Dzień dobry,
Przedstawię moją sytuację. Mam 23 lata. Do tej pory bardzo dobrze nam się żyło. W lutym na pewnej imprezie poznałem pewną dziewczynę (20 lat).
To ona mnie poderwała, zrobiła pierwszy krok, spodobała mi się także od razu, ponieważ był to mój typ kobiety - jest piękna. Na drugi dzień przez internet napisała mi, że jest poważnie chora
Mianowicie dializowała się, ponieważ nie posiada żadnej nerki, nie oddaje moczu, jedynym ratunkiem jest przeszczep nerki (urodziła się z jedną nerką, którą straciła w wyniku sepsy), ma też bardzo słaby słuch. Jako, że jestem wyrozumiały to nie stanowiło to dla mnie problemu. Zaczęliśmy się spotykać, ona bardzo się starała....na walentynki upiekła pizzę w kształcie serca. Poprosiła w niedługim czasie o chodzenie - zgodziłem się. Ustaliliśmy zasady, że będziemy w związku, ale będziemy się normalnie. spotykać ze znajomymi. Była w poprzednim związku ok, 2,5 roku, mimo, że poznali się jak była zdrowa chłopak ją opuścił podczas choroby, po związku się z nim spotykała(walczyła o niego 7 mcy). Moja kobieta bardzo przeżyła rozstanie i leczyła się psychiatrycznie w dodatku brała masę leków związanych ze swoją chorobą. Miałem do niej daleko 50 km w jedną stronę (1 godz jazdy autem). Miała nauczenie tzw, indywidualne. Jej organizm był mocno przęmęczony i zanieczyszczony, a kiedy się spotykaliśmy to się ze mną witała i zasypiała w moich ramionach, po czym budziła się na pożegnanie tylko. Później znalazła się na tydzien w szpitalu (ok. 100 km od mojej miejscowości) a ja byłem przy niej, starałem się jeździć często, tam powiedzieliśmy sobie pierwszy raz kocham. Jeździłem także z nią na badania do tego szpitala. Pierwsze zaniepokojenie spowodowane było tym że nazwała mnie imieniem swego byłego. Bolało, ale wybaczałem (jednak od wtedy zacząłem się zastanawiać czy ona coś do niego jeszcze czuje) Opowiadała mi także dużo o ich wspólne przeszłości, np. że bardzo się kochali, gdzie uprawiali sex, jaki on był. itd. Trochę mi to przeszkadzało.Kiedyś zapytała mnie jednak: czy będziesz przy mnie przy przeszczepie-powiedziałem ze tak - bez zastanowienia .Moja dziewczyna zaczęła ograniczać leki psychiatryczne, powiedziała że jak ma mnie - to nie są jej potrzebne, nie jeździła już do lekarza-psychiatry. Na początku kwietnia, kiedy leżeliśmy razem powiedziałem do niej:...czuję że dostaniesz nerkę, bo coś przeczuwałem. Dwa dni przed Wielkanocą dostała wezwanie na przeszczep!. Jednak miała po drodze wypadek i nie udało się. Nerka nie mogła czekać (oficjalnie wersja wg lekarzy była inna-niby uszkodznona). Bardzo przeżyłem to. Płakałem. W ten sam dzień mówię jeszcze: zobaczysz dostaniesz znowu wezwanie na przeszczep nerki... i stało się to w wigilię Wielkanocną- dwa dni po pierwszym wezwaniu.
