Witam serdecznie.
Nie wiem co robić, co się dzieje, muszę się z kimś podzielić tym, bo chyba eksploduję
Jesteśmy z mężem 4 lata razem, prawie 3 miesiące po ślubie. Od roku mieszkamy razem u jego rodziców. Mieliśmy zawsze problemu i kłótnie tak jak każda para. Razem też pracujemy. Jednak naszym największym problem było zawsze spożywanie alkoholu przez męża w miejscu pracy. Tyle go prosiłam, tyle łez wylałam, ale kocham go i zawsze wmawiałam sobie, że zmądrzeje, wydorośleje, że przestanie. Tłumaczę sobie, że przecież nie jest alkoholikiem, ponieważ gdy ma wolne (pracuje w trybie tydzień na tydzień) i jest w domu to nie ma problemu. Ponadto uważam, że wszystko jest dla ludzi i też lubię kiedy razem wychodzimy do znajomych napić się piwka czy wina, ale na wszystko musi być odpowiednia pora i czas. Kiedy czasem w domu otworzy sobie piwko też nie robię z tego problemu, przecież to facet, każdy facet lubi napić się piwka. Denerwuje mnie to, że nie potrafi odmówić sobie w pracy (restauracja). Po pierwsze jaki stwarza obraz firmy, po drugie robi wstyd sobie i mnie przed innymi pracownikami, a ja mówię i mówie i nic nie dociera. Ale skoro nie potrafi sobie odmówić to chyba jednak ma problem. Kiedyś w kłótni powiedziałam mu, że powinien iść do lekarza jeśli nie potrafi sobie z tym radzić, że go zostawię, że nie dam sobie życia zmarnować, wtedy ma wolny tydzień jest grzeczny, następnie pierwszy dzień w pracy i bum. Nie mówię, że nie potrafi stać na nogach (chociaż tak też się zdarzało) ale piwkuje i w końcu kilka piwek wychodzi. A jak wypije... o agresji czy czymś podobnym nie ma mowy. Zupełnie odwrotnie jest obojętny, w ogóle nie da się z nim poromawiać, nie słucha mnie, a jak pytam ile piw wypiłeś to odpowiada 16 i 4 drinki. To co? jeszcze do mnie ma pretensje, że w ogóle zapytałam?Innym razem kłamie (bo nie chce mnie denerwować jak twierdzi) i mówi, że nie pił wcale a ja potrafię poznać po połowie piwa, że coś wypił. Wierzyłam tak mocno, że przestanie, że potrafi zrobić to dla mnie, nie mam już siły prosić. Gdybym przynajmniej widziała, że się stara, ale on tylko dużo mówi. A później szuka wymówek, wytłumaczeń, każda okazja jest dobra by się napić. Po naszej ostatniej tysięcznej rozmowie zagroziłam, że mam dość i że jeśli od tej rozmowy przyjdzie raz wypity z pracy to się wyprowadzam i kończę mimo tego, że jesteśmy 3 miesiące po ślubie. I niech nie myśli, że ja sobie żartuję bo nie mam siły go już prosić, że próbowałam już wszystkiego, ale on widocznie nie chce, że niech nie myśli, że jest mi miło jak kładzie się do łóżka, ani się przytulić ani dać buziaka bo śmierdzi alkoholem, że w życiu nie przyszło by mi do głowy, że 3 miesiące po ślubie będę myślała co dalej i wiecie co on na to? po pięciu dniach wolnego, w pierwszym dniu w pracy przyszedł wypity. Co ja mam zrobić? Jestem nieszczęśliwa, myślę o tym, że nigdy się nie zmieni, że zawsze będzie spokój kilka dni i znów to samo, karuzela. Prosiłam, żeby zmienił pracę jeśli nie ptorafi sobie odmówić, że ja mu pomogę tylko ma mi powiedzieć jak bo już nie wiem co robić, a on na to, że pracy nie zmieni o obiecuje, że juz nie będzie. Następnie mówi, że dzisiaj w pracy odwiedzi go kolega i że napije się z nim piwka. Jak zaprotestuję to zaraz jak to nie może się napić jednego piwka? A ja po prostu chcę być konsekwentna, żeby całkowicie wyeliminować picie w pracy, żeby nie było za późno... Jestem zmęczona tym wszystkim, ciągłymi kłótniami, przez to na 7 dni w tygodniu nie rozmawiamy ze sobą czasami 5 dni. On robi swoje, ja zajmuje się swoimi sprawami. Niektórzy moga mi powiedzieć, że widziałam co brałam, wiedziałam jaki jest. Ale ja po prostu wierzyłam, że to minie. Teraz myślę coraz częściej, że jestem młoda, że mogę ułożyć sobie inaczej, nie wiem co się ze mną dzieje, a dodatkowo obwiniam siebie, że przesadzam. Nie całowaliśmy się od prawie dwóch miesięcy, nie mówiąć o reszcie. a Jesteśmy młodymi ludźmi, świeżo po ślubie, powinniśmy nie umieć się od siebie oderwać. A co będzie dalej? pomocy
Faktycznie nie jest fajnie... ![]()
Powiem ci jedno..."samo nie minie".
