Dostałam od losu wiele szans, wspaniałe życie - może nie takie jak w filmach, ale nie miałam na co narzekać. Normalna rodzinka, w miarę stabilna uczuciowo (i finansowo), prestiżowy kierunek studiów, możliwość spełniania swoich marzeń, zachcianek, hobby. Bardzo to doceniałam, bardzo. Ale nigdy nie poczułam, że na to zasługuję. Wśród rodziny, znajomych, jestem szanowana, rodzice pokładają we mnie ogromne zaufanie, nie znają wad, jestem ich dumą. Od Kościoła odwróciłam się wiele lat temu. Byłam w jednym poważniejszym, romantycznym związku - z Nim miałam swój 1. raz. Zerwałam - było zbyt stabilnie. Lubię ryzyko, czuję ciągłą potrzebę adrenaliny, stres nadaje sensu mojemu życiu. Ale teraz mnie przerasta, znienawidziłam siebie, przejrzałam na oczy. Dostałam tyle możliwości, tyle szans, które, być może, w jeden wieczór zmarnowałam. Drugi związek, pełne zaufanie, oddanie, poświęcenie z mojej strony. Czuję przerastającą mnie potrzebę służenia innym, nawet wbrew sobie. Seks bez zabezpieczenia, myślałam, że to ten jedyny. Po kilku miesiącach On - nie kocham, nie kochałem i nie będę. Oszukał, zranił głęboko. Pół roku rekonwalescencji. Postanowienie - poświęcę uwagę sobie, będę się doskonalić, spełniać swoje potrzeby i na nowo nauczę się kochać, ufać. Wyleczyłam się, byłam gotowa na nowy związek. Wtedy pojawił się On - przystojny, zabawny, dobry. Pierwszy raz to On zabiegał o moje względy, starał się, a nie ja. Za szybko mnie rozgryzł, zauważył, że jestem wrażliwa, bardzo łatwo mnie zranić. Wycofałam się delikatnie, jeszcze na etapie koleżeństwa. Prosiłam, żeby myślał o sobie. On - nie chcę cię ranić, ale nie wiem do czego to doprowadzi, nie chcę zrobić ci przykrości, jeśli okaże się, że jestem hedonistą. Ja, oczywiście, nadinterpretacja - kolejny facet, który oczekuje tylko jednego, a skoro tak, nie zamierzam się już z nikim wiązać. Wolałam wycofać się, zanim ktoś znowu mnie zrani. Poczułam chorobliwą potrzebę bliskości, ale tak, by nie zraniła mojej duszy, nie rozczarowała. Puściłam się z kolegą, dla chwilowej bliskości. Znałam go od roku, bardzo rzadko się spotykaliśmy, tylko na piwo. On od dawna tego chciał, zawsze był "do dyspozycji", więc skorzystałam... Właściwie nie wiem nic o jego przeszłości seksualnej, ale przypuszczam, że mogła być, hm, bogata. W trakcie bardzo bolało, po trzech dniach nadal czuję straszny ból. Zrobiliśmy to z prezerwatywą - nie pękła, sprawdzałam z 5 razy. Mimo to, panicznie boję się ciąży. W trakcie orala kropla nasienia dostała się na moje dziąsło - boję się HIV. Przed tym wszystkim brak wiedzy o jego stanie zdrowia, jakby dodatkowo mnie nakręcał, więcej ryzyka itd. Ale teraz... On zapewnia, że jestem bezpieczna. Tekst w stylu - oddaje krew regularnie, ostatnio kilka tygodni temu i jeszcze do mnie nie dzwonili - to powinno ci wystarczyć. Nie wystarcza - na pytanie, czy po tym oddaniu krwi miał inną partnerkę, przede mną, nie odpowiedział. Ciągle tylko - nie zawracaj sobie głowy. Z ty chłopakiem, co się tak stara, nadal utrzymuję kontakt. Ale wiem, że na niego nie zasługuję. Sama