Witam wszystkich i bardzo proszę o pomoc. Każda podpowiedź w tej kwestii będzie dla mnie bardzo cenna, potrzebuję opinii ludzi z zewnątrz, którzy spojrzą na mój problem krytycznym okiem. Dla jasności - Mam dopiero 20 lat, ale ten problem jest wbrew pozorom dla mnie dość poważny.
Michała poznałam kilka miesięcy temu. Spodobał mi się - taki słodki chłopak z "błyskiem w oku", zupełnie inny od facetów, których poznałam dotychczas. Nie od razu wykazałam zaintetesowanie choć zauważyłam, że już na pierwszym spotkaniu to on starał się zwrócić na siebie moją uwagę. Nie myślalam wtedy o tym w kategorii podrywu. Przy okazji kolejnych wspólnych wyjść coraz trudniej było mi udawać, że mnie do niego nie ciągnie. Zwłaszcza, że znaleźliśmy wspólny język, fajnie się czułam w jego towarzystwie. Wcześniej nie miałam szczęścia w miłości i szczerze mówiac, spodobało mi się to, że ktoś o mnie zabiega. W końcu uległam. Zaczęłam się z nim spotykać. Spacery, pocałunki, długie rozmowy... Sam wszystko inicjował, ja mimo wszystko starałam się zachować ten lekki dystans. Było naprawdę dobrze ale w pewnym momencie przestał się odzywać. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo mi na nim zależy. Cierpiałam, nie potrafiłam zrozumieć, czemu zniknął tak bez słowa wyjaśnienia. Kiedy już się spotkaliśmy, tłumaczył się problemami (któe faktycznie miał), tym że czasem porzebuje pobyć sam. Zrozumiałam bo sama mam tak, że potrzebuję kilku dni dla siebie (no ale nie znikam bez słowa!). Znów się zaczęliśmy widywać. Było tak jak wcześniej, tak swobodnie, a nasze rozmowy stały się poważniejsze, zahaczały o trudne kwestie, dużo mi się zwierzał... Poczułam, że mi ufa, że nasza znajomość weszła na wyższy poziom. Doszło między nami również do zbliżeń fizycznych które również dla niego nie są tylko "zabawą", przyznał ze coś takiego go nie kręci... Czułam się naprawdę szczęśliwa, chociaż nie rozmawialiśmy nigdy o tym, co tak naprawdę nas łączy. Nie jestem w tej kwestii wylewna, wiele razy się sparzyłam i tym razem po prostu bałam się odrzucenia. Wierzyłam, że i on nie lubi mówić o swoich uczuciach, że potrzebuje czasu. Widywaliśmy się raz w tygodniu, nasze spotkania trwały po kilka godzin i nigdy nie było nudno. Dopiero kiedy znów coś zaczynało się psuć, kiedy znów przestał się ze mną kontaktować, postanowiłam wprost powiedzieć mu co czuję. Nie był zaskoczony. Gdy poprosiłam, żeby dał nam szansę powiedział, że jestem dla niego ważna, że chce żeby to co jest między nami się rozwijało... ALE aktualnie pracuje cale dnie i w tym natłoku zajęć jest mu trudno znaleźć czas dla siebie, że żyje tylko pracą... Kiedy poprosiłam żeby w takim razie powiedział mi, że nic do mnie nie czuje, nie zrobił tego. A przecież mógł, prosiłam o szczerość, która jest dla niego taka ważna. Bo czy tak trudno wyznać, że się kogoś nie kocha? Wydaje mi się, że Michał się boi zaangażowania, związku. Zawiódł się na swojej ostatniej dziewczynie i stwierdził, że od tamtego czasu stara się do nikogo nie przywiązywać, stał się typem samotnika. Bo jemu zależało, a ona miała go gdzieś, nie miała dla niego czasu... I być może zrywał ze mną kontakt w momencie, kiedy właśnie zaczynało się nam układać i zwyczajnie się angażował. Bo łatwiej jest powiedzieć "stop", nabrać dystansu niż się zaangażować i później, nie daj Boże, znów zawieść. Trudno mi uwierzyć, że zupełnie nic do mnie nie czuje, że to wszystko do czego między nami doszło było tylko i wyłącznie zabawą, że aż tak mógł mnie wykorzystać. Sama nie wiem już, co mam z tym zrobić. Wiem jedynie, że Michał jest dla mnie wszystkim, że naprawdę bardzo go kocham. Powiedzcie mi, co zrobić? Odpuścić i nie brnąć w tę znajomość, czy walczyć o jego uczucie? Jak mu pokazać, że może mi zaufać, że może się przede mną otworzyć? Proszę, doradźcie mi...
