Witam serdecznie. Jestem pierwszy raz na forum. Do napisania i podzielenia sie moją historią przekonał mnie fakt, że już kompletnie sama nie radze sobie ze swoimi emocjami.
Rok temu poznałam wspaniałego mężczyzne. Niestety oboje jesteśmy w związkach małżeńskich- nazwę to z rozsądku, ze względu na dzieci. Mimo to czuliśmy od pierwszego dnia naszej znajomości, ze jesteśmy dla siebie stworzeni. Jeszcze nigdy nikt nie byl dla mnie taki cudowny. Pod każdym względem- od wspaniałych wyznań, przez upominki az po genialny seks. Byłam rozpieszczana, obsypywana komplementami, wiedziałam ze on szaleje na moim punkcie. Poza tym bylismy dla siebie przyjaciółmi. Otworzyliśmy przed sobą całe swoje wnętrza. Cudownie bylo przez ponad pół roku. Później on zajął się zakładaniem nowej firmy i zaczęły się schody...coraz mniej telefonów, coraz mniej spotkań, coraz mniej smsow, czułych słów. Czułam się tak jakby kończył się cudowny sen. Gdy próbowalam pytać co sie dzieje, zawsze odpowiadal ze nie ma czasu, ze to jest trudny okres dla uczucia ale powtarzal w kolko, ze z jego strony nic sie nie zmienilo.
Jednak same wiecie jak kobieta potrzebuje ciepła. Zatem im mniej od niego dostawałam, tym bardziej robiłam się nerwowa i zaborcza. Zaczęłam wytykać mu to jak jest niesprawiedliwy, jak mnie zranił, rozkochał w sobie i tak z dnia na dzień zapomina o mnie. Ostatnio nawet powiedziałam mu, ze chce mu ułatwić decyzje i prosze go aby jeśli już nic nie czuje, zakonczył nasza znajomość. On powiedział, że nie moze tego zrobić, bo mnie kocha i zebym uwierzyla ze jeszcze będzie cudownie.
Tylko ja nie wiem czy takie czekanie ma jakiś sens. Kiedys planowaliśmy, ze jak dzieci urosną, rozwiedziemy się z naszymi partnerami, zbudujemy dom i będziemy juz zawsze razem, ale ja tracę nadzieje, zamiast cieszyc sie z tej znajomości, która kiedys nadawała sens memu życiu, teraz coraz więcej placze...
Jest to trudne uczucie, ale tez wiem ze kocham tego czlowieka ponad wszystko, kocham i to jest w tym wszystkim najtrudniejsze:(
Dla mnie to smutne co piszesz ... problemem nie jest związek na boku, tylko fakt,że on zakręcił kurek z czułością? Jakbyś miała do tego prawo ! Masz prawo, jesteś kochanką ,ma o Ciebie dbać, mieć dla Ciebie czas i okazywać czułość- to takie proste....
Nie umiem doradzić - nie w sytuacji kiedy Ty po prostu chcesz mieć wszystkie asy w rękawie - jego miłość, dom i rodzinę, które teraz oszukujesz, a zaplanowałaś już rozwalić za kilka lat by zacząć nowe życie z nim....
Witaj ![]()
Przyszła jesień a wraz z nią chłodne przemyślenia i chandra. Napisałaś, że obydwoje jesteście w związkach małżeńskich, więc obydwoje mieliście mniej więcej takie same obowiązki, jednak w jego życiu doszedł dodatkowy obowiązek jakim jest nowa firma. Mężczyźni mają swoje ambicje i priorytety, oczywiście na 1 miejscu postawił swój nowy cel, początki firmy są bardzo trudne i trzeba poświęcić wiele czasu i nerwów na to, aby normalnie ona funkcjonowała, dodatkowo zajmuję się on żoną i dziećmi, na co tez potrzeba czasu i energii aby wszystko pozostało we wcześniejszym stanie rzeczy, aby nie komplikować życia sobie i Tobie. Myślę, że Twój partner ma w tym momencie dużo rzeczy na głowie, dodatkowo to mężczyzna, a oni nie mają tak podzielnej uwagi jak kobieta, która potrafi ogarnąć wszystko na raz
. Przeczekaj ten okres, wspieraj go a wszystko będzie dobrze, życzę Ci tego ![]()
to znaczy ze mam pierwsza nie dzwonić, nie pisać, czekać????? czy meżczyzna mówiąc kocham cie mimo wszystko, mówi prawdę??? tak bardzo chcialabym w to uwierzyć, przynajmniej mogłabym spokojniej spać, więcej jeść i osuszyć w końcu oczy...
