Hej dziewczyny !
Forum to moja ostatnia deska ratunku ! Chcialabym podzielic sie z wami sprawa dotyczaca mojego faceta. Mam 22 lata, od osmiu miesiecy jestem w zwiazku z JB. Na codzien wszystko jest jak w bajce, kocham go niezmiernie i chcialabym by trawlo to jak najdluzej. Problem polega na tym, ze za kazdym razem, gdy wychodzimy wspolnie na impreze, moj chlopak robi z siebie durnia, sprawiajac, ze wszyscy wokol wytykaja go palcem, majac ubaw po pachy. Nie potrafi tanczyc, rozpycha sie w promieniu 5m, przeszkadzajc przy tym innym klubowiczom. Nie jest grozny ani agresywny, nic z tych rzeczy. Widze, ze potrzebuje byc w centrum zainteresowania, ale niestety swoim zachowaniem wzbudza wylacznie negatywne emocje.
Odnosze wrazenie, ze kiedy wychodzimy razem, JB zaklada maske Stanleya i robi wielki "showtimes". Wielokorotnie dawalam mu do zrozumienia, ze powinien sie opanowac lecz moje sugestie zdawaly sie na nic. Chce mi sie plakac, gdy slysze ze strony znajomych "on ma schizofrenie!"
Podejrzewam, ze taki stan rzeczy moze byc zwiazany z jego przeszloscia : w 13 roku zycia stracil matke, ojciec wyrzucil go za drzwi, gdyz sam nie potrafil odnalezc sie po smierci zony. W zwiazku z tym wielokrotnie zmienial rodzine zastepcza, szukajac sobie odpowiedniego miejsa na swiecie. W tym momencie nie ma nikogo, zdani jestesmy wylacznie na siebie, bo i ja mieszkajac za granica jestem z dala od mojej rodziny.
Facet jest cholernie wrazliwy, otwarty na swiat, ma mnostwo wspanialych przyjaciol, a dzieki ich krytykom odwazniej brnie przed siebie. Tak jak mowie, wszystko byloby ok, gdyby nie te felerne wyjscia do klubu, ktore zawsze koncza sie fatalnie.
Co mam robic ? W jaki sposob z nim porozmawiac, by go nie urazic ?