje się doceniona, albo zwyczajnie odwiedź ją sama bez męża
choćby na 30 min wypij raz dwa kawkę ,ale przyjedź np po jakiś przepis co Ci smakował , myślę ,że może zmienić nastawienie do Ciebie ![]()
ach ta teściowa...
W Twoim przypadku wypracowanie pokojowych relacji z teściową chyba graniczy z cudem.
Przykre, skoro starasz się, a tu teściowa jest ewidentnie stroną bierną.
Jednym z powodów może być tez to że Twoj mąż to jej starszy syn, a jak wiadomo młodsi są zawsze złotymi dziećmi i tez mi się wydaje że przyszła synowa będzie tą lepszą.
Myślę ,że Ty nic nie powinnaś zmieniać.. Żyj jak do tej pory może czasem zrób im jakiś prezent jako podziękowanie za konfitury , na pewno się uciszy teściówka
i poszuje się doceniona, albo zwyczajnie odwiedź ją sama bez męża
choćby na 30 min wypij raz dwa kawkę ,ale przyjedź np po jakiś przepis co Ci smakował , myślę ,że może zmienić nastawienie do Ciebie
Potwierdzam, nie poddawaj się tak łatwo i bądź sobą...powodzenia!
Wiesz, skoro gdy jesteście u teściów miło i sympatycznie przyjmowani, a teściowa coś tam dla Was ma, to nie jest źle.
No i Twój mąż nie jest jakoś przesadnie związany ze swoimi rodzicami - to też dobrze.
Porzuć więc swoje marzenia o wielkiej, szczęśliwej rodzinie spotykajacej się na wspólnej wigilii.
Są ludzie, którzy szybko się bratają z innymi i są tacy, którzy trzymają dystans.
Twoi rodzice należą do tej pierwszej grupy, a teściowie do drugiej.
Ja sama mam synową i zięcia. Z rodzicami zięcia jestem zaprzyjaźniona od dawna. Spotykamy się często i lubimy swoje towarzystwo. A z rodzicami synowej mam kontakt rzadki i formalny. Nie mamy wspólnego języka. To, że nasze dzieci są małżeństwem, nie znaczy, że musimy się na siłę zaprzyjaźniać.
Co do kolacji wigilijnej, to nie wymagamy od swoich dzieci, żeby koniecznie z nami siadły do stołu o konkretnej godzinie. Syn z synową przyjeżdżają po kolacji u rodziców synowej. Nawet już nie mają ochoty na jedzenie, ale wpadają posiedzieć chwilę z nami , napić się herbaty i wymienić się prezentami.
Córka z zięciem wyjeżdżają na święta i sylwestra w góry i wogóle ich nie będzie.
No i wpadnie jak co roku nasz ulubiony bratanek z żoną i dzieckiem.
Myślę, ze trudniej by Ci było, gdyby twoja teściowa trzymała się Twojego męża jak rzep psiego ogona i dostawała histerii, że śpicie u Twoich rodziców, a nie u niej. Albo, że w wigilię jesteście najpierw u Twoich rodziców, a nie u niej.
Tylko jedno mnie zastanawia. Piszesz, że teściowie mają jeszcze jednego, LEPSZEGO syna.
Co to znaczy?
Nie wiem czy warto jeszcze walczyć o moją idealną wizję kochającej się rodzinki, czy po prostu trzymać fason i poprzestać jedynie na przyzwoitych relacjach.
Pozdrawiam Was cieplutko!
Poprzestać na tym co jest. Skoro jest "przyzwoicie" to i tak masz lepiej niż nie jedna synowa, włączając w to mnie:)
Każdy chce czuć, że jest lubiany - pewnie o to Ci chodzi? Kiedyś powiedziałam moim teściom, że na dobre relacje musimy sobie RAZEM (oni i my) zapracować, bo nie zakochamy się w sobie na wzajem po ślubie:) Daj im trochę czasu i wyluzuj:)
Niektórzy mają problem odwrotny, kombinują jak podzielić święta,odwiedziny itd A Ty masz idealną sytuację!!!! Ciesz się nią:)
Dziekuje Wam za odpowiedzi:)
Tylko jedno mnie zastanawia. Piszesz, że teściowie mają jeszcze jednego, LEPSZEGO syna.
Co to znaczy?
Chodzi mi o ogólne wrażenie jakie odnoszę, męża nigdy za nic nie pochwali itp. natomiast drugi syn jest chyba bardziej rozpieszczany. A może jestem przewrażliwiona i się doszukuje jakichś głupich kontekstów. Staram się do tego wszystkiego zdystansować, dlatego napisałam na forum i chyba dobrze bo mogłam wyrzucić z siebie coś co mnie od dawna dręczyło ![]()
Czyli nic konkretnego, Emma.
Ciesz się tym, że masz "odpępnionego" od matki męża i teściową, która nie żyje Waszym życiem.
Tak, to naprawdę idealna sytuacja.
Pozdrawiam.
8 2012-11-22 14:40:45 Ostatnio edytowany przez zielonooka_szatynka (2012-11-22 14:44:46)
Moim zdaniem skoro jest przyzwoicie to powinnaś na tym poprzestać, to i tak według mnie bardzo dobra relacja, z moją przyszłą teściową takiej relacji nie ma ;D na zaręczyny zareagowała " ile to on musiał wydać na pierścionek" rozumiecie ? Ani fajnie ani nie fajnie, żadnego cieszę się, gratuluję itp.
Tak więc ucięłam relację z przyszłą teściową i już 5 lat mam spokój czytaj 5 lat się nie widzimy i jest tak bardzo dobrze.
Ale na wspomnianą reakcję teściowej ap-ropo wigilii to ja bym zareagowała, bo skoro święta spędza się z najbliższą rodziną to też z synem pierworodnym, a to że ma żonę no cóż ;D trudno hehe (żart).
Ja bym powiedziała w takim wypadku że w takim razie my jako nierodzona nie będziemy się wpraszać, ciekawe jak by zareagowała...
Ciesz się że na jakieś święta cię zapraszają, moja przyszła mimo naszego 10 letniego związku z tego 5 lat narzeczeństwa i mieszkania razem, na żadne święta mnie nie zaprasza.
Ogólnie zawsze byłam bo byłam, ale wymarzoną synową na pewno nie jestem, nie mam milionów na koncie i willi z basenem. Od i tyle ;D chętnie bym się tu powywnętrzniała na temat mojej przyszłej teściowej.... ;D
a zaręczyny zareagowała " ile to on musiał wydać na pierścionek" rozumiecie ? Ani fajnie ani nie fajnie, żadnego cieszę się, gratuluję itp.
U mnie tez gratulacji ani cieszenia sie nie bylo;PP hehe...mnie w mojej tesciowej irytuje, ze jest bardzo interesowną osobą, raczej nie robi niczego ot tak, żeby sprawić komuś przyjemność, zawsze liczy na jakiś rewanż.
Ale różni są ludzie i pozostaje mi po prostu nie spoufalać się, a jedynie utrzymywać w miarę przyzwoite relacje. Ale postanowiłam, że będe wobec niej bardziej asertywna i na takie właśnie teksty typu, "święta z najbliższymi" postaram się reagować. Przecież mnie nie zje, a może chlapie coś nie zdając sobie sprawy z tego co chlapie. Więc czas najwyższy aby zaczęła myśleć co mówi.
Emma miej Ty litośc i nie szukaj dziury w całym. Twój wyidealizowany obraz rodzinnych stosunków chcesz narzucic reszcie? Znów wątek "moi rodzice są lepsi od teściów".
Wyobraź sobie, że my też jesteśmy dziwolągami. Niezwykle towarzyscy, ale rodzinnych spędów jak ognia unikamy. Wigilii nie ma u nas w ogóle, święta spędzamy na luzie. To taki nasz pomysł i tyle.
Emma czy Ty jesteś w stanie pojąc, ze Twoje emocje i stosunek do rodziny narzeczonego czy męża, mogą byc widoczne jak na dłoni? To z czego tu się cieszyc?
zielonooka_szatynka napisał/a:a zaręczyny zareagowała " ile to on musiał wydać na pierścionek" rozumiecie ? Ani fajnie ani nie fajnie, żadnego cieszę się, gratuluję itp.
U mnie tez gratulacji ani cieszenia sie nie bylo;PP hehe...mnie w mojej tesciowej irytuje, ze jest bardzo interesowną osobą, raczej nie robi niczego ot tak, żeby sprawić komuś przyjemność, zawsze liczy na jakiś rewanż.
Ale różni są ludzie i pozostaje mi po prostu nie spoufalać się, a jedynie utrzymywać w miarę przyzwoite relacje. Ale postanowiłam, że będe wobec niej bardziej asertywna i na takie właśnie teksty typu, "święta z najbliższymi" postaram się reagować. Przecież mnie nie zje, a może chlapie coś nie zdając sobie sprawy z tego co chlapie. Więc czas najwyższy aby zaczęła myśleć co mówi.