to spieprzyłam. Nie wiem co robić, dlaczego tak trudno mi zaufać, kochać i cieszyć się tym, co daje mi los - a tak wiele mi przecież dał! Wiem, że zasługuję na wszystkie konsekwencje tego co zrobiłam. Jednocześnie błagam Boga o przebaczenie i o kolejną szansę, mimo, że już tyle razy mi je dawał (chociażby wtedy, gdy nie zaszłam w ciąże, z tym chłopakiem, który mnie nie kochał). Mimo, że dawno się od Niego odwróciłam. Wiem, pomyślicie, że jestem rozpieszczona, nieodpowiedzialna, głupia. Jestem. Ale wiem też, że wynika to z czegoś poważniejszego. Ta chęć oddawania siebie, służenia innym, wbrew konsekwencjom, wbrew sobie. Nieufność. Strach przed kochaniem i przed dobrocią, którą okazują mi inni. Czuję, że upadam, nie potrafię zejść ze ścieżki zła, mimo tylu szans. Mimo tylu ryzykownych sytuacji, które i tak kończyły się pomyślnie. Przez jakiś czas jestem wdzięczna, a potem znowu postępuję tak samo. Z jednej strony chciałabym kiedyś założyć normalną rodzinę, pracować w zawodzie - z drugiej, nie widzę w tym wszystkim sensu. Dlatego nie dbam o siebie, pakuję się w ryzykowne sytuacje, często podobne. Żałuję, wyciągam wnioski, ale z nich nie korzystam. Nie uczę się na swoich błędach, nie potrafię. Czasami mam wrażenie, że świadomie dążę do autodestrukcji.
1 2012-10-26 21:03:02 Ostatnio edytowany przez Malo (2012-10-26 21:38:37)
Nie piszesz , czy chcesz jakiejs rady , czy tylko chciałąs się wygadac Czytając ten post, poczułam, ze chce cos jednak napisac od siebie.
Wcale nie uwazam, że jesteś na jakiejś scieżce zła . Strasznie sie obwiniasz.Za bardzo.
Kto ci tak w głowie namieszł?
Tytuł tego postu to dla mnie jakies zasłyszane wymysły tych którzy chcieliby manipulowac innymi.
Zatrzymaj sie , tam gdzie jesteś. Tak jest OK, Przypatrz sie trochę z boku sobie i oklicznosciom
Wiem,że, kto chce cokolwiek zmienic w swoim życiu, musi nad soba popracowac. Nad swoim postrzeganiem siebie i innych.
Kto poszukuje, ten znajduje . Wystarczy wzbudzic w sobie taka intencje zmiany na lepsze
Potem spotyka się odpowiednich ludzi i znajduje sposoby i srodki, aby te zmiany sie dokonały.
W tym miejscu psycholog zaleciłby moze jakąs terapię nad poprawą samooceny czy coś podobnego.
Nie jestem psychologiem, mam własne przemyslenia, którymi chcę sie podzielic.
Na razie spróbuj spojrzec na siebie z łagodnoscią , życzliwoscia, serdecznoscia i wsólczuciem, bo przecież , myśle ze masz takie uczucia dla innych, wiec czemu nie dla siebie?
Czemu jesteś dla siebie taka surowa?
Przekonałam sie niejednokrotnie, że nikt mnie tak surowo nie ocenił jak ja siebie samą .
Im bardziej byłam surowsza dla siebie tym bardziej dawałam odczuc i to w niemiły sposób dla moich bliskich i innych ludzi.
Mysle, ze Bóg tez nas nie ocenia , Jest Miłoscia i kazdy człowiek jest Jego czastką więc nie możemy Go zgubic ani się od Niego odwrócic.
Jeśli uważasz, że zrobiłaś błąd (Y) (byc moze twoje ciało ci to pokazało ) daj sobie prawo do ich popełniania, widocznie miała to byc dla ciebie jakaś lekcja.
Może chcesz byc chodząca doskonałoscią, ale nie ma takich na swiecie.