Jako że przeszczep był ok. 23 w nocy to z samego rana pojechałem do niej do Bydgoszczy (ok 150 km od mojej miejscowości). Byłem szczęsliwy. Ona po operacji rozdrażniona i nerowowa, ale starałem się jej pomagać. Każda pomoc dla niej była dla mnie szczęściem. Płakaliśmy razem przytuleni kiedy pojawiał się pierwszy mocz. A ja z zadowoloeniem ciągle sprawdzałem jak dużo sika. Nawet podniesnienie łóżka było dla mnie szczęśćiem, że mogę jej pomóc. Pomagałem jej wstawać do łazienki. Spędziłem dwa dni w szpitalu. To były piękne święta. Będąc w szpitalu zauważyłem w telefonie przez przypadek, że jadąc na przeszczep kontaktowala się z byłym, robiła to także po przebudzeniu. Powiedziałem sobie, że tego nie chcę już w nastepny dzien po przeszczeepie, na co zareagowała lekkim oburzeniem, jednak kiedy znów on zadzwonił w szpitalu powiedziała mu o tym, że sobie ja jako chłopak sobie nie życzę. W szpitalu spędziła jeszcze 2 tygodnie, a ja po pracy(pracowalem do 15) byłem prawie codziennie u niej mimo dużej odległości. Wiedziałem, że dam radę...przeżyłem to, schudłem. Kiedy wyszła ze szpitala diametralnie zmieniła się-na lepsze. Zaczęła się więcej uśmiechać, czułem że rozwija się to w dobrym kierunku, byłem szczęśliwy. Nasze uczucie się rozwijało. W późniejszym czasie doznalem jednak kolejnego rozczarowania, mianowicie na jednym z portali społ. miała jeszcze ukryte zdjęcia z byłym, miała je także na twardym dysku. Powiedziałem sobie, że to ostatni raz, a ona że tak, przytuliła się do mnie powiedziała ze bardzo mnie kocha i nie znajdzie nikogo lepszego, co mnie uspokoiło. Wyjechaliśmy dwukrtonie pózniej nad polskie morze. Spędziliśmy kilka dni bardzo szczęsliwie-było dobrze. Niczego mi nie brakowało. Po przeszczepie ze zdrowiem było tylko lepiej. Odstawiła bez konsultacji z lekarzem wszytskie leki depresyjne. Ja bardzo dużo czytałem o chorobie, znałem leki immunosupresyjne, sterydy, dawkowanie ich (przygotowywłaem jej leki), chciałem żeby mogła zawsze mogła na mnie liczyć. Co 3-4 tygodnie jeździłem tez na badania do Bydgoszczy (brałem wolne) z nią i cieszyłem się jak świetnie to przyjęła, że wszytsko na dobrej dordze. Jako, że mam powodzenie u kobiet moja kobieta była początkowo o mnie zazdrosna, dałem jej hasła do portali-na jej prośbę , żeby miała święty spokój, mimo, że o wiedziała o każdej która mnie podrywała. Zaczęły się rozmowy o ślubie w przyszłości,zaręczynach, slubie o dzieciach (mimo, że z powodu przebytej przez nią endometriozy nie wiadomo czy może mieć dzieci). Czułem, że to ktoś wyjątkowy. Moim marzeniem było to,żeby spędzić z nią urlop w innym kraju. Stało się to we wrześniu. Wyjechaliśmy we dwójkę na Majorkę. Było tam pięknie i romantycznie, cieszę się dodatkowo bo to ja organizowałem wszystko. Moim problemem było to, że nie mówiła mi komplementów mimo tego wszystkiego, czego mi brakowało. Nie widziałem wdzięczności z jej strony za wszytsko. Jako, że kiedyś opowiadała o swojej przeszłości to nie wiedziałem ciągle co myśli o jej byłym, który ją zostawił. Chciałem być tym najważniejszym dotychczas, żeby mnie tylko kochała najmocniej, nie mówiła tego sama od siebie. Oczywiście mieliśmy jakieś kłótnie głównie o zazdrość. Mieliśmy bardzo duży kontakt z sobą, ja o wszystkim wiedziałem. Zadecydowaliśmy o pójściu do szkoły zaocznie do jednego miasta do Torunia. Ja robiłem podyplomówkę a ona profesjonalną szkołe fotografii (z mojej inicjatywy). Poznała tam wielu ludzi, co mnie cieszyło. Jeździliśmy tam razem. Brakowało mi jednak w tym wszystkim, jednej rzeczy, a mianowicie to, że ja byłem