Mam problem, pewnie taki jak wiele z was ma i nadal doświadcza, lub udało im się urwać tę toksyczną sieć. Mam 20-ścia lat z hakiem. Trójkę dorosłego rodzeństwa - dzieli nas dość duża przepaść wiekowa. Jestem najmłodsza.
Ojciec pił od kiedy tylko pamiętam i tak też rysuje się w mojej pamięci. Nigdy nie był agresywny - do czasu. Zaczęło się od wyżywania się psychicznego. Zakaz kichania, kaszlenia choremu rodzeństwu i mi, podczas gdy on mógł robić wszystko. Potem zaczęło się używanie siły - wobec mamy, której broniło rodzeństwo. W akcie zemsty, pod nieobecność mamy, która wiele pracowała - zostali przez niego wyrzuceni. Brat przez to, że zarabia więcej niż on i nie daje my pieniędzy na alkohol. Siostra za to, że była. Najstarsza jest obrońcą tatusia i udało się jej uciec jeszcze w normalnych warunkach, zanim ojciec ześwirował kompletnie.
Wszystkie święta spędzane przez nich u nas kończą się totalną jednoosobową libacją, podczas której ojciec nie szczędzi w słowach. Szarpie się, jest agresywny i wyciąga każdemu brudy sprzed lat. Nawet te dokonane w latach 60-tych ubiegłego wieku
Koleś został zgłoszony na przymusowe leczenie, które pomimo konieczności zamknięcia go w zakładzie zostało unieważnione - sprawa umorzona z powodu braku miejsc w ośrodku. I tu Pan pozwolił sobie na zemstę, która do tej pory uchodzi mu na sucho. Nie dba o siebie, ani o otoczenie. Kiedy tylko się go odwiedza na wsi - wszystko wygląda jak w oborniku. Łącznie z ilością much. Wszystkie pieniądze jakie dostaje przepija, a potem zapożycza się w bankach (nie wiem jakim cudem to możliwe) albo u ludzi. Kiedy przyjeżdża do domu - nie płaci za nic. Awanturuje się, bije, pije. I tak cały dzień.
Teraz zostałam z nimi sama. Z rodzicami.
Od jakiegoś czasu oboje wyjeżdżają na wieś, ale nie razem. Jedno jedzie w swoje strony, drugie do siebie i mieszkanie zostaje pod moją pieczą. Płacę za nie, utrzymuję, sprzątam. Nie jest to dość tanie, ale no cóż ![]()
Zauważyłam, że moje rodzeństwo, które otrzymało od niego tyle "życzliwości" nie chce mieć z nim nic wspólnego. Kiedy tylko wpada na dzień dwa pozałatwiać swoje sprawy - dzwonią tylko, ale nie interesują się tym, co ja przechodzą. Nie mówiąc już o tym, że większość jego powrotów aranżuje najstarsza siostra. Oni wszyscy uważają, że to jest mój ojciec, więc powinnam się nim opiekować. A jego mam nie słuchać.
Mam tego dość od dawna, ale wczoraj, kiedy wyrzucił mnie z domu - granice zostały przekroczone. Codziennie słyszę wyzwiska, niezależnie od tego co robię, a czego nie robię. Nie ma znaczenia, czy się odzywam czy nie. Podsłuchuje moje rozmowy telefoniczne, podkrada pieniądze. Niby przyjechał, bo ma operację guza, ale nie widzę aby postanowił walczyć z nałogiem ze względu na swój stan zdrowia. Zero jakiekolwiek reakcji. Dlatego, po wczorajszej akcji nie wahałam się ani chwili. Wzięłam najważniejsze rzeczy, dzisiaj postaram się się wziąć resztę. Rodzeństwo nie jest zachwycone, ani zbytnio zdziwione. Matka również nie spodziewała się takiej sytuacji i wszyscy (poza bratem) uważają, że powinnam wrócić do domu. Ale nikt, nie chce go wziąć do siebie, więc trwa taki przykuty do tego dwupokojowego mieszkania. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Decyzja ucieczki spowodowała, że nie bardzo mogę wrócić, bo czeka mnie zemsta ze strony "ojca", który wczoraj się jakiegokolwiek powinowactwa wypierał. Nawet jeśli zgrabnie zagra przed resztą, doskonale wiem jak będzie.
Jak w ogóle żyć z kimś takim, kto nie pamięta najgorszych wyzwisk skierowanych w drugą osobę, bo tak bardzo był pijany? On kompletnie nie liczy się z nikim poza sobą samym. Ja i pewnie inni muszą żyć z takimi słowami w umyśle, a dla niego będą to tylko majaki, które uzna za sen. Jestem kompletnie rozbita. Jego powrotem i zachowaniem. Boję się o mamę, bo jest w dość słabej kondycji zdrowotnej i unika z nim kontaktu. Jak sobie poradzić w ogóle w takiej sytuacji?