Witam, mam pewien problem. Mam mezczyzne od 10 miesiecy, ale wlasciwie to niewazne, bo problem objawial sie tez wczesniej. Oczywiscie, dochodze do orgazmu podczas seksu, ale musze sobie sama pomagac - stymulowaniem lechtaczki. Kiedy robi to moj mezczyzna (a wydaje sie ze nie robi tego gorzej ode mnie) to jakos nie potrafie szczytowac. Nie wiem dlaczego tak jest, ale musze to sama robic... Co wiecej, gdy on probuje sprawic mi przyjemnosc przez tzw. petting jak sie nie myle, jest mi naprawde bardzo przyjemnie. Ale kiedy stymuluje moja lechtaczke i w tym samym momencie dziala w srodku - jest mi wspaniale - naprawde. Czuje nawet czasem, ze jestem gdzies bliziutko orgazmu, ale nie... Musze dopomoc sobie sama - to moja dlon musi krazyc w okolicy lechtaczki, abym miala ten cholerny orgazm. Czasem mi bardzo pryzkro, bo wiem ze on sie bardzo stara i chcialby, zebym szczytowala tylko i wylacznie dzieki jego dzialaniu - czy to przez seks czy nie. Ale to sie nie udaje... Zawsze musze sobie sama pomoc - cholera jasna... A on naprawde wszystko robi wspaniale... Dokladnie trafia w miejsca - zarowno te wewnatrz jak i na zewnatrz (wl. to jedno miejsce, ale inne doznanie z "dwoch stron")... Chcialabym nauczyc sie przezywac orgazm bez wlasnej pomocy - mysle, ze to na pewno jest przyjemniejsze.. Ale naprawde nie potrafie.. Mysle, ze to moze przez nawyki i tzw. imprinting seksualny.. Mysle, ze nie moge sie pozbyc wyuczonych mechanizmow dochodzenia do orgazmu... A bardzo bym chciala... Tym bardziej ze przez cala noc w tym momemncie mam powiedzmy 2 orgazmy, a czesto sie slyszy, ze kobieta potrafi miec ich miliony.. I do tego - podczas samego wspolzycia, czy tez podczas dzialan tylko i wylacznie drugiej polowy... Bardzo bym chciala to jakos zmienic.. Wyjsc z tego, ale nie wiem jak.. Bardzo prosze o pomoc...
To kwestia psychiki
Jedyne co mi do głowy przychodzi to że musisz prowadzić rękę swojego partnera niech on stymuluje łechtaczkę a ty prowadź jego dłoń swoją .... zamknij oczy i pomyśl że to Ty sama to robisz ... jak się uda to ... to potem dalej tylko coraz mniej Ciebie a więcej jego aż całkowicie będzie OK .... na pewno nie będzie łatwo ale może się udać ... a jak dalej nic nie pomoże polecam wizytę u seksuologa
Dobrze, zacznijmy od początku. Potrzebujesz bezpośredniej stymulacji łechtaczki by osiągnąć orgazm ? to nie tylko normalne, ale i częstsze niż sytuacja przeciwna. Ma tak 70% kobiet.
Ostatnie badania prowadzone w USA nie potwierdzają hipotez o imprintingu. Przeżywanie orgazmu przez autostymulację zwiększa prawdopodobieństwo doświadczenia go z partnerem. Zaś najskuteczniejszym sposobem na anorgazmię pozostaje ?directed masturbation? (wierzę, że tego terminu nie trzeba tłumaczyć). Drugi sposób ?coital aligment technique? (takie modyfikowanie pozycji, by kość łonowa mężczyzny stale naciskała na łechtaczkę, pchnięcia są zastąpione kołysaniem, wymaga dużej wprawy, opisana w sposób przystępny w książce Tracey Cox ?Hot sex, czyli seks bez tabu? (mam angielski e-book)) ma mniejszą skuteczność, ale nadal może być tym, czego para szuka. (wyniki badań zaczerpnięte z książki pt. "Handbook of Sexual Dysfunction", też jest e-book, ale to raczej literatura dla tych co chcą doradzać niż potrzebują rady).
Stymulując swoją łechtaczkę sama masz lekką przewagę nad partnerem ? wiesz dokładnie, kiedy nagle potrzebujesz zboczyć milimetr na lewo, a kiedy mocniej przycisnąć. I nie musisz wcale być świadoma tego, że tak robisz!. Mężczyźni nie czytają w myślach. Może niestety, a może na szczęście
. Załóżmy jednak na potrzebę tego tematu, że jak napisałaś Twój partner jest w tym co robi dobry czyli jest: nie za mocno, nie za lekko, nie za szybko, nie za wolno a nade wszystko nie za sucho.