Zmuś go do pójścia na terapię, jeśli nie będzie chciał sam to pójdź razem z nim. Nie chodzi mi nawet o terapie w aa, ale na początek o psychologa. Takie terapie dla par, czasami przynoszą dużo dobrego. Może problem nie jest jeszcze na tyle duży, że nie można sobie z nim w ten sposób poradzić.
bądź silna.nie pokazuj że rzucasz słowa na wiatr.Jak masz gdzie to się wyprowadź jak kocha to przyjdzie na kolanach.nie masz dziecka wiec możesz sobie pozwolić na nagłą przeprowadzkę.gwarantuje ci że będzie gorzej jak w sprawie nałogu zmiękniesz ty a nie on
Jestem tego samego zdania co d0r0ta19, musisz być konsekwentna w tym co mówisz, bo inaczej będzie wiedział, że rzucasz słowa na wiatr i nic z tego dobrego nie wyjdzie. Poza tym nie zrobisz nic złego jak się przeprowadzisz na jakiś czas, w końcu chcesz mu pomóc i to się teraz najbardziej liczy.
Dziewczyny maja rację.Musisz mu dać kopniaka.Moze sie wystraszy i zrozumie czego chce.Jesli nie,to nie ciągnij niczego na siłe.Jesteś mloda i nie marnuj zycia na kogoś kto sam o własne nie dba i chce za sobą pociagnąć ciebie.Nie trać czasu,nie zamartwiaj sie,nie ścieraj,tylko żyj i zadbaj o własne dobro.
ja jestem 7lat po ślubie i też są chwile kiedy częściej myślę o rozwodzie.Mój mąż też popija tyle że nie w pracy i nie reaguje na żadne prośby ni grozby powtarza swoje głupi zdanie ,,a co ja ci krzywdę robię jak chcesz to się mogę wyprowadzić,,i tak w kółko,a ja z dnia na dzień jestem coraz większym kłębkiem nerwów,nie wiem jak zmotywować go do nie picia.kocham go i nie chcę się rozstawać ale są dni że gotowa jestem go spakować i wyrzucić ze swego życia
mój ojciec jest alkoholikiem i wiem że samo nie minie....matka mu ulega dla spokoju a on wchodzi wszystkim na głowę...w tym temacie mogę powiedzieć z własnego doświadczenia tyle że musicie zmusić facetów do zmiany...a u was widać że nie maja żadnych chęci na to...jak odpuścicie to ze spokojnego pijaczka zmieni się w brutala i awanturnika. Ojciec na początku tego nałogu był innym facetem...pił tylko w domu i siedział spokojnie... teraz od kilku lat obojętne mu czy pójdzie do pracy na "gazie" czy nie...na dodatek zmienił się w tyrana...ja nienawidzę go całym sercem...a matka ma karuzelę uczuć i emocji...prosi się go non stop, tłumaczy...on obiecuję a potem za jakiś czas robi to samo...ja osobiście bym nie była w związku z pijakiem bo wystarczająco długo się męcze...na dodatek musze z nim mieszkać ...i marzę uciec jak najdalej od niego...mieć w końcu spokojne życie
Nie widzę innego wyjścia jak terapia szokowa, jeśli nie będziesz konsekwentna w tym bo mówisz nic sie nie zmieni. Może jak odejdziesz to bedzie miał czas na przemyślenia i zauważy problem.
Dziękuję za rady, wiem że konsekwencja w tym wypadku jest nieunikniona. I też myślę o wyprowadzce jako o terapii szokowej, kocham męża, ale przez to że tyle moich próśb poszło na marne czuje się, jakbym w ogóle nie była dla niego ważna. A co za tym idzie przestaje mi również zależeć, żyjemy razem a jednak osobno. Każdy sobie...
