Witam. Pewnie takich wątków było już mnóstwo i kazdy z internautów daje dobre rady, ale problem tkwi gdzie indziej. Moja historia powiecie moze ze jest banalna i podobna do wielu innych ale jednak jest inna. Poznaliśmy sie w glupi sposob. Ja dalam ogloszenie do super exspresu ze szukam faceta, a on na nie odpowiedzial i tak sie zaczelo. Zaczelismy sie spotykac. On pil po rozwodzie ze swoja zona, ja bylam w dolku po nieudanym zwiazku z partnerem ktory mnie ciagle oszukiwal. Wyciagnelismy sie z "dolkow", Pasowalismy do siebie we wszystkim,w jedzeniu, łozku, humorach, poza jednym.On pil. Po wielu awanturach i nieprzespanych nocach w koncu postanowilam mu pomoc. "Zaszylam" go i przez pol roku bylo cudownie. Wrecz jak w bajce... Wzielismy slub i zamieszkalismy u mnie-zreszta przed slubem tez mieszkalismy u mnie. To bylo najpiekniejsze pol roku w moim zyciu, bo kocham go jak nikogo na swiecie. Jeszcze nikogo tak nie kochalam jak jego. Niestety dwa miesiace po slubie przerwal zaszycie i zaczal pic. Wtedy zaczelo sie pieklo. Awantury, wyzwiska pod moim adresem, i ciagle pretensje ze jestem do niczego. Probowalam mu pomoc i ponownie go zaszylam ale tym razem po tygodniu zaczal znowu pic i jest jeszcze gorzej. On chce sie ze mna rozstac a przeciez 4 miesiace temu wzielismy slub, i ja go tak kocham. Nie wiem juz jak moge mu jeszcze pomoc???? Ta chol....wodka odbiera mu rozum....Co zrobic zeby bylo tak jak dawniej, zeby przestal pic...........moze ktos przechodzil juz przez to samo co ja...........najgorsze jest to ze nie zniose tego jak sie rozstaniemy....Jestem slaba psychicznie i coraz czesciej mam mysli samobojcze. Prosze pomozcie mi.....tak bardzo chcialabym sie komus wygadac....Wyrzucic z siebie to co mnie boli.
Może faktycznie lepiej sie rozstać?
Może to brutalne, ale lepiej nie wierzyć ślepo w poprawę.
Rozstac po 4 miesiacach?????? po slubie. Przeciez ja sie nim jeszcze nawet nie nacieszylam. Kazdy zasluguje na to zeby mu dac szansze. Maz codziennie mi powtarza jak bardzo mnie kocha i jak mu na mnie zalezy tylko ta wodka go niszczy i to jest silniejsze od niego. Ja wiem ze alkoholizm jest choroba, tylko nie wiem jakie jest na nia lekarstwo.
Aga witaj,ja również jestem żoną alkoholika juz od 11 lat.Zabrzmi to strasznie ale uciekaj od niego jak najszybciej,dopóki jeszcze nie jestes tak uwiązana.Piszesz że Ty go zaszyłaś a on i tak pije.Uwierz że to nie działa,jak będzie chciał chlać to nic ani nikt go nie powstrzyma.Piszesz że krótko jesteście małżeństwem i to niby dlatego ciężko ci się rozstać,to co masz sobie kolejne 10 lat zmarnować to wtedy będzie wypadało się rozstać?
Jakie lekarstwo?
Terapia dla niego jako uzależnionego.
Terapia dla Ciebie jako współuzależnionej.
Bo caly czas mam nadzieje ze on sie w koncu opamieta. Przeciez sa ludzie ktorzy z tego wychodza jest ich bardzo malo ale wierze i to bardzo wierze ze moj maz bedzie sie wlasnie zaliczal do tej garstki osob ktore dadza sobie z tym rade............moze to glupie ale w cos trzeba wierzyc........
agnieszka.malutka opamięta albo i nie, ryzyk fizyk. Możesz całe życie na jego opamiętanie czekać i się go nie doczekać.
Pewne decyzje lepiej podjąć już, jak po 10 latach z perspektywy czasu stwierdzić iż, zafundowaliśmy sobie co najmniej 10 lat piekła. :].