pisz i dzwoń! pomagaj mu, bo on właśnie tego potrzebuje, teraz kiedy ma tak dużo na głowie, skoro mówi, że Cie kocha to znaczy, że tak jest, zwłaszcza, że trwa to już dość długo, miłość jest piękna i ma swoje wzloty i upadki, nie może być cały czas idealnie i wspaniale i własnie taki okres nadszedł w Twoim życiu, możesz się na niego obrazić, że jest mniej czuły, ale czy to pomoże?
No to kochaj go, ale prowadź swoje własne życie. Trzeba temu dać czas.
Przeczytaj wątek "próbuję się odkochać".
Czerwonabiedronka, bardzo intrygujaca historia.
Kiedy znajdujesz czas dla kochanka, gdzie sa wtedy dziecii?
A jesli dzieci sa starsze to co im mowisz, ze idziesz do kolezanki?
Moze napisz ile lat maja Twoje dzieci, jak dlugo jeszcze chcesz oszukiwac meza?
Sypiasz czasem z mezem?
Przepraszam ze tak pytam prosto z mostu, ale naprawde ciekawi mnie jak to wszystko organizujesz.
A jesli dzieci sa starsze to co im mowisz, ze idziesz do kolezanki?
Moze napisz ile lat maja Twoje dzieci, jak dlugo jeszcze chcesz oszukiwac meza?
Sypiasz czasem z mezem?
Przepraszam ze tak pytam prosto z mostu, ale naprawde ciekawi mnie jak to wszystko organizujesz.
Tak, ja też podziwiam jak ona to ogarnia ... powinna napisać poradnik ...
Doonna. Gdybym to wszystko ogarniała i umysłem i sercem, myśle, że dziś nie byłoby mnie tutaj, na tym forum. Może moją odpowiedź zacznę od tego, że wychodząc za mąz miałam 18 lat i bylam w 5 miesiącu ciąży. Rodzina wprost zmusila mnie do małżeństwa, bo presja otoczenia i to jeszcze małomiasteczkowego, jest jak wiadomo ogromną siłą. A 18 letnia dziewczzyna, cóż tu ukrywać, to jeszcze dziecko nie wiedzące nic o życiu. A potem to już wiadomo- dom, dziecko, obowiązki, najpierw studia, potem praca, nigdy czasu dla siebie i swoich przyjemności.
Mam jedno dziecko, prawie 10- letnią córeczkę, a co do moich spotkań...hmmmm. Ja chyba nawet nie mogę siebie nazwać kochanką. Dzieli nas odległość prawie 200 km. Więc spotkania są mocno ograniczone, i choc znamy sie ponad rok, to tak na prawde na noc spotkaliśmy się trzy razy!!!!!
Nasze uczucie ogranicza sie do telefonow i krotkich spotkań np na imprezach, bo mamy wspolnych znajomych i wspolną rodzinę. Wtedy patrzymy tylko na siebie i nic wiecej nie mozemy zrobic...
wiec same widzicie ze jest to trudne...
pozdrawiam
Ja wymiekam... współną rodzine???????????? wspólnych znajomych?? czyli w tej farsie uczestniczy jego zona i twój mąż?? fajnie...
Masz racje... TRUDNE uczucie..........
W takim razie moze lepiej by bylo sobie odpuscic.
Przezylas z nim pol roku szczescia i ogien wygasl.
Masz czekac az bedzie lepiej? Az mu zabraknie wrazen i znowu pobawi sie z Toba z pol roku?
Cale zycie chcesz tak przezyc?
Nie interesuje Cie juz normalny, uczciwy zwiazek dwojga ludzi?