Zbliża się weekend, a to najgorszy okres w tygodniu roboczym męża, a więz zobaczymy jak się spisze jutro i w sobotę. Dam Wam znać co się dzieje, jeśli znów wypije to wyprowadzam się. Trzymajcie kciuki, chyba czas zadbać o siebie, bo do teraz zawsze przejmowałam się innymi oraz tym co inni ludzie powiedzą, jeśli po 2 czy 3 miesiącach zobaczą mnie w domu rodzinnym. Ale czy tylko dlatego mam zmarnować sobie życie u boku kogoś ktoa ma wszystko gdzieś? Nie pozwolę na to... Jeśli nie pokaże, że jestem dla niego najważniejsze i dla mnie może wszystko to chyba nic z tego nie będzie. Bo póki co ja na wszystko przystaję w tym związku. Pozdrawiam i do później...
10 2012-09-08 11:58:17 Ostatnio edytowany przez frytka292 (2012-09-08 12:08:42)
czy wyprowadzka to dobry pomysł??? to napewno będzie powód do zalania smutków... ja bym na początku postraszyła rozwodem...poszła spać do innego pokoju i powiedziała że daje mu miesiąc na zmianę...jeśli to nie nastąpi to odchodze... dla pijaka wyprowadzka raczej nie spowoduje braku picia tylko nasili go....
to jest nałóg i psychika już jest nim tak wypalona że taka osoba nie rzuci go od tak sobie...z dnia na dzień! taka osoba szuka powodów do picia. nie ma silnej woli. to tak jak z paleniem...ktoś zabroni Ci a Ty będziesz miała głód nikotynowy...to co zrobisz??? wytrzymasz dzień dwa a potem będziesz popalała po kryjomu...tu trzeba leczenia , wsparcia drugiej osoby a nie tylko warunków do spełnienia...to jest choroba a ślubuje się życia w zdrowiu i chorobie....odejście od niego nic nie zmieni. musisz zaciągnąć go do lekarza...udowodnić mu że wydaje miesięcznie tyle i tyle kasy na to, że traci na to ileś tam czasu. mam nawet pomysł. na lodówce bym przykleiła kartkę z miesiącem WRZEŚNIEM i odnotywała w nim w jakie dni mąż jest nabity ... potem wsadziła mu kartkę przed twarz i pokazała że ile traci na to czasu...specjalnie bym liczyła jaka część pensji na to idzie...wtedy może by zobaczył jak fajnie kasa ucieka ...pijacy sobie nie zdają sprawy...bo za kilka lat ich picia można byłoby fajny samochód sobie kupić
witam ![]()
no i w zeszłą sobotę to samo ![]()
nie wyprowadziłam się, za to dostaliśmy mieszkanie z miasta. i co dalej? tyle czekałam na ten moment a teraz się w ogóle nie cieszę, trzeba zainwestować ciężkie pieniądze w remont, wziąć kredyt, koljna rzecz, która nas połączy, a ja w moim pięknym mieszkanku będę czekała na pijanego męża?
((((((((((((((((((((((((((((((( brak sił, sposób z kartką dobry, ale nieskuteczny, na lekarza zgodzić się nie chce bo twierdzi, że nie ma problemu i że przesadzam. a do tego jak pytam czy w końcu skończy i kiedy bo już nie mogę znieść tych obietnic i w nie nie wierzę, to mówi, że nie skończy, wszystko po złości
kładziemy się spać jak dwoje obych sobie ludzi, nie wiem co to pocałunek na dzień dobry, na do widzenia, całus w czółko o poranku co zawsze uwielbiałam, dzisiaj od rana nie rozmawiamy
a podpisując dzisiaj papiery w urzędzie czułam się jakbym podpisywała dla siebie wyrok śmierci. nie jestem szczęśliwa, ani odrobinę, ja już nawet nie wiem czy go kocham czy mi się tylko wydawało ![]()
Witaj okruszku.
Mam nadzieje, że jeszcze tu zaglądasz.Przeczytałam dzis twój post i miałam wrażenie jak byś pisała o moim zyciu.Różnica polega tylko na tym że ja jestem 2 miesiace po slubie i jestem w ciąży a mam to samo i juz mysle o rozstaniu, choć kocham swojego męża, ale już nic nie pomaga, żyje w ciągłych kłamstwach i ciągłych obietnicach, by znów zostac okłamana. jak chcesz to podaj mi swojego meila to popiszemy.
i stało się.
było źle nadal...
i zdradziłam.
i wiem, że jednak kocham. Jestem w stanie wybaczyć jemu nałóg, ale sobie już nie wybaczę. I tak bardzo boję się powiedzieć.
zdradzilaś go, z kim?
z przyjacielem, którego znam od zawsze
Nieciekawie...Nie wiem co radzic. Może powinnas się z nim rozstać (mezem) i zaczac wszystko od nowa, jesli masz na to sile...
