Jestem załamana - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

Temat: Jestem załamana

Za dwa dni skończę 38 lat. 14 lat małżeństwa za mną, dwójka dzieci. Jestem wypluta psychicznie, stan ten trwa od 2 lat. Chcę być jeszcze szczęśliwa i chcę rozwodu. Ale jak przez to przejść.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jestem załamana

Witaj, a możesz napisać coś więcej. Co się dzieje??

Napisałaś, że lata małżeństwa za Tobą - czy to znaczy że rozstałaś się z mężem, czy też zamierzasz dopiero?

3

Odp: Jestem załamana

Nie jestem po rozwodzie, ciągle z nim pod jednym dachem. On pije, pił od kiedy pamiętam. Nie jest to picie codzienne. Chyba, że codziennym nazwiemy samotne piwko z psem na spacerze. Pije raz na jakiś czas ale co to jest wtedy za picie Z przekleństwami i wyzywaniem mnie od najgorszych, przewraca się, wymiotuje. Na drugi dzień powtórka.Robi z siebie błazna przed znajomymi, na osiedlu. Szuka kompanów wśród znajomych, wprasza się na picie, aż go wszyscy wyrzucają z domu. Potem różnie. Potrafi demolować lub wyć jak pies. Dopiero trzeciego dnia trzeźwieje. Ja znerwicowana, dzieci też. Ciągle pytają, kiedy tata wróci i w jakim stanie będzie. Potem przeprasza, obiecuje, że będzie się leczyć. I tak ciągle. Chwilowa poprawa, potem piwko, dwa, drink i do następnego upadku i porzygania. Do tego można dodać, że od stycznia jest bez pracy i ciągle żyje mrzonkami jakiś biznesów. Od jakiegoś czasu myślę o rozwodzie, bo ile można żyć w napięciu, czy ten dzień pijaństwa będzie może dzisiaj? Nic z tego nie będzie, bo on nie chce się leczyć, nie czuje się winny ani uzależniony. Usprawiedliwia się, że inni to jeszcze gorzej żyją a on przecież nas kocha... Chcę rozwodu. Ale czy dam radę? Jak to zacząć, jak przez to przejść. Nie mamy pieniędzy ani żadnego drugiego mieszkania po babci, żeby się odseparować.

4 Ostatnio edytowany przez Jodyna (2012-09-28 23:00:03)

Odp: Jestem załamana

Czy Ty pracujesz? Czy dasz radę na początku utrzymać się sama z dziećmi?

U mnie było podobnie: mąż jak pił, to były to często 2-3 dniówki. Potrafił wyjść po pieczywo i wrócić następnego dnia późnym wieczorem, przespać się w ciuchach na kanapie i z powrotem do melanżu... Trwałam tak 10 lat, ale jakoś się opamiętałam. Jak przy kolejnej awanturze, dzieci stały przerażone i płakały a on był w pijackim amoku i się do mnie rzucał, postanowiłam to zmienić raz na zawsze.... wynajęłam sobie mieszkanie, dość blisko, bo dzieci chodziły do szkoły i przedszkola, ale i na tyle daleko, żeby się odseparować...
O tyle było mi łatwo, że pracowałam, dobrze zarabiałam i w sumie i tak ja utrzymywałam rodzinę. Finansowo sobie poradziłam, ale zdaję sobie sprawę, że to jest ważna, jeśli nie najważniejsza rzecz. Dużo się potem wydarzyło, teraz z perspektywy czasu wiem, że dobrze zrobiłam zostawiając go.

Najważniejsze dla Ciebie, to się odseparować - albo samemu się wyprowadzić, albo jego wyrzucić... Jeżeli stosuje przemoc wobec Ciebie, to zgłaszaj to - załóż niebieską kartę. Masz jakąś rodzinę, znajomych, którzy mogliby Cię wesprzeć to spróbuj ich poprosić o pomoc. Najtrudniejszy pierwszy krok smile ale zapewniam Cię, że psychicznie mega spokój smile

trzymaj się, pozdrawiam smile

Odp: Jestem załamana

hej smile
jeśli jesteś zdecydowana, a boisz się tylko nieznanego i tego wszystkiego co się zacznie dziać po złożeniu pozwu...
osobiście dla mnie najtrudniejszym okazał się czas kiedy się wahałam i czekałam na reakcję męża, jak już złożyłam papiery i były już mąż się oficjalnie dowiedział to już poleciało, czasem trudniej, czasem łatwiutko...tak po kolei smile
...oczywiście nie namawiam, decyzja Twoja smile