Dokładnie, teściów trzeba szanować, kochać już nie i nie dawać sobie wejść na głowę ;-). Może rzeczywiście "chlapie" jakimiś głupotami ale jak zwrócisz na to uwagę to i ona może w końcu zacznie.
chaber05 każdy ma prawo do marzeń i dążenia do ich spełniania, tu nie chodzi o narzucanie, ale raczej o chęć nawiązania dobrych rodzinnych relacji, jak się nie da to się nie da ale spróbować zawsze można ... prawda??
12 2012-11-23 10:43:05 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-23 11:09:13)
Owszem, próbowac można, ale bez pretensji do całego świata i wywalania na forum, że oni dziwni. Nie dziwni, mają swoje zwyczaje i tyle. To ja też odbiję pałeczkę i napiszę, że wiele z Was jest dziwna, bo się dziwi, a ja się dziwię, czemu Wy zdziwione.
A najbardziej to dziwi sam fakt notorycznego porównywania rodziców i teściów. Oczywiście z wskazaniem, że to rodzice mężczyzny są tymi gorszymi i z nimi coś nie tak.
Już pisałam ,że chętnie wzięłabym udział w eksperymencie. Czyli poznaję rodziców obojga:kobiety i mężczyzny, lecz nie wiem którzy są którzy.Po iluś tam dniach obserwacji mogłabym powiedziec kto jest bardziej zwichrowany, a kto okazał się w miarę ok. Mogłoby byc ciekawie i szokująco.
Ach, zapomniałabym. Każda kobieta deklaruje, że ceni sobie ciepło rodzinne i że taka jest. Innymi słowy obiadki i częste wizyty u mamy to nie zbrodnia, to atut. Facet lubiący spędzac czas w gronie rodzinnym to maminsynek. A rodzice mężczyzny w zależności od widzimisię kobiety dostają odpowiednią etykietę. Dlatego z mojej strony jako przyszłej teściowej też powieje chłodem i lepiej trzymac się na dystans. Dopiero po pewnym czasie można zacieśnic więzy i robic sobie nadzieję, że jednak synowa nie napisze o mnie na forum.
Owszem, próbowac można, ale bez pretensji do całego świata i wywalania na forum, że oni dziwni. Nie dziwni, mają swoje zwyczaje i tyle. To ja też odbiję pałeczkę i napiszę, że wiele z Was jest dziwna, bo się dziwi, a ja się dziwię, czemu Wy zdziwione.
A najbardziej to dziwi sam fakt notorycznego porównywania rodziców i teściów. Oczywiście z wskazaniem, że to rodzice mężczyzny są tymi gorszymi i z nimi coś nie tak.
Już pisałam ,że chętnie wzięłabym udział w eksperymencie. Czyli poznaję rodziców obojga:kobiety i mężczyzny, lecz nie wiem którzy są którzy.Po iluś tam dniach obserwacji mogłabym powiedziec kto jest bardziej zwichrowany, a kto okazał się w miarę ok. Mogłoby byc ciekawie i szokująco.Ach, zapomniałabym. Każda kobieta deklaruje, że ceni sobie ciepło rodzinne i że taka jest. Innymi słowy obiadki i częste wizyty u mamy to nie zbrodnia, to atut. Facet lubiący spędzac czas w gronie rodzinnym to maminsynek. A rodzice mężczyzny w zależności od widzimisię kobiety dostają odpowiednią etykietę. Dlatego z mojej strony jako przyszłej teściowej też powieje chłodem i lepiej trzymac się na dystans. Dopiero po pewnym czasie można zacieśnic więzy i robic sobie nadzieję, że jednak synowa nie napisze o mnie na forum.
Chyba przesadzasz, owszem można ocenić że ktoś jest dziwny/ inny bo wychowani zostaliśmy w inny sposób niż prezentuje rodzina przeciwna. I nie ma nic złego w tym że chce się przenieść do swojej rodziny to co wyniosło się z domu rodzinnego. I owszem jest tak i widzę to po rodzinach z którymi mam styczność że niestety teściowe są "złe" a raczej wszechwiedzące, mimo że młoda lub nie młoda mężatka wie doskonale co i jak zrobić.
I dla mnie nie ma nic dziwnego w porównywaniu teściów i rodziców skoro ty jako dziecko otrzymywałaś od rodziców miłość wsparcie i zrozumienie a twój mąż np. był dla swoich obojętny i mieli go za przeproszeniem w d..up...ie to trudno tego nie porównywać i stwierdzać że teściowie są źli.
Co do stwierdzenia o maminsynku to też się nie zgodzę, powinna być jasno ustalona zasada do rodziców chodzimy np 1 w miesiącu i do jednych i do drugich, i nie ma latania na każde zawołanie czy to matki czy teściowej bo im się szklanka zbiła czy coś, ale to trzeb USTALIĆ MIĘDZY SOBĄ po ślubie najważniejsze osoby to MĄŻ/ŻONA A rodzice na 2 plan, bo to teraz wy tworzycie nową rodzinę. Dziwisz się że teściowe mają złą sławę?? Bo ja nie, to często matki nie potrafią odciąć pępowiny, nie ważne że ich syn jest szczęśliwy z mamusią był by szczęśliwszy, cały czas nie może taka młoda/stara żona słuchać ze ONA( TEŚCIOWA) zrobiła to by tak czy inaczej bo można szału dostać.
Facet może spędzać z rodziną czas oczywiście ale nie co tydzień, bo jeżeli nie jest w stanie "poświęcić" niedzielnych obiadków na rzecz żony którą sam sobie wybrał to jak dla mnie jest MAMINSYNKIEM.
Reasumując
odwiedziny tak ale nie za często np. 1 na miesiąc u rodziców i teściów
spotkania rodzinne tak ale czy koniecznie wszystkie jakie tylko są ??
stawanie po stronie zony/ męża
i ukrócanie mamusi (grzecznie oczywiście) jak krytykuje naszą 2 połowę - mi smakuje. ja lubię. ela robi inaczej niż mama ale też dobrze i koniec.
I to pozwala na utrzymanie dobrych kontaktor z teściami i rodzicami. ( o ile teściowa naprawdę nie jest chora psychicznie ;-) )
A zapomniałam dodać ze owszem częściej rodzice mężczyzny są na straconej pozycji ale często sami sobie na to zapracowują. Nikt nie mówi że widząc nową dziewczynę syna masz jej się rzucać na szyję, ale jak są ze sobą rok dwa trzy to już chyba coś znaczy... można być miłym prawda?? Można chyba wspierać syna nawet gdy się nie lubi przyszłej synowej bo to nie ty będziesz z nią żyła tylko twój syn.
A gdy od samego początku jesteś nastawiona negatywnie to się nie dziw że dziewczynie jest przykro, źle, zastanawia się co ci do diaska zrobiła a po pewnym czasie stwierdza że jej teściowa/ przyszła teściowa jest nienormalna, potem (gdy syn nie odpuszcza pozbycia się dziewczyny ) mamusie często zaczynają dawać dobre rady i wychowywać synową po swojemu aby ich synusiom krzywda się nie stała i to jest tylko dolanie oliwy do ognia.
Ja nie mówię że wszystkie synowe są święte ale coś w nich musi być skoro się faceci chcą z nimi wiązać.
Wystarczy mieć pozytywne nastawienie, być miłym, DOBRZE WYCHOWANYM, zacieśniać więzy stopniowo i będzie ok.
ALE TEGO TRZEBA CHCIEĆ I TO SKIEROWANIE JEST TAK SAMO DO SYNOWYCH I TEŚCIOWYCH.
15 2012-11-23 13:37:54 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-23 13:41:06)
Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Jeśli jesteś tak obiektywna i sprawiedliwa, to naprawdę w porządku.
Serio dałabyś swojej matce szlaban na jej chęci odwiedzania Was kiedy jej wygodnie? Bo wiesz teoria sobie, a życie sobie. Równe traktowanie rodziców jest tak rzadkie, w sumie niespotykane.
Żyję już ponad 40 lat na tym świecie i to co zauważyłam, to to, że to kobietom jest trudniej odciąc pępowinę. Więc dobrze, zrób spis kobiet w Twojej rodzinie, koleżanek i znajomych, o które zostały synowymi. Z obserwacji i informacji rodzinnych trochę zaczerpnij i sama sobie odpowiedz: widziałaś tam równe traktowanie?
Ale mnie też moze byc przykro. Dziwczyna jest ileś tam lat z moim synem i wyczuwam niechęc, a bywa że wrogośc. Jestem porownywana i syn czyni mi wyrzuty, bo jego dziewczynie coś nie pasuje. To co mam robic?
Tak dała bym matce "szlaban" bo młodzi tez mają swoje życie, powiedziała bym jej że np mamy inne plany jeżeli by tak było a gdybyśmy planów nie mieli to zapytała bym się czy moja 2 połowa nie ma nic przeciwko i tak samo było by z teściową gdyby chciała do nas wpaść bo np. jest na mieście. Ale to musi być ustalone między młodymi że "naloty" mamuś ustalamy między sobą.
A dowiadywałaś się co się dziewczynie nie podoba ? O co ma pretensje ? Wiesz czasami można kogoś zranić czy urazić nawet nieświadomie. I uraz pozostaje, taka zadra która w tobie siedzi nawet jak starasz się mieć dobre stosunki.