nie wiem, nic już nie wiem ![]()
w życiu ponoć nic nie dzieje się bez przyczyny, może to był ten bodziec, żeby zrozumieć, że nie mogę zrezygnować bo to do nieczego nie proawdzi, żebym zrozumiała, że kocham i trzeba walczyć. Nie wiem tylko czy mam prawo decydować za niego, czy mu powiedzieć i pozwolić, aby zdecydował sam co dalej. Czuję się okropnie. Dla mnie zdrada była zawsze czymś odrażającym powtarzałam, że prędzej opuszczę niż zdradzę. Teraz życie same zweryfikowało...
ale czy ty go kochasz (meza?).
wiem, ze to nie jest fajnie, jak probujesz kogos zmienic (alkohol), i szarpiesz sie z tym, a nic z tego nie wychodzi.
Ja juz tu pisalam kilka razy-faceta sie nie da zmienić.
nie wiem, ponoć jeśli się kocha to się nie zdradza. ale ja nie potrafię wyobrazić sobie, że się rozstaniemy, jak dalej żyć...
Chyba powinnaś mu o tym powiedzieć, inaczej sumienie Cię zniszczy, związek bez szczerości i zaufania to nie związek. to chyba jest kolejny powód do rozstania. Wydaje mi się że teraz już na pewno nie będziecie szczęśliwi, z resztą Ty i tak nie byłaś. Oby tylko dla niego nie stało się to kolejnym powodem do picia...
To prawda że faceta trudno zmienić, zaczyna się niby niewinnie od kilku piwek a i tak trudno mu było z tego zrezygnować a co jeżeli to się nasili w przyszłości? Z alkoholikiem się nie dogadasz, zacznie się agresja i to Ciebie będzie chciał wpędzić w poczucie winy. Szczególnie teraz po zdradzie trudno będzie Ci z nim żyć. Gdybyś była szczęśliwa to nie zdradziłabyś...
zdaję sobie z tego sprawę, że gdyby było szczęście nigdy by do tego ie doszło. Pogubiłam się strasznie. I tak bardzo boli, że do tego doszło, że tak się między nami popsuło. Że musiało tak daleko zajść żebym zrozumiała, że chcę o niego walczyć
chyba umrę, czuję się niegodnie, strasznie, nie mogę jeść, spać.
Czyli chcesz być z nim? zamierzasz mu powiedzieć? Musisz się jakoś trzymać.
Chce bardzo. Nie wiem czy powiedziec, zostawi mnie. To pewne.
dokladnie. nie bylas sczesliwa i szukalas pocieszenia u innego....probowalas rozmawiac z mezem, by przestal pic czy pil mniej, ale nic z tego. w takiej sytuacji nieraz sie szuka pocieszenia u innych.
ale czy uwazasz ze jest szansa by maz sie zzmienil???
Przeczytałam cały twój post i nasunęło mi się kilka wniosków. Właściwie to ty już do nich sama doszłaś, skoro piszesz:
"skoro nie potrafi sobie odmówić to chyba jednak ma problem". Tak, twój mąż jest alkoholikiem. Ten problem ma od dawna: "naszym największym problem było zawsze spożywanie alkoholu przez męża w miejscu pracy". Wmawiasz sobie, że wszystko jest w porządku, bo boisz się spojrzeć prawdzie w oczy: "Tłumaczę sobie, że przecież nie jest alkoholikiem". Usprawiedliwiasz go, bo boisz się, że gdy stwierdzisz sama przed sobą, że twój mąż jest alkoholikiem, to bezpieczny świat jaki sobie zbudowałaś runie. Będziesz musiała dokonać ważnych życiowych wyborów. Będziesz musiała ponieść ich konsekwencje.
Piszesz: "zawsze wmawiałam sobie, że zmądrzeje, wydorośleje, że przestanie" - czyli od dawna żyjesz złudzeniami. Łudzisz się, że on się zmieni, podczas gdy żeby tak się stało to on musi sam tego chcieć. Nikt się nie zmienia ot tak sobie. Tymczasem on nie widzi w piciu problemu i nie chce z tym zerwać (zerwać = odwyk, terapia i AA). I tak sobie będziesz żyła łudząc się, a on będzie coraz więcej pił, nie tylko w pracy, ale i w domu.
Dalej piszesz o kilku piwkach i "piwkowaniu", żeby potem napisać, że to 16 piw i 4 drinki. To nie jest "piwkowanie"! To nieumiejętność opanowania się, to nałóg! Obiecuje ci, że przestanie nie dlatego, że chce to zrobić, ale dlatego że chce mieć święty spokój, chce żebyś przestała mu głowę zawracać.