Jeżeli on się chce rozstać tym bardziej, nie masz sie co zastanawiać.
tak, macie racje................ale co z uczuciem??????? Przeciez ja go tak bardzo kocham..........przeciez pobralismy sie z wielkiej milosci......wyciagnelismy sie z bagna, razem zaczelismy budowac nasza przyszlosc. Pomagalam mu prowadzic jego firme, sama zrezygnowalam ze swojej pracy...... i teraz co????? Mam zaczac wszystko od nowa bez pracy, pieniedzy i wogole srodkow do zycia? jak przezyje kolejny miesiac, z czego zaplace raty w banku. To wszystko nie jest takie proste. Wiem najlepiej napisac rozstan sie ale ja go naprawde bardzo kocham. Jest dla mnie wszystkim, wiem ze moze to zabrzmi smiesznie ale jak go nie bedzie to nie mam poco zyc.
9 2012-10-20 19:29:35 Ostatnio edytowany przez grazynka03 (2012-10-20 20:20:14)
Agnieszko jeśli nie wiesz co zrobić to na początek zlikwiduj mu to akwarium w którym jest mu tak dobrze , na pewno mu gotujesz , pierzesz , sprzątasz , jest jak rybka która jest nakarmiona , posprzątane , woda ogrzana i czyściutka nic tylko sobie pływać i cieszyć się życiem.....w ten sposób on nigdy nie sięgnie dna . Aby chcieć się leczyć trzeba sięgnąć dna bez dna i własnej woli leczenia nigdy się nie zmieni . To jest jedyny sposób na opamiętanie , trwa to dość długo ale przynosi dobre skutki , musisz być twarda i mądra jeśli chcesz to zmienić co Ty na to ? Mam też męża alkoholika i wiele przeżyłam tą radę z tym akwarium podpowiedział mi alkoholik na otwartym mitingu AA . I NA PEWNO MUSISZ Ty iść na grupę współuzależnionych od alkoholików tam wiele rzeczy Cię nauczą , popytaj o grupy Al-anon w Twoim mieście ja też na takiej grupie wiele się nauczyłam----powodzenia , trzymam kciuki.....
Gdybyś miała zaplecze finansowe, gdybyś mogła zacząć od nowa z łatwością, nadal byś się z nim męczyła?
witaj Agnieszko, mój mąż też był alkoholikiem, a raczej jest tylko trzeźwym. Kilka lat męczyłam się z jego nałogiem, było strasznie ciężko, awantury, bicie, wyzwiska, nie przeszkadzało mu, że dziecko na to wszystko patrzyło. Kilkakrotnie dawałam mu szanse, wyprowadzałam się z dzieckiem i stawiałam ultimatum. Gdybym nie przejmowała się ludźmi to dzisiaj pewnie nie bylibyśmy razem. Tak na marginesie miałam 17 lat jak urodziłam dziecko. Wracając do tematu, w końcu po kolejnej kłótni zdał sobie sprawę, że jeśli nie przestanie całkiem pić to nas straci i zostanie sam. Udało mu się, od 3 lat w ogóle nie pije i nawet nie ma ochoty by napić się. Także przed Tobą ciężka praca, ja sama mu pomogłam stopniowo ograniczałam mu picie: z codziennego piwa do 1 na tydzień, później sporadycznie przy jakiejś okazji, aż sam zrozumiał, że picie nie jest mu do szczęścia potrzebne. Zaznaczyć muszę, że dużo wtedy mu "tłukłam" do głowy, dosłownie tłumaczyłam jak dziecku.
Witam. Mam męża alkoholika. Obecnie nie mieszkamy razem, mamy 5-letnią córkę. Żyłam w tym bagnie 6 lat, chodź mówił, że nas kocha to zawsze wracał do nałogu. Podejmował się wszywki, odtrucia itp. Nic nie pomogło. Dużo zależy od towarzystwa i samego siebie. Jeśli człowiek uzależniony nie ma silnej woli i postanowienia to nawet sam Bóg mu nie pomoże. My kobiety musimy być silne i nie dać po sobie poznać zmartwień, troski. Życie z alkoholikiem nie jest możliwe. To jest taka powolna cicha śmierć.