Sama starałam się zrozumieć moją przyszłą teściową wiele razy i tłumaczyć sobie jej ewidentne dogryzania że nie chciała albo miała co innego na myśli, ale z drugiej strony ile można raz, drugi, piąty, dziesiąty, więc postanowiłam się odciąć i o dziwo to jest jedyna osoba z rodziny mojego N. z którą mam zły kontakt. Więc u niej w domu nie byłam z 5 lat od zaręczyn, ale mój N jeździ tam regularnie, inne imprezy owszem widzimy się, ale trzymamy od siebie z daleka... ja jestem tą która zabrała jej syna, syna którym wiele wiele lat się nie interesowała a zaczęła się nim interesować jak pojawiłam się ja ;-) widzisz prosty przykład "złej" teściowej.
Pisałam czysto hipotetycznie, bo obecnie nie ma żadnej. Jestem też nietypowym przypadkiem mieszkającym z dala od swojej rodziny. Co nie znaczy, żem ślepa i głucha. Byle pierdoła nie jest w stanie mnie poruszyc. Naprawdę trzeba wbic mi spory kolec, żebym oddała. Dlatego to czepialstwo, analizowanie i doszukiwanie się nie wiadomo czego u drugiej osoby, nawet tej nieszczęsnej teściowej, tak mnie dziwi.
Czy te synowe takie delikatne, czy teściowe takie gruboskórne. Co rusz to temat, bo teściowa powiedziała czy zrobiła jakąś minę. To się odgryź, nie bądź dłużna, albo olej. Jak ktoś lubi te klimaty to zaspokoic go, a co. Pracuję obecnie z mężczyznami. Niebo a ziemia, bo praca z kobietami to mordęga. Najlepiej niech sobie buzie zaszyją. Jednocześnie mężczyźni subtelni nie są, oj nie. Gdyby im się trafiła wrażliwa, byłaby tak samo niechętnie nastawiona, jak synowa względem teściowej.
Sumując temat. Teoretycznie jesteś sprawiedliwa, praktycznie coś do teściowej masz i wcale tego sobie nie wyjaśniłyście. Chowasz uraz i jest Ci wygodnie jej nie widywac. Patrzysz nadal jednostronnie na ten temat. To jak będzie z tym obiektywnym traktowaniem stron? Teoria czy praktyka. Jakie są wnioski? Widziałaś gdzieś tą równośc?
W tym wątku to Emmie (synowej) coś nie pasuje u teściowej, nie na odwrót.
To Emma chciałaby coś zmienić. Jej teściowa się NIE CZEPIA, nie jęczy, nie histeryzuje, nie trzyma swojego syna na smyczy itd. Żyje swoim życiem. A Emmie to nie odpowiada, bo ONA ma inną wizję. I robi analizę swojej teściowej, tu, na forum. Jaki jest wynik tej analizy? Ano, same negatywy. Bo jest dziwna, inna niż jej cudowni, ciepli rodzice i jakoś nie ma ochoty na wspólne święta z jej rodzicami.
Jest też sztywna i siedzi jakby kij połknęła. Nie jest dla niej TRAGEDIĄ, że syn z żoną zatrzymują się u rodziców żony, a nie u niej. No i nie chwali syna PRZY jego żonie, a z tego wypływa wniosek, że jet złą i zimną matką, nie inaczej. Oczywiście jest też interesowna.
Jest teza, że teściowa jest z definicji wrogo nastawiona i podła. Dowody MUSZĄ się znależć. I się znajdują.
Z takim nastawieniem to rzeczywiście żadna teściowa nie ma szans na akceptację.
W kwestii teściowej istotne jest tylko to, czy się wtrąca, czy nie wtrąca w małżeństwo swojego dziecka.
Cała reszta jest NIEWAŻNA. To, jak żyje, jakie ma poglądy i zwyczaje nie powinno interesować żadnej synowej.
Teściowa Emmy nie mówi jej jak ma żyć, przynajmniej nic na ten temat Emma nie napisała. Nie mam wątpliwości, że gdyby tak było, napewno byśmy o tym wiedziały.
Teściowa się nie wtrąca i bardzo dobrze, ale jak widać TO TEŻ nie zadawala synowej.
Coraz bardziej się przekonuję, że rola teściowej to pułapka.
Jaka by teściowa nie była, bedzie zła z definicji.
Co więc robić Chaber? Trzymać dystans, choć i to nie gwarantuje, że się nie będzie opisanym na forum. Przykładem jest teściowa Emmy.
Mam do teściowej uraz, nie jeżdżę do niej ale się z nią widuję i ona bywa u nas w domu i nie mam z tym problemu dostaje kawę/ herbatę ciastko pogadamy zdawkowo co tam u kogo słychać i potem ona zajmuje się rozmową z synem .Jestem w stosunku do niej miła, zachowuję kulturę i tyle, nie zmienię tego że ktoś mnie nie lubi za to że istnieję. Niestety ona nie ma chęci rozmowy o tym co nas "boli". Więc przeszłam na olewanie jej, ale pod względem tego co gada na mnie i o mnie, a nie tego że trzeba jej pomóc czy coś. Mam do niej szacunek, jak do człowieka, kochać jej nie muszę i ona mnie też, i na pewno kochać mnie nie będzie bo nie jestem milionerką i nie mam willi z basenem ;-).
Co do patrzenia jednostronnie no do bycia teściową mi jeszcze daleko. Ale na pewno nie jest mi daleko do samokrytycyzmu, tylko że ja naprawdę nie dałam jej powodu do nielubienia mnie poza tym że jestem z jej synem.
Nie lubiła byś dziewczyny syna która przychodząc do ciebie mówi dzień dobry, dziękuję, poproszę, zamieni z tobą parę słów, która pilnuje twojego syna ze ma złożyć życzenia kupi prezent na imieniny, która stawia go do pionu w tych samych rzeczach w których ty próbujesz ??
Zresztą sama rodzina mojego N. stwierdza że ona coś do mnie ma tylko nikt nie wie co, ani ja ani rodzina dalsza bliższa ani nawet jej syn.
Strony traktuje obiektywnie np po tym że mój N uwielbia moich rodziców i sam mówi że chciał by mieć takich,( ma z nimi bliższy kontakt niż ze swoimi) moja matka chciała by nam nieba uchylić ale się folguje żeby się nie wtrącać. Nie daje dobrych rad, pyta czy może wpaść a nie wpada na inspekcję itp.
Ale na pewno moi rodzice mają wady, mniejsze, większe bardziej lub mniej dokuczliwe tak samo jak teściowie, ale nie są ludźmi nielubiącymi kogoś dla zasady.
W tym wątku to Emmie (synowej) coś nie pasuje u teściowej, nie na odwrót.
To Emma chciałaby coś zmienić. Jej teściowa się NIE CZEPIA, nie jęczy, nie histeryzuje, nie trzyma swojego syna na smyczy itd. Żyje swoim życiem. A Emmie to nie odpowiada, bo ONA ma inną wizję. I robi analizę swojej teściowej, tu, na forum. Jaki jest wynik tej analizy? Ano, same negatywy. Bo jest dziwna, inna niż jej cudowni, ciepli rodzice i jakoś nie ma ochoty na wspólne święta z jej rodzicami.
Jest też sztywna i siedzi jakby kij połknęła. Nie jest dla niej TRAGEDIĄ, że syn z żoną zatrzymują się u rodziców żony, a nie u niej. No i nie chwali syna PRZY jego żonie, a z tego wypływa wniosek, że jet złą i zimną matką, nie inaczej. Oczywiście jest też interesowna.Jest teza, że teściowa jest z definicji wrogo nastawiona i podła. Dowody MUSZĄ się znależć. I się znajdują.
Z takim nastawieniem to rzeczywiście żadna teściowa nie ma szans na akceptację.W kwestii teściowej istotne jest tylko to, czy się wtrąca, czy nie wtrąca w małżeństwo swojego dziecka.
Cała reszta jest NIEWAŻNA. To, jak żyje, jakie ma poglądy i zwyczaje nie powinno interesować żadnej synowej.
Teściowa Emmy nie mówi jej jak ma żyć, przynajmniej nic na ten temat Emma nie napisała. Nie mam wątpliwości, że gdyby tak było, napewno byśmy o tym wiedziały.
Teściowa się nie wtrąca i bardzo dobrze, ale jak widać TO TEŻ nie zadawala synowej.Coraz bardziej się przekonuję, że rola teściowej to pułapka.
Jaka by teściowa nie była, bedzie zła z definicji.
Co więc robić Chaber? Trzymać dystans, choć i to nie gwarantuje, że się nie będzie opisanym na forum. Przykładem jest teściowa Emmy.
A powiedz mi czy nie uważasz ale tak obiektywnie że jak się wchodzi do rodziny i tu już nie będę wymieniać pod względem czy to kobieta czy mężczyzna stajemy się częścią nowej rodziny ale i nadal jesteśmy częścią starej rodziny i na dodatek tworzymy nową rodzinę.