"Po naszej ostatniej tysięcznej rozmowie zagroziłam, że mam dość i że jeśli od tej rozmowy przyjdzie raz wypity z pracy to się wyprowadzam i kończę mimo tego, że jesteśmy 3 miesiące po ślubie". I co z tego? On przyjdzie na bani, ty mu wybaczysz i tak w kółko. Nie rzucaj słów na wiatr, bez pokrycia. Bo będzie tak, że on się upije, ty powiesz że "jeszcze raz i odchodzisz", on się upije znowu a ty... nie odejdziesz. Bo będziesz się bała, bo coś tam. Zawsze znajdzie się jakiś głupi powód. I tak w kółko.
Pytasz co masz zrobić. A jak myślisz? Powiedz mi proszę, co cię w ogóle skłoniło do wzięcia ślubu z alkoholikiem po 4 latach bycia z nim? Przy pierwszych objawach powinnaś wiać gdzie pieprz rośnie, ale ty widocznie wolałaś się łudzić lub umartwiać.
Przede wszystkim przestań żyć marzeniami o idealnym związku i niepijącym mężu. Jeśli będzie chciał przestać pić, to przestanie. Jeśli nie, to nie. To nie jest kwestia pracy. Zmieni i będzie pił dalej, zobaczysz.
Musisz być konsekwentna. Jeśli mówisz o wyprowadzce to to robisz i koniec. I nie wprowadzasz się dopóki nie zobaczysz poprawy. Nie wprowadzasz się przez kilka tygodni, może miesięcy. On musi ci udowodnić, że jemu bardziej zależy na tobie niż na alkoholu. Bo na razie jest zupełnie odwrotnie.
Jeszcze jedno. on ciebie pyta, czy może się napić jedno piwko z kolegą. "Tylko jedno małe piwko". On cię traktuje jak dziecko matkę. Dziecko które pyta czy może zrobić coś, co się mamusi nie podoba. Jakie to niedojrzałe!
Czytając to co piszesz, nie doczytałam do końca i nie zwróciłam uwagi na datę pierwszego postu. Cóż. Mężowi absolutnie nie mów o zdradzie, bo to wam nie pomoże. Nie oczyścisz swojego sumienia, a jedynie dowalisz jemu. To nie jest tak, że żyjesz w kłamstwie, po prostu świadomość zdrady zabija. Twój mąż jest alkoholikiem, nie wiadomo jak może zareagować na tę wiadomość. Może wpaść w jeszcze gorszy nałóg, albo pod wpływem alko zrobić ci krzywdę. Albo będzie chciał się rozwieść, z twojej winy. Cóż za paradoks, przecież to on jest winny temu, że wam się nie układa. A co do samej zdrady, dorośli, dojrzali ludzie wiedzą co robią i dlaczego, a ty piszesz o tym w taki sposób, jakbyś sama nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Jeśli dla ciebie zdrada miała być bodźcem, żebyś zrozumiała że kochasz męża, to proponuję terapię, bo takie myślenie, takie podejście do sprawy nie jest normalne.
Podsumowując, jesteś z alkoholikiem, macie mieszkanie z miasta, więc nie chcesz się wyprowadzać, zdradziłaś, w sumie nie wiesz czemu, myślisz, że to był znak czy coś w tym stylu. To co ci dolega to niedojrzałość i zewnątrzsterowność. Nie jesteś w stanie dać sobie rady sama ze sobą, a co dopiero ze związkiem! A jeszcze do tego jak przyznasz się do zdrady to na pewno nie uratujesz związku. Mąż będzie pił coraz więcej, ty będziesz się zadręczać i łudzić, w końcu pojawi się dziecko, któremu serdecznie współczuję wychowywania się w takich warunkach, z ojcem alkoholikiem i niedojrzałą matką. Kobieto, ty się ogarnij, zacznij być konsekwentna, dojrzej.
Zdradzilam bo nie czulam sie juz dla niego atrakcyjna nie bylo czulosci wspolycia. Wszystko sie nawarstwilo, problemy i sama w checi odeewania sie od tego wypilam wiecej niz mialam co zaparanoja i stalo sie. Mialam do niego pretensje ze pine a sama co zrobilam???? I po tym zrozumialam ze chce nas ratowac ze to ja nawalilam. No zamiast sie jie poddawac i walczyc o miego tym bardziej ze ostatnio jest ok to zronilam to. To bylo w pazdzierniku. Jest styxzen i nie moge dac sobie rady