Piszesz, że nie wyciagasz wniosków, ale może nie poznałas jeszcze mechanizmów, wzorców, które tobą kierują i postepujesz nie tak jak byś chciała.
To jak długo będa one rzadzic twoim życiem zalezy od ciebie, czy chcesz siebie poznawac i pracowac nad soba .
Pewne jest dla mnie to, ze kazdy jest na włąsciwym dla siebie miejscu i robi wszystko najlepiej jak potrafi.
Wycisz się,spójrz prosze w lustro, uśmiechnij sie do siebie,i powiedz sobie to, co powiedziałbyc swojej najlepszej przyjaciółce, gdyby była w twojej sytuacji.
Wierze, ze nie nie bedą to słowa krytyki ale zrozumienia i akceptacji. Serdecznie ci tego życze.
3 2012-10-27 11:39:37 Ostatnio edytowany przez NiobeXXX (2012-10-27 11:49:02)
Nie jestes głupia , rozpieszczona i nieodpowiedzialna, nie jesteś zła i nie kroczysz scieżką złą- masz skłonnosci autodestrukcyjne, któer prawdopodobnie wzieły sie z poczucia , że na nic dobrego nie zasługujesz. Ja miałam podobnie, sądziłam, że wszystko jest dla mnie za dobre.
Gdy zdarzyło sie cos dobrego w moim zyciu ogarniało mnie poczucie winy , że 1. na to absolutnie nie zasługuje 2. zdarzy sie coś potwornego by to dobre wyrównać.
Ty odpowiadasz na to przypadkowym seksem, ja odpowiadałm prochami- jako osoba z wyższym medycznym wiedziałam, że nie wolno łączyć benzodiazepin z alkoholem a mimo to robiłam to ( nie musze dodawać, ze mogło sie to dla mnie źle skończyć).
Obie robimy rzeczy , które wiemy że mogły sie dla nas źle skończyć a mimo to robimy to ( ja już nie, oby tak dalej)
Dość długo trwało nim sie z tym uporałam- potrzebne były leki antydepresyjne (z przerwami nadal po nie siegam, bo mam przewlakłą depresje z różnym natężeniem), terapia a teraz prowadze terapie samej siebie . Nauczyłam sie bycia dla siebie dobrą, pozwalanie sobie na błędy i złe decyzje i nie katowałam sie błedami- zdarzyły sie i już, wykluczyłam ze swojego zycia ludzi , którzy wpływali na mnie negatywnie, nie moge uniknąć sytuacji trudnych ale wtedy dokładnie analizuje swoje emocja- spisuje je, to przynosi mi ulge- tak jak rozmowa z psychologiem, przestałam traktować siebie jak śmiecia. To wszystko ciągle sie dzieje- jestem cały czas w stawaniu sie . I co równie ważne, przestałam bać sie odrzucenia i zranienia- przyjełam za fakt, że to jest nieuniknione, zawsze beda ludzie, którzy nas zranią- czy w związku, czy w pracy, czy w rodzinie i musze wypracować w sobie mechanizmy, które ochrnią mnie przed moim chorobliwym przerważliwieniem i nie pozwolą bym siegneła po koktail-RELANIUM/WINKO.
Sądzem, że ty tez powinnaś zasięgnać porady psychologa i zastanowić sie nad terapią.
Ja tak widze, twój problem i z całego serca życze ci powodzenia .
wj_ważka - uważasz, że za bardzo się obwiniam - ale jak mogę się nie katować za to, że w kółko popełniam podobne błędy. Błędy, które mogą przekreślić moją przyszłość? Już wiele razy podejmowałam próby poprawy, otaczałam się pozytywnymi ludźmi, byłam aktywna na wielu płaszczyznach, starałam się robić to, co lubię i w czym czułam się spełniona... Wszystko szło dobrze, aż nagle, ciach! kolejny błąd. Najgorsze jest to, że moi bliscy nawet nie przypuszczają, że tak się mogę zachowywać, że nagle okaże się np. że jestem w niechcianej ciąży. Tylko Mama, z którą mam najlepszy kontakt, zauważyła moje obniżenie nastroju, wycofanie, ale zbywam jej pytania jakimiś błahymi wymówkami. Może masz rację - mam chyba jakiś skrzywiony obraz samej siebie. Ale trudno mi teraz w ogóle na siebie patrzeć, a co dopiero z życzliwością i miłością. Chyba, że z żalem - bo jestem żałosna.