Emma nie pisze o wtrącaniu się, nie odebrała bym nawet jej wypowiedzi że teściowa jest oschła, jest inna niż jej rodzice dla niej dziwna i tyle.
Ale ja uważam że teściowa mogła by wykazać odrobinę chęci na utrzymywanie bliższych relacji?( ja bym chciała taką synową która chce ze mną mieć kontakt) Ja bym BARDZO chciała żeby teściowa się nie wtrącała ale też nie była bym pewnie zadowolona jak by nas olewała nie wypływały by od niej żadne zaproszenia żeby wpaść a to zaproszenie jest nie tylko dla Emmy ale też jej męża a syna tamtej Pani.
Uważam że w rodzinie zwłaszcza tak bliskiej trzeba iść czasami na kompromis może nie zawsze ale choć 1 na jakiś czas, może dobrym rozwiązaniem było by tak 1 wigilia u rodziców 1 u teściów( o ile Emma przestanie być sąsiadką a nie rodziną ;-) ) a w trzecim roku wspólna u Emmy w domu np. czy to było by takie poświęcenie, jak dla mnie chyba nie ??
Ja jako młoda osoba która wokół siebie ma mnóstwo młodych mężatek albo już prawie mężatek powiem tak, nie znam dziewczyny która z założenia idąc do domu swojego faceta już nie lubi jego matki, niechęć pojawia się po konkretnych sytuacjach, zachowaniach poszczególnych osób, znam dziewczynę która przed ślubem ubóstwiała matkę swojego męża, dopóki ta po ślubie nie zaczęła ich wychowywać, wtrącać się niemiłosiernie w ich życie i żadne zwracanie jej uwagi nie przynosiło skutku. Ostudziło mamusię dopiero zerwanie z nią kontaktów bo młodzi już nie wytrzymywali ( i nie tylko synowa ale i syn ) po jakimś czasie błąd został zauważony, matka się "wyciszyła" i teraz są poprawne relacje.
Pomimo żem młoda mężatka, to znów zgadzam się z perspektywą obecnych tu teściowych. JA nie widze kłopotu - widzę same plusy. Teściowa nie miesza sie, nie naucza, nie sprawdza szuflad, ale żyje swoim życiem, da konfitury i ugości jak młodzi przyjadą. No i w czym problem? Co w tych relacjach jest nienormalnego? Myslę, że nie jedna forumka z pocałowaniem w rękę wzięlaby tę teściową i oddała swoją.
Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Jeśli jesteś tak obiektywna i sprawiedliwa, to naprawdę w porządku.
Serio dałabyś swojej matce szlaban na jej chęci odwiedzania Was kiedy jej wygodnie? Bo wiesz teoria sobie, a życie sobie. Równe traktowanie rodziców jest tak rzadkie, w sumie niespotykane.
Żyję już ponad 40 lat na tym świecie i to co zauważyłam, to to, że to kobietom jest trudniej odciąc pępowinę. Więc dobrze, zrób spis kobiet w Twojej rodzinie, koleżanek i znajomych, o które zostały synowymi. Z obserwacji i informacji rodzinnych trochę zaczerpnij i sama sobie odpowiedz: widziałaś tam równe traktowanie?Ale mnie też moze byc przykro. Dziwczyna jest ileś tam lat z moim synem i wyczuwam niechęc, a bywa że wrogośc. Jestem porownywana i syn czyni mi wyrzuty, bo jego dziewczynie coś nie pasuje. To co mam robic?
Chaber i znów ja się odezwę:P
Ja starałam się traktować równo i mamę i teściową, teściowa nawet czasem z racji tego że blisko miała pierwszeństwo, pierwsza dowiedziała się o ciąży na przykład, częściej ją zapraszałam na obiadki, podrzucałam ciasta, sałatki i owoce sezonowe jak kupiłam dla siebie to się dzieliłam, kiedy teść leżał w szpitalu byłam z mężem u niego codziennie, kiedy wyszedł dostawał od nas regularnie specyfiki przyśpieszające rekonwalescencję i ....dupa! Druga synowa, która ma totalnie wszystko gdzieś jest fajna a ja "się rządzę" i"pyskuję" ![]()
Mojej mamie jasno i krótko ale grzecznie daję do zrozumienia, kiedy jej wizyty nam nie odpowiadają, mówię grzecznie, że przepraszam ale w ten weekend mamy gości albo gdzieś wyjeżdżamy. Co do teściowej nawet jak mieliśmy własne plany i nas zapraszała to ją odwiedzaliśmy i plany przesuwaliśmy tak żeby jej nie było przykro - no i zgadnij jaki jest efekt ![]()
23 2012-11-23 16:00:43 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-23 16:03:08)
Joga mają z Tobą problem, bo jesteś zanadto niezależna, a Twój mąż to ciepłe kluchy. Zresztą mój to samo. Byłabyś super synową gdyby to mąż swojej matce pokazał, kto w tym domu jest gospodarzem. To Ty jesteś od logistyki domowej prawda? No to jest na kogo zwalic winę. To samo synowe. Jak nie jest tak jak one tego chcą, to widac po wpisach. Baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy.
Ale generalnie kobiety przesadzają. Szukają tych uchybień i szukają. Jak ja chcę to też znajdę. Sęk w tym, że teściowa to nie mamusia i tyle. Jak widac nie dogodzi. Nawet jak teściowa się nie wtrąca, to i tak coś u niej przeszkadza. Kwestią czasu jest znalezienie haka. Trzeba miec taki charakter, w znaczeniu czepialski, innego wytłumaczenia nie widzę.
Teraz teściowe zaczynają ogarniac internet. Niech ja tylko przeczytam o sobie jakieś bzdury. Zemsta najlepiej smakuje na zimno.
Widzę,że nie jestem z tym problemem sama.W sierpniu jak oznajmiliśmy rodzicom mojego chłopaka,że zamierzamy się pobrać i salę zarezerwowaliśmy to też zapytała "po co wam to,tyle pieniędzy...".I do tej pory to słyszę-od całej rodziny mojego chłopaka:)
Dużo znajomych mi mówi,że też przez to przechodzili i ,że najlepiej jest nauczyć się olewać takie gadki.Bo nie będzie się żyło z teściową:) Chybaże ktoś zamierza mieszkać z nią całe życie:)
25 2012-11-23 18:38:30 Ostatnio edytowany przez Emma1989 (2012-11-23 22:11:31)
Jest teza, że teściowa jest z definicji wrogo nastawiona i podła. Dowody MUSZĄ się znależć. I się znajdują.
Z takim nastawieniem to rzeczywiście żadna teściowa nie ma szans na akceptację.Co więc robić Chaber? Trzymać dystans, choć i to nie gwarantuje, że się nie będzie opisanym na forum. Przykładem jest teściowa Emmy.
Nigdy nie uprzedzałam się do mojej teściowej i nigdy nie twierdziłam, że jest zła i podła. Nie napisałam też tutaj o wszystkich problemach, bo nie chcę wdawać Was w szczegóły. Poprawiny po weselu też np. były oddzielne, teściowie u siebie, a moi rodzice u siebie, (choć mieszkamy w jednym miasteczku) Zamiast cieszyć się ze swojego szczęścia, umęczeni jeździliśmy od jednych do drugich..oby tylko nie poznać nowych ludzi, nowej rodziny itp. Zrozumcie drogie, inne teściowe - że to, dla mnie jest to właśnie dziwne i niepokojące, chciałabym to zmienić, chciałabym aby nasze relacje były normalne, rodzinne. Chciałabym usiąść z moją nową mamą, wypić herbatę, albo lampkę wina i pogadać jak kobieta z kobietą, o życiu, o babskich sprawach, ale nasze rozmowy, mają najczęściej ton pouczający, pomimo że wielokrotnie sugerowałam jej żeby posiedzieć razem i pogadać niekoniecznie o tym, co robimy z mężem w naszym życiu źle. A na forum napisałam, żeby albo ktoś mi pomógł rozwiązać problem, dał mi jakąś radę, albo rozwiał moje wątpliwości, a nie przypisywał mi teksty, których nie napisałam, ani karcił "jak śmiałam napisać o teściowej na forum". Nie mam wokół siebie koleżanek mężatek, nie mam z kim porozmawiać o relacji teściowa-synowa, nie wiem jak wygląda ona w innych rodzinach, dlatego napisałam na forum. Nie po to, by zachwalać moich rodziców, a rodziców mojego męża poniżyć czy oczernić. To dzięki nim jestem bardzo szczęśliwą kobietą , bo mam jego i nie mam im nic za złe, po prostu myślałam, że dziewczyny, dadzą mi jakieś rady jak zintegrować naszą rodzinę, a doświadczone teściowe, jak to można zrobić z ich punktu widzenia. Ale wyszłam na durną pindę, która doszukuje się problemów i z góry zakłada, że jej teściowa jest małpą. Echh..
Wyobraź sobie, że my też jesteśmy dziwolągami. Niezwykle towarzyscy, ale rodzinnych spędów jak ognia unikamy. Wigilii nie ma u nas w ogóle, święta spędzamy na luzie. To taki nasz pomysł i tyle.
