Być może jest gdzieś podobny temat, ale chciałabym, abyście podeszli do mojego problemu indywidualnie.
Otóż, oboje mamy po 26 lat, jesteśmy razem 6 lat. Nie jesteśmy zaręczeni, w ogóle rzadko rozmawiamy ostatnio o przyszłości ponieważ mój facet twierdzi, że jeszcze to nie jest ten czas, że jeszcze nie jesteśmy gotowi na ślub i rodzinę. Poniekąd ma rację, chociaż w głębi serca troszkę już bym chciała jakiejś stabilizacji. No ale nie o tym chciałam...
Wiadomo, że często w tak długich związkach wkrada się nuda i rutyna. Mieszkamy, a raczej pomieszkujemy razem ponieważ jego często nie ma w domu (praca, matka, którą się "opiekuje", hobby, teraz zaczną się studia w innym mieście). Ja natomiast również jeżdżę do swoich rodziców, do tego obrona tuż tuż, prawko. Nie zawsze mamy możliwość być ze sobą 24/24, a jak już się uda, to nie potrafimy tak się bawić razem jak kiedyś wykorzystać czasu na maxa. Niestety, często się ze sobą nawet nudzimy, co kiedyś było nie do pomyślenia.
Wpadłam ostatnio na pomysł, by oderwać się trochę od codzienności i wykupiłam 3 dni w górach (w drewnianym przytulnym domku, o jakim zawsze marzyliśmy, z romantycznymi kolacjami, itp.). To miała być niespodzianka. Niestety, gdy mu o tym powiedziałam, nie tyle, że się nie ucieszył co nie wykazał ani krzty entuzjazmu. Powiedział, że nie wie jak z wolnym (u niego w pracy z tym ciężko) i że szkoda, że znowu sami (zawsze jeździmy wszędzie sami, bo żadnych znajomych nigdy nie możemy namówić). Wiadomo, że w grupie byłoby fajniej, ciekawiej, zabawniej, ale przecież nic na siłę. Mam czasem wrażenie, że on się ze mną wyjątkowo nudzi, bo nie jestem tak rozrywkową, pewną siebie i rozgadaną osobą jak on. Co zrobić, aby to przełamać, aby zacząć cieszyć się wspólnie życiem, dobrze razem się bawić tak jak na początku, nie nudzić się ze sobą? Co zrobić, żeby on na nowo zaczął się o mnie starać, zabiegać? W łóżku niestety też wieje nudą... Nie mamy czasu na jakieś długie wyjazdy, często się też mijamy, ale jak już uda nam się zgrać, to co zrobić, aby ten czas urozmaicić?
Chciałabym, żeby znów patrzył na mnie z pożądaniem... Chciałabym znów być dla niego zjawiskowa, a nie ubraną w dres, uczesaną w kucyk zwykłą szarą myszką. Chciałabym ratować ten związek póki on nie znalazł sobie jeszcze nikogo bardziej interesującego i ładniejszego ode mnie.
Nikt nie chce albo nie umie pomóc? ![]()
Jak go w sobie rozkochać na nowo? Nie wierzę, że nikt nie ma żadnych rad albo nie przechodził podobnych sytuacji
Boję się, że przez mój związek się rozpadnie... Proszę pomóżcie.
Jesteście razem długo - nuda wkrada się nawet po roku - niestety !
Wszędzie wieje nudą, to bierz miotłę i ją rozgoń.
Opcje : 1) zrób fajną lekką kolację z winem, ładnie się wyszykuj i spędz z nim wieczór wyłączając telefon.Jakby pytał po co się wystroiłaś - po prostu chciałam. Potem ...nie ,nie do łóżka ! Tylko na spacer - idź z nim na drinka - do baru, na disco. Wyluzuj się -pokaż swoją druga stronę - nie tylko ciepłe kluchy i papcie. Nie zmuszaj się do niczego- zaproś go tam gdzie czujesz się swobodnie.
Może trochę potańczycie, zabawicie się, rozwieje się nuda.