12 2012-10-24 12:35:58 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-10-24 13:39:17)
Nie interesuje Cie juz normalny, uczciwy zwiazek dwojga ludzi?
Powtórzę pytanie.
Fajerwerki są fajne. Ale za wszystko się płaci.
Za chwilę zapomnienia i seksu (mam nadzieję, że był chociaż dobry), WPAKOWAŁAŚ SIĘ W DZIECKO I MAŁŻEŃSTWO, których nie chciałaś. Niczego Cię to nie nauczyło? Ostatnio miałaś 6 miesięcy marzeń i obietnic, śnienia na jawie. Teraz płacisz smutkiem, niepewnością.
Może czas się obudzić? Ile razy chcesz jeszcze powtarzać tę samą lekcję?
Pora zacząć myśleć PRZED.
z tym ze, on zawsze powtarza, że nie zrezygnuje ze mnie, nie chce mnie stracic, każda rozmowa kończy się z jego strony słowem: "Kocham cie". Jak mantre powtarza, zebym poczekala a zobacze jak bedzie cudownie. I jak nie wierzyc w takie slowa? tym bardziej jezeli kocha sie pierwszy raz w zyciu mając 29 lat????
Ostatnio powiedzial mi, że z nikim nie rozmawial nigdy w taki sposob jak ze mną,ze ja nauczylam go wielu rzeczy o ktorych wczesniej nie mial pojęcia, powiedział, że zdaje sobie sprawe, ze jest trudny i skomplikowany i przez to stracil wiele w zyciu, ale wciąż mowi,żze kocha i to ze nie pisze, nie dzwoni nie oznacza ze zapomnial, że nie kocha, tylko nie ma czasu.
Wierzyć? Nie wierzyć?
kochać?
czekać?
byc cierpliwa?
odpuścic?
Powiedzial, ze on wie ze mnie nie straci, bo tez jest uparty... i czy wy cos z tego rozumiecie????
pozdrawiam
14 2012-10-24 14:06:09 Ostatnio edytowany przez Sylwiczka (2012-10-24 14:08:49)
Heh hej... Sama borykam się z bardzo podobnym problemem... Mam 25 lat i od 8 lat mam narzeczonego -.-, ale ostatnio hmm poznałam wspaniałego faceta, jest młodszy ode mnie, ale jest hmm "idealnie dopasowany" do mnie. Poznaliśmy się w wirtualnym świecie, ale godziny rozmów przez telefon i gg zaowocowały uczuciem. A potem to jego choroba. Zaczął mnie unikać, niej pisze nie rozmawia. Sytuacja jak u Ciebie potrzebowałam jego ciepła miłości, uczucia ale cisza.. Gdy nerwowa i zdesperowana mówiłam ze chce to skończyć on pisał żebym dała mu czas ogarnąć wszystko i będzie jak dawniej... A ja coraz bardziej sobie nie radziłam z sytuacją... Twierdzi, że kocha- ja oprócz słów potrzebuje jego by w to uwierzyć... nie wiem co robić życie się wali ja cały czas chodzę przybita bez uśmiechu na twarzy za to z oczami pełnymi łez i tak jak Ty nie mam pojęcia co dalej. Zostać? Zapomnieć? Czy jest sens... On przez moja zaborczość też już nie może... A ja czuje ze tonę, tonę tonę w przestrzeni moich myśli i uczuć... Wiesz hmm tu jest moje gg 10700637 jak masz ochotę pogadać napisz. A i sama chętnie porozmawiam z kim kto tak samo zagubił się jak ja... Sama nie mam z kim pogadać, bo mam wrażenie że nikt nie zrozumie ![]()
Heh hej... Sama borykam się z bardzo podobnym problemem... Mam 25 lat i od 8 lat mam narzeczonego -.-, ale ostatnio hmm poznałam wspaniałego faceta, jest młodszy ode mnie, ale jest hmm "idealnie dopasowany" do mnie. Poznaliśmy się w wirtualnym świecie, ale godziny rozmów przez telefon i gg zaowocowały uczuciem. A potem to jego choroba. Zaczął mnie unikać, niej pisze nie rozmawia. Sytuacja jak u Ciebie potrzebowałam jego ciepła miłości, uczucia ale cisza.. Gdy nerwowa i zdesperowana mówiłam ze chce to skończyć on pisał żebym dała mu czas ogarnąć wszystko i będzie jak dawniej... A ja coraz bardziej sobie nie radziłam z sytuacją... Twierdzi, że kocha- ja oprócz słów potrzebuje jego by w to uwierzyć... nie wiem co robić życie się wali ja cały czas chodzę przybita bez uśmiechu na twarzy za to z oczami pełnymi łez i tak jak Ty nie mam pojęcia co dalej. Zostać? Zapomnieć? Czy jest sens... On przez moja zaborczość też już nie może... A ja czuje ze tonę, tonę tonę w przestrzeni moich myśli i uczuć... Wiesz hmm tu jest moje gg 10700637 jak masz ochotę pogadać napisz. A i sama chętnie porozmawiam z kim kto tak samo zagubił się jak ja... Sama nie mam z kim pogadać, bo mam wrażenie że nikt nie zrozumie
Człowiek miota się, nie wie co ma zrobić. Ja doskonale to rozumiem. Mój facet też mi tak mówił - daj mi czas, jak sobie wszystko poukładam to znowu będzie dobrze.