Emma czy Ty jesteś w stanie pojąc, ze Twoje emocje i stosunek do rodziny narzeczonego czy męża, mogą byc widoczne jak na dłoni? To z czego tu się cieszyc?
Rozumiem, ale przecież to Wasza sprawa jak spędzacie święta. Mi chodzi tylko o to jak na zaproszenie odpowiedziała mama "nie przyjdziemy bo spędzamy święta z najbliższymi" to mnie po prostu zabolało.
Nie, nie jestem w stanie tego pojąć, że mój stosunek do rodziny męża może byc odczuwalny dla teściów, dlatego że mój stosunek do nich jest normalny. Odkąd jesteśmy małżeństwem robię jej catering na rodzinne uroczystości, zawsze jestem w stosunku do niej życzliwa, raczej nigdy jej nie odmawiam. I chyba problem właśnie w tym, że moje emocje nie są w ogóle widoczne jak na dłoni, a raczej duszę je w sobie, robię dobrą minę do złej gry i nie potrafię szczerze rozmawiąć o tym co mnie boli, ewentualnie "płaczę" mężowi. Wiem, że to głupie i powinnam to zmienić jeżeli chcę poprawić relacje, bo mama nie jest wróżką i może nawet nie zdaje sobie sprawy z tego że coś jest nie tak.
Ale generalnie kobiety przesadzają. Szukają tych uchybień i szukają. Jak ja chcę to też znajdę. Sęk w tym, że teściowa to nie mamusia i tyle. Jak widac nie dogodzi. Nawet jak teściowa się nie wtrąca, to i tak coś u niej przeszkadza. Kwestią czasu jest znalezienie haka. Trzeba miec taki charakter, w znaczeniu czepialski, innego wytłumaczenia nie widzę.
Wydaje mi się że moją sytuację nakreśliłam obiektywnie. Przedstawiłam cechy teściowej które uważam za dziwne, ale powiedziałam też o jej dobrych stronach. Pomimo tego, że mama się wtrąca i to bardzo - w szczególności w sprawy naszej firmy i wieczne propozycje, żebyśmy najlepiej pracowali w biedronce. Ale wiem, że ona ma po prostu taki charakter i tego nie zmienię, dlatego to nie o tym napisałam w głównym poście, bo nie TO stanowi problem. Poprosiłam o sugestie, co można zrobić żeby nasze relacje w - teraz już większej rodzinie, były lepsze. Naprawdę nie napisałam litanii o tym, co mama zrobiła źle. Staram się dużo wybaczać i nie pamiętać czegoś, co sprawiło mi kiedyś przykrość. Myślę w przód i nie uprzedzam się. Wręcz przeciwnie, staram się wywnioskować co może być przyczyną takiego czy innego zachowania i jak to zmienić na lepsze. Kurde nie wrzucajcie synowych do jednego gara. Powinnam teraz chodzić w worze pokutnym bo napisałam na forum?
Głupia jestem że w ogóle napisałam na tym forum, najlepiej będzie jak sama z nią szczerze porozmawiam przy odpowiedniej okazji. Powiem po prostu co mi leży na wątrobie i postaram się dowiedzieć, dlaczego tak jest a nie inaczej.
Emma, to była ogólna refleksja, nie odbieraj jej osobiście. MOJA refleksja, wynikająca z MOICH doświadczeń.
Zielonooka_szatynka, fakt, młodzi pobierając się wchodzą do rodzin swoich małżonków i jednoczesnie tworzą swoją własną. Zgadzam sie z tym, ale co niby ma z tego faktu wynikać? Obie rodziny, młodej i młodego mają się pokochać, czy co? Owszem, synowa i zięć to bliska rodzina, ale ich rodzice, rodzeństwo, ciotki i wujkowie też? Ja tak tego nie czuję. Owszem, tak jak napisałam, stosunki są poprawne z rodzicami synowej, spotykamy się na urodzinach wnuka (bo to tylko nas łączy) i tyle. Nie mam parcia na więcej. A z rodzicami zięcia, owszem. Tak się złożyło, że znamy się od dawna i jesteśmy zaprzyjaźnieni. Z rodzicami, bo już z ich rodziną wymieniamy grzeczne "dzień dobry" i już. Nasze zaprzyjaźnienie było dużo WCZEŚNIEJ niż nasze dzieci się pobrały, nie było wynikiem ich małżeństwa.
Przyjaciół i koleżanki dobieram sobie sama. A na jakieś stosunki wynikające z konwenansu szkoda mi życia.
Może teściowa Emmy powinna wykazać więcej inicjatywy w zacieśnianiu stosunków z synową. Może, ale nie wykazuje. Może potrzebuje czasu? Albo może wcale nie potrzebuje tej bliskości? Czym to szkodzi jej synowej?
Emma, Ty byś chciała zaprzyjaźnić się z teściową, ale może ona nie chce? No i co na to poradzisz? Ty byś chciała tworzyć wielką, kochającą się rodzinę, ale ona nie chce. No więc odpuść teściowej, niech żyje tak jak chce. Zapewniam Cię, są dużo gorsze układy. Teściowa nie chce się integrować, jej sprawa. Nie jest to ani lepsze, ani gorsze od tego co lubią Twoi rodzice i Ty sama. Ludzie są różni.
Jeszcze raz powiem, że najważniejsze jest to, że teściowa nie ingeruje w Wasze małżeństwo, a gdy u niej jesteście to jest sympatycznie i miło. Czego do licha jeszcze trzeba, żeby żyć spokojnie i nie być dla siebie nawzajem ciężarem?
Emma, nie integruj się na siłę i nie zmuszaj teściów do integrowania się z Twoją rodziną, jeśli nie mają takiej potrzeby.
Co do wigilii, to po kolacji u swoich rodziców, idźcie do teściów z życzeniami świątecznymi.
Wcale nie jesteś głupia, ze napisałaś na forum. Nie bądź taka uraźliwa Emma, nie zawsze musi nam się podobać to co słyszymy od innych. Bo ludzie są różni, mają różne od nas punkty widzenia, ale to wcale nie znaczy, że są lepsi czy gorsi. Są po prostu INNI. Dla różnych ludzi, NORMALNOŚĆ znaczy coś zupełnie innego. Trzeba to zaakceptować, nie ma innego wyjścia.
Coś Wam opowiem.
Nasza córka wyszła za mąż w sierpniu. Razem z narzeczonym jeździli z zaproszeniami do starszych i szacownych gości. Wujków, chrzestnych, ciotek, szefów z pracy itd. Ale nie do najbliższych, swojskich, tych z najbliższego kręgu, którzy w naszym mniemaniu nie potrzebują ceregieli. Oni dostali zaproszenia bez tego zadęcia. W tym gronie były ukochane babcie, rodzeństwo młodych, no, najbliższa rodzina i przyjaciele.
I co? Nasza synowa nie przyszła na ślub i na wesele. Syn był sam, zażenowany. Ja zszokowana. Zadzwoniłam do niej z pytaniem dlaczego jej nie ma. Bo nie została OFICJALNIE zaproszona. Oficjalnie i OSOBIŚCIE. No i co ja mam myśleć? Jest NAJBLIŻSZĄ rodziną, czy może nie? Odbiło jej? Czy może ma inne zwyczaje w tych sprawach?
Co miałam zrobić? Przyjęłam to i tyle. W moim mniemaniu zachowała się tragicznie, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Ważne jest to, zeby ICH małżeństwo było zgodne. Mnie nie musi się wszystko podobać, ale nie ma to znaczenia.
I dla Ciebie Emma, to jak zachowują się Twoi teściowie, jakie mają zwyczaje, nie powinno mieć znacznia, jeśli nie ma to wpływu na Twoje małżeństwo.
Co do tego "spedzania swiat z najblizszymi", to tak sobie pomyslalam - tyle jest na forum rad, szczegolnie dla zon nieodpepowionych facetow, ze "teraz to Ty jestes jego rodzina" itp. Ale tesciowa w pelni akceptuje i popiera idee - mlode malzenstwo = samodzielna komorka rodzinna i jest to odbierane jako krzywda. Tesciowa z jednej strony akceptuje, ze syn sie ozenil, wiec teraz zona ma byc dla niego najwazniejsza - i to jest ok, no ale z drugiej strony, skoro syn ma wlasna rodizne, to ona swoja uwage kieruje teraz przede wszystkim na swoich domownikow - i to juz nie jest ok. Dziwne to dla mnie.
A takie jeszcze mam pytanie do autorki: czy Ty kiedykolwiek usiadlas z tesciowa i pogadalas szczerze jak Ty to widzisz? ze marza Ci sie takie wspolne "ogolnorodzinne" swieta? i mam na mysli nie pokazywanie jak ona Cie krzywdzi tym, ze ma swoje poglady i plany, ale tez wysluchanie i probe zrozumienia jej racji, przyzwyczajen, przekonan. Jakos mam poczucie, ze do takiej rozmowy nie doszlo nigdy. Czy moze myle sie?
28 2012-11-24 12:39:32 Ostatnio edytowany przez Emma1989 (2012-11-24 20:55:59)
.