NiobeXXX - przyznam, że dość mocno utożsamiam się z tym, co napisałaś. Szczególnie właśnie nad motywami mojego postępowania: "poczucia , że na nic dobrego nie zasługujesz.". Pewnie wynika to z niskiego poczucia własnej wartości. Tylko dlaczego teraz, gdy spotkałam mężczyznę (a potrzebowałam tego, do pełni szczęścia!), który zaczął to poczucie wartości podbudowywać, ja sprowadziłam siebie znowu do jakiejś służącej, rzeczy, którą można wykorzystać? To był jakiś chory impuls, nie wiem. Zastanawiam się nad wizytą u psychologa, tylko kompletnie nie wiem, do którego się zgłosić. A jak już będę na 1. wizycie, to od czego w ogóle zacząć...
Ja bym z samej ciekawości siebie udała się do hipnotyzera dowiedzieć sie kim byłam lub jak kto woli co kryje moja podswiadomość.
Może sam fakt,że masz "wszystko"prowokuje Cię do takich,a nie innych decyzji.A jeśli chodzi o tego kogoś komu na Tobie zalezy to raczej masz swego rodzaju blokadę,że nie możesz zaufać facetowi,zawiodłaś się na jakimś.Może to mieć oddzwięk z dziecinstwa itd.czasem warto poszukac w pamięci pewnych zdarzeń i sytuacji...
Nigdy nie byłam u psychologa ale podejrzewam,że pytają o różne etapy życia od dziecinstwa po terażniejszość,może lepiej najpierw samemu zweryfikować te etapy?
Wychodzę z założenia,że nic z ludzmi nie dzieje się bez przyczyny...
Zanim się jeszcze bardziej zakręcisz w tym obwinianiu, to chyba najlepiej będzie jak powędrujesz do psychologa. A może najpierw lekarz w przychodni i badania ? Licho wie, mimo iż trwa to jakiś czas, czy tam coś się w twoim organizmie nie dzieje od lata. Ale najpewniej psycholog. A co u niego ? To już on sam będzie wiedział.
Mało, skoro zastanawiasz sie nad wizyta u psychologa to już zrobiłąś pierwszy krok, aby sobie pomóc.
Teraz zrób następny , i po prostu idz . Może powiesz to, co tutaj napisałś? Nie zniechęcaj sie , jeśli rozmowa( jesli to bedzie rozmowa) nie potoczy sie wg twoich wyobrażen, Nie miej na temat żadnych wyobrażen
Jakikolwiek wybór bedzie dla Ciebie dobry , to już będzie Twoja ścieżka , która Cie poprowadzi.
Każdej z nas zdarzają się błędy, myślisz że nie zasługujesz na szczęście, na tego nowego faceta, dlatego że zrobiłaś coś czego wstydzisz się nawet przed sobą, przed rodziną która Cię idealizuje - nie zadręczaj się.
Kiedy jeszcze żyła moja Babcia zupełnym przypadkiem w rozmowie o facetach/dzieciach powiedziała "Ja miałam dzieci tyle ile chciałam, była taka kobieta która pomagała sobie z tym radzić".Byłam w szoku!!!, bo od mamy słyszałam o tej kobiecie i domowych aborcjach które robiła.Nie mogłam uwierzyć, że moja Babcia mogłaby się kiedyś do czegoś takiego posunąć...
Są w każdym z nas ciemne kąty, których się brzydzimy, ukrywamy... musisz to zaakceptować bo zmienić przeszłości się nie da.
Powinnaś zrobić test na HIV, dla spokoju, a potem układać wszystko tak by czuć że zasługujesz na szczęście.