Witam,
Mam 23 lata i jak nie jedna z użytkowniczek tego działu, borykam się z samotnością. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że czuję się coraz gorzej sama ze sobą, bez koleżanek, rozmów, w ogóle żeby nie siedzieć w tym domu i wyjść gdzieś z ekipą i zaszaleć, ale... ale mój problem nie jest taki łatwy bo o ile nie jestem nieśmiała (nie mam problemu żeby nawiązać znajomość, podtrzymać rozmowę z nieznajomą na ulicy, która zagadała itp.), to strasznie nieufna do ludzi. Obawiam się, że każdy jakoś inaczej na mnie patrzy bo, jakby nie patrzeć, nie jestem osobą atrakcyjną (jestem przy tuszy) i to w jakiś sposób podburza moją pewność siebie, że osobie z moją posturą pewne rzeczy nie wypadają. Albo kiedy zaśmieję się głośniej, wydaje mi się że wszyscy patrzą się na mnie jakby mi trzecia głowa wyrosła...
Po za tym ostatnio zauważyłam, że nawet moje kuzynki nie są zbytnio zainteresowane podtrzymaniem jakiś relacji ze mną, choć ja się staram, zagaduję co słychać u nich to i tak mnie olewają (wiem to dziecinne). Ostatnio jedna z kuzynek wychodziła za mąż. Zaproszenie oczywiście dostałam na wesele, ale na wieczór panieński już nie. W sumie od tego czasu zaczęłam się zastanawiać co ze mną jest nie tak... Czy brakuje mi powera, czy za bardzo wycofałam się z życia i schowałam w czterech kątach...
Męczy mnie to strasznie. Bardzo chcę znaleźć pracę (pracowałam ale na czarno) na umowę, mieć jakiś stały dochód i pójść na studia zaocznie, żeby tylko nie siedzieć w domu i poznać trochę ludzi.
Nie wiem.. trudno zrozumieć kogoś takiego jak ja nie będąc w jego sytuacji, ale uwierzcie mi, życie trochę mnie doświadczyło i nie są to moje wyimaginowane "fanaberie", ale jest naprawdę ciężko kiedy nie ma się obok kogoś kto wsparłby i dał kopniaka do działania. Nie ma dla kogo się starać...