29 2012-11-24 13:41:52 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-24 15:15:38)
Emmo teściowa strzeliła gafę. Ile lat jeszcze będziesz to rozpamiętywac? Tobie naprawdę przydałaby się lekcja od takich buraczanych teściów.
Nocnalampka też dobrze radzi, usiądź i pogadaj. Możesz też poprosic męża o pośredniczenie, to jego rodzice, niech nie stoi z boku.
Im więcej piszesz, tym moje przekonanie o Twoim zafiksowaniu na punkcie teściów rośnie. Koniecznie chcesz wprowadzic swoje porządki. Nie musisz bronic się przed nachalnością teściowej, niczego Ci nie narzuca. Rodzice męża trzymają się na dystans, jak widac to też niedobrze. Małżeństwo to dwoje ludzi, mężowi to też przeszkadza?
Wyobraź sobie, że rodzice męża nie chcą bliższych kontaktów z Twoimi. Ty ich prawie do tego zmuszasz. Migają się jak mogą, unikają, a Ty swoje. Wizja wielkiej szczęśliwej rodziny, ot co. Na zdjęciu ładnie to wygląda, ale stanąc należy pośrodku, bo z boku obetną.
Chciałaś rady, to masz: nie zmuszaj, nie integruj na siłę, nie wprowadzaj swoich zasad tam, gdzie ich nie chcą. Działaj zawsze w porozumieniu z mężem, od tej pory jesteście Wy, ja znika. Nie rozpamiętuj, nie rozgrzebuj, nie analizuj zbytnio. Reaguj na bieżąco, nie rób z siebie ofiary i męczennicy. Teściowa też nie jest z miśnieńskiej porcelany, taktowna uwaga nie powinna spowodowac uszkodzenia jej ego.
Do Mareny7. Synowa powinna zostac oficjalnie i osobiście zaproszona, oczywiście ze synem. Mało tego w pierwszej kolejności. To Twoja córka wraz z Wami, czyli pewnie organizującymi wesele, strzeliła gafę. Najbliższa rodzina powinna byc powiadamiana w pierwszej kolejności. Z zasady najbliższych nie powinno zabraknąc, oni muszą miec czas na odpowiednie zaplanowanie wszystkiego. Tyle piszesz na forum i nie udałaś się po radę do działu ślubnego? Co to było, zabawa w głuchy telefon? Gdyby bratanica męża zza siatki taki numer wywinęła, też strzeliłabym focha.
Postanowiłam, że odczepię już się od tego tematu. I będę rozmawiać z teściową, o tym co mi przeszkadza. Dzisiaj się dowiedziałam że nasze kontakty jeszcze bardziej się urwą bo przeprowadzamy się z mężem jeszcze przed świętami na drugi koniec Polski, przeglądałam też inne wątki o teściowych i doszłam do wniosku, że moja ma odchyły, ale nie jest wcale taka zła:P Dzięki za odpowiedzi, pozdrawiam.
31 2012-11-24 21:40:34 Ostatnio edytowany przez Emma1989 (2012-11-24 21:43:16)
Coś Wam opowiem.
Nasza córka wyszła za mąż w sierpniu. Razem z narzeczonym jeździli z zaproszeniami do starszych i szacownych gości. Wujków, chrzestnych, ciotek, szefów z pracy itd. Ale nie do najbliższych, swojskich, tych z najbliższego kręgu, którzy w naszym mniemaniu nie potrzebują ceregieli. Oni dostali zaproszenia bez tego zadęcia. W tym gronie były ukochane babcie, rodzeństwo młodych, no, najbliższa rodzina i przyjaciele.
I co? Nasza synowa nie przyszła na ślub i na wesele. Syn był sam, zażenowany. Ja zszokowana. Zadzwoniłam do niej z pytaniem dlaczego jej nie ma. Bo nie została OFICJALNIE zaproszona. Oficjalnie i OSOBIŚCIE. No i co ja mam myśleć? Jest NAJBLIŻSZĄ rodziną, czy może nie? Odbiło jej? Czy może ma inne zwyczaje w tych sprawach?
Co miałam zrobić? Przyjęłam to i tyle. W moim mniemaniu zachowała się tragicznie, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Ważne jest to, zeby ICH małżeństwo było zgodne. Mnie nie musi się wszystko podobać, ale nie ma to znaczenia.
Nie uważam, żeby twoja córka popełniła jakiś nietakt, my dla rodzeństwa mojego i męża nie wypisywaliśmy w ogóle zaproszeń. Pomimo iż dwaj moi bracia są już żonaci. Obecność ich na weselu była oczywista jak 2x2. Przecież nie jest pępkiem świata. Ale wszystko zależy od tego jakie zwyczaje i relacje panują w danej rodzinie. Np. dla mojej babci nie dawaliśmy zaproszenia, bo właśnie jej obecność była oczywista (nawet zamówiłam jej fryzjera, zrobiłam makijaż żeby czuła się też wyjątkowo) a z kolei dla babci męża wypisywaliśmy oficjalne zaproszenie, bo i stosunki są w jego rodzinie oficjalne.
A ja, Autorko rozumiem Twoją teściową. Też nie potrafię i nie chcę zaprzyjaźniac się na zawołanie. Nie lubię wielkich uroczystości rodzinnych. Święta spedzam z "najbliższą rodziną", czyli tylko z mężem. I mam nadzieję, że moja teściowa nie odbiera tego tak, jak Ty odbierasz zachowanie swojej teściowej. To, że nie chcę wspólnej kolacji wigilijnej, nie znaczy przecież, że jej nie lubię, traktuję jak obcą osobę, czy mam jakieś inne "ale".
Są różne chraktery, upodobania, może Twojej teściowej, tak jak i mnie, nie zachwyca wizja jednej wielkiej kochającej się rodziny rodem z filmów familijnych, ale to nie znaczy, że Cię nie lubi i nie traktuje jak członka rodziny.
No proszę, dwa różne zdania.
Ja myślałam, że danie zaproszenia na ślub i wesele NAJBLIŻSZYM bez ceregieli jest normalne. Dostali je, że tak powiem, w biegu, przy okazji wizyty w naszym domu.
Tymczasem synowa oczekiwała, że narzeczeni przyjadą do ich domu z OFICJALNĄ WIZYTĄ, choć została powiadomiona wcześnie, bo rok przed ślubem. Mało tego, pomagała córce w wyborze sukni ślubnej i różnych takich drobiazgach.
Babcie młodych, ani najbliżsi przyjaciele, czyli OCZYWIŚCI goście, nie oczekiwali tych "ą" i "ę".
Nasz bratanek nawet nam nie dał zaproszenia na piśmie, po prostu zadzwonił, że ślub jest tego dnia i i o tej godzinie. Było OCZYWISTE, że będziemy, bo łączy nas bliska więź.
Przytoczyłam ten przykład po to, żeby unaocznić, że ludzie są różni i mają różne zwyczaje, czasem niepojęte i zaskakujące dla nas. Nie pozostaje nic innego, jak je zaakceptować.
34 2012-11-26 19:47:04 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-26 19:49:33)
Gafa rządzi.
Nie wiedziałam, że zwykłe zapraszanie na wesele czy ślub to zadęcie i ceregiele. Wesele to nie grill, zdarza się często raz w życiu.Traktujmy z należnym poważaniem, to i nas tak traktowac będą. A czemuż to najbliższa rodzina zaproszeń ma nie otrzymywac? Polskie zwyczaje mogą się różnic, ale aż tak? Ja zrozumiałam tylko tyle, że Twoja synowa Mareno jest na szarym końcu, po pociotkach i tych wszystkich dyrektorach i współpracownikach. Mało tego, ona wie o ślubie, ale ma się domyślac że jej tam chcą. Nie ma czegoś takiego jak zapraszanie na odczepnego i przy okazji. Pokazaliście jej, jak jest dla Was ważna.
Jeśli są chrzciny czy komunia, a babcia dziecka o nich wie, bo wszyscy trąbia, ale oficjalnie nikt jej nie zaprosił - to ma przyjśc czy nie, telepatycznie odczytac intencje młodych?
Jeśli nie jestem czegoś pewna to zasięgam porady. Nie hołduję jakimś sztywnym zasadom, ale naprawdę obracam się wśród ludzi i uwierzcie: nie znam takiego, któremu by dobre wychowanie przeszkadzało oraz traktowanie z należną uwagą i powagą.
Emma uskarżała się na gafy teściowej, a sama no cóż - powinna się podszkolic.
Marena7, jakimś dziwnym zwyczajom hołdujecie. Czy synowa Twoją córkę też tak potraktowała? A co byś powiedziała gdyby do Ciebie tak lekceważąco podeszli w kwestii innych uroczystości?
Wątek o gafach. Jak widac każda ze stron drugiej coś zarzuci, a sama na bakier z manierami.
Witam. ![]()
Coś Wam opowiem.