6

Odp: Jestem załamana

Dziękuję Ci za odpowiedź. Pracuję i myślę, że dałabym sobie na początku radę.
Gdyby nie rozterki, dawno bym to skończyła; Ale rozterki wyglądają w ten sposób:
On:
1. Jak nie pije, to potrafi być ok.
2. Jak nie pije dba o dzieci, córka bardzo jest za nim.
3. Myślę, że mnie kocha, tylko jest chory.
4. Twierdzi, że to moja wina, bo całe życie odwracam się od niego.
5. Twierdzi, że mam go za nic, więc odreagowuje piciem.
6. Odreagowuje też różne biznesowe niepowodzenia.
7. Ma identyczny przykład ojca, jest po rozwodzie z teściową od kiedy mój skończył 15 lat.
8. Czasami mówi, że sięgnął dna i musi to zmienić ale zapału starcza na kilka dni.
9. W zasadzie, nie uważa, że robi coś złego a zwłaszcza, że jest alkoholikiem.
10. Nie bije mnie tylko niszczy psychicznie. Żyję w ciągłym strachu.
Ja:
1. Tak odwracam się od niego, bo nie jestem w stanie zapomnieć wszystkich tych chwil i wyzwisk.
2. Tak mam go za nic, jestem mu wdzięczna tylko za dzieci i tych kilka, niewiele chwil szczęścia.
3. Wiem, że to ja muszę podjąć kroki w kierunku rozstania.
4. Próbowałam tylko jeden raz rozmawiać z jego rodziną, żeby wpłynęła na niego i wyszło na to, że to ja jestem rozhisteryzowaną idiotką. Nie mam co na nich liczyć.
5. Myślę, że miłość już dawno się ulotniła, innymi słowy nie kocham go ani tym bardziej nie czuję do niego pociągu.
Rozterki finansowe.
1. Jak się wyprowadzę, to on nie utrzyma 100m zakredytowanego mieszkania.
2. Jak wynajmę mieszkanie, to może ledwo  ledwo sobie poradzę.
3. Są i inne majątkowe wspólne sprawy.
Wszystko powyższe, trzyma mnie jeszcze w tym chorym związku i nikt mi nie dał kopa, żeby się z niego uwolnić.
Przepraszam piszę chaotycznie.

7

Odp: Jestem załamana

A Ty go kochasz?
Bo moim zdaniem jesli go kochasz to powinnas z nim porozmawiac i wyslac go do AA na leczenie.

8 Ostatnio edytowany przez Jodyna (2012-09-29 00:15:46)

Odp: Jestem załamana

Bardzo podobne rozterki miałam też ja. Zostawiłam go w sporym domu, który wspólnie wybudowaliśmy. Spakowałam siebie i dzieci i po prostu wyszłam stamtąd sad  Jakoś tam mnie potem spłacił...

Z początku nie wierzył, że ja mogłam tak postąpić. Nawet teściowa kiedyś zaaranżowała spotkanie w sprawie konieczności mojego powrotu do męża, bo przecież dzieci... bo synek sam i trzeba go obsłużyć.... A w moim przypadku, jeszcze była panna na boku. Mój mąż nigdy nie uważał, że jest jakiś problem. Nigdy ze mną nie chciał o tym rozmawiać, jak go namawiałam na terapię, to cyt: jak jesteś pierd......ta to sobie idź, ja nic takiego nie potrzebuję.

To jest trudne, ale tak jak takasobiemamuśka napisała, wszystko po kolei i konsekwentnie. Raz będzie lepiej , raz może być gorzej.... Ale gwarantuję Ci - nie mam już strachu, że go zobaczę pijanego, że będę musiała się za niego wstydzić, że jak wróci do domu, to może pokrzyczy, może się upaćka jedzeniem, pobełkocze coś do dzieci, położy się brudny i śmierdzący spać.... Już mnie to nie obchodzi smile

Mój 16 letni syn powiedział mi niedawno, mamo najlepszą rzeczą jaką zrobiłaś, to że wyprowadziłaś się od taty. I nie chodzi o to, że ja buntuję dzieci czy coś takiego. Mój ex jest zaburzony emocjonalnie, nikt nie jest w stanie z nim wytrzymać... Ja mam obecnie lepsze relacje z jego rodzicami, dziadkami, z jego siostrą niż on.

W razie czego, wątpliwości pisz śmiało. Będziemy Cię tu wspierać smile

p.s. Ale oczywiście jeśli go kochasz i chcesz to ratować - to leczenie, terapia i może uda się wyjść na prostą.. Jeśli widzisz jeszcze jakąś szansę.

9

Odp: Jestem załamana

Znęcanie to nie tylko bicie. Załóż mu niebieską kartę. Wnoś o przyznanie Tobie mieszkania, i alimentów. Albo przebuduj mieszkanie. Niech ma swoje 20m2 z mikrołazienką lodówką i kuchenką elektryczną. I won od Ciebie. Jak podejmie leczenie może dostać szansę (jeśli wróci Twoje uczucie).

Alkoholikowi nie wolno pomagać, opierać go, karmić. Tak się pomaga w chlaniu. A chodzi o to, by przestał.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024