Różne diagnozy..
Cześć, pisałam już wcześniej na temat swoich problemów żołądkowo-jelitowych, z którymi rzecz jasna zmierzam się dalej. Odwiedziłam gastrologa ( w końcu znalazłam tego jedynego , przynajmniej tak mi się wydaje), który stwierdził u mnie zespół jelita drażliwego i przepisał Xifanx. Na czas brania leku pojechałam do domu rodzinnego, i było niemalże idealnie. Czułam się bardzo dobrze.
Kilka dni po powrocie i po zaprzestaniu brania leku (ustalonego z lekarzem) znowu powróciły moje jazdy. Chciałabym jednak tym razem zapytać Was, przedstawić swoją opinię, jaki jest tutaj wpływ psychiki i czy jest to depresja spowodowana dolegliwościami, czy też dolegliwości są objawem depresji?
Nie wiem już jak sobie z tym radzić. Naprawdę czasem myślę, żeby skończyć z tym wszystkim.
Np. w ostatnią niedzielę było wszystko super, robię studia, które mnie stresują, ale uczyłam się w spokoju, miałam apetyt, wszystko było ok. W poniedziałek ? praca. Długa droga do pracy, nie zjadłam śniadania, odrzuciłam w niedzielę dawkę antydepresantów i w poniedziałek rano też. W poniedziałek czułam się paskudnie: brak apetytu, mdłości, płacz, ból karku, spięcie mięśni, niesamowity niepokój, i chęć rzucenia wszystkiego. Z trudem wmusiłam coś do jedzenia. Nauka (niesamowity stres związany z nadchodzącym zjazdem i egzaminami, nie przyznawałam się do tego wcześniej, ale również stres , że nie jestem akceptowana przez grupę, że jestem inna, że nie dam sobie rady, czuje niesamowitą bezradność). Za każdym razem, kiedy zabieram się do nauki słyszę głos, że sobie nie poradzę, że będę tak tkwić w marazmie cały czas, przychodzą potem wyrzuty sumienia, ze zrobiłam za mało, jestem z siebie niezadowolona i potęguje to dodatkowo stres, że nie zdam egzaminu. I tak cały czas.
Dziś rano zażyłam dawkę doxepinu i cloranxenu i niesamowicie chce mi się spać, wmusiłam w siebie śniadanie bo wciąż mi niedobrze. Czy to wyniki stresu a nawet depresji?
Czy to lamblie?
Wczoraj zaczęłam podejrzewać , że mam chorobę Crohna (którą lekarz definitywnie odrzucił), jednak czekając w poczekalni na wizytę kobieta, która na to chorowała opowiedziała o tej chorobie i ciągłe walce z nią. Przestraszyłam się, że też to mogę mieć.
I wciąż boję się , że chudnę i źle wyglądam.
Czuję się po prostu tak, jakby nagle wszystkie plagi miały na mnie spaść.
Co o tym sądzicie: to depresja czy depresja jest skutkiem moich dolegliwości?