zawsze przy niej, ale nie wiedziałem jak mocno jej zależy mimo że mówiła że kocha. Zastanawiałem się ciągle czy kocha mnie mocniej od poprzedniego. Do poważnego kryzsu doszło po 8 miu m-cach w trakcie wesela mojej kuzynki. Kiedy ona wyszła z sali i chciała żebym ja też wyszedł za nią. Powiedziałem wprost - nie. Ona się obraziła, wyszła z sali, ja przyszedłem po 30 minutach. Pokłócilismy się i od wtedy się zaczęło. Mówiła, że chce kogoś kto będzie ciągle przy niej, nawet w takiej sytuacji, że wychodzi do ubikacji. Na drugi dzień odwiozłem ją do domu. Nagle powiedziała mi: że ona chce trochę zwolnić z tym wszystkim. Dodam, że spałem z nią do tej pory przez większość tygodnia. Powiedziała ze nie chce wspólnych nocek póki co, że chce odpocząć, że oddaliła się od rodziny. Walczyłem o to, żeby było jak dawniej przez 3 tygodnie, aż nagle powiedziałem że już tego związku nie chcę (w duszy chciałem żeby zrobiła coś od siebie i podpowiedziałem jej że może przyjechać do mnie autobusem sama, bo do tej pory ja jeździłem ciągle. Przyjechała jednak do mnie-ucieszyło mnie to, mówiła jak mnie kocha i od wtedy poczułem się pewniej. Mówiłem jej wszystko, co mnie boli (o tym byłym itd) zapewniała mnie że kocha mnie najmocniej. Miałem wrażenie, że ja coś mówię, ona przytakuje, ale nie odnosi to skutku. Jednak zmieniła nagle hasło do portali społecznościowych, ja także, a sama mi się włamała na facebooka. Po jakimś tygodniu zapytała czy ufam - ja mówię tak, a ona na to, że jedzie do szkoły(100 km) z kolegą , którego raz widziała w tej oto szkole. Ten kolega nadrabiał 70 km-na własny koszt. Powiedziałem że ma jechać , nie bronię niczego nigdy. Wiedziała, że niezbyt mi się to podoba. W tej szkole robili sobie zdjęcia - oczywiście z racji zawodu przyszłego. Wyszła też z tym kolega na obiad co mi się również nie spodobało.Po szkole w poniedziałek (12.11.12) spotklaiśmy się i w ten dzień było cudownie, powtarzała że mnie kocha bardzo - było romantycznie, dałem jej różę bez okazji, mówiła że kocha. W następny dzień było wspaniale, miłe smsy.. Dodam, że we wtorek i środę, zaczęła wrzucać fotki ze szkoły, na których jako modele byli inni mężczyźni - co niezbyt mi się podobało
. Wiedziała o tym. Cała ich społeczność była jak rodzina, co było fajne ale nie poznawałem jej zachowania. Moja dziewczyna mówiła mi że cieszy się za poszła tam do szkoły że ma kontakt z innymi. Cieszyło mnie to także. Jednak w środę powiedziałem sobie, daj mi hasło na facebooka - tak jak ona mnie o to poprosiła kiedyś. Powiedziała że nigdy. Ja na to, że nie życzę sobie zdjęć innych mężczyzn (wpływ na tę reakcję miało także środowisko moich znajomych, ponieważ zaniepokojone było tym faktem wstawiania fotek modeli, przestrzegali mnie przed nieszczęściem). Chciałem hasło, żeby poczuć, że jej zależy i dlatego, poprosiłem o nie. Po odmowie powiedziałem, że chyba muszę odejść, tym razem powiedziała ok, że da odejść bez żadnych problemów. Dziś z perspektywy drugiego dnia....żałuję, ale uważam, że poświęciłaby wszystko jakby zależało jej, tym bardziej że opowiadała tyle o walce o poprzedni związek. Bardzo ją kocham, ale jestem bezsilny i nie wiem co zrobić.Powiedziałem jej że myślałem że będzie walczyć, tak jak walczyła o poprzedni związek. Ona na to, że żałuje że walczyła wtedy. Proszę o obiektywną ocenę i jakieś rady
. Czy według niej mało zrobiłem ?
Dodam, iż moja dziewczyna w każdej chwili może stracić przeszczepioną nerkę gdyż nerka przeszczepiona działa od 1 roku do srednio 5 lat. A ja obiecałem bez zastanowienia wcześniej, że oddam jej nerkę.