Ciągle potrzebuje czasu. A ja zapadam sie w nicość, bo kompletnie nie wiem co mam z tym uczuciem zrobić.
Moja zaborczość i niecierpliwość wszystko zniszczyła. A teraz nie mam już na nic wpływu. Mogę tylko czekać, że wróci, albo ja w końcu pogodzę sie z rozstaniem. Bo nie próbuję już nawet z nim rozmawiać o nas. Bo to odniesie tylko odwrotny skutek, nie chcę wzbudzać w nim litości.
Bez sensu to wszystko.
czerwonabiedronka, swoje zdanie juz napisalam.
Dodam tylko ze, chyba z tym napisaniem to jakis zart i ty to lykasz?
Nie ma czasu napisac sms-a...za przeproszeniem nawet w trakcie robienia kupy mozna cos wystukac.
Czekaj dalej, wierz i badz nieszczesliwa tak dlugo jak on sobie tego zarzyczy.
Własnie jestem po rozmowie z Nim. Powiedział mi, że staje się mecząca, że ile w kółko można roztrząsać dany temat, że mam się zastanowić czego chce. Ale ja wiem czego chce jedyne czego potrzebuje to On. Z dnia na dzień z minuty na minute jestem coraz słabsza, coraz bardziej nienawidzę siebie za to, że się zakochałam. Miałam być silną kobietą a tu przez faceta jestem w totalnej rozsypce. Wiem, że moje zachowanie też ma wpływ na naszą relacje, ale ciężko się ogarnąć, gdy ma się wrażenie, że się wszystko traci. Usłyszałam tylko tyle, że nie straciłam go ale przez takie zachowanie mogę go stracić bo ma już dosyć. Wiem, że się zmieniłam, jestem wyczulona na każde jego słowo. Gdy jest dobrze wracam do tego, że mu nie zależy. Chce tylko by było jak dawniej. Czuje, że mam ostatnią szanse. Nie chce jej zmarnować, ale nie wiem też co robić by ją wykorzystać... Jak wrócić do "normalności" udawać, że to mnie nie boli jak boli. A może trochę zluzować i poczekać na rozwój wydarzeń? Na dodatek czuje się taka samotna..
z kolei moj mówi, ze czasem miłośc jest w sercu mężczyzny ale są okresy, że nie ma się czasu okazywać milości, bo trzeba twardo stąpać po ziemi. Ja swoim zachowaniem dalam mu mnóstwo okazji do zerwania znajomości. Płakałam, oskarżałam, obwiniałam, nazywałam draniem, chamem, niewdzięcznikiem...więc pamiętajcie kochane dziewczyny- im wiecej pretensji tym gorzej, tym facet bardziej się oddala, i niby to wiem a brnę w pretensje dalej, bo serce boli. Ale mimo wszystko potrzebuje nadziei, tak jak kazda z nas która kocha.