1 2012-11-09 10:55:37 Ostatnio edytowany przez DaisyQ (2012-11-09 11:02:31)
chyba lepiej daj sobie spokój, jakby naprawde mu zależało to akurat obawa przed zranieniem nie jest żadnym wytłumaczeniem, bo nawet jak się ma jakieś obawy, nie chce się w pełni angażować to jednak coś się czuje,chce się przebywać z tą drugą osobą jak najwięcej i praca ani nic innego nie go nie usprawiedliwia
chyba lepiej daj sobie spokój, jakby naprawde mu zależało to akurat obawa przed zranieniem nie jest żadnym wytłumaczeniem, bo nawet jak się ma jakieś obawy, nie chce się w pełni angażować to jednak coś się czuje,chce się przebywać z tą drugą osobą jak najwięcej i praca ani nic innego nie go nie usprawiedliwia
Bzdura, ludzie są różni i tego się zawsze trzymam. Jeden kozak poprzednie problemy z kobietą oleje, drugi wrażliwiec totalnie zamknie się w sobie. Jak piszesz wchodzicie w obszar, w którym on jak mówił się zawiódł. Jeżeli jest tego wart i Ci zależy to próbuj zmienić jego stan, aby tylko nie trwało to miesiącami.
Bzdury Matt to ty piszesz i mieszasz dziewczynie w głowie, jakby miał wobec Autorki poważne zamiary to by się tak nie zachowywał.
powiedział, że jestem dla niego ważna, że chce żeby to co jest między nami się rozwijało... ALE aktualnie pracuje cale dnie i w tym natłoku zajęć jest mu trudno znaleźć czas dla siebie, że żyje tylko pracą... Kiedy poprosiłam żeby w takim razie powiedział mi, że nic do mnie nie czuje, nie zrobił tego.
praca nie jest żadną wymówką, choćby zapierdzielał po 12 godzin dziennie to powinien znaleźć czas dla ukochanej osoby. Wywnioskowałam że on porostu gra na zwłokę i nie składa ci żadnych deklaracji miłosnych,a jak ma nudę spotkać się zawsze może na sex, nawet nie wiesz jakie różne bzdury potrafią gadać faceci
Widocznie facet po prostu nie chce się angażować. Może coś do Ciebie czuje, ale nie na tyle, żeby się z tobą wiązać na poważnie. Faktycznie jak by za tobą szalał, to nic innego by się nie liczyło. Mój były pił i robił mi awantury. A jak poznałam mojego obecnego męża, to szybciutko o wszystkim zapomniałam jak się w nim zakochałam! I dobrze, bo jest wspaniałym mężem ![]()
Bzdury Matt to ty piszesz i mieszasz dziewczynie w głowie, jakby miał wobec Autorki poważne zamiary to by się tak nie zachowywał.
powiedział, że jestem dla niego ważna, że chce żeby to co jest między nami się rozwijało... ALE aktualnie pracuje cale dnie i w tym natłoku zajęć jest mu trudno znaleźć czas dla siebie, że żyje tylko pracą... Kiedy poprosiłam żeby w takim razie powiedział mi, że nic do mnie nie czuje, nie zrobił tego.
praca nie jest żadną wymówką, choćby zapierdzielał po 12 godzin dziennie to powinien znaleźć czas dla ukochanej osoby. Wywnioskowałam że on porostu gra na zwłokę i nie składa ci żadnych deklaracji miłosnych,a jak ma nudę spotkać się zawsze może na sex, nawet nie wiesz jakie różne bzdury potrafią gadać faceci
Znasz go? Wiesz jaki jest? Myśle, że autorka sama wie, jak jest naprawdę i odpowiedziała sobie poniekąd już w pierwszym poście.