Potrzebuję pomocy. Ciepłego słowa. Czegokolwiek. Nie potrafię panować nad emocjami i nad samą sobą. Wiem, że robię przez to krzywdę ludziom, których kocham i na których mi zależy, ale ja nie potrafię tego kontrolować.
Mam 22 lata, dobrze się uczę, mam wspaniałą rodzinkę, spotykam się z fantastycznym mężczyzną, kiedy patrzę w lustro widzę ładną dziewczynę, ale nie potrafię poradzić sobie z niesamowitą pustką w środku. Czuję się niedoceniana, odrzucona. Niby wszystko jest w porządku, ale czasem zdarza się, że najmniejsza rzecz wyprowadza mnie z równowagi. Wtedy krzyczę, płaczę, mówię rzeczy, których wcale nie chcę powiedzieć. I nie jestem tego w stanie powstrzymać. Każda poważna rozmowa kończy się we łzach. Kiedyś tłumaczyłam sobie, że po prostu jestem wrażliwa, ale ja nie potrafię nawet powiedzieć tego, co chcę, bo od razu lecą mi łzy i wpadam w apatię.
W liceum nie układało mi się z ludźmi, jako jedyna chyba nie miałam chłopaka, traktowali mnie jako źródło numerów do koleżanek. Swoją przesadną dumą próbowałam udowodnić reszcie, że jestem silna. Ale wcale nie byłam i nie jestem.
Nie mam wielu przyjaciół. Właściwie mam ich garstkę.
Kiedy poznałam D. w życiu nie przypuszczałam, że taki fajny facet jest w stanie zainteresować się kimś takim, jak ja. Bardzo mnie zmienił, dużo częściej się uśmiecham, ale ta pustka w środku i skłonność do rozpamiętywania i analizowania wszystkiego została. Niesamowicie mnie to męczy, bo potrafię na niego naskoczyć o cokolwiek i kończy się to kłótnią o nic. Wiem, że robię mu krzywdę i kiedyś powie dość. A bez niego będzie mi jeszcze ciężej. Dzięki niemu nie jestem już odludkiem, którego nikt nie lubi, a który udaje, że po prostu reszta nie jest godna znajomości ze mną. On sam jest trochę zimnym i zdystansowanym typem człowieka, przez relacje z przeszłości, ale potrafi się cieszyć z drobnych rzeczy, w przeciwieństwie do mnie. Ja czasem nie umiem się cieszyć tylko z tego, że świeci słońce.
Chciałabym nauczyć się panować nad tym i móc normalnie rozmawiać o tym, z czym mam kłopot, a nie wpadać w histerię, gniew albo do nikogo się cały dzień nie odzywać, bo mam zły humor. Nie potrafię powiedzieć, co mnie boli i co siedzi w mojej głowie. Łatwiej mi pisać, chociaż nawet teraz łzy same lecą mi po policzkach.
Powinnam się udać do psychologa, tylko bardzo się tego boję. Boję się opowiadać obcej bądź co bądź osobie o bardzo delikatnych sprawach. Nie wiem, co robić. Łatwiej jest napisać coś anonimowo, niż opowiadać komuś twarzą w twarz.