I co jest najdziwniejsze, że on ciągle mówi: zobaczysz, jeszcze kiedys z tego będziemy się śmiać, żartować, że mimo wszystko, mimo tych zali i pretensji ja nie usłyszalam slowa, że jestem czepialska, że ma mnie dość. Zawsze cierpliwie wysłuchuje i mówi, że będe z niego jeszcze bardzo zadowolona...
moze jestem głupia i naiwna ale wciąż mam nadzieje i jestem sercem z tymi, które mają podobne dylematy jak ja
19 2012-10-24 15:12:59 Ostatnio edytowany przez Doonna (2012-10-24 15:17:39)
Sylwiczka, koniecznie przestan sie nim zajmowac, zrob cokolwiek tylko odciagnij mysli od niego,
albo mozesz o nim zapomniec, chyba zdajesz sobie z tego sprawe.
Wiec rwij do jakich kolwiek znajomych, do miasta, na pole...gdzie kolwiek, tylko dziewczyno, DAJ SOBIE SPOKOJ.
Wymyslaj cuda aby za nim nie gonic, przecierz widzisz ze on takie nie lubi, on chce zdobywac,
a nie zrec to co mu samo do pyska wlazi.
Czerwonabiedronka, zycze Ci aby Twoj optymizm przyniosl Ci szczescie.
Własnie jestem po rozmowie z Nim. Powiedział mi, że staje się mecząca, że ile w kółko można roztrząsać dany temat, że mam się zastanowić czego chce. Ale ja wiem czego chce jedyne czego potrzebuje to On. Z dnia na dzień z minuty na minute jestem coraz słabsza, coraz bardziej nienawidzę siebie za to, że się zakochałam. Miałam być silną kobietą a tu przez faceta jestem w totalnej rozsypce. Wiem, że moje zachowanie też ma wpływ na naszą relacje, ale ciężko się ogarnąć, gdy ma się wrażenie, że się wszystko traci. Usłyszałam tylko tyle, że nie straciłam go ale przez takie zachowanie mogę go stracić bo ma już dosyć. Wiem, że się zmieniłam, jestem wyczulona na każde jego słowo. Gdy jest dobrze wracam do tego, że mu nie zależy. Chce tylko by było jak dawniej. Czuje, że mam ostatnią szanse. Nie chce jej zmarnować, ale nie wiem też co robić by ją wykorzystać... Jak wrócić do "normalności" udawać, że to mnie nie boli jak boli. A może trochę zluzować i poczekać na rozwój wydarzeń? Na dodatek czuje się taka samotna..
moim zdaniem poczekaj i wyluzuj. Faceci kochają nas za uśmiech, za dobre słowo, nie za ciągłe pretensje. Wiem co mówie. Od trzech dni nie mialam od niego żadnej wiadomości...biłam się z myślami i napisałam pierwsza. Ale całkiem w innym tonie niż zazwyczaj. Napisałam, ze życze mu miłego dnia, że myślę o nim, że wierzę w niego i on odpisał. Podziękował, nazwal swoim Aniołem i też życzyl miłego dnia. Jest to bardzo mało ja wiem, ale zawsze coś, ale zawsze jakiś początek. A może po kolejnych pretensjach oni się po prostu boją napisać albo zadzwonić, bo myslą, że po raz kolejny zasypiemy ich pretensjami...
kobiety są silne, nie poddawaj się.
A może i masz racje... Kiedyś powiedział mi, że pokochał mnie za siłę, za to że umiałam się z nim śmiać rozmawiać o wszystkim i o niczym... Ale to takie ciężkie. Ale wiem jedno nie wolno się poddawać. Może zawalczę ostatni raz. Pytanie czy umiem jeszcze być taka jak kiedyś??
A może i masz racje... Kiedyś powiedział mi, że pokochał mnie za siłę, za to że umiałam się z nim śmiać rozmawiać o wszystkim i o niczym... Ale to takie ciężkie. Ale wiem jedno nie wolno się poddawać. Może zawalczę ostatni raz. Pytanie czy umiem jeszcze być taka jak kiedyś??
Oczywiście, że umiesz. Odwróćmy sytuację...pomyśl,ze to ciebie ciągle ktoś sie czepia, obwinia a ty nie masz siły w kółko powtarzać w kółko jednego i tego samego...