Wydaje się, że to klasyczny przypadek typu:
W nieszczęściu i chorobie pełne poświęcenie i miłość a w codziennym życiu zabrakło adrenalinki więc jest nudno i szukamy problemów.
Twoja dziewczyna nie wie kogo traci. Ciągle byłeś przy niej i nie wie jak to jest zmagać się z chorobą w pojedynkę. Ja niestety tego doświadczyłam. Byłam z kimś gdy okazało się, że jestem chora on odszedł. Przed drugą operacją zostałam sama. Dużo bym dała aby był wtedy ktoś przy mnie. Oczywiście byli rodzice, znajomi. ale to nie to samo.
Gdy mnie chłopak zostawił nawet się za nim nie obejrzałam miałam ważniejsze sprawy - swoje zdrowie. Widać, że Twojej dziewczynie bardzo na nim zależało skoro walczyła o niego 7 miesięcy. Obawiam się, że w obecnej sytuacji ma podejście typu: "zobacz jestem już zdrowa, może uda nam się na nowo." Nie chcę wkładać słów w jej usta ale z tego jak się zachowuje ciągle o nim pamięta. Nie wiem, może ja jestem dziwna ale uczucie do byłego przeszło od razu z dniem rozstania.
Radzę Ci odsunąć się na chwilę i zobaczyć jej reakcję.Chociaż w głowie mi się nie mieści jak można tak traktować kogoś, komu tyle zawdzięczamy. Mało jest teraz takich mężczyzn.
jest mi ciężko, ciągle
tyle nas łączyło....na początku chciałem być twardy...ona płakała, prosiła, przypominała ciągle, a później kiedy zacząłem
wspominać sam, jej piękne chwile, uderzyła w mój czuły punkt, który znała ...zazdrość o byłego...mówiła że on ciągle się o nią martwił, że był fajny...po czym nie wytrzymałem powiedziałem że zachowała się jak niewdzięcznica ....i teraz mnie obwinia że nie mam szacunku. Nie wiem co robić
dodam, że minęły prawie dwa tygodnie...od rozstania..jest ciężko....
6 2012-11-23 14:59:31 Ostatnio edytowany przez tolkabezlolka (2012-11-23 15:39:11)
Twoja dziewczyna poczuła, że znowu 'żyje', dlatego choroba i Ty poszliście w odstawkę.
.... Czy według niej mało zrobiłem?...
Najwyraźniej tak, ponieważ potraktowała Cię w ten sposób.
Co rzecz jasna nie jest prawdą. I nie obwiniaj się czasem o to.
Z tego co napisałeś wnioskuję, że jesteś młodym, czułym, bezinteresownym facetem, który dał z siebie wszystko i w 100% poświecił się.
Przykre jest to, że Twoja druga połowa nie potrafiła i nie potrafi tego docenić.
Przemyśl wszystko, rozumiem że jest Ci ciężko. Jednak ja na Twoim miejscu nie miałabym sobie nic do zarzucenia. Starałeś się jak mogłeś. Byleś przy niej w tak ciężkich momentach. Były wzloty i upadki, jak w każdym partnerskim związku. Prawdę mówiąc poszło o błahostkę..a przecież domagałeś się tego na równych prawach.
.zachowała się jak niewdzięcznica ....i teraz mnie obwinia że nie mam szacunku....
Bo tak zachowała się, prawda w oczy kole.
Serio? Nie szanujesz jej?
Może faktyczne laska powinna wrócić do przyjmowania leków...na głowę.
Skoro kochasz i potrafisz zapomnieć to wróć do niej.Tylko zastanów się, co przyniesie przyszłość.
Jeśli jesteś pewien siebie, że dasz rade tak z nią egzystować (nie wiadomo co czas przyniesie, a jak choroba znowu o sobie przypomni?), to staraj się dalej. Poświęcaj się dla niej, mam nadzieję że znowu nie odwdzięczy Ci się tak samo. Nie wiem jaka jest Twoja dziewczyna, mogę tylko snuć domysły. Tak, czy siak nie powinna potraktować Cię w ten sposób.