Nasza córka wyszła za mąż w sierpniu. Razem z narzeczonym jeździli z zaproszeniami do starszych i szacownych gości. Wujków, chrzestnych, ciotek, szefów z pracy itd. Ale nie do najbliższych, swojskich, tych z najbliższego kręgu, którzy w naszym mniemaniu nie potrzebują ceregieli. Oni dostali zaproszenia bez tego zadęcia. W tym gronie były ukochane babcie, rodzeństwo młodych, no, najbliższa rodzina i przyjaciele.
I co? Nasza synowa nie przyszła na ślub i na wesele. Syn był sam, zażenowany. Ja zszokowana. Zadzwoniłam do niej z pytaniem dlaczego jej nie ma. Bo nie została OFICJALNIE zaproszona. Oficjalnie i OSOBIŚCIE. No i co ja mam myśleć? Jest NAJBLIŻSZĄ rodziną, czy może nie? Odbiło jej? Czy może ma inne zwyczaje w tych sprawach?
Co miałam zrobić? Przyjęłam to i tyle. W moim mniemaniu zachowała się tragicznie, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Ważne jest to, zeby ICH małżeństwo było zgodne. Mnie nie musi się wszystko podobać, ale nie ma to znaczenia.
U mnie młodzi prosili osobiście rodzinę i swoich znajomych, naszych znajomych już nie koniecznie - ja ich zapraszałam.
Marena, ja tak jak i Chaber, uważam, że daliście plamy. Moim zdaniem, to żadna ceregiela, pompa, aby młodzi prosili osobiście najbliższą rodzinę, wręcz jest to w dobrym tonie.
Rozumiem Twoją synową, już nawet wziąwszy pod uwagę fakt, że pomimo, że jest NAJBLIŻSZĄ rodziną, to nie jesteście z sobą BLISKO. Miała prawo poczuć się nie zaproszoną i nie ma znaczenia, że pomagała przyszłej szwagierce w przygotowaniu do ślubu.
W tym konkretnym przypadku przyczyniliście się do zaognienia stosunków między Wami rodzicami, nowożeńcami, a synem i synową. Myślę, że nie obyło się bez wymówek i żalów między małżonkami, których źródłem było Wasze zachowanie.
Nie piszesz, czy syn był na ślubie i weselu z racji tego, że był świadkiem młodych?
To by tłumaczyło, jego przyjście bez żony...w przeciwnym razie...wskazywałoby na brak ZGODY w ich małżeństwie.
Bo jeśli żona nie idzie, to mąż też nie powinien. Takie jest moje zdanie.
Emma, proszę nie szukaj dziury w całym...i nie staraj się uszczęśliwiać ludzi na siłę. Nawet, jeśli to są Twoi najbliżsi.
Jesteście dopiero dwa lata po ślubie, zatem przed Wami jeszcze duuuuużo okazji do spotkań rodzinnych...nie przyspieszaj, niech się dokonuje w swoim czasie i nie koniecznie w szybkim tempie.
A koniecznie poczytaj wątek "ach, ta teściowa"...
Pozdrawiam.
36 2012-11-26 22:20:58 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-11-26 22:22:12)
Nie uważam, żeby twoja córka popełniła jakiś nietakt, my dla rodzeństwa mojego i męża nie wypisywaliśmy w ogóle zaproszeń. Pomimo iż dwaj moi bracia są już żonaci. Obecność ich na weselu była oczywista jak 2x2. Przecież nie jest pępkiem świata. Ale wszystko zależy od tego jakie zwyczaje i relacje panują w danej rodzinie. Np. dla mojej babci nie dawaliśmy zaproszenia, bo właśnie jej obecność była oczywista (nawet zamówiłam jej fryzjera, zrobiłam makijaż żeby czuła się też wyjątkowo) a z kolei dla babci męża wypisywaliśmy oficjalne zaproszenie, bo i stosunki są w jego rodzinie oficjalne.
Pozwolę sobie wtrącić się w ten watek i poprzeć stanowisko Emma1989 i marena7
Ślub mialam w ubieglym roku i równiez osoby mi najbliższe zaproszen nie dostały. Skoro bylw w centrum zamieszania, braly udział w organizacji itp. to oczywistą oczywistiścią było, że na ślub mają przyjść ![]()
Czy fakt, że to my mlodzi (a nie rodzice) organizowaliśmy całą uroczystośc sprawia, że rodzice równiez powinni dostac zaproszenie? Jezeli tak, to dołączam do tych "popełniających gafy", bo u nas ani rodzice, ani rodzeństwo, ani świadkowie zaoroszenia nie dostali. Oni tam mieli przyjść i już, bez żadnej oficjalnej paplaniny
Każdy o tym wiedzial i nikt problemu nie robil ![]()
No to u mnie w rodzinie by to nie przeszło, brak OFICJALNEGO zaproszenia na ślub = brakowi zaproszenia na takową uroczystość i do tego nie pojawieniem się gości. Kwestia ta wynika z tego że np. ja mogę słyszeć że ktoś z mojej rodziny będzie brał ślub, nawet najbliższej rodziny, ale to nie znaczy ze ja jestem na ta uroczystość zapraszana z automatu.
Zaproszenia powinni dostać wszyscy członkowie rodziny, oficjalne lub mniej oficjalne ale powinni. Wiadomo że może do przyszłej szwagierki nie wyszła bym z tekstem : moja droga z racji tego że zamierzamy się pobrać chcieli byśmy zaprosić ciebie oraz ..... na tą zacną uroczystość , do niej powiedziała bym Ola chcieli byśmy oficjalnie zaprosić cię na nasz ślub... tekst powyżej mogła bym wystosować do seniorki rodu ;-)
U mnie to się zaprasza na wszystkie takie katolickie uroczystości na piśmie ... chrzciny, komunie, śluby. I z racji że tak jest w mojej rodzinie pewnie bez choćby ustnego oficjalnego zaproszenia też bym na ślub nie poszła. Bo co by było jak bym się pojawiła była bym na uroczystości, potem na wesele i co ... szukam miejsca... szukam....a miejsca dla mnie nie ma.... o zgrozo ;-) wolę dmuchać na zimne ;-)
38 2012-11-27 15:01:31 Ostatnio edytowany przez marena7 (2012-11-27 15:20:15)
Zaraz, zaraz, oficjalne zaproszenie na piśmie, w białej kopercie oczywiście było. Synowa je otrzymała od córki do rąk własnych. Chodzi o to, że młodzi nie pojechali do ich domu z oficjalną wizytą by wręczyć to zaproszenie. Córka wręczyła w naszym domu, obojgu. Dla jasności - zaproszenie dla syna z żoną (imię i nazwisko), a nie dla syna solo, czy z osobą towarzyszącą.
Do najbliższej rodziny i najbliższych przyjaciół, naprawdę najbliższego kręgu, zaproszenia były albo wysyłane pocztą (gdy daleko), albo wręczane w mniej formalnych okolicznościach. Ale nie był to SMS, mail, czy "głuchy telefon" tylko eleganckie zaproszenia na piśmie.
Synowa z synem zapraszali na ślub i wesele kilka lat temu. I też w przypadku najbliższej rodziny nie było formalnych WIZYT z zaproszeniami. Nie pojechali OSOBIŚCIE do żadnej z babć, że nie wspomnę o naszej córce. Owszem zaproszenia były wypisane, a babcie i rodzeństwo dostali je przy okazji. Tak samo zresztą jak babcia synowej i jej brat i siostra. Nie było problemu.
Wesele było na 100 osób, a to oznacza 50 OSOBISTYCH wizyt w domach gości, w promieniu 100 km.
W każdym domu godzinka, bo kawka, herbatka. Przecież to prawie dwa miesiące codziennego chodzenia z wizytami. Może więc nie przesadzajmy.
Są tacy goście, o których się wie, że trzeba osobiście, ale nie sądziłam, że nasza synowa też do nich należy, tym bardziej, że w swojej własnej sprawie nie przestrzegała tego swoistego "protokołu dyplomatycznego". No więc chyba zmieniła poglądy.
Nie wiem co się stało, przeszliśmy nad tym do porządku dziennego.
Zreszta coś takiego już miało miejsce. Po pogrzebie mojego ojca, nie przyszła na stypę. Syn był sam. "Zaproszeń na piśmie" na stypę nie było, po pogrzebie razem z matką zaprosiłyśmy głośno rodzinę i przyjaciół na poczęstunek. Taka jest u nas tradycja. Przyszedł kto chciał. Synowa nie przyszła, czyli nie chciała. Nie czuje się zobowiązana towarzyszyć mężowi w smutnych i radosnych wydarzeniach rodzinnych? Trudno, to ICH sprawa.
Żyworódko - jeśli ŻONA nie idzie, to mąż też nie powinien?
A w druga stronę nie obowiązuje? Jeśli MĄŻ idzie, to może żona też powinna?
Odkąd to tylko żona ma ustalać gdzie idziemy, a gdzie nie?
Syn był na ślubie i na obiedzie. Chwilę się pokręcił, pogadał z rodziną i pojechał. Nie, nie był świadkiem.
Był ukochanym jedynym bratem Panny Młodej.
Wesele było na 100 osób, a to oznacza 50 OSOBISTYCH wizyt w domach gości, w promieniu 100 km.