2) zrób coś nietypowego - niedawno byłam z moim chłopakiem na festynie.Sprzedawali "hel do gadania" ,byliśmy większą grupą i kupiłam sobie ten hel- patrzył jakbym oszalała, jak się nawdychałam i gadałam jak smerf wszyscy byli zachwyceni,on też. Uwielbiam kolejki więc poszłam na jedną ,nikt nie chcial iśc ze mną,więc na siedzonkach towarzyszył mi obcy facet - jak się zaczął uśmiechać to po przejażdżce od razu mój zgarnął mnie stamtąd szybciutko na grzane winko
Przełam rutynę - zrób coś by zobaczył Cię w innym świetle. Same żale pt:"A Ty mnie ostatnio zaniedbujesz" nic nie pomogą. To też możesz mu kiedyś powiedzieć, ale na razie bez tego spróbuj go jakoś sobą zainetersować.
3) nie wynajmuj już domków
wiem, to super romantyczny pomysl, ale zabiegany facet nie to ma w głowie.Może jak czas w jego pracy się uspokoi to tak. Oczywiście zakup nową bieliznę... tak na wszelki wypadek jakby znowu obudził się w nim tygrys
A on nic nie robi z ta sytuacją ? Nie widzisz jego starań ?
Bo wiesz sama tego wozu nie pociągniesz długo...
Być może jest gdzieś podobny temat, ale chciałabym, abyście podeszli do mojego problemu indywidualnie.
Otóż, oboje mamy po 26 lat, jesteśmy razem 6 lat. Nie jesteśmy zaręczeni, w ogóle rzadko rozmawiamy ostatnio o przyszłości ponieważ mój facet twierdzi, że jeszcze to nie jest ten czas, że jeszcze nie jesteśmy gotowi na ślub i rodzinę. Poniekąd ma rację, chociaż w głębi serca troszkę już bym chciała jakiejś stabilizacji. No ale nie o tym chciałam...
Wiadomo, że często w tak długich związkach wkrada się nuda i rutyna. Mieszkamy, a raczej pomieszkujemy razem ponieważ jego często nie ma w domu (praca, matka, którą się "opiekuje", hobby, teraz zaczną się studia w innym mieście). Ja natomiast również jeżdżę do swoich rodziców, do tego obrona tuż tuż, prawko. Nie zawsze mamy możliwość być ze sobą 24/24, a jak już się uda, to nie potrafimy tak się bawić razem jak kiedyś wykorzystać czasu na maxa. Niestety, często się ze sobą nawet nudzimy, co kiedyś było nie do pomyślenia.
Wpadłam ostatnio na pomysł, by oderwać się trochę od codzienności i wykupiłam 3 dni w górach (w drewnianym przytulnym domku, o jakim zawsze marzyliśmy, z romantycznymi kolacjami, itp.). To miała być niespodzianka. Niestety, gdy mu o tym powiedziałam, nie tyle, że się nie ucieszył co nie wykazał ani krzty entuzjazmu. Powiedział, że nie wie jak z wolnym (u niego w pracy z tym ciężko) i że szkoda, że znowu sami (zawsze jeździmy wszędzie sami, bo żadnych znajomych nigdy nie możemy namówić). Wiadomo, że w grupie byłoby fajniej, ciekawiej, zabawniej, ale przecież nic na siłę. Mam czasem wrażenie, że on się ze mną wyjątkowo nudzi, bo nie jestem tak rozrywkową, pewną siebie i rozgadaną osobą jak on. Co zrobić, aby to przełamać, aby zacząć cieszyć się wspólnie życiem, dobrze razem się bawić tak jak na początku, nie nudzić się ze sobą? Co zrobić, żeby on na nowo zaczął się o mnie starać, zabiegać? W łóżku niestety też wieje nudą... Nie mamy czasu na jakieś długie wyjazdy, często się też mijamy, ale jak już uda nam się zgrać, to co zrobić, aby ten czas urozmaicić?