Powiedz mi tylko jedno. Ufasz mu? Uwarzasz go za dobrego człowieka? Jest wart tego aby dalej być dla niego tą silną kobietą?
Sylwiczka, koniecznie przestan sie nim zajmowac, zrob cokolwiek tylko odciagnij mysli od niego,
albo mozesz o nim zapomniec, chyba zdajesz sobie z tego sprawe.
Wiec rwij do jakich kolwiek znajomych, do miasta, na pole...gdzie kolwiek, tylko dziewczyno, DAJ SOBIE SPOKOJ.
Wymyslaj cuda aby za nim nie gonic, przecierz widzisz ze on takie nie lubi, on chce zdobywac,
a nie zrec to co mu samo do pyska wlazi.Czerwonabiedronka, zycze Ci aby Twoj optymizm przyniosl Ci szczescie.
Zastanawiam sie czy jesteś tak silna kobietą, że jeszcze nigdy nie dałaś sie ponieść uczcuciu? Ze pokochałaś i oddałaś serce?
Sylwiczka, koniecznie przestan sie nim zajmowac, zrob cokolwiek tylko odciagnij mysli od niego,
albo mozesz o nim zapomniec, chyba zdajesz sobie z tego sprawe.
Wiec rwij do jakich kolwiek znajomych, do miasta, na pole...gdzie kolwiek, tylko dziewczyno, DAJ SOBIE SPOKOJ.
Wymyslaj cuda aby za nim nie gonic, przecierz widzisz ze on takie nie lubi, on chce zdobywac,
a nie zrec to co mu samo do pyska wlazi.Czerwonabiedronka, zycze Ci aby Twoj optymizm przyniosl Ci szczescie.
Doonna trzeba wierzyć do końca. Kiedy już wyczerpie się mój arsenał cierpliwości i uznam, że faktycznie ten facet nie jest wart nawet tyle co brudu za paznokciami, to po prostu nie usłyszy o mnie nigdy więcej. Ale jeżeli ja wciąż czuje, że ta iskra mimo naprawde katastrofalnego położenia płonie to?????
Ufam mu jak nikomu innemu.. Nigdy zawsze mogłam na nieg liczyć... zawsze mnie bronił nie zależnie czy miałam racje czy nie. Jeżeli warto na kogoś czekać i sie postarać czerwonabiedronko to właśnie o Niego. w zyciu sie tak nie czułam. dzieki niemu zyje w dosłownym tego słowa znaczeniu gdy było ze mna zle to on dzwonil jak sie czuje... wiem ze to On...
Więc przeczekaj ten trudny okres. Daj czasowi czas. Samej jest mi trudno robić to o czym pisze ale wiem, że warto, zwlaszcza jesli czujesz ze to on. Ja tak samo czuje, wiem ze to on i warto czekać na niego.
Trzymam kciuki za was. Za ciebie i za to abys byla szczęśliwa w doslownym tego slowa znaczeniu. Jeszcze będzie cudownie...
Więc przeczekaj ten trudny okres. Daj czasowi czas. Samej jest mi trudno robić to o czym pisze ale wiem, że warto, zwlaszcza jesli czujesz ze to on. Ja tak samo czuje, wiem ze to on i warto czekać na niego.
Trzymam kciuki za was. Za ciebie i za to abys byla szczęśliwa w doslownym tego slowa znaczeniu. Jeszcze będzie cudownie...
Mam nadzieję...
Życzę tego samego Tobie. Będzie to nas jeszcze sporo wytrwałości kosztowało, ale może dla nich warto trochę wrzucić na looz i na nowo pozwolić im nas odkryć takimi jakie naprawdę jesteśmy. W sumie dzięki Tobie uświadomiłam sobie, że tak nie można, że w końcu można faktycznie mieć dosyć takiego zachowania. Dziękuje dla mnie to dużo. Wiem, że nie skrzywdziłby mnie i gdyby miał mnie dosyć to by powiedział a jednak mimo wszystko jest
w końcu nasi panowie warci są tego by być dla nich silną. Będzie cudnie..