W każdym domu godzinka, bo kawka, herbatka. Przecież to prawie dwa miesiące codziennego chodzenia z wizytami. Może więc nie przesadzajmy.
No nie przesadzajmy, że w jednym domu mieszkają przepisowo tylko dwie osoby. Zatem liczba wizyt, znacznie się skróci - raczej podałaś ją tak na wyrost. A te 100 km, to też nie jest duża odległość i nie do każdego, szczególnie jak ma się samochód.
Marena, na tyle znasz już swoją synową, że powinnaś uwzględnić to, że ona zawsze oczekuje od Was osobnego potraktowania.
Właśnie podałaś przykład ze stypą. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że na stypę proszone były osoby (rodzina, znajomi) indywidualnie w trakcie składania kondolencji. Tak jest praktykowane, bo nie wszyscy są proszeni, choćby z uwagi na ograniczoną ilość miejsca - nie ma tak, że przychodzi, kto chce. Jak zrozumiałam, to po pogrzebie ojca OGÓLNIE zaprosiliście rodzinę na stypę - o zaproszeniach na piśmie nie słyszałam, żeby ktokolwiek komukolwiek je dawał.
Synowa nie czuła się zaproszona, syn poszedł sam.
Zdarzenie miało miejsce na kilka lat (?) przed ślubem córki, więc był to już sygnał, że synowa należy do "takich gości, o których się wie, że trzeba osobiście". Po prostu ten fakt został przeoczony/ zapomniany, nie wzięty pod uwagę, a należało to uwzględnić.
Jak między teściami i synową jest przyjazna atmosfera, to nie wychodzą takie animozje. Wtedy wręczenie zaproszenia na ślub i wesele, nawet w trakcie odwiedzin w Waszym domu pewnie byłoby wystarczające.
Piszesz, że synowa zachowała się podobnie w zaproszeniach na swój ślub i wesele.
Może teraz stało się tak jak piszesz, że zmieniła swoje poglądy, co do zachowań...może trochę poczytała, dowiedziała się więcej w tym temacie.
A może uważa Ciebie za kobietę światową, obytą, obeznaną z dobrymi manierami...i każde takie "potraktowanie" odczuwa jako osobiste zlekceważenie. Bo co się wybacza prostemu człowiekowi, to nie uchodzi uczonemu. Bez obrazy dla którejkolwiek ze stron, tak daję ogólnie przykład/porównanie.
Mnie zastanawia jeszcze jedno, a mianowicie to, czy Twój syn wiedział wcześniej, że żona nie czuje się zaproszona?
Bo jeśli wiedział, to powinien Wam o tym powiedzieć - wówczas byłby jeszcze czas zareagować. Jeśli dowiedział się przed samym, że tak powiem 'wyjściem', to w ich małżeństwie nie dzieje się dobrze, bo każde z nich odbiera na innych falach i nie komunikują się wzajemnie od swych odczuciach i decyzjach.
Żyworódko - jeśli ŻONA nie idzie, to mąż też nie powinien?
A w druga stronę nie obowiązuje? Jeśli MĄŻ idzie, to może żona też powinna?
Odkąd to tylko żona ma ustalać gdzie idziemy, a gdzie nie?
Też zadam pytanie: a odkąd to tylko mąż ma ustalać gdzie idziemy, a gdzie nie?
Małżeństwo to jedność.
Jeżeli żona i mąż nie czują tej jedności, to chodzą osobnymi drogami.
Ślub, wesele, inne uroczystości okazjonalne, to nie wyjście na piwo, czy do koleżanki na klachy.
Jeżeli jedno z nich nie czuje się zaproszonym, to na czyją szale przeważa waga?
W sumie, to też nie wiadomo, czy syn uczestniczył w tej rodzinnej uroczystości z pobudek czysto osobistych, aby mimo wszystko zaznaczyć swoją obecność...bo to siostra, bo to rodzice.
Mógł tak naprawdę, uznawać racje żony.
40 2012-11-27 21:02:30 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-27 21:03:04)
Z całym wywodem Żyworódki się zgadzam. Sama na wiele przymykam oko, ale gdy zobaczę, że ktoś ma się za nie wiadomo co, odstawia pokazówkę - otrzymuje lekcję jak się patrzy.
Może Mareno niechcący zrobiłaś właśnie takie wrażenie, a zachowanie synowej jest pokłosiem pewnych uchybień.
Nie będę się rozwodzic i napiszę jedynie, że właśnie o najbliższą rodzinę i krewnych należy zadbac w pierwszej kolejności. To od nich zależy sukces imprezy i to oni potrafią ją zepsuc.
Jeśli wyczuję, że kogoś męczy zapraszanie, odwala tą niechcianą robotę i siedzi przy stole jak za karę, moja reakcja będzie stosowna do zachowania tej osoby. Kolokwialnie ujmując: wpada taka jak po ogień, na zaproszeniu coś o kasie, urażona pytaniami i tym, ze gitarę zawracam. No to nie zawracam, nasz czas i pieniądze możemy lepiej spożytkowac.
Bubuś, z zasady organizatorzy i współorganizujący nie wręczaja sobie wzajemnie zaproszeń. Jednak gdy młodzi sami organizują, opłacają itd., to owszem, powinni swoich rodziców zaprosic.
Mareno, jeśli depczecie sobie wzajemnie po odciskach, to taki właśnie efekt osiągnęliście: afront za zniewagę. Moją uwagę zwraca też fakt dezaktualizacji niektórych zasad, ale z lubością stosowanych, bo nam odpowiadają w danym momencie. U młodych denerwuje zlewka.
Krąży taka historia, chyba urban legend, ale warta przytoczenia, żeby atmosferę rozluźnic.
Matka wysłała Stasia do sąsiadów, żeby ich zaprosił na chrzciny. Staś jest za płotem i mówi:
- mama z tatą zapraszają na chrzciny,
Sąsiadka zadowolona dopytuje:
-coś jeszcze mama mówiła?
Staś na to:
- a mówiła, że jak przyjdziecie to dobrze, a jak nie, to gówno po was.
41 2012-11-28 08:35:12 Ostatnio edytowany przez Emma1989 (2012-11-28 08:41:17)
Chaber daj spokoj z ta lekcja etykiety. Rodziny są różne i w jednych jest luźniejsze podejscie do spraw typu oficjalne zaproszenia, a w innych sztywne. Tak jak pisalam u mojego meza wszystkim dawalismy oficjalne zaproszenia kazdego odwiedzajac, bo tak sie w tej rodzinie robi, a w mojej ani brat, ani nawet kochana babcia, ani rodzice nie dostawali zaproszen, jak spytalam mame czy dawac zaproszenia dla babci i brata to zasmiala sie tylko "nie wyglupiaj sie emka". Trzymanie sie w tym wypadku sztywnych zasad wypadloby z naszej strony groteskowo. Po prostu synowa mareny jest przewrazliwiona, ma jakis kompleks na swoim punkcie, podobnie jak ja z reszta. Rozumiem ze mogla poczuc sie urazona, ze mlodzi nie przyszli z oficjalnym zaproszeniem, ale zeby maz musial sam isc na slub w najblizszej rodzinie to juz przesada, glupio sie zachowala i nawet to ze jest przewrazliwiona tego nie tlumaczy. Pozatym kazdy wie ze mloda para i tak ma duzo na glowie, wiec mozna im wybaczyc
To prawda w każdej rodzinie inaczej się to odbywa, i każdy do czego innego jest przyzwyczajony ;-), a moim zdaniem synowa przesadziła bo zaproszenie do raczki dostała, zapowiadana wizyta zaproszeniowa to już jak dla mnie w tym przypadku przesada;-) Ale tak jak pisałam wyżej gdyby mnie ktoś zaprosił od tak na zasadzie " wiesz biorę ślub może wpadniesz" to bym nie przyszła ;-) naprawdę te 2 zł na zaproszenie to już nie jest taki majątek ;-)
Ha! I tu Cię mam Emmo. Widzisz jak łatwo wypowiadac się i ferowac wyroki w cudzej sprawie. Jak mniemam zrozumiałaś do czego prowadzi takie wzajemne chowanie uraz. Trzeba samemu miec nienaganne maniery by móc komuś coś zarzucic.
Im większa impreza, tym więcej na głowie. Nie chcemy aż tylu problemow, to robimy małą. Duża ilośc gosci nie powinna byc powodem lekkiego i niepowaznego traktowania swoich obowiązków względem któregokolwiek z nich.
Źdźbło w cudzym oku potrafimy dostrzec, belki w swoim już nie. I nadal wyjeżdżacie z tym: bo w mojej rodzinie. To nieważne, że u was tak czy śmak. Ważne czy jest to ogólnie przyjęte i czy kogoś nie urazimy.
Nie widzę żeby Emma popełniła jakiś nietakt u rodziny męża był wszystko oficjalnie bo w ich rodzinie tak sie robi w rodzinie Emmy było na luzie bo taki mają zwyczaj.
Mam wrażenie chaber że Ty szukasz jakiejś dziury w całym i koniecznie chcesz komuś dogryźć..