Mówi się, że kobieta sama nie wie czego chce. I oto jestem. Z całą masą myśli, uczuć i emocji. Za dużo czytam, za dużo myślę - a skutki tego są opłakane...
Byłam z M. 5 lat. Było nam dobrze, choć bywaly i ciężkie dni, ale jakoś zawsze dawalośmy radę. Wyjechał na szkolenie - 9mc. Tęskniłam. Czekałam. Wrócił. Zamieszkaliśmy razem u jego babci - okropne babsko. Walka z nią była nieustanna. Ale mielismy siebie i zaczęło się walić. On zatracił się z grach komputerowych, ja zaś ciągle wyjeżdżałam z koleżankami. Nie gadaliśmy. Nie kochaliśmy się, a jak już to "po małżeńku" - byle szybko i daj mi spać. Aby zapełnić pustkę kupiliśmy kota. Nie pomogło. Kłótnie były o wszystko i żadnego rezultatu z uwag. Ja swoje on swoje i nie było kompromisu. Każde z nas machało ręką i żyliśmy dalej. Wyprowadziłam się na parę dni od niego, by pomyśleć. Dzwonił, pisał, przychodził i się ugięłam, po 3 dniach wróciłam. Ale już nie ta sama, nie umiałam uwierzyć w niego i jego starania, obrzydzał mnie jego styl bycia, ciągle byłam na niego zła, każdy jego ruch był zły. Ale on się starał, naprawdę. Widziałam to, ale już nie potrafiłam się do niego zbliżyć. Odesżłam.
Z T. znamy się od 8 lat, przyjaciele - wtedy myslałam, że to nic więcej. Na tydzień przed moją decyzją odejścia od M., T. pocałowal mnie, a ja wcale tego nie unikałam, serce waliło jak nigdy. Potem walka z myślami, co dalej? Co czuje? Cięgle Tylko T. w głowie. Ułatwił mi podjęcie kroku na przód. W dniu wyprowadzki przyjechał pomóc mi z rzeczami.
M. po tym wszystkim przyjechał pod pracę z kwiatami, przepraszał, błagał, płakał i obiecywał. Była nie ugięta. Było tak jeszcze 3 razy, aż w końcu odpuścił.
T. mnie wspierał, pocieszał, spędzał każdą chwilę. Zaczął nie mieć dla mnie czasu. Najpierw kumple, dom, praca, znów kumple i ja - w końcu. Zaraz po rostaniu bardzo go potrzebowałam, chciałam zapomnieć o M. nie myśleć o tym. T. mi w tym już nie pomagał, a wręcz przeciwnie jeszcze o niego musiałam się martwić i denerwować. Po 2 rozmowach trochę się zmienił,ale nadal nie czuje tego co mówi: czyli, że kocha - to tylko słowa póki co. Ost był na imprezie, ja nie poszłam, bo na rano do pracy. była tam jego była niedoszła - chce go spowrotem, na razie bada grunt-chce mnie poznać. A ja nie mam siły walczyć o niego. Chce, żeby to on teraz walczył o mnie bo jest mi ciężko, ja potem do noego dołącze - mowiłam mu o tym.
Problem w tym, że się boję. Nie do końca ufam T., ale wiem że z nim będę miała dobrze. Za M. tęsknie, akceptował mnie w pełni poświęcał mi każdą chwilę, to ja byłam na 1szym planie - za nim się ulokował przed kompem.
Boję się samotności.
Potrzebuje teraz ciepła - jeśli już odważyłam się na nowy związek to chce wspracia i czuć, że mu zależy.
Przez T. myślę o M. o powrocie do niego - bo tak bezpieczniej.
Mam taki mętlik w głowie, opadam z sił. Nie wiem co robić
A raczej nie wiem którego wybrać
Jak mam to wszystko rozumieć?
Jak sobie z tym poradzić?