Ojciec alkoholik na mojej głowie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Ojciec alkoholik na mojej głowie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

Temat: Ojciec alkoholik na mojej głowie

Mam problem, pewnie taki jak wiele z was ma i nadal doświadcza, lub udało im się urwać tę toksyczną sieć. Mam 20-ścia lat z hakiem. Trójkę dorosłego rodzeństwa - dzieli nas dość duża przepaść wiekowa. Jestem najmłodsza. 
Ojciec pił od kiedy tylko pamiętam i tak też rysuje się w mojej pamięci. Nigdy nie był agresywny - do czasu. Zaczęło się od wyżywania się psychicznego. Zakaz kichania, kaszlenia choremu rodzeństwu i mi, podczas gdy on mógł robić wszystko. Potem zaczęło się używanie siły - wobec mamy, której broniło rodzeństwo. W akcie zemsty, pod nieobecność mamy, która wiele pracowała - zostali przez niego wyrzuceni. Brat przez to, że zarabia więcej niż on i nie daje my pieniędzy na alkohol. Siostra za to, że była. Najstarsza jest obrońcą tatusia i udało się jej uciec jeszcze w normalnych warunkach, zanim ojciec ześwirował kompletnie.
Wszystkie święta spędzane przez nich u nas kończą się totalną jednoosobową libacją, podczas której ojciec nie szczędzi w słowach. Szarpie się, jest agresywny i wyciąga każdemu brudy sprzed lat. Nawet te dokonane w latach 60-tych ubiegłego wieku smile  Koleś został zgłoszony na przymusowe leczenie, które pomimo konieczności zamknięcia go w zakładzie zostało unieważnione - sprawa umorzona z powodu braku miejsc w ośrodku. I tu Pan pozwolił sobie na zemstę, która do tej pory uchodzi mu na sucho.  Nie dba o siebie, ani o otoczenie. Kiedy tylko się go odwiedza na wsi - wszystko wygląda jak w oborniku. Łącznie z ilością much. Wszystkie pieniądze jakie dostaje przepija, a potem zapożycza się w bankach (nie wiem jakim cudem to możliwe) albo u ludzi. Kiedy przyjeżdża do domu - nie płaci za nic. Awanturuje się, bije, pije. I tak cały dzień.

Teraz zostałam z nimi sama. Z rodzicami.
Od jakiegoś czasu oboje wyjeżdżają na wieś, ale nie razem. Jedno jedzie w swoje strony, drugie do siebie i mieszkanie zostaje pod moją pieczą. Płacę za nie, utrzymuję, sprzątam. Nie jest to dość tanie, ale no cóż  wink
Zauważyłam, że moje rodzeństwo, które otrzymało od niego tyle "życzliwości" nie chce mieć z nim nic wspólnego. Kiedy tylko wpada na dzień dwa pozałatwiać swoje sprawy - dzwonią tylko, ale nie interesują się tym, co ja przechodzą. Nie mówiąc już o tym, że większość jego powrotów aranżuje najstarsza siostra. Oni wszyscy uważają, że to jest mój ojciec, więc powinnam się nim opiekować. A jego mam nie słuchać.

Mam tego dość od dawna, ale wczoraj, kiedy wyrzucił mnie z domu - granice zostały przekroczone. Codziennie słyszę wyzwiska, niezależnie od tego co robię, a czego nie robię. Nie ma znaczenia, czy się odzywam czy nie. Podsłuchuje moje rozmowy telefoniczne, podkrada pieniądze. Niby przyjechał, bo ma operację guza, ale nie widzę aby postanowił walczyć z nałogiem ze względu na swój stan zdrowia. Zero jakiekolwiek reakcji. Dlatego, po wczorajszej akcji nie wahałam się ani chwili. Wzięłam najważniejsze rzeczy, dzisiaj postaram się się wziąć resztę. Rodzeństwo nie jest zachwycone, ani zbytnio zdziwione. Matka również nie spodziewała się takiej sytuacji i wszyscy (poza bratem) uważają, że powinnam wrócić do domu.  Ale nikt, nie chce go wziąć do siebie, więc trwa taki przykuty do tego dwupokojowego mieszkania. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Decyzja ucieczki spowodowała, że nie bardzo mogę wrócić, bo czeka mnie zemsta ze strony "ojca", który wczoraj się jakiegokolwiek powinowactwa wypierał. Nawet jeśli zgrabnie zagra przed resztą, doskonale wiem jak będzie.

Jak w ogóle żyć z kimś takim, kto nie pamięta najgorszych wyzwisk skierowanych w drugą osobę, bo tak bardzo był pijany? On kompletnie nie liczy się z nikim poza sobą samym. Ja i pewnie inni muszą żyć z takimi słowami w umyśle, a dla niego będą to tylko majaki, które uzna za sen. Jestem kompletnie rozbita. Jego powrotem i zachowaniem. Boję się o mamę, bo jest w dość słabej kondycji zdrowotnej i unika z nim kontaktu. Jak sobie poradzić w ogóle w takiej sytuacji?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ojciec alkoholik na mojej głowie

Ja bym nie wróciła na Twoim miejscu. Ale piszesz, że brat popiera Twoją decyzję...
Nie może Ci on pomóc?