Po co ten wstęp? Po to by pomóc zdusić poczucie winy, jakie mogłaś u siebie wyhodować. Wina, najczęściej spowodowana wychowaniem w środowisku represyjnym wobec seksu, ale też błędnymi informacjami, jest jednym z głównych powodów braku satysfakcji seksualnej. Po piętach w rankingach depcze jej niskie poczucie własnej atrakcyjności i wartości.
Pozwalając partnerowi na tak bezpośredni udział w swoim orgazmie pozwalasz mu na przejęcie kontroli nad swoim ciałem. By to nastąpiło musisz ufać partnerowi że przyjmie to jako dar i potraktuje z należnym szacunkiem. Musisz także być głęboko przekonana, że nic złego się nie stanie jak tę kontrolę stracisz. Jest to tym trudniejsze jeśli wychowano Cię na grzeczną dziewczynkę. Na Twoim etapie potrafisz już to zrobić w bliskim kontakcie z Twoim ukochanym. Podczas stosunku jesteś przecież stroną akceptującą. A im mniej ?robisz? tym bardziej stajesz się stroną bierną (zauważ, że w seksualnych rolach nie ma nic złego o ile odzwierciadlają nasze potrzeby). Twój partner chce ?choć raz? przejąć nad Tobą kontrolę. Nie chodzi o to byś orgazm miała, by było Ci dobrze, tylko o to by ON Ci go dał, by ON dał Ci przyjemność. Może nie jesteś jeszcze gotowa do tego stopnia mu się poddać? Daj temu czas.
Co do przyjemności, to każdy odczuwa to inaczej. Kiedy jedna kobieta dostaje niezłego powera z powodu swojej niezależności, ujeżdżając swojego ukochanego i jednocześnie pocierając swoją łechtaczkę, inna pragnie poddać się całkowicie ? i z tych psychicznych aspektów wynika w dużej mierze siła naszych orgazmów. Nie bez przyczyny jedna z kobiet, której poczynania obecnie obserwuję przeżyła najsilniejszy orgazm w życiu, kiedy wróciła z rozprawy sądowej kończącej jej małżeństwo z nieudacznikiem (rozwód trwał więcej niż związek, bo 10 lat).
Cieszcie się z tego co macie i nie pozwólcie nierealnym oczekiwaniom tego zniszczyć. Są kobiety, które szczytują, kiedy ktoś tylko ssie ich sutki i nic więcej. Są kobiety, którym i zwinny palec i penis kochanka nie starczą. Zróbcie cel z tego ile przyjemności możecie razem doświadczyć, nie z tego, kto ?zada decydujący cios?.
Mężczyźni uznają orgazm kobiety za wyznacznik tego na ile są męscy, sprawni seksualnie. Dzieje się tak, bo mierzą przyjemność swoją miarką. Dla nich seks czy nawet długi petting w ubraniach nie kończący się orgazmem jest o wiele mniej satysfakcjonujący niż u kobiet, ba może być im potem nawet nieprzyjemnie. Przez kobiety zaś mocne podniecenie postrzegane jest jako błogostan, który może trwać i trwać. Ile kobiet tęsknie wraca pamięcią do czasów pierwszych miłości, kiedy to całowaniu bez większych podtekstów nie było końca? Orgazm jest cudowny, ale czy to kto u kogo się do niego bardziej przyczynił musi decydować o ogólnej ocenie całego doświadczenia?
Pomysłem w tej sytuacji jest lekka zabawa dominacją i uległością. Nie chodzi mi to, żeby biec po pejcz i kajdanki, ale zobacz, jak będą Ci pasowały pozycje w których masz więcej kontroli (np. na jeźdźca) w stosunku do tych, gdzie masz jej bardzo niewiele (np. misjonarska z nogami na ramionach partnera, pozycje od tyłu). Zaobserwuj w których czujesz się lepiej, bezpieczniej, bardziej wolna.
Może po prostu nie myśl o orgazmie, technikach, łechtaczce. To,że nie przeżywcie zbliżenia w 100% zadowalającego wynika z pewnych Twoich oporów, nie otwierasz się całkowicie na Niego
Skoncentruj się na swoim mężczyźnie, postaraj się być jak najbliżej niego w sensie emocjonalnym, duchowym. Pomyśl jak bardzo Go kochasz i postaraj się mu tą miłość przekazać poprzez pieszczoty, seks najlepiej jak potrafisz.
Może nie od razu, ale myślę,że pomoże:)
mam to samo i niestety innymi technikami nigdy nie dochodzę do orgazmu. muszę sama stymulować łechtaczkę by dojść. nie wydaje mi się jednak by to był jakiś problem a może ja się zwyczajnie mylę