Witam panie, panów.
Pisze dość niepewnie trafiłem tutaj przypadkiem. Czytałem jakieś watki tego forum. Teraz to nie ważne.
Sam nie wiem jak zacząć. Młodzieńcza miłość w wieku 18 lat. Prawdę mówiąc pierwsza w moim skromnym życiu.
Miłość jak to miłość na początku zawsze bywa przepiękna pierwsze pocałunki rozmowy nocami smsy w szkole itp. Proste
spędzanie i poświęcanie sobie czasu nawzajem. Początkowy czas, rok był cudowny mieszkaliśmy niedaleko siebie
bardzo się kochaliśmy ufaliśmy sobie. Przeżyliśmy razem swój pierwszy sex dla nas obojga był to pierwszy raz. Każdy dzień bardzo nas do siebie zbliżał... Wszystko ładnie pięknie się układało przyszedł czas na studia. Chyba jeden z najtrudniejszych momentów w naszym związku. Pomimo odległości 200 km problemów ze strony moich rodziców ze jeżdżę do niej. Dawaliśmy rade, co 2 tyg widzieliśmy się na 2 dni tak przez 10 miesięcy. Pomimo jej natury imprezowania, poznawania nowych ludzi zrezygnowała dla nas z tego wszystkiego tez nie imprezowałem. Żyliśmy nadzieją ze za te 10 miesięcy bo tyle zostało do końca mojej szkoły coś się zmieni że zamieszkamy razem, będzie inaczej. 10 miesięcy minęło... czas wyjazdu do innego miasta. Kase miałem na start.
Wyjechałem już do naszego wspólnego mieszkania można powiedzieć ruszyłem się w stronę swoich wszystkich marzeń. Tak tez było. Odważnie ruszyłem w świat jedynie z nią trzymająca mnie za rękę. Tutaj zaczyna się cały mój dramat a zarazem najlepszy moment mojego życia. Pierwsze dni - świetnie dużo namiętności, tutaj szczegóły zachowam dla siebie ...
mijały kolejne dni i kolejne. Świat okazywał się być bardzo piękny i cudowny. Minął miesiąc pojawiły się problemy kłótnie drobne bo drobne. Chciała imprezować ze mną- ja nie mogłem pracowałem nikt mnie nie utrzymywał. Minęło trochę czasu straciłem prace. Nie załamywałem się bo miałem trochę grosze odłożonego. Tutaj był problem ze znalezieniem pracy itp. Następnie Ona wyjechała na cały miesiąc do Londynu do mamy bo tam mieszka i żyje jej rodzina. Byłem sam w mieście nie mając pracy nie mogłem nic znaleźć bardzo mnie to podłamało. Na wstępie przez Skypa oznajmiła mnie ze ma wątpliwości co do nas i to wielkie nie wie czy mnie kocha. Zrobiła to na odległość tutaj świat mi umarł. Ale starałem się naprawdę przetrwać to wszystko. Po tym fakcie przesiedziałem sam w mieście bardzo długi czas. Coś we mnie pękło i gdy wróciła nie czułem do niej już tego czegoś, powiem śmiało nie byłem szczęśliwy. Tydzień po jej powrocie starałem się to naprawić pogadać o tym. Nic nie pomagało. Po tym miesiącu przerwy nie dogadywaliśmy się już tak świetnie. Sex nie był już tak wspaniały. Wydawało się ze to moja wina dokładnie 2 łykend kiedy wróciła z londynu wyznała mi ze bardzo się meczy ze mną. Tutaj cytuje postaram się dosłownie "wiem ze nie powinnam ale chciała bym żebyś mnie gdzieś zabrał" dobrze wiedziała ze nie mam kasy bo staram sobie wszystko poukładać finansowo przyszłość. Po czym wyznała mi ze już nic do mnie nie czuje. Postanowiłem zerwać - tutaj wydaje się mało blachy powód. Zebrało się wszystko było tego wiele tylko nie chciałem pisać. Powiedziałem ze chce zerwać nie zaprzeczała. Po rozstaniu okazało sie ze jestem w ciemnej **** z kasa pracy nie miałem ją straciłem tzn sam zerwałem.
Dodam tutaj kawałek. bo chce, bo potrzebuje
Czuje się jak... brak mi słowa. Całe moje marzenia plany walnęło jak szklanka o twarda podłogę. Miłość życia obecnie niewidzie sensu dla siebie. Najgorsze jest to ze ja cholernie kocham a ona mnie a boli to ze już nie będziemy razem. Bo raz że ona nie chce cytuje "chce spróbować żyć bez zobowiązań" i jest bardzo chłodna dla mnie. A dwa byłem zmuszony wrócić do domu ze straconymi marzeniami planami i bez swojego serca które zostało w innym miejscu i pociąg na powrót ma opóźniony. Nie mam nawet kasy żeby spróbować zamieszkać gdzie indziej. Wiec nawet swoich marzeń nie mogę teraz spełnić do tego cały czas ją kocham.
Ciekawostki
Moi znajomi dosłownie wszyscy z którymi mógł bym pogadać wyjechali na studia reszty niema bo pracują w delegacjach itp itp.
Najgorsze ze minął raptem tydzień od wszystkich usłyszałem jak bardzo się cieszą że z nią nie jestem. Że to nie była kobieta dla mnie. Wszyscy tak mówią rodzice siostra bracia znajomi. To boli dodatkowo. Miewam momentami chwile, w sumie co wieczór ze chciał bym dalej z nią być móc przytulać całować sprawiać by się uśmiechała do mnie.
Dodam obecnie zaraz wskoczy mi 20 lat byłem z nią prawie 2 lata. Straciłem nie tylko marzenia ale i miłość
P.S Pisze na forum typowo kobiecym bo u kobiet zawsze w życiu znajdywałem zrozumienie. Jestem wrażliwy ale bywam i twardy. Do niej zatraciłem swoje emocje i wszystko co wiąże się z uczuciami. Nie mogę nawet dobrze pogadać twarzą w twarz bo wywołuje u mnie to łzy.