3 Ostatnio edytowany przez Red_Fairy (2011-08-04 13:48:17)

Odp: Ojciec alkoholik na mojej głowie

No właśnie, od tej sytuacji minęło parę dni. W niedzielę w nocy zabrałam część swoich rzeczy i uciekłam do chłopaka, który parę razy był świadkiem doczepek ojca na siłę po jego powrocie. W poniedziałek z rodzeństwem podjęliśmy decyzję, że wpadniemy do domu i może jakoś uda mu przemówić do rozsądku, żeby podjął się zamkniętego leczenia. Otwarte - jak wiadomo, średnio wypada pod względem efektywności leczenia. Nikt nie jest w stanie pilnować dorosłego człowieka. Z drugiej strony, doskonale wiedzieliśmy o braku samoświadomości ojca wobec jego problemu - przecież nic mu nie jest i na siłę się czepiamy.
Po przyjeździe okazało się, że mieszkanie jest otwarte, a koleś kompletnie nie kontaktował. Nie był w stanie dojść do toalety, aby załatwić swoje... "potrzeby" i zrobił to przy świadkach na środku mieszkania. Siostra nigdy nie widziała go w takim stanie. Zawsze go uprzedzała o swoich odwiedzinach, więc facet zdążył się w miarę ogarnąć, albo po prostu nie pić. Tym sposobem ona twierdziła, że przesadzam, a na szczęście tak nie jest.
No i tak skończyło się, że zabrałam cały swój sprzęt elektroniczny (komputery, aparaty, kamery itd), spakowałam torby z rzeczami i zwiałam. Brat i siostra mi pomogli wraz z chłopakiem wszystko przenieść. Wspólnie rozmawialiśmy z matką telefonicznie(klasyczna współuzależniona), która twierdzi, że jego nie trzeba słuchać i na pewno mnie z domu nie wyrzucił, chociaż nawet kiedy tam byliśmy mówił w kółko to samo "w......ć ku...y, to mój dom". Nawet nie przyjechała, bo odpoczywa na wsi i stwierdziła, że nie ma czasu. Ja mam uciekać dopóki ona nie wróci i dopiero wtedy zrobi z nim porządek, którym najczęściej jest kolejna awantura nie przynosząca żadnego efektu.
Usunęliśmy mu wszelkie kontakty telefoniczne do nas, żeby nie dzwonił. Zabraliśmy klucze, zamknęliśmy go od zewnątrz i oddaliśmy sąsiadom (tego samego dnia przyjechała jego siostra). Psa przygarnęłam również,  ale tylko na parę godzin. To w końcu zwierzę, nikomu nie zawiniło a wychodzić na dwór musi smile
I tu zaczęło się piekło.

Wydawało mi się, że po przyjeździe jego siostry facet trochę zmądrzeje. Dzisiaj ma operację i rozumiem, że te dni do jej terminu strasznie mu się ciągnęły. Kiedy wpadłam oddać psa, dosłownie na chwilę, nawet nie wchodząc do domu - ojciec był wściekły, ale dobrze to krył. Nie mógł pić, ani palić, więc trzeba było się pilnować skoro ma gościa. Generalnie jestem typem "komputerowca", więc kiedy zobaczył, że z biurka zniknęło wszystko dopiero musiała go uderzyć powaga. W końcu to nie są żarty, w końcu ja mam gdzie pójść i nie muszę być zależna od dziada, którego utrzymywałam za każdym razem, kiedy wpadał. A on brudził, nie sprzątał po sobie. Po prostu brak słów.

A potem zaczęły się telefony i nękanie. Że jak nie wrócę, to mnie siłą ściągnie, bo tam jest moje miejsce. Bo mój facet mnie wcale nie kocha i tylko leci na taką łatwą ladacznicę, bo jestem prostakiem, którego się wyrzeka, a także wiele więcej epitetów pod moim kątem. W końcu facet i tak mnie z domu wyrzuci, bo jestem leniem i nieudacznikiem. Boję się, bo mieszkam w tej samej dzielnicy i może któregoś razu go spotkam, albo po prostu wypyta czy ktoś mnie nie widział. Nie wiem kiedy wróci matka. Brat obecnie wyjeżdża, a siostra pracuje prawie 12 h dziennie. Kiedy może, wpada do ojca, ale na niego kompletnie już nic nie ma wpływu. Przestałam odbierać telefonu, ale on i tak nie przestaje dzwonić (jego siostra wpisała ponownie wszystkie numery). Jestem najmłodsza, jak już pisałam i jedyną, która najdłużej znosiła te wszystkie jego jazdy. On nic nie pamiętał, kompletnie.

Z takim człowiekiem żyję od momentu narodzin i uważam, że miarka się przebrała. Nie mogę już znosić ciągłych urągań i poniżań.  Na jego chorą logikę, to my jesteśmy jego oprawcami. Ci, których wyrzucił albo sami uciekli z braku laku innego działania. Dla niego liczy się tylko melina do chlania i spokój. Wszystko inne jest wrogiem. No i cóż.
Nie czuję się za dobrze. Siedzę w pracy przy biurku i staram się nie przejmować wykonując to, za co dostaję pieniądze. Nie idzie mi za bardzo, włosy mi wypadać zaczynają. Partner mnie wspiera, ale on jest z zupełnie innego świata. Nie do końca rozumie tak ostre odchylenia, chociaż idzie mu dobrze. Ciężko, bo czasem chwytają mnie takie myśli, że może ja przesadziłam i za ostro zareagowałam. Może powinnam zrozumieć, że to operacja, ale... zawsze było tak samo. Nigdy nie przepraszał, tylko płakał aby wyłudzić litość i współczucie.

Dlatego staram się jak najszybciej te wszystkie nędzne myśli wywalać z głowy. To moje życie, a on nie może mi go psuć. Tylko ciężko strasznie, od paru dni fatalnie to znoszę. Ledwo, co zdążę się uspokoić a i tak kolejna sprawa z nim wychodzi na wierzch. Mam ochotę się ulotnić, a urlop dopiero za prawie 3 tygodnie sad



**Przepraszam za dość widoczny chaos, ale póki co, wszystko jest na świeżo i nie mam jak składać myśli do kupy sad  Ciężko ująć wszystko i nie namieszać.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Ojciec alkoholik na mojej głowie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024