Chciałabym, żeby znów patrzył na mnie z pożądaniem... Chciałabym znów być dla niego zjawiskowa, a nie ubraną w dres, uczesaną w kucyk zwykłą szarą myszką. Chciałabym ratować ten związek póki on nie znalazł sobie jeszcze nikogo bardziej interesującego i ładniejszego ode mnie.
to po co łazisz w dresie? ja tego nigdy nie robię
i mam takich znajomych, któzy "bierają się " do pracy, a po powrocie do domu, ona zakłąda rozciągnięte na tyułku i kolanach dresy, a on koszylke z frotte (starsze pokolenia pamietają) w [aseczki...
potem narzekają - że chemia nie ta...
a dawno temu, gdy nuda była nie do pomyslenia.... co razem robiliście?
jesli będziesz szukać atrakcji wyjątkowych, żeby przezyć trochę emocji ze swoim partnerem - to i tak nie zmieniasz pełnej rutyny codzienności..
za chwilę wyjazdy w górę nie wystarczą, będzie trzzeba coraz wioęcej... a zaraz zaczniecie swingować?
oczywiście nic na siłę
ale jesli radości z bycia ze sobą nie znajdziecie, wspólnych tematów do rozmó, oparcia w sobie - to fajerwerki nic nie dadza...
Jesteście razem długo - nuda wkrada się nawet po roku - niestety !
Wszędzie wieje nudą, to bierz miotłę i ją rozgoń.
Opcje : 1) zrób fajną lekką kolację z winem, ładnie się wyszykuj i spędz z nim wieczór wyłączając telefon.Jakby pytał po co się wystroiłaś - po prostu chciałam. Potem ...nie ,nie do łóżka ! Tylko na spacer - idź z nim na drinka - do baru, na disco. Wyluzuj się -pokaż swoją druga stronę - nie tylko ciepłe kluchy i papcie. Nie zmuszaj się do niczego- zaproś go tam gdzie czujesz się swobodnie.
Może trochę potańczycie, zabawicie się, rozwieje się nuda.
2) zrób coś nietypowego - niedawno byłam z moim chłopakiem na festynie.Sprzedawali "hel do gadania" ,byliśmy większą grupą i kupiłam sobie ten hel- patrzył jakbym oszalała, jak się nawdychałam i gadałam jak smerf wszyscy byli zachwyceni,on też. Uwielbiam kolejki więc poszłam na jedną ,nikt nie chcial iśc ze mną,więc na siedzonkach towarzyszył mi obcy facet - jak się zaczął uśmiechać to po przejażdżce od razu mój zgarnął mnie stamtąd szybciutko na grzane winko![]()
Przełam rutynę - zrób coś by zobaczył Cię w innym świetle. Same żale pt:"A Ty mnie ostatnio zaniedbujesz" nic nie pomogą. To też możesz mu kiedyś powiedzieć, ale na razie bez tego spróbuj go jakoś sobą zainetersować.
3) nie wynajmuj już domkówwiem, to super romantyczny pomysl, ale zabiegany facet nie to ma w głowie.Może jak czas w jego pracy się uspokoi to tak. Oczywiście zakup nową bieliznę... tak na wszelki wypadek jakby znowu obudził się w nim tygrys
![]()
A on nic nie robi z ta sytuacją ? Nie widzisz jego starań ?
Bo wiesz sama tego wozu nie pociągniesz długo...
anecznik - ale mnie te twoje rady, to, wybacz - przypominają jakieś comso albo inne babskie pismo...
gdyby w playboju pojawił się artyku ł pt, nuda.. wszystkie rady nie zaczynałyby się od słow: zrób, przygpotuj, zadbaj, i tak dalej/..
oczywiście, że życie razem wymaga starań...
ale partnerstwo to partnerstwo...
nie żaden kompromis...
nie żadne kompensowanie staraniem jednej strony tego, co nie działa
to partnerstwo -
jestem juz prawie weteranką na tym forum - i widze, że tutaj często zdradzane, lekcewazone, i zostawiane zostają te kobiety, które się "starały".. one tak, oni nie. bo nie musieli
jesli autorka wątku chcę iskierek w swoim zyciu - to nie tylko jej sprawqa i jej praca i jej odpowiedzialnośc...
End_aluzja
A ja uwielbiam jak zmiany zaczynamy od kogoś - TY się zmień, TY się staraj, TY o mnie zapominasz...ect to nie jest jak rodem z Cosmo ani Playboya - racja .
Żeby wymagać od kogoś trzeba zacząć od siebie.
Może jesteś weteranką, ale widzę już jak go porywa ta opisana przez Ciebie "praca u podstaw" i to "partnerstwo" ... tiaaa...
Jakby ktoś nie zauważył pytałam czy on jakoś działa w tej sytuacji bo sama tego nie naprawi ,ale może dać jakiś sygnał ...
O ile dobrze zrozumiałam Lejdi_in_red szukała konkretnej rady i nie będę jej wkręcac "jesteś w nieodpowienim związku, nie rozumiecie się emocjonalnie blabla" - ona chce to ratować , podpowiadam konkretnie co zrobić.
Może weteranka End_aluzja ma lepsze pomysły to proszę.Chętnie sama się dowiem czegoś więcej....
Ja też uważam , że facet powininien dać soś z siebie inaczej te wszystkie starania będą o kant tylka rozbić. Dlatego na początek proponowałabym rozmowę szczerą. Zapytaj jak on to widzi, czy on też tak czuje i razem pomyślcie co możecie z tym zrobić. Ty mu powiedz o swich pomysłach, pragnieniach a on niech Ci opowie o swoich.
O ile dobrze zrozumiałam Lejdi_in_red szukała konkretnej rady i nie będę jej wkręcac "jesteś w nieodpowienim związku, nie rozumiecie się emocjonalnie blabla" - ona chce to ratować , podpowiadam konkretnie co zrobić.
Może weteranka End_aluzja ma lepsze pomysły to proszę.Chętnie sama się dowiem czegoś więcej....
anecznik, oczywiście, że nie zmienimy innych ludzi, oczywiście, że nie mamy wpływu na ich zachowania, decyzje i wybory'
oczywiście, że pewni możemy być tylko siebie i swoich uczuć
ale nawet jak autorka wątku zacznie puszczać farerwerki w domu, to wcale nie oznacza, że to, co się kryje pod pojęciem nuda.. zniknie
dlatego ja zgadzam się z brzoswkinia
powiedziałabym, niepokoi mnie, że tak mało czasu spędzamy razem, że nie wiele rzeczy robimy razem, boje się nudy, boje się, że się rozminiemy,,, jak tyb wyobrażasz sobie nasz związek? jak ja go sobie wyobrażam??
od tego trzeba zacząc...
Anecznik, ta druga opcja jest fajna. Właśnie już nie pamiętam kiedy ostatnio się tak na maxa wyluzowałam, kiedy zrobiłam coś szalonego. Przy nim wyglądam na nudną, zasiedziałą, nad wymiar spokojną dziewuchę. Nawet jak gdzieś razem wyjeżdżamy, to nie potrafię tak bawić się, wygłupiać i cieszyć życiem jak np. on. Chciałabym, ale coś wewnątrz mnie powstrzymuje. To chyba strach przed ośmieszeniem się...sama nie wiem. Zresztą, co szalonego można zrobić w domu albo w mieście (dodam, że mieszkamy w małym miasteczku). Kolacje, romantyczne spacery... to chyba nie jest dobry pomysł, bo widzę, że z jego romantyzmu pozostały już same szczątki.
Czy on coś robi? Coś tam czasami stara się wymyślać ale to przede wszystkim pod swoich kątem, a ja mu towarzyszę. Bardziej martwi mnie ochłodzenie z jego strony. Kiedyś (jeszcze nawet niedawno) sam spontanicznie mnie przytulił, pocałował, czy rzucił na łóżko i zaczął łaskotać... Teraz to ja się do niego kleić muszę, żeby mnie przytulił czy pocałował. Do kawiarni czy do kina nie chce iść sam ze mną tylko chce zawsze brać jeszcze kogoś do towarzystwa. Pewnie wie, że ze mną będzie drętwo albo strzelę focha i tak się skończy( jestem dosyć humorzastą osobą). Chciałabym go od tego przekonania odzwyczaić w końcu. Tylko nie wiem jak?
On ma dużo koleżanek i boję się, że przybliżył się do jednej albo poznał kogoś nowego... Chociaż wiem, że czas mu by na to nie pozwolił. Ale przecież nie spytam go wprost o to?
"a dawno temu, gdy nuda była nie do pomyslenia.... co razem robiliście?"
Chodziliśmy do kina, na zakupy, ponieważ lubimy spędzać czas na świeżym powietrzu, to wsiadaliśmy w samochód i objeżdżaliśmy wszystkie jeziora, albo motocyklem w jakieś upatrzone miejsce, w którym jeszcze nie byliśmy. Nie nudziliśmy się w swoim towarzystwie. Nawet jak nic specjalnego nie robiliśmy,to jakoś był ten uśmiech, masa żartów i wygłupów. Teraz tego nie ma.
A co do dresu, to... nie widzę potrzeby ubierania się w ładne, eleganckie rzeczy z pełnym makijażem skoro chodzę po domu. Jakoś tak nienaturalnie by wyglądało, gdybym wyskoczyła w kiecce i jego ulubionych rajstopach, w pełnym makijażu i w jakiejś fajnej fryzurze po jego powrocie z pracy. Pewnie patrzyłby na mnie jak na idiotkę, albo zapytał, czy gdzieś się wybieram?:/
12 2012-09-24 11:45:26 Ostatnio edytowany przez Lejdi_in_red (2012-09-24 11:47:50)
brzoskwinia, rozmowa z moim partnerem to nie jest najlepszy pomysł. On nie lubi poważnych rozmów. Zawsze jak próbuję jakąś zacząć, to on ucieka. Mówi, że wymyślam, szukam dziury w całym i w ogóle przesadzam. Wg. niego wszystko jest ok, nie ma problemu. To taki lekkoduch, który niczym się nie przejmuje.
Dlatego też chciałabym jakoś rozegrać to bez żadnych poważnych rozmów. Chciałabym go w sobie na nowo rozkochać.
13 2012-09-24 11:49:46 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-09-24 11:52:35)
to pewnie kwestia przyzwyczajenia i chyba bardziej tego, czym jest dla nas strój do pracy
ja jestem kobieta sukienkową;) czuje sie dobrze w wersji-ja w pracy i w wersji - ja w pracy - jestem sąbą. więc nie ściągam ciuchów po poworcie do domu.. bo przeciez mój dzien się jeszcze nie skończył....
mam problem, jak potrzebne są ciuchy takie wiecie.. stare, na wieś, do roboty;)) heheh moje jedyne odstepostwo od elegancji to martensy... co prawda piekne żółte, lakierowane;))
ale nie otym prawda?
lady - to , że dużo pracuje, nie oznacza, że nie ma czasu kogoś spotkać, zawsze się okazja znajdzie
okazje sa wogóle zawsze, tylko istotne jest jak na nie reagujemy...
jesli obawiasz się tego, jak układają się wasze relacje - to sspróbuj o tym rozmawiać
gdzies w tresci podałaś, że on może się bać, że strzelisz focha... mam 39 lat i w zyciu focha nie strzeliłam.. foch oznacza, że tobie coś nie pasi.. a on łaskawie ma się zorientowac.. co to takiego?? dobrze rozumiem?? a czy ty siedzisz w jego głowie? wiesz co mysli, co czuje jak reaguje? więc skąd on ma wiedziec, co sziedi w twojej?
pozdtawa każdego związku i każdej relacji jest dobra komunikacja...
może być tak, że ty wolisz samotny wieczoó w domu, a on towarzytwwo, w którym sie odpręża po trudnej pracy...
więc trzeba się dogadac...
brzoskwinia, rozmowa z moim partnerem to nie jest najlepszy pomysł. On nie lubi poważnych rozmów. Zawsze jak próbuję jakąś zacząć, to on ucieka. Mówi, że wymyślam, szukam dziury w całym i w ogóle przesadzam. Wg. niego wszystko jest ok, nie ma problemu. To taki lekkoduch, który niczym się nie przejmuje.
Dlatego też chciałabym jakoś rozegrać to bez żadnych poważnych rozmów. Chciałabym go w sobie na nowo rozkochać.
no tak.. to może problem to powazne rozmowy??
może trzeba tak:
słuchaj, chciałabym spędzić fajnie czas w śreodę? na co mamy ochotę?
albo - lubie takie nasze wspólne wieczory, świetnie się dzisiaj bawiłam.. mam nadzieję, że będziemy to powtarzac często
może zamiast powaznych rozmów pozytywna afirmacja??
End_aluzja, wiem, że zawsze jest okazja do spotkania kogoś. Przecież wychodzi też czasami gdzieś sam z kumplem, czy ze znajomymi, kiedy ja nie mogę... Obawiam się o to, tym bardziej, że oboje wiele razy nadszarpywaliśmy swoje zaufania kiedyś. Za każdym razem kiedy się oddala, budzi się we mnie myśl, że ma kogoś... Jeśli pytam wprost i mówię o swoich obawach, to zaprzecza i mówi, że jestem głupia, że tak myślę, kiedy sprawdzam jego komórkę, to nic tam nie ma. Co jeszcze mogę zrobić? Takie domysły są najgorsze i przez to m. in. daję mu znaki, że coś mi nie pasuje.
Tak jak wcześniej wspomniałam, rozmowy strasznie jego denerwują, bo twierdzi, że szukam problemów na siłę. Wiem, że pokłócimy się jeśli zacznę wylewać mu moje żale, tym bardziej jak przyjdzie zmęczony z pracy.
"może zamiast powaznych rozmów pozytywna afirmacja??"
Strzał w dziesiątkę! Właśnie chodzi mi o to, żeby nie narzekać, nie poruszać ciężkich tematów, żeby znów nie było tak, że coś mi nie pasuje, tylko zorganizować coś, cieszyć się, bawić razem, wygłupiać tak jak kiedyś.
"słuchaj, chciałabym spędzić fajnie czas w śreodę? na co mamy ochotę?"
Wczoraj on zadał to samo pytanie
Więc nie chcę go nagabywać i pytać znów o to. Pierwsza myśl była taka, żeby pojechać obejrzeć auto, które szukamy już długi czas. Jeśli nie pojedziemy, to nie wiem co będziemy robić.
"może być tak, że ty wolisz samotny wieczoó w domu, a on towarzytwwo, w którym sie odpręża po trudnej pracy..."
Ja bym właśnie chciała być tym towarzystwem przy którym się odpręża. Chciałabym odejść od wizerunku nudnej i zrzędzącej dziewczyny, której nic nie pasuje.
Wiesz ja tu teraz widzę kilka kwestii -
- skoro wciąz się mijacie to powinnaś być jego ulubionym towarzystwem.... dlaczego tak nie jest ? Możliwe, że walczysz z nudą ,ale kryje się pod tym jakiś kryzys - mimo nudy powinien chcieć wspólnie to rozwiązać, wychodzić razem etc....
- ogranicz swoje humorki i fochy bo to wiele psuje, a faceci zupełnie nie kumają złożoności kwestii,
- spróbuj pozytywnie go motywować tak jak już pisała End_aluzja,
- ja bym jednak przemyślała, że on nie chce poważnych rozmów ...6lat razem ... to powinniście chyba umieć ze sobą rozmawiać o wielu sprawach, tych trudnych też.
- co Ty się tak boisz ? Że on kogoś ma, że się zdenerwuje jak będziesz chciała z nim rozmawiać, że będzie niezadowolony że narzekasz - z jednej strony rozumiem,ale pamietaj, że Ty też jesteś coś warta i masz prawo stawiać swoje wymagania.
Oczywiście staraj się ze swojej strony rozbić nudę, ale tak jak od początku pisałam - sama tego wozu nie popchasz.
Następna kwestia : on musi dojrzewać do głębszych relacji niż wieczne motyle w brzuchu...po 6 latach powinien to już rozumieć...
Na początku myślałam,że to tylko Twoja chęć urozmaicenia życia razem, ale tu chodzi o coś co się powoli wypala, a jak sama będziesz o to walczyć to i tak może się nie udać.
anecznik, możliwe, że on nie chce poważnych rozmów z tego względu, że już wiele razy takie przechodziliśmy. Ja jestem bardzo emocjonalną osobą i gdy coś się między nami nie układało, gdy coś mi nie pasowało ja za każdym razem przeprowadzałam poważne rozmowy. Teraz z perspektywy czasu widzę, że wiele powodów było błahych i te rozmowy były zbędne. Teraz jak słyszy "musimy poważnie porozmawiać", on mówi "co Ci znowu nie pasuje?". Widzę, że to dla niego katusze.
Zresztą, co ja mam mu teraz powiedzieć? Że widzę, że coś się wypala? Że boję się, że kogoś ma?
Ja znam jego odpowiedź. Powie, że wymyślam i że mamy wiele obowiązków i to dlatego tak. Że miłość po 6 latach jest inna niż ta początkowa. Ja wiem, że on motyli w brzuchu nie oczekuje i wie, że raczej już ich nie będzie. To ja bym chciała wnieść coś do naszego życia. Chciałabym, żeby zaczął się o mnie starać, tak jak kiedyś. Żeby zaprosił mnie gdzieś, kupił kwiatka bez okazji, powiedział mi sam z siebie, że kocha i mu zależy, że lubi spędzać ze mną czas, zrobił coś spontanicznie dla nas. Tak naprawdę ja widzę, że on jest mnie na tyle pewny, że nie musi się już o mnie starać
Nawet już o mnie zazdrosny nie jest.
Lejdi, mnie sie wydaje, ze powinnas sie przede wszystkim soba zajac, i to nie tylko pod wzgledem wygladu ale takze zainteresowan i zycia towarzyskiego. Jak sie ladnie wyglada to sie czlowiek dobrze czuje. Nie chodzi o to, zeby sie od razu w szpilki i suknie wieczorowe przebierac, bo to przechyl w druga strone, ale elegancka sukienka, poukladane wlosy, slodkie baletniczki na plaskim obcasie i troche czerwonej szminki cuda sprawiaja. Do tego jeszcze jak chlopak zobaczy, ze o czyms nowym czytasz, moze nowego jezyka sie uczysz i z domu wylatujesz, zeby isc na drinka z kolezankami, od razu wydasz sie bardziej atrakcyjna. Taka to przewrotna logika meska, ze jak piekne i poza jego zasiegiem, to sie zaczyna starac.
No, a jezeli wszystko to zawiedzie, to bedziesz przynajmniej lepiej wyksztalcona, bardziej atrakcyjna i towarzyska ![]()
Nie każdy tak samo okazuje uczucia, w tym zazdrość.
Rada adlernewman żeby zadbać bardziej o swoją atrakcyjnośc na wielu poziomach- to dobry pomysł.
Wkońcu z facetem też trzeba miec wspólny temat ,a nie tylko :"jak ja Cie misiaczku kocham...".
Wyjście z domu pomaga lepiej się poczuć, a lepiej się czując jesteś bardziej atrakcyjna dla niego.
Nie ma nic złego w byciu pewnym siebie na wzajem, jednak Ty nie wydajesz się być taka pewna jego ...anyway - próbuj tego co do Ciebie przemawia, w radach możesz teraz przebierać ![]()
Dzięki dziewczyny za rady
Od razu zaczęłam działania, tak jak radziłyście- zadbać bardziej o siebie, ładnie wyglądać, itp. Podziałało
Już w ten sam dzień, gdy poszliśmy do znajomych, mój Luby nie mógł oderwać ode mnie wzroku, a w domu... rąk ![]()
Zajęłam się też bardziej sobą, swoimi sprawami. I gdy okazało się, że ogarniam przede wszystkim swoje sprawy, jego stawiając na dalszych pozycjach, on zaczął organizować nam czas, stał się milszy, kochańszy... Pokazał, że jednak mu jeszcze zależy, bo gdy uczyłam się do obrony cały czas mnie wspierał, wyręczał z wielu obowiązków a nawet zamienił się w pracy i pojechał ze mną cały czas mnie wspierając na korytarzu.
Poza tym, przestałam się denerwować i obrażać za byle głupstwo. Myślę, że to też wpłynęło na poprawę naszych stosunków.
Tak więc miałyście rację, trzeba zająć się sobą, nie poświęcać całego czasu mężczyźnie, pokazać, że oprócz niego jest jeszcze wiele innych spraw bardzo ważnych.
Mam nadzieję, że już tak zostanie ![]()
Jeszcze raz wielkie dzięki :*
Super
Sytuacja się poprawiła, a Ty juz przetestowałaś sposób na ponowne skupienie jego uwagi ![]()
Echhhh mężczyźni ![]()
powodzenia !
I niestety, znów to samo
Znów spadek jego zainteresowania moją osobą. Gdy jesteśmy osobno nie pisze, nie dzwoni...muszę się dopominać, bo jest upokarzające. Mam dość! Mam dość już takiej huśtawki do tego stopnia, że przy najbliższym spotkaniu postanowiłam z nim porozmawiać i zdecydować co dalej...Walizki już czekają ![]()
Nie chcę tego, ale muszę to zrobić, bo inaczej wykończę się psychicznie tymi domysłami "kocha, zależy mu, czy jednak nie?".
Proszę, powiedzcie